Autorka: Abby
Corson
Tytuł: Konsjerż
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
cosy crime
“Konsjerż” to debiut literacki Abby Corson,
choć nie jest to jej pierwsza styczność z piórem - już od dekady pisze do
znanych angielskich i australijskich magazynów w tematyce lifestylowej oraz
luksusowych podróży. Teraz jednak przyszła pora na pełnoprawną powieść, która
jest miła i przyjemna, ale jednak… kogoś w niej mordują. Idealna historia na
urlop macierzyński! Bo właśnie siedząc w domu z jedną córką, a równocześnie
oczekując przyjścia na świat drugiej, Abby Corson pokusiła się o tę powieść. Na
rynku angielskim wydana została w 2024 roku jak na razie jest jedyną pozycją
powieściową w dorobku autorki, jednak na luty 2026 zapowiedziana jest już
kolejna - na razie jednak nic więcej o niej nie wiadomo, jak również czy i
jeśli tak, to kiedy, ukaże się w Polsce.
Anglia, hrabstwo Yorkshire. To tam całe życie
spędził teraz już 72-letni Hector Harrow, a sporą jego część, ponad pół wieku,
zajmował się pracą w okolicznym, przyjemnym i luksusowym hotelu Cavengreen jako
konsjerż. Do czasu… morderstwa, jakie zostało tam dokonane i w związku z którym
stał się podejrzanym - w końcu to on znalazł ciało… Teraz, kiedy jest już na
emeryturze, chce spisać tę historię, by przedstawić co wydarzyło się wtedy
naprawdę. A my mamy okazję jej wysłuchać - Hector nagrywa ją na dyktafon, z
czego później jego przyjaciółka Helen ma stworzyć powieść.
“W dobrej książce musi się znaleźć wydarzenie, zwrot akcji i rozwiązanie. Wystarczą te trzy rzeczy i garść popieprzonych bohaterów i nie ma powodu, byś nie napisał dobrej książki.”
Książka rozpisana jest na 33 rozdziały pisane
w narracji pierwszoosobowej przez Hectora w dwóch czasach - głównym wątkiem
jest opowieść o hotelu i morderstwie w nim popełnionym, jednak Hector nie
ukrywa przed czytelnikiem tego, że opowiada to z dystansu czasu i o tym, co
dzieje się u niego teraz też czytelnika informuje. W związku z tym, że narrator
wie, że nagrywa dla czytelnika, to nieraz zwraca się do niego bezpośrednio, ba!
zastanawia się nawet jak jego opowieść zostanie odebrana. Książka zatem ma
niepowtarzalny styl, a jej forma złożona nie tylko z opowieści Hectora, ale
również np. i nagranych na dyktafon rozmów, daje poczucie świeżości. Język
powieści jest przyjemny, codzienny i nieinwazyjny - ot, opowieść starszego,
eleganckiego pana…
Ale choć Hector ze względu na swój zawód jest
uprzejmy i dyskretny, to jednak jest w nim też coś więcej. To postać
słodko-gorzka, która przez życie idzie godnie, z podniesioną głową, ale jednak
dość… samotnie. Trudne dzieciństwo, z którym do teraz nie może się pogodzić, i
skupienie się na pracy już w młodym wieku sprawiły, że mimo przelotnych
romansów nigdy nie związał się z nikim na stałe. Niepokojące są też jego
odruchy obsesyjno-kompulsywne: pukanie się w czoło, robienie wszystkiego w
seriach po trzy… Czy więc pod płaszczykiem uprzejmego starszego pana nie kryje
się coś głębszego, coś dużo bardziej mrocznego? To myśl, która w czasie lektury
napływała mi do głowy dość często.
“Można mieć rodzinę i przyjaciół, a i tak czuć się samotnym - możesz na przykład spędzić cały dzień w towarzystwie ludzi, a wieczorem kłaść się z przeświadczeniem, że nie odbyłeś żadnej istotnej rozmowy lub nie spotkałeś się z czułością, jakiej pragnąłeś.”
Do morderstwa doszło w hotelu, w noc po
uroczystości weselnej - mamy więc zamknięte grono podejrzanych. Wśród nich jest
obsługa: recepcjonistka i kierownik hotelu, nowy właściciel Amerykanin i
goście: pisarz, najbliżsi państwa młodych i znajomy Hectorowi mężczyzna. Przed
morderstwem przyglądamy się funkcjonowaniu tego hotelu, Hector oprowadza nas po
wnętrzach i opowiada o swojej pracy, kiedy jednak docieramy do momentu
znalezienia zwłok, robi się z tego nawiązująca do klasyki powieść
detektywistyczna. W końcu zarówno grono podejrzanych, jak i miejsce akcji mamy
zamknięte. Kreacje postaci rysowane są grubą kreską bazującą na stereotypach,
ale dobrze pasuje to do ogólnej konwencji powieści, nadaje jej nieco
humorystycznego zacięcia, ale też jest sposobem na uśpienie czujności - narratorowi
zdarza się naprowadzać czytelnika na trop, jednak robi to w sposób bardzo
subtelny…
“Nie ulegało wątpliwości, że zabójca, kimkolwiek był, wciąż przebywa w hotelu. Chyba że właśnie wywieziono go w worku na zwłoki.”
I całkiem przebiegły, gdyż intryga zaskakuje
co najmniej kilka razy! Przede wszystkim na starcie nawet nie wiemy kto zginie,
dość długo nie wiemy też kto jest mordercą… a gdy wychodzi to na jaw, książka
się nie kończy! Bardzo podoba mi się to, co autorka zrobiła pod koniec
powieści, nadała jej bardzo nieoczywisty bieg i solidny twist, który sprawił,
że moja ogólna ocena książki podskoczyła! Wcześniej, przez większą część
opowieści, autorka utrzymuje nas w klasycznym, spokojnym stylu…
Wspomniałam już o samotności i krzywdach
przeszłości, jakie nie chcą pozwolić zakopać się w pamięci Hectora. Książka
zatem może mieć wydźwięk uniwersalny, moją uwagę jednak mocniej przyciągnęły
komentarze o tworzeniu powieści: dzięki pisarzowi, który jest gościem hotelu,
jak i Hectorowi, który w wieku 72 lat szykuje się do literackiego debiutu,
poznajemy sporo literackich smaczków i uwag, jak uczynić książkę lepszą. W
pewnym momencie wysuwają się na przód refleksje o tym, jak wielka jest różnica
między tym, co czuje pisarz tworząc opowieść, poświęcając na nią miesiące
pracy, a czytelnik, który czyta ją często w biegu, w sumie przez kilka godzin…
Dobrym motywem jest też refleksja nad tym, jak książka z historii prawdziwej
może zrobić coś, co stanie się rozrywką dla mas. Oczywiście tutaj tylko
teoretycznie, sama historia faktycznie jest fikcyjna, ale nie szkodzi to temu,
by trochę się na takimi zagadnieniami zastanowić.
“(...) jakie to zabawne, że ty będziesz to czytać nad basenem w wakacje albo w pociągu w drodze do pracy, podczas gdy dla mnie to był tak intensywny okres w życiu. Dla ciebie to tylko kolejna książka, którą niebawem zapomnisz.”
Muszę przyznać, że “Konsjerż” solidnie mnie
zaskoczył. Byłam przekonana, że mam w ręce kryminał mocno nawiązujący do
klasyki gatunku, w którym narrator przeprowadzi nas od zbrodni po jej
rozwiązanie. A jednak nie! Pierwsze zaskoczenie: dyktafon i dwa czasy
opowieści. Drugie: bohater na tyle dobrze się maskujący, że nie jesteśmy pewni
czy nie powinniśmy go podejrzewać. Trzecie: dalsza część historii w momencie,
gdy wydawałoby się, że powinna się skończyć. Nie wspominając już o solidnie
poprowadzonej intrydze, która skutecznie usypia czujność i podpycha bardzo
różne, zdawałby się bardzo prawdopodobne tropy. Zatem mimo iż większa część
historii toczy się znanym, spokojnym, niezobowiązującym rytmem, to jednak jej
finał pokazał, że autorka zdecydowanie miała nieszablonowy pomysł na budowę
swojego debiutu!
Moja ocena: 7,5/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Kobiecym.
Dostępna jest też w abonamencie
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz