Autor:
Tina Frennstedt
Tytuł: Zaginiona
Cykl:
Cold Case, tom 1
Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny
Data premiery: 12.07.2023
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 472
Gatunek: kryminał
Tina Frennstedt to szwedzka reporterka z 25letnim stażem. Pracowała
zarówno w prasie, jak i telewizji, teraz jest producentką telewizyjną w
„Expressen TV”, gdzie zajmuje się realizacją magazynu kryminalnego. Od dawna
największe zainteresowanie przejawiała sprawami, które zostały umorzone ze
względu niewykrycia sprawcy. I teraz postanowiła tę swoją reporterską wiedzę
wykorzystać. W 2019 w Szwecji ukazał się jej debiut literacki, kryminał
„Zaginiona”, który jest pierwszy tomem cyklu „Cold Case” (pol. „zimna sprawa”,
czyli sprawa, która od dawna leży nieruszana w archiwum, nie pojawiają się dla
niej żadne nowe tropy). Książka szybko zyskała popularność, prawa do publikacji
zostały sprzedane 10 krajom, prawa do ekranizacji wykupione (do której prace są
już w toku) przyniosła też autorce prestiżową szwedzką nagrodę Crimetime Awards
Debut. Po czterech latach w końcu polscy czytelnicy doczekali się jej
tłumaczenia, a Szwedzi już za moment mogą się spodziewać części czwartej. Mam
nadzieję, że i u nas kolejne losy Tess pojawią się wkrótce!
Historia „Zaginionej” rozpoczyna się w lutym 2018 roku. W
zamożnej dzielnicy Malmö dochodzi do brutalnego morderstwa – kobieta w okolicach
40stki została zaatakowana we własnym domu, zdołała uciec na okoliczną plażę,
gdzie jednak morderca ją dorwał, zgwałcił i ostatecznie zabił. Do sprawy
wezwana zostaje Tess Hjalmarsson, szefowa specjalnego wydziału zajmującego się
tak zwanymi cold cases, czyli sprawami, które nigdy nie zostały
rozwiązane. Dlaczego więc trafia do niej sprawa ‘świeżego’ morderstwa? Dlatego,
że ma dziwnie dużo punktów wspólnych ze starą, nigdy nierozwiązaną sprawą z
Danii – kilka lat temu grasował w okolicach Kopenhagi seryjny gwałciciel, który
na swoim koncie ma kilkanaście gwałtów i dwa morderstwa... Czy możliwe, by po
latach wyciszenia zaatakował teraz w Szwecji? Sprawa do wydziału Tess pasuje
tym bardziej, iż szybko okazuje się, że ślady, jakie teraz zostawił na miejscu
zbrodni, pasują do tych, które zostały zabezpieczone szesnaście lat temu przy
zaginięciu nastolatki, któremu teraz przyglądał się jej zespól. Czy więc mogą
mieć nadzieję na rozwiązanie za jednym zamachem aż dwóch skomplikowanych spraw?
Ważne jednak, by informacja o tym na razie nie wyszła na jaw do opinii
publicznej, bo to na pewno wywołałaby niepotrzebną panikę. Ale może kobiety
byłyby czujniejsze? Wygląda na to, że nie będzie tu łatwych decyzji...
„Co za cudowny zawód: poznajemy najgłębsze ludzkie tajemnice. Mam tylko nadzieję, że na koniec się nie okaże, że przyczyną wszystkiego było coś tak banalnego jak zdrada małżeńska.”
Książka rozpisana jest na dni śledztwa, które trwa około
miesiąca. Podzielona jest na krótkie nienumerowane rozdziały pisane w narracji trzecioosobowej
czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który obserwuje i opisuje
emocje kilku postaci – przede wszystkim Tess, ale są też inni związani z tą
sprawą, a nawet i ofiary. Akcja współczesna od czasu do czasu przerywana jest
też retrospekcjami sprzed szesnastu lat, wtedy narracja pisana jest w pierwszej
osobie czasu teraźniejszego przez Annikę, dziewczynę, która zaginęła. Styl
powieści jest uważny, pełen detali, dosyć spokojny i delikatnie surowy, co
dobrze kontrastuje z akcją powieści.
A ta raz po raz czytelnika zaskakuje. Książka zaczyna się
takim napięciem emocjonalnym, takim poczuciem osaczenia, a wręcz grozy, że
zaczynając czytać ją wieczorem, zastanawiałam się, czy jest to dobry pomysł,
czy nie będę się za mocno bać. Zaraz jednak napięcie opada, zaczyna się
śledztwo, rzetelne, ale i trochę żmudne, bo trzeba się zastanowić jak działać,
gdzie szukać śladów i jaką drogę prowadzenia śledztwa obrać. Później znowu
akcja przyspiesza, sporo się dzieje, potem zwalnia, potem znowu... i tak w
kółko, czytelnik kompletnie nie jest w stanie przewidzieć, co się za moment
stanie i gdzie nas fabuła poprowadzi. To fajny zabieg, łączy kilka podgatunków
kryminału – od powieści klasycznych po sensacyjne.
„Nie pamiętała, kiedy sama zamieściła cokolwiek na którymś z mediów społecznościach. Obserwujący ją musieli czuć się zawiedzeni albo też już dawno przestali się nią interesować. Dzielenie się informacjami o swoim życiu stało się częścią toczącej się gry społecznej. Przypominało grę w Monopoly z kimś, kto nigdy nie kupował żadne ulicy, nie stawiał domu czy hotelu. Ale co ona miała teraz do zaoferowania.”
Sama intryga kryminalna poprowadzona jest bardzo dobrze, jest
zagmatwana i skomplikowana, złożona. Czytelnik, tak samo zresztą jak śledczy,
długo nie wie czy książka opisuje jedną sprawę czy jednak dwie i które tropy
okażą się tymi, które warto zbadać. Akcja może, patrząc na lekturę całościowo,
nie toczy się zawrotnie szybko, ale to dobrze, bo nie tempo jest ważne, a próba
odkrycia dlaczego zbrodnie popełniono. Dlatego też trzeba uważnie przyjrzeć się
nie tylko szczegółom sprawy, ale i ludziom dookoła.
„Jest przekonany, że go nie znajdziecie. Dotąd nikt go nie złapał, ponieważ na co dzień żyje w miarę normalnie. Na pewno jest miłym sąsiadem, może pomocnym kolegą, ojcem, który chodzi z dzieciakami na mecze piłki nożnej. Kiedy w końcu wpadnie w ręce policji, wszyscy będą zaskoczeni i zszokowani. Jak to możliwe? Nikt go o nic nie podejrzewał.”
A ci przedstawieni są równie ciekawie i bogato. I
nieszablonowo, bo reprezentują bardzo różne charaktery i zainteresowania. Śledczym
przyglądamy się nie tylko w pracy, ale i poznajemy ich prywatnie, głównie oczywiście
tyczy się to Tess. To bohaterka, która aktualnie przechodzi przez okres
zagubienia – jakiś czas temu rozstała się ze swoją wieloletnią partnerką, z
którą miała ewidentny problem ze stawianiem granic. Teraz za to wplątała się w
związek... jakby przypadkowo, bo znowu nie umie powiedzieć ‘nie’. Do tego i
rodzinnie się nie układa, kolejne związki się rozpadają, a Tess przez bardzo
odpowiedzialną, angażującą pracę nie za bardzo ma kiedy w ogóle na to wszystko
reagować. Jej współpracowniczka Marie jest równie ciekawą postacią, trochę jej
przeciwieństwem, bo ma własną rodzinę, szczęśliwe małżeństwo, a jednak i tam
coś nie gra, coś zgrzyta...Oczywiście są też i męscy bohaterowie, równie
poplątani – np. śledczy z Danii borykając się z problemami psychicznymi. Każda
z postaci, czy pierwszo- czy drugoplanowa jest wykreowana z dużą uwagą i
wyczuciem i przypomina, że nie powinniśmy oceniać nikogo na pierwszy rzut oka,
bo zachowanie każdego z czegoś wynika. Ale czy własne traumy to
usprawiedliwienie dla czynów zabronionych? Usprawiedliwienie nie, ale dzięki
szukaniu przyczyn zachowania możemy lepiej rozumieć...
„(...) nie mogę już słuchać, jak ludzie wszystko tłumaczą trudnym dzieciństwem. Jakby to naprawdę usprawiedliwiało każde świństwo.”
Książka to kryminał, więc pewnie powinniśmy też pogadać o sprawach
kryminalnych i potencjalnym mordercy. Ten zdaje się nieuchwytny, nie zostawia śladów,
które mogłoby pomóc go zidentyfikować. To dosyć przerażające, bo przecież w
każdym momencie może uderzyć ponownie, więc jak się przed tym obronić?
Sprawa z przeszłości, jak to z takimi bywa, traktowana jest
spokojniej, ale z równie dużym poszanowaniem dla ofiary. Poznajemy życie
nastolatki, dziewczyny, której pozornie nic nie brakowało. Ale przecież
zniknęła, więc co się stało? Ciała nie ma, winnych też nie... Czy w końcu po 16
latach uda się rozwikłać tę zagadkę?
„Nic nie frustrowało Tess równie mocno jak niedokończone wątki, niespójne tłumaczenia. Pewnie dlatego wybrała zawód policjantki. Każda sprawa powinna mieć swoje zakończenie.”
Na koniec muszę wspomnieć o spostrzegawczości uniwersalnej
narratora, który jest bardzo uważnym obserwatorem zachowań ludzkich, a poprzez bohaterów
i intrygę odnosi się do tematów, które w czytelniku powinny wzbudzić chwilę na
refleksję.
„Ludzkie tajemnice. Jedyne, co wiemy na pewno: nigdy nie poznamy dogłębnie drugiego człowieka, jego myśli, motywów postępowania czy uczuć. W zasadzie możemy być pewni tylko jednego – że nigdy nie zrozumiemy, jak ktoś inny pojmuje daną rzecz. Rzadko się zdarza, żeby ktoś myślał dokładnie tak samo jak my. Każdy żyje w swojej bańce.”
Podsumowując, „Zaginiona” to niezwykle udany debiut. Ale to
nie dziwi – w końcu reporterka, która od lat pracuje z podobnymi ‘starymi’ sprawami,
która przygląda się ludzkim zrachowaniom, szuka motywów i obserwuje pracę
policji dobrze wie o co w kryminale chodzi. Bo nie o akcję, choć i tej momentami
tu nie brakuje. Nie o makabrę, a o solidne bogate kreacje postaci i szukanie
odpowiedzi na pytanie ‘kto i dlaczego’. Książka zadowoli więc tych, którzy
szukają w kryminale czegoś więcej, czegoś zmuszającego do myślenia, a nie tylko
szybkiej rozrywki. Ja z pewnością będę miała tę serię na uwadze!
„Kiedy wolność wydaje się na wyciągnięcie ręki, trudniej jest znosić jej brak.”
Moja ocena: 8/10
Recenzja powstała we współpracy patronackiej z Wydawnictwem
Literackim.
Dostępna jest też w abonamencie
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz