Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Babka z
zakalcem
Data premiery: 12.08.2020
Wydawnictwo: Skarpa
Warszawska
Liczba stron: 288
Gatunek: komedia
kryminalna
Tym co znają ten blog raczej nie muszę przypominać, że do
jednego z moich ulubionych gatunków literackich zalicza się komedia kryminalna.
To rewelacyjne połączenie kryminału z poprawiaczem humoru i bardzo ubolewam nad
tym, że ciągle tak niewielu czytelników sięga właśnie po ten gatunek. Mam
oczywiście też swoich ulubionych, zaufanych autorów, których książki są dla
mnie pewnikiem dobrej zabawy. Do nich zalicza się właśnie Alek Rogoziński,
który ostatnio dosyć się rozkręcił z wydawaniem kolejnych tytułów – myślę, że
jest to ściśle powiązane z tym, że całkiem niedawno zrezygnował ze swojej
dotychczasowej pracy w prasie i zajął się już poważnie i zawodowo tylko i
włącznie pisaniem. Teraz w sierpniu okazała się jego najnowsza książka pt.
„Babka z zakalcem”, a ja jak zawsze zrobiłam mały wyłom w swoim planie
czytelniczym, by jak najszybciej się z lekturą zapoznać.
„Babka z zakalcem” kręci się wokół rodziny Luizy Mirskiej –
właścicielki dużej firmy cukierniczej i gwiazdy telewizyjnych programów
kulinarnych. Luiza zbliża się do 60tki, więc postanowiła, że jest to właściwy
czas, by firmę oddać w ręce swoich następców i przejść na zasłużoną emeryturę.
Niestety wśród jej potomstwa odpowiedniego kandydata brak, więc kobieta
zatrudnia prywatnego detektywa, by pomógł jej w podjęciu decyzji. Tę ogłosić ma
w dniu swoich 60tych urodzin na wielkiej imprezie organizowanej w jej ogrodzie.
Niestety w momencie gdy już ma zdradzić, kto dostąpi tego zaszczytnego miejsca
i przyjmie zarządzanie firmą, z kuchni wybiega jej wnuk z głośnym krzykiem –
jedna z kelnerek właśnie padła martwa! Jak to się stało? Czy to przypadek czy
zaplanowane morderstwo? I czy to faktycznie ona była tym, kto miał paść martwy?
„Towarzystwo książek wpływało na nią kojąco i pozwalało magicznie nabierać dystansu do życia i przeszkód, jakie się w nim pojawiają.”
Książka składa się z prologu, 14 rozdziałów i epilogu. Całość,
jak zawsze u Alka, otwiera spis postaci, który już sam w sobie poprawia
czytelnikowi humor. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu
przeszłego, obserwuje wszystkich bohaterów po równo. Styl autora jak zawsze
jest rewelacyjny. Barwny, nieco przesadzony, dosyć ironiczny, bogaty w
nieszablonowe porównania. To naprawdę jest dobra, przyjemna lektura na poprawę
humoru – czyta się lekko i szybko, można też trochę poparskać śmiechem.
„Otóż… - Komisarz zerknął na kartę leżącą przed nim na biurku – mamy tu pewną zagwozdkę. Mianowicie nieboszczkę trafiły dwie śmierci naraz…”
Alek ma dar do budowania fajnych, zabawnych postaci,
bogatych w ludzkie, a często polskie przywary. I tak średnia córka Luizy jest
zapatrzona w swoją nastoletnią córkę tak, że świata poza nią nie widzi. Jej
samej w sumie też nie, bo pozwala jej na naprawdę chamskie zachowania.
Najmłodszy syn Luizy to podrywacz i imprezowicz, który w prasie pojawia się
tylko w bardzo dziwnych i kompromitujących sytuacjach. Najstarsza córka Luizy
za to jest tak zapatrzona w swojego męża, który podobnie do Mateusza lubi gonić
za spódniczkami… Jest jeszcze brak bliźniak Wiktorii, tej wspomnianej samotnej
matki – który razem z żoną kompletnie nie zna własnego syna. Ten z kolei ukrywa
pod rodzicami swoją orientację seksualną. Jest zabawnie, bogato, prześmiewczo i
dosyć zaskakująco, bo przecież ostatecznie każdy z nich okazuje się kimś innym
niż z pozoru wygląda.
„– No tak… - westchnęło Wiktoria. – Zapomniałam, że dla ciebie nie było tam nikogo poza twoją nową podrywką.– To nie jest żadna podrywka! – zaprotestował Mateusz ogniście. – Tylko kobieta mojego życia!– Szósta w tym roku – w głosie Wiktorii słychać było politowanie. – A to dopiero początek jesieni…”
Co do zaskakiwania to muszę przyznać, że zakończenie
powieści tym razem jest nieco inne niż zawsze, bardzo nieszablonowe i
oryginalne. Co więcej - nie wydaje mi się, żeby można je było przewidzieć. Tak
po prawdzie to w sumie u Alka chyba bardzo rzadko jestem w stanie cokolwiek
przewidzieć, bo fabuła zmierza często w tak niebanalne regiony, że tylko on na
coś takiego może wpaść 😊
Alek jak zawsze często w powieści nawiązuje do aktualnych
bolączek i tematów zaprzątających nasze polskie społeczeństwo, tym razem nawet
pandemia coronawirusa doczekała się wspomnienia 😊
„Mateusz się skrzywił, w duchu postanawiając, że zacznie pokazywać się publicznie tylko w masce. Co prawda, kiedy trzeba je było obowiązkowo nosić w czasie niedawnej pandemii, miał non stop wrażenie, że za chwilę się udusi i szybko przerzucił się na plastikową przyłbicę, w której wyglądał, jakby zamierzał właśnie coś zespawać.”
Co jeszcze? Oczywiście Róża Krull i komisarz Darski! Dwie
postacie, które chyba najczęściej przemykają w powieściach autora! Jak zawsze
bawią i zaskakują, Róża, jak to z nią bywa, ma oszołamiającego pecha i dar
pakowania się w kłopoty. Darski jak zawsze ma ochotę ją zabić – czyli norma, ci
co czytali któreś z poprzednich książek autora na pewno wiedzą o czym mówię.
Czy czegoś mi tu zabrakło? Więcej jedzenia! 😉
Ale Alek jak już nam zdradzał na swoim fanpage’u gotować nie potrafi, a w swoje
wątpliwe umiejętności tym razem nawet wyposażył jednego z bohaterów, więc tak
naprawdę nie ma się do czego przyczepić 😉
„… w przeciwieństwie do swojej mamy kompletnie nie miał talentu kulinarnego. Po latach znalazł nawet dwa przymiotniki, które idealnie określały jego podejście do gotowanie. Było ono mianowicie fanatycznie religijne. Mateusz wrzucał do garnka lub na patelnię różne rzeczy, po czym zmawiał modlitwę i liczył na to, że wydarzy się cud.”
Mam za to małą uwagę co do wydania książki – kilka błędów,
które raczej nie powinny przemknąć przez korektę rzuciło mi się podczas lektury
w oczy. Skoro je zauważyłam, to faktycznie kilka musiało ich być.
Podsumowując, jak zawsze jestem z lektury zadowolona. Poszło
szybko i sprawnie, bawiłam się przy niej dobrze, a humor mi się znacząco poprawił.
Intryga jest zaskakująca, bohaterowie oryginalni, czego chcieć więcej? 😊
Kolejnej książki autora!
Moja ocena: 7/10
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję Wydawnictwu
Skarpa Warszawska!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz