Autorka: Małgorzata Starosta
Tytuł: Skąd wyleciało to ciało?
Cykl: Jeremi Organek, tom 4
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Mięta
Liczba stron: 304
Gatunek: komedia kryminalna
Małgorzata Starosta polskim czytelnikom dała
się poznać jako autorka komedii kryminalnych, zanim sięgnęła po inne gatunki.
Debiutowała w roku 2020 powieścią “Pruskie baby”, pierwszym tomem trylogii o
tym samym tytule, i przez kolejne cztery lata umacniała swoją pozycję w tym
jednym gatunku literackim, choć nie obyło się już bez pierwszych skoków w bok -
w 2022 roku wydane zostały “Cynamonowe gwiazdy” (powieść obyczajowa), w 2023
pojawiła się jej pierwsza książka skierowana do młodszych czytelników. Jednak
to rok 2024 przyniósł coś, co otworzyło przed nią bramy do czytelnika typowo
kryminalnego – to wtedy ukazały się przejmujące “Smugi” (recenzja - klik!).
Teraz autorka zapowiada więcej powieści poważnych, choć równocześnie uspokaja,
że z komedii kryminalnych nie rezygnuje.
To dobrze, bo seria z medykiem sądowym Jeremim
Organkiem właśnie do komedii kryminalnych się zalicza. Po raz pierwszy ten
bohater pojawił się na świecie w 2023 roku w “Gdzie są moje zwłoki”, pierwszym
tomie cyklu, który teraz liczy już cztery tomy. Seria wydawana jest
systematycznie, jedna książka na rok w sezonie zimowo-wiosennym.
Komisarz Michał Bączek w ramach zastępstwa
został oddelegowany na Mazowsze, do Teresina, gdzie przez pół roku ma pełnić
obowiązki szefa posterunku. Przekonany, że taka odległość od Wrocławia zapewni
mu spokój, który w jego miejscu zamieszkania tak skutecznie odbiera ma
wplątująca się co chwilę w afery kryminalne historyczka Linda Miller, wpada w
panikę, gdy okazuje się, że to właśnie ją wkrótce Teresin będzie gościć na
weekendowej konferencji historyków. Jakie były na to szanse?! Ale skoro Linda
przyjeżdża, to Bączek już szykuje się na nową sprawę kryminalną. I dobrze, bo
tuż po pierwszej części referatu, jaki Linda wygłasza na temat podejrzanej
śmierci księcia Władysława Druckiego-Lubieckiego, do której doszło w 1913 roku,
na trawniku przed teresińskim pałacem ląduje ciało… Tylko skąd ono wyleciało?
Dobrze, że na miejscu jest też Jeremi Organek, medyk sądowy, który od razu
oferuje swoje usługi.
“Zaczynam podejrzewać, że ten pałac stoi na jakichś wrotach do piekieł. Ludzie giną i winnych nie ma, dokumenty znikają. Co tu się w ogóle dzieje?!”
Książka rozpisana jest trzydzieści
tytułowanych rozdziałów oraz posłowie, w którym autorka dokładniej opisuje
sprawę śmierci księcia i przytacza zapiski z akt sądowych. Rozdziały pisane są
naprzemiennie z perspektywy trzech postaci: Lindy, Organka i Bączka w narracji
trzecioosobowej czasu przeszłego i nie są już dzielone na krótsze fragmenty -
nie ma takiej potrzeby, każdy rozdział to dosłownie kilka stron, książkę więc
czyta się bardzo wygodnie. Styl powieści jest charakterystyczny dla autorki i
gatunku, w jakim pisze - dialogi podszyte są sporą dawką lekko uszczypliwego
humoru z solidną domieszką ironii, co daje wymianę zdań przy których parska się
śmiechem. I to właśnie w dialogach humor kryje się przede wszystkim, bo sama
zbrodnia jest jak najbardziej poważna. Autorka sprawnie posługuje się słowem,
które pod jej piórem jest bardzo plastyczne, a same żarty często opierają się
na grach słownych, nieoczywistych skojarzeniach w znaczeniu poszczególnych
wyrazów. Wymiany zdań postaci wypadają naturalnie, a słowa są rozciągane na
potrzeby - czasami pojawiają się więc językowe przekręcenia. Całość wypada
bardzo starostkowo!
“- Jednak miałeś rację co do tego gogusia. Totalna ceramika.- Przepraszam? - nie zrozumiał jej przyjaciel.- No ceramika: dzban znaczy, ładny, ale pusty.”
Choć “Skąd wypadło to ciało?” jest czwartym
tomem serii z Organkiem, czytelnik nie będzie miał problemu, jeśli zdecyduje
się na lekturę tego typu bez znajomości poprzednich. Dlatego warto przybliżyć
kreacje głównych postaci: Jeremi to medyk sądowy, mężczyzna po 50,, fan
ciężkich brzmień, który nie lubi się uzewnętrzniać, choć kobiety w jego
otoczeniu bardzo byłyby z tego zadowolone - z wyglądu podobny jest do George’a
Clooneya. W tym tomie jednak Jeremi pozwala sobie na nieco więcej okazywanych
emocji - przechodzi etap złamanego serca, co jego dwa razy młodszą przyjaciółkę
Lindę początkowo szokuje, a później wzbudza współczucie. I właśnie dlatego
zaprasza go na konferencję do Teresina!
“Jak się człowiek napatrzył na złamane serca i pogruchotane dusze, to dostrzega nawet najdrobniejsza znaki. A pan wygląda jak słup ogłoszeniowy, bez urazy.”
Linda Miller to historyczka i blogerka, która
ma tendencje do wplątywania się w afery kryminalne. Rude loki i pewność siebie
sprawiają, że w żadnym pomieszczeniu nie jest niewidzialna, choć jeśli chce,
potrafi się dobrze kamuflować. W “Skąd wyleciało to ciało?” jest szczególnie
mocno zainteresowana pewnym historykiem zwanym przez Bączka Alvarem, który
wkrótce staje się przedmiotem wielu ironicznych żartów…
No i Bączek, policjant dociekliwy i mężczyzna
prawie idealny. Pojawiający się nie tylko w tej serii, ale i w innych
powieściach autorki - i dobrze, bo wzbudza on morze sympatii!
“- Zaczynam się zastanawiać, komisarzu (...) czy to na pewno Linda przyciąga problemy. Wygląda na to, że pan ma niebywałe szczęście do trafiania na zagmatwane sprawy.- Ma pan rację, doktorze (...). Sam zacząłem dochodzić do tego wniosku. Gdybym był bohaterem literackim, znienawidziłbym autora moich przygód.- Raczej autorkę - zauważyła Linda. - Kobiety są bardziej złośliwe od mężczyzn. I mają lepszy warsztat, tak na marginesie.”
Poza stałymi postaciami serii, tom czwarty
usiany jest kreacjami lekko karykaturalnymi (jak to w komediach bywa), które
stają się powodem do wielu zabawnych żartów. W większości otaczają nas
historycy, pracownicy pałacu i policjanci, którzy pojawiają się w odpowiednich
momentach, by podsunąć w sprawie nowe tropy.
“(...) tacy jak on nie mają własnego światła, tylko odbijają cudze. Nie widzi pani, że to pustak jest?”
Akcja powieści prowadzona jest w tempie
przyjemnie dynamicznym, a większość zdarzeń i zaskoczeń przekazywane są
czytelnikowi za pomocą dialogów. Sama intryga oparta jest na motywie zbrodni
sprzed stu lat - szybko staje się jasne, że aktualna ofiara, młoda kobieta,
która skądś wyleciała, prawdopodobnie odkryła informacje, które rzucą nowe
światło na śmierć księcia z 1913 roku. I tak historia się zapętla - na bazie
zbrodni prawdziwej próbujemy znaleźć hipotezę tak dopasowaną, by równocześnie
wyjaśniła sprawę śmierci młodej kobiety. Połączenie historii prawdziwej z
fikcyjną daje ciekawy efekt, pobudza ciekawość, która w trakcie, albo już po
lekturze każe czytelnikowi uruchomić przeglądarkę internetową i poszukać o
śmierci księcia czegoś więcej. Sama intryga została zbudowana sprawnie, z
pewnością wszystkie jej elementy byłyby trudne do samodzielnego wytypowania,
jednak postać sprawcy nie bierze się znikąd, więc zasady klasycznej powieści
kryminalnej w pewnym sensie zostają zachowane. Mnie podobało się to, jak
autorka wykorzystuje swoją wiedzę, by przedstawić zaskakującą hipotezę
rozwiązującą sprawę obydwu morderstw.
“(...) czy naprawdę żyjemy w świecie, w którym bezkarnie morduje się ludzi? Młoda dziewczyna traci życie na oczach setek ludzi i nikt, dosłownie nikt!, niczego nie widzi, nie słyszy? Jeśli tak jest, to wróżę kiepską przyszłość ludzkości.”
Małgorzata Starosta w “Skąd wyleciało to
ciało?” po raz kolejny udowadnia, że potrafi połączyć humorystyczne spojrzenie
na codzienność z solidną zagadką kryminalną, która nie tylko zaskakuje, ale i
robi wrażenie ilością faktów, na których jest oparta. Historia sprzed stu lat
angażuje równie mocno, jakby była historią współczesną, a finalne uzupełnienie
aktami sądowymi sprawy zmusza czytelnika do pewnych refleksji i porównań
dotyczących wymiaru sprawiedliwości. Zagadka, w którą uwikłane są postacie
serii, prowadzona jest z dużym detektywistycznym wyczuciem, a postacie są
wisienką na torcie - to one, ich kreacje, ich dialogi ubierają tę opowieść w
ton mocno humorystyczny, sprawiają, że sporą część powiedzonek postaci
chciałoby się od razu wprowadzić w naszego codziennego języka. Bardzo lubię
taki humor, ironiczny, ale nie w sposób obraźliwy, a wręcz odwrotnie,
błyskotliwy.
“No to jak będzie, doktorku? Kęs serniczka, kilka słów i znowu kęs serniczka? Niech się pan nie martwi, że zabranie ciasta, mam jeszcze całą blachę.”
Moja ocena: 7,5/10
W dniu premiery zapraszam na live z Małgorzatą Starostą!
Odbędzie się on na Instagramie na moim profilu @kryminalnatalerzu o godzinie 19:00.
Recenzja powstała w ramach współpracy
ambasadorskiej z Wydawnictwem Mięta.
Dostępna jest też w abonamencie
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!








