Autorka: Irena Małysa
Tytuł: Wielka woda pod Babią Górą
Cykl: Baśka Zajda, tom 6
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Mova
Liczba stron: 416
Gatunek: powieść kryminalna
Irena Małysa na polskim rynku książki
debiutowała zaledwie przed pięcioma laty - w 2021 roku ukazał się pierwszym tom
serii kryminalnej z Baśką Zajdą pt. “W cieniu Babiej Góry”. Książka szybko
zyskała swoich fanów (sama się do nich zaliczam!), a autorka rozpoczęła cykl,
który kontynuuje do tej pory - aktualnie liczy sześć tomów i każdy cieszy się
dużą popularnością wśród polskich czytelników.
To jednak nie jedyne książki w dorobku Ireny
Małysy - w 2024 roku wydała powieść kryminalną od serii niezależną pt. “Mosty
na Wiśle” (recenzja - klik!), a w tym roku rozszerzyła swoją twórczość o pozycje
dla dzieci, w których jej własny dom tymczasowy dla bezdomnych i potrzebujących
psów Psia Chatka doczekał się książkowego odpowiednika ucząc najmłodszych
opieki nad zwierzętami i temat ich adopcji. Znakiem rozpoznawczym autorki są
góry - od dwóch dekad mieszka w Makowie Podhalańskim, a Beskid Żywiecki i jego
okolice to jej wielka miłość, którą przekazuje czytelnikom w swoich
powieściach.
Wrzesień 2025 rok, Jezioro Mucharskie.
Małgorzata jak co dzień pływa żaglówką po jeziorze. Pod ręką ma aparat, z
zapałem uwiecznia tak bogatą w tym miejscu naturę. Po powrocie do domu jej
spokój znika - w ich ślicznym nowoczesnym domku, który dzieli z mężem Erykiem,
pojawili się dawno niewidziani znajomi. Po wspólnym wieczorem kolejnego dnia
wydarza się coś dziwnego - Eryk przez dobrych kilka godzin nie wraca ze swojego
biegu wokół jeziora. Czy coś mu się stało? Zaczynają szukać.
W tym samym miejscu piętnaście lat temu
również doszło do zaginięcia. Poszukiwaną była młoda dziewczyna, Agnieszka,
której tragedią nikt nie zdążył zająć się poważnie - dzień po wszczęciu
poszukiwań nad Skawce nadciągnęła wielka woda… Ale czy tam należy szukać
początku tej historii? A może jeszcze wcześniej? Może w latach 40. XX wieku,
kiedy to na tych terenach urzędowali naziści, którzy przywłaszczyli sobie Pałac
w Jaszczurowej i wysiedlili sporo lokalnej ludności? To przez nich nastoletnia
Nastka straciła dom, a przecież jako sierota nic więcej nie miała. Teraz liczy
się tylko przetrwanie.
„Za oknem robiło się jasno, zwyczajnie. Ktoś przeszedł drogą, gdzieś zaszczekał pies. Świat trwał dalej, jakby nic się nie wydarzyło.A przecież wszystko się zmieniło.”
Książka rozpisana jest na kilku- i
kilkunastostronicowe rozdziały, które nie są numerowane, ale tytułowane
miejscem i czasem zdarzenia. Akcja powieści toczy się w trzech czasach
naprzemiennie, jednak naprzemienność nie jest usystematyzowana - zdarza się
kilka z rzędu rozdziałów pisanych w jednym czasie, a historia z lat 40. XX
wieku miejsca zajmuje najmniej. Narracja prowadzona jest zawsze w trzeciej
osobie czasu przeszłego, a każdy opisywane okres zyskuje co najmniej dwie
perspektywy. Styl powieści jest spokojny, uważny, skupiony na detalach i przeżyciach
postaci. Język opisów, których jest w tekście sporo, jest subtelnie literacki,
plastyczny, początkowo daje onomatopeiczne wrażenia, które z biegiem lektury znikają
zmieniając punkt skupienia z przyrody na akcję. Mam jednak wrażenie, że
stylistyka opisów w tym tomie uległa zmianie - zdania budowane są na stałej
zasadzie, określeniem przez zaprzeczenie. Ta powtarzalność niestety wypada na
niekorzyść, sprawia, że po czasie opisy zaczynają brzmieć mało naturalnie. Na
szczęście w dialogach nie pojawił się taki problem - gdy akcja przyspiesza,
albo pojawiają się rozmowy postaci, wraca naturalność języka, dzięki czemu
książkę czyta się sprawnie i płynnie. Momentami może w dialogach brakuje
lokalnej gwary, pojawiło się też kilka literówek, ale nie przeszkadzało to na
tyle, by miało wpływ na ogólne wrażenia z lektury.
Mam wrażenie, że w tym tomie autorka
szczególnie dużą uwagę przywiązała do miejsca. Jezioro Mucharskie, które do
użytku zostało oddane zaledwie kilka lat temu, jest punktem centralnym dla
dwóch czasów akcji - roku 2025 i 2010. To za jego sprawą przyroda w tych
czasach ożywa - jest mroczna, niepokojąca, niebezpieczna, człowiek w zetknięciu
z nią zdaje się nie mieć żadnych szans. To prawdziwy żywioł, który swoją moc
objawia wraz z nadejściem wielkiej powodzi. Trudne decyzje, jakie wtedy trzeba
było podjąć autorka opisuje z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, to wtedy serce
zaczyna bić szybciej.
„Patrzyła na ciemną, lśniącą taflę, w której odbijały się poruszone chmury. To samo jezioro, które jeszcze wczoraj wydawało jej się spokojne i piękne, teraz wyglądało obco, niemal wrogo. Fale poruszały się niespokojnie, mimo że wiatr ucichł.Przeszył ją dreszcz. Miała wrażenie, że to miejsce patrzy, że woda oddycha ciężko, z gniewem.Wtedy po raz pierwszy Małgorzata pomyślała, że jezioro nie oddaje. Ono połyka.”
Ale miejsce akcji to nie tylko Jezioro
Mucharskie. To też Pałac w Jaszczurowej z całą swoją skomplikowaną historią.
Autorka oddaje mu blask przeszłego wieku, przeprowadza nas przez kolejne
transformacje, z którymi zmieniało się jego przeznaczenie. Poprzez historię
pałacu i jeziora czytelnik otrzymuje sporą dawkę informacji o tym, jak w
poszczególnych latach w tych miejscach się żyło, z czym, z jakimi decyzjami i
dramatami borykali się ich mieszkańcy. Fascynujące obrazy!
Ale miejsce mimo wszystko w powieści kryminalnej
pozostaje tłem - bardzo wyraźnym, ale przecież tym, co przewodzi, jest zagadka
kryminalna. A ta zbudowana jest tak, jak autorka lubi - spokojnie, z
uwzględnieniem emocji ludzi takich jak my. W jej powieściach nie ma groźnych,
seryjnych morderców, zbrodnie popełnia zwyczajny człowiek. Tutaj, ze względu na
podział czasowy, typowo kryminalne zagadki są dwie: dwa zaginięcia z roku 2025
i 2010. W 2025 roku w sprawę angażuje się Baśka Zajda ze swoją towarzyszką
psicą Chytrą, przez rok 2010 prowadzi nas policjant. Lata 40. XX wieku
przybierają formę powieści historyczno-obyczajowej, nie ma w nich typowej
zagadki kryminalnej, ale jest coś, co ma znaczenie dla przyszłości. Mimo tego
podziału, żadna z trzech historii nie daje wrażenia fragmentaryczności, są
odpowiednio poprowadzone jak na ilość miejsca, jakie autorka miała do
dyspozycji. Rozwiązanie intrygi balansuje na granicy zaskoczenia i niedosytu -
w teorii wszystkie elementy układanki są do dyspozycji czytelnika, w praktyce
jednak autorka tak mocno zaciemnia obraz, że samodzielne rozwiązanie wydaje się
po prostu niemożliwe (a przynajmniej takie jest w moim odczuciu). Niemniej
jednak dochodzenie do finału sprawiło mi dużo frajdy, potęgowanej przez klimat
otoczenia.
„Potem nastąpił rytuał, który Karl-Heinz znał lepiej niż modlitwę: meldunek, odpowiedź, uniesione ramiona, chóralne pozdrowienie dla Hitlera. W takich chwilach jednostka przestawała istnieć - zostawała organizacja. O to właśnie chodziło. By nikt nie należał już całkiem do siebie.”
Mimo że historia osadzona jest w uniwersum
Baśki Zajdy, to nie tylko jej kreacja jest tutaj ważna. Mam wrażenie, że
większość pojawiających się postaci ma dla autorki jakieś znaczenie, każda,
nawet jeśli pojawia się na chwilę, coś w tę historię swoją osobą wnosi. Może to
dlatego, że poznajemy ich myśli, marzenia, nadzieje? Nie mogę też obojętnie
przejść obok Chytrej - to dopiero charakter! Bardzo spodobała mi się ta psia,
uparta bohaterka.
Pochylając się nad intrygą, która oscyluje
wokół ludzkich dramatów i zbrodni autorka porusza temat przynależności - do
rodziny, społeczności, miejsca. Tego jak wiele te określenia mogą znaczyć i jak
szybko na znaczeniu tracić. Jak ważne są nadzieje i jak boli ich brak, kiedy
pozornie zwyczajne oczekiwania zaczynają zderzać się z rozczarowującą rzeczywistością.
„Przez całe życie słyszał o jeziorze, które kiedyś wypełni pustą nieckę i zmieni wszystko: krajobraz, ludzi, losy tej ziemi.”
“Wielka woda pod Babią Górą” robi wrażenie!
Autorka z ogromnym wyczuciem operuje miejsce akcji, jego historią prawdziwą,
jego piękną naturą, która przeplata nabierającą dynamizmu fikcją literacką.
Niepokojące opisy przyrody wywołują ciarki na plecach, a intryga od początku
frapuje punktem styku - bo przecież wszystkie trzy czasy muszą w jakiś sposób
połączyć się w jedno, prawda? Choć książka ma swoje mankamenty, przede
wszystkim te, które uwierały mnie w jej warstwie językowej, to nadal pozostaje
wartą uwagi lekturą - ze względu na ten miks prawdy i fikcji i na ludzkie
dramaty, które wcale nie są tak odległe, jak nam się wydaje. To smutna,
poruszająca historia, która sprawia, że po skończonej lekturze pozostaje tylko
spakować walizkę i ruszyć śladami książki nad Jezioro Mucharskie.
„Zdążyła już zrozumieć, że świat lubi zmieniać nazwy, ale dużo rzadziej zmienia własną naturę.”
Moja ocena: 7/10
PS. Każdy tom serii można czytać od
pozostałych niezależnie.
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Mova.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!



.jpg)







