października 20, 2026

"Dosiad" Katarzyna Gołda

"Dosiad" Katarzyna Gołda

Autorka: Katarzyna Gołda
Tytuł: Dosiad
Cykl: Bogna Bohr, tom 2
Data premiery: 30.09.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Zaledwie kilka miesięcy temu Katarzyna Gołda rozszerzyła polską literaturę szpiegowską o kobiecy głos, a już teraz powraca ze swoją drugą powieścią. Zarówno “Złoty spadochron” (recenzja - klik!), jak i “Dosiad” opisują losy tej samej grupy postaci, na czele których stoi funkcjonariuszka ABW Bogna Bohr, więc czytelnikom, którzy lubią dobrze znać i dogłębnie rozumieć postacie, zalecam kolejność chronologiczną serii. Jednak każdy z tomów opiera się na oddzielnej intrydze kryminalnej, dzięki czemu lektura bez zachowania kolejności chronologicznej również jest możliwa.
A dlaczego głos Katarzyny Gołdy w literaturze szpiegowskiej jest tak ważny? Bo to ona jest pierwszą polską autorką thrillerów szpiegowskich, która w swojej biografii ma wieloletnie doświadczenie pracy w służbach wywiadowczych. Przez blisko dwadzieścia lat służyła w ABW i SKW (Służbie Kontrwywiadu Wojskowego), i jak sama przyznaje - pisząc powieści szpiegowskie musi bardzo uważać na to, co o pracy operacyjnej zdradza szerszej publiczności… Jej debiut pt. “Złoty spadochron” to jednak nie była jej pierwsza próba literacka - o zostaniu pisarką marzyła od lat dziecięcych, a wcześniej przez ponad dekadę pisała opowiadania fantastyczne pod pseudonimem Katja Tomczyk.
 
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Na ulicach Warszawy tłoczno od ludzi szukających prezentów i robiących świąteczne zakupy, przygotowujących się do tego wyjątkowego czasu w roku. Bogna Bohr wraz z grupą jej współpracowników jednak nie czuje tego radosnego oczekiwania - właśnie przychodzi im stanąć nad grobem przyjaciela, współpracownika, którego zawał serca zabrał zdecydowanie za wcześnie. Ale czy na pewno podana przyczyna zgonu jest tym, co wydarzyło się naprawdę? Gdy po pogrzebie w bramie cmentarza staje były szef Bogny, jej wątpliwości, ale i wyrzuty sumienia narastają - Drobina twierdzi, że Jogi zginął przez nią. Czy faktycznie to pendrive, który pół roku temu znalazła w rzeczach zmarłego dyrektora Departamentu Kontrwywiadu ABW, mógł stać się powodem, dla którego zginął jej przyjaciel? Pendrive, którego do tej pory uważnie nie zbadała, o którym nikomu nie powiedziała? Coś jednak musi być na rzeczy, bo gdy wraca do domu orientuje się, że ktoś w nim był - ktoś zrobił jej dosiad, niejawne przeszukanie, a nawet zostawił po sobie ślady, których musiał być pewny, że ona na przeoczy. Problem w tym, że Bogna w tym momencie nie może ufać temu, co wydaje jej się, że widzi - stres i przemęczenie mocno w ostatnim czasie osiadły jej na psychice, przez co doznaje halucynacji. Jak więc odróżnić prawdę od wytworów umysłu?
 
Książka rozpisana jest na sześć rozdziałów - każdy z nich to osobny (podpisany) dzień tygodnia. Akcja rozpoczyna się 19 grudnia 2019 i kończy w Nowy Rok, choć większa część historii zamyka się w czterech przedświątecznych dniach. Każdy rozdział dzielony jest na numerowane, kilkustronicowe podrozdziały, z których większość pisana jest z perspektywy Bogny w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Obok niej równie ważną perspektywę oddaje jej aktualny przełożony i jedyna osoba w ABW, której ufa - O’Hara, który wraz z nią próbuje rozgryźć to, co wokół niej się dzieje. Akcja powieści rozgrywa się linearnie, z jednym wyjątkiem, kiedy akcja cofa się o kilkanaście lat wstecz. Naprzemienna perspektywa postaci i kilkustronicowe podrozdziały nadają lekturze dynamizmu, a choć wielość przewijających się przez powieść postaci, jak i czasem pojawiające się charakterystyczne dla środowiska służb wywiadowczych słownictwo wymagają od czytelnika skupienia, to jednak warto im je od siebie dać - wtedy książka odwdzięcza się pasjonującą historią. Zresztą użycie charakterystycznych nazw czy zwrotów to dobry zabieg, nadający lekturze realizmu. Autorka pisze w swobodnym stylu, często korzysta ze zwrotów potocznych, a choć z początku w niektóre zdania wkrada się szyk przestawny zdań, to jednak z biegiem lektury te stylistyczne wyboje się wyciszają, a lektura staje się płynna. Dialogi prowadzone są z dobrym wyczuciem, wypadają naturalnie.
„Zrozumiała wtedy, że bycie matką — podobnie jak bycie córką — nie oznacza dla niej radości ani spełnienia, lecz powrót do stanu nieustannego napięcia, lęku i bezradności. Dzieci stały się w jej oczach symbolem zagrożenia, niekończącego się strachu.”
Sam początek powieści najłatwiejszy będzie dla tych czytelników, którzy są świeżo po lekturze “Spadochronu”. Ci, którzy tej książki nie znają lub dzieli ich od lektury dłuższy okres czasu, powinni uzbroić się w cierpliwość - początek może lekko przytłoczyć ilością wątków i postaci, ciężko tak od razu zrozumieć ten zagmatwany świat funkcjonariuszy ABW, który poznajemy zarówno do strony zawodowej, jak i prywatnej postaci. Przyznam, że w tym momencie bardzo brakowało mi rozpiski, jaka znalazła się na pierwszych stronach “Złotego spadochronu” z pełnym spisem postaci i ich funkcji. Na szczęście te wrażenie nie trwało długo - po kilkudziesięciu stronach przychodzi zrozumienie tego świata, przez co czytelnik może już w pełni skupić się na akcji i losach postaci.
„Jeśli złapią cię za rękę, mów, że to cudza ręka. Nigdy nie przyznawaj się do winy.”
A losy postaci, szczególnie Bogny, są mocno zagmatwane. Autorka już przy pierwszym tomie podkreślała, że w literaturze szpiegowskiej nie interesuje jej tylko dynamiczna akcja, ale także postać szpiega jako człowieka, który mierzy się z ogromnym stresem, z ciągłą pracą pod presją, ciągłymi skokami adrenaliny i poczuciem dużej odpowiedzialności. I w “Dosiadzie” widać to bardzo mocno - psychika Bogny jest w ruinie. Momentami granica pomiędzy tym, co dzieje się naprawdę, a co podsuwa jej własna wyobraźnia, jest zatarta nie do rozróżnienia, co znowu powoduje uczucie dyskomfortu - czy faktycznie wyobrażenia mogą być tak różne od rzeczywistości, tak częste, tak realne? Wierzę, że autorka oddała takie stany wiernie, choć przyznaję, że momentami się nad tym zastanawiałam - szczególnie w chwili, gdy wizje na chwilę ustąpiły.
To ważny element fabuły, ale nie dominujący - to tylko jeden z elementów kreacji postaci, który ma uwrażliwić czytelnika na zdrowie psychiczne. Poza tym Bogna mierzy się z innymi problemami - wątpliwościami w związku, które wynikają z jej profesji, niepewnością związaną z tym, komu tak naprawdę może ufać. Bo czy poczucie, że wokół niej mogą czaić się wrogowie są kolejnym wytworem jej umysłu czy może dobrą intuicją?
„Z tej lekcji nauczyła się jednego: nikomu nie zdradzaj swoich sekretów. Nigdy. Bo przyjaciel z dziś może być wrogiem jutro i bez skrupułów rzuci cię na pożarcie wygłodniałym hienom.”
Choć Bogna prezentuje przed czytelnikiem największe dylematy moralne i duże rozchwianie emocjonalne, to nie tylko ona zmaga się z trudami codzienności życia funkcjonariusza wywiadu. Podobną ilość uwagi poświęcamy jej przełożonemu i przyjacielowi O’Harze, którego małżeństwo jest w ostatniej fazie wypalenia… O’Hara nie zgłębia się aż tak we własne wnętrze, jednak i on nie jest pozbawiony własnych koszmarów - dręczą go decyzje, które musiał podjąć, zatajanie prawdy przez współpracownikami, a przede wszystkim przed Bogną…
„Zadziwiające, że w sztuce oddalania się od siebie zdobyli mistrzostwo bez żadnego treningu.”
Intryga fabularna skupiona jest wokół postaci Bogny, w pewien sposób wynika z tomu pierwszego, choć autorka w “Dosiadzie” przypomina kluczowe fakty, dzięki czemu czytelnik mający z tymi postaciami do czynienia po raz pierwszy również się w fabule nie pogubi. Tak naprawdę zagadka nie jest rozbudowana, na pewno nie jest też tak dynamiczna, jak literatura szpiegowska nas do tego przyzwyczaiła, ale w mojej ocenie to duży plus tej powieści - w końcu możemy zajrzeć za kotarę pracy służby wywiadowczych, które do tej pory były dla nas mocno koloryzowane. Oczywiście nie znaczy to też, że historia nie jest porywająca - autorka doskonale łączy intrygę z psychologiczną stroną postaci sprawiając, że ich losy mocno angażują, a rozwiązanie akcji ciekawi tak mocno, że trudno z czasem od lektury się oderwać. Rozwiązanie zagadki jest satysfakcjonujące, a równocześnie pozostawia otwartą furtkę dla tomu trzeciego, jak udało mi się dowiedzieć - ostatniego.
„Ostatnie dni uświadomiły jej, że obraz świata zależy wyłącznie od perspektywy. To, co jednego dnia wydaje się pewne, następnego może okazać się iluzją.”
Mam wrażenie, że w “Dosiadzie” Katarzyna Gołda jeszcze mocniej skupiła się na codziennych zmaganiach funkcjonariuszy ABW niż w “Złotym spadochronie”. Zmaganiach, które nie polegają tylko na tajnych akcjach szpiegowskich, ale też na walce z samym sobą, ze swoim organizmem, ze swoim życiem prywatnym i rolą społeczną. Bardzo wyraźnie widać to w kontraście Bogna kontra młodsza funkcjonariuszka z króciutkim stażem - Bogna doprowadziła się na skraj wyczerpania, a jej młodsza stażem koleżanka ciągle jest naładowana pozytywną energią do działania, ciągle czeka na jakąś typowo szpiegowską akcję. To ogromny atut tej powieści, z którego autorka korzysta umiejętnie. Sprawnie prowadzona akcja, dobre wyważenie akcji i przeżyć wewnętrznych postaci, a do tego zimowa, przedświąteczna Warszawa w tle, tworzą powieść inną niż wszystkie, jakie miałam okazję czytać w tym gatunku literackim. Bardzo podoba mi się to, co już teraz prezentuje Katarzyna Gołda, a choć drobne elementy powieści wymagają jeszcze lekkiej korekty, to już widać, jak dużo ta autorka może wnieść w polską literaturę szpiegowską (a może i nie tylko!).
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 19, 2026

"Wyższa konieczność" Wojciech Chmielarz

"Wyższa konieczność" Wojciech Chmielarz

Autor: Wojciech Chmielarz
Tytuł: Wyższa konieczność
Cykl: Bezimienny, tom 5
Data premiery: 30.09.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 480
Gatunek: powieść sensacyjna
 
Dwadzieścia cztery solowe powieści, wszystkie najważniejsze polskie nagrody gatunkowe, tłumaczenia na obce języki i ekranizacje - to czternaście lat pracy Wojciecha Chmielarza, jednego z najbardziej rozpoznawalnych twórców polskiej literatury kryminalnej, który poza dostarczaniem nam rocznie co najmniej dwóch powieści, jest też stale obecne dla swoich czytelników w sieci - dzieli się poleceniami książkowymi i postępami swojej pracy, jak i miłością do biegania. Od niedawna występuje też w roli współprowadzącego podcast “Chłopaki od blurbów”, w którym rozmawia z polskimi twórcami literatury.
“Wyższa konieczność” to najnowsza z jego powieści, piąty tom cyklu sensacyjnego z Bezimiennym (recenzje – klik!), który powstał w czasie pandemii koronawirusa jako sposób na oderwanie myśli facebookowych fanów autora od ciężkiej codzienności - każdego dnia ukazywał się jeden fragment, które ostatecznie stworzyły powieść “Prosta sprawa” wydaną niewiele później w wersji papierowej przez Wydawnictwo Marginesy. Sześć lat od tej premiery Bezimienny nadal ma się dobrze, choć kto wie, czy ten tytuł to nie ostatnie spotkanie z tym bohaterem…
 
Zima. W Warszawie dochodzi do tragicznego wypadku - jeden z trzech założycieli firmy technologicznej Zenex wpada pod pociąg metra. Tylko czy na pewno to był wypadek? W tym czasie Bezimienny wraca do Łodzi. To tam żyje jego rodzina, którą przed laty musiał porzucić, teraz jednak na jej prośbę wraca - skontaktowała się z nim córka, która doniosła o zniknięciu dziadka Olbrycha. Czy to mogło być porwanie? Wszystko wskazuje na to, że tak, co więcej, już wkrótce okazuje się, że nikt z ich rodziny nie jest bezpieczny - przeszłość wróciła, sprawa, wskutek której Bezimienny stracił swoje imię i miejsce na świecie ponownie przedziera się na światło dzienne oświetlając miejsca, w których wersja zdarzeń się nie zgadza… Kto wrobił go lata temu i kto teraz znowu przystąpił do polowania? Co jest stawką i z jak potężnym graczem przyjdzie mu się mierzyć?
„– Rozważaliśmy wtedy różne opcje rozwiązania sytuacji.(...)
– Różne opcje! Dla ciebie zabić człowieka to opcja!”
Książka rozpisana jest na prolog i 63 kilkustronicowe rozdziały pisane w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z kilku perspektyw: Olbrycha, funkcjonariuszki ABW Justyny, córki i byłej żony Bezimiennego i jeszcze kilku osób w historię wplątanych. Bezimienny przybiera jednak inną formę narracji - jako jedyny swoją perspektywę oddaje w pierwszej osobie czasu przeszłego (dzięki czemu autor unika większości problemów z podaniem jego imienia). Akcja powieści toczy się linearnie, a każda z perspektyw oddana jest z dużą uwagą i dbałością o detale. Język, jakim autor się posługuje, jest bardzo przystępny, czuć w nim dbałość o słowo, ale też swobodę językową, dzięki czemu każda z perspektyw wypada przyjemnie naturalnie. Książkę czyta się płynnie, przekleństwa pojawiają się okazjonalnie - to w końcu powieść sensacyjna, nic dziwnego, że postaciom czasami się przeklnie.
„Wbrew pozorom nie lubię przemocy, nie lubię się bić, ale potrafię to robić. A kiedy się biję, nie zamierzam się bawić w żadne rycerskie gierki, w honorowe pojedynki, w rozważania, czy coś jest fair, czy nie. Dla mnie przemoc to narzędzie. Jak młotek. Sięgamy po niego, kiedy trzeba wbić gwóźdź. A kiedy to robimy, nie zastanawiamy się, jak się czuje gwóźdź i czy przestrzegamy jakichś wymyślonych reguł. Po prostu go wbijamy.”
A jednak mimo dobrego osadzenia gatunkowego powieści, autor nie pakuje się w schematy - sceny akcji to nie wszystko, w powieści jest miejsce i na dobrze zbudowane kreacje postaci, jak i świetne osadzenie jej w aktualnej polskiej rzeczywistości. Choć akcja skupia się na ratowaniu rodziny Bezimiennego, to w tle wybrzmiewa wiele istotnych teraz tematów: poczynając od problemu uchodźczego na wschodniej granicy aż po użycie technologii AI w przemyśle zbrojeniowym. A choć brzmi to bardzo technicznie i bardzo poważnie, to Chmielarz potrafi z tych tematów zrobić coś, co czytelnika naprawdę zainteresuje, bez względu na prywatne preferencje, a co więcej - coś, co pozwoli się nad tym tematem, nad ich wagą zastanowić.
„– Czemu mi to wszystko tłumaczysz?
– Bo lepiej tak, niż potem cię szukać po nocy – odparł i odsłonił pożółkłe, lekko krzywe zęby. – A poza tym ludziom warto pomagać. A ty wydajesz się potrzebować pomocy, nie?”
Akcja główna powieści rozłożona jest na kilka naprzemiennych perspektyw, dzięki czemu czytelnik co kilka stron przenosi swoją uwagę na inny wątek powieści. Akcja toczy się tempem dynamicznym, ale nie do przesady - jest dosłownie kilka scen pogoni i walki, reszta to skrupulatnie snuta intryga, która w finale ma zrobić wielkie BUM. Jak to w tym gatunku bywa, są ludzie stojący po dwóch stronach barykady: ci walczący w imię właściwych moralnie pobudek i ich przeciwnicy. A jednak mimo jasnego podziału, autor nie zamyka czytelnikowi perspektyw - mamy okazję poznać też rację czarnego charakteru, która nie jest tak całkowicie pozbawiona zasadności… I tak autor oczami postaci ukazuje nam Polskę - Polskę, która po zakończeniu PRL-u dała radę wywalczyć swoje miejsce na arenie europejskiej, a która teraz, we współczesnych czasach, gdy nowe pokolenie dochodzi do władzy, musi ponownie ustalić swoje priorytety. Dokąd zmierza nasz kraj, jakie wartości, jacy ludzie nim rządzą? Mimo że lektura nie daje wrażenia powieści politycznej, to jednak przemyca w swojej historii ważne pytania, nad którymi jako obywatele tego kraju, i jak obywatele świata, powinniśmy się zastanowić.
„– (…) pewnych rzeczy nie przewidzieliśmy.
– Na przykład jakich?
– Że w nowym świecie, w którym przyszło nam żyć, najważniejsze są pieniądze.”
Ale poza tematyką dotyczącą życia aktualnego zarówno w stosunku do technologii, jak i świata politycznego, jest też wątek uniwersalny - wątek oparty o wartości rodzinne, o więzi przyjaźni. To z nim mocno związany jest główny bohater - Bezimienny, który mimo iż od dawna nie uczestniczył w życiu rodziny i przyjaciół, zachował w sobie wobec nich lojalność. Teraz przyjdzie mu się zmierzyć z rozczarowaniem i poczuciem zdrady, jakie po sobie zostawił, może w końcu w pewien sposób zakończyć swoje wygnanie, wyjaśnić i rozwiązać problemy, które stały za jego zniknięciem? Mam wrażenie, że dla tej postaci to najbardziej osobisty z tomów.
„Twój ojciec byłby w stanie podpalić cały świat, żeby cię ocalić. Zniszczyć wszystko, co stanie mu na drodze. Jest jak cholerny żywioł, pożar lub powódź, nic go nie powstrzyma.”
Z pewnością warto zwrócić uwagę na same kreacje postaci, które mierzą się z bardzo ludzkimi emocjami. Bezimienny nadal podąża za swoim własnym kodeksem moralnym, a choć nie boi się przyłożyć tym, którzy stają mu na drodze, jest zamknięty w sobie, a więc i niełatwy do poznania, to jednak w jakiś sposób budzi sympatię.
„Każda walka zaczyna się dużo wcześniej, nim padnie pierwszy cios. Niektórzy stawiają wtedy na gadanie, próbę zastraszenia, udowodnienia sobie, jacy są groźni i niebezpieczni. Niepotrzebna strata czasu. Jeśli już się decydujesz walczyć, nie gadaj. Działaj.”
Jego były teść z kolei mocno porusza wątkiem starości - kiedyś praktycznie władca świata, tajny agent, który odbudowywał Polskę, teraz mężczyzna osiemdziesięcioletni, który miewa problemy ze wstaniem z łóżka… I to nie przez brak motywacji, a po prostu przez ograniczenia coraz mocniej zawodzącego ciała. Jego perspektywa uświadamia to, co nieuchronne, ale w żadnym razie nie traci na godności. Olbrych wie, jak swoją słabość przekuć w atut.
Nie brakuje w tej historii też postaci kobiecych - ambitnych, dobrze życie znających czy ciągle jeszcze młodzieńczo naiwnych. I tu autor nie idzie na skróty: to nie są typowe kreacje postaci, jakie znamy z powieści sensacyjnych, a bohaterki, które w sposób bardzo ludzki walczą o to, co dla nich ważne.
„Starość go okradała, uświadomił sobie to już lata temu. Każdego dnia odbierała mu kawałek dawnego siebie, ale on oswoił tego złodzieja, nauczył się z nim żyć. Poskromił go na tyle, że był mu w stanie wydzielać kolejne łupy, negocjować haracz. Nawet odrobinę się z nim zaprzyjaźnił i nie nosił w sobie do niego żalu. Miał długie, interesujące i satysfakcjonujące życie. Mógł ze spokojem je wspominać, z pełną świadomością, że wykorzystał je najlepiej, jak potrafił. Aż do teraz, pomyślał, bo teraz straciłem nad draniem kontrolę. A złodziej zrobił się chciwy.”
Spora część opowieści rozgrywa się w Łodzi - stare, fabryczne miasto z ciekawą historią, która również znajduje dla siebie w tej powieści miejsce.
„Pomyślał, że to największy problem Polski. Brakowało tu ludzi, którzy mieli odwagę mierzyć wysoko. Może to był kolejny powód, dla którego tak lubił Łódź. Dla którego czuł tak głęboką więź z tymi, co ją zbudowali. I oni, i on mieli odwagę marzyć, a potem swoje marzenia realizować.”
Myślę, że Wojciech Chmielarz w “Wyższej konieczności” wykorzystał do maksimum historię, jaką chciał opowiedzieć. Dobrze osadzona w gatunkowych ramach powieści sensacyjnej nie jest kolejną kalką uproszczeń i schematów fabularnych. Na dobrej intrydze opartej o kilka dynamicznych scen akcji, autor rysuje bardzo wyraźny i bardzo bliski nam, czytelnikom, świat. Postacie z krwi i kości, których różne priorytety i motywacje prowadzą w często nieoczekiwane miejsca, wikłają się w tematykę zdarzeń bardzo aktualnych pod kątem technologicznym i pytań, na jakie wkrótce przez wykorzystanie AI przyjdzie nam odpowiedzieć. Wątki polityczne mają bardzo ludzkie oblicze - nie chodzi w nich o zawiłe gry pomiędzy kolejnymi politykami, a o obraz ogólny, o to, jak zmienia się Polska i w jakie miejsce zmierza. W tle przyjemnie oddana Łódź i Bezimienny, który w końcu ma szansę wyjaśnić sprawę, jaka o bezimienność go przyprawiła. Świetny tom, który również bez problemu da się czytać od serii niezależnie! Tylko sama teraz nie jestem pewna - czy lepiej byłoby w tym momencie pożegnać się z Bezimiennym czy jednak dalej prosić o więcej?
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 16, 2026

"Skwar" Klaudia Winko - zapowiedź patronacka

"Skwar" Klaudia Winko - zapowiedź patronacka
Jeszcze dobrze nie rozsiedliśmy się w premierach października, a już pora zacząć spoglądać na to, co przyniesie nam listopad! Jedno jest pewne - dobrych książek w tegorocznym okresie jesienno-zimowym nam nie zabraknie! A jednym z tych tytułów, na które chciałam zwrócić szczególną uwagę jest "Skwar" Klaudii Winko, który na nasz rynek trafi już 4 listopada pod patronatem Kryminału na talerzu!

W Żaromsku słońce nie oświetla prawdy. Ono ją wypala.
Kiedy pod sklepem Okruszek zostaje znalezione zmasakrowane ciało wójta, senne miasteczko przestaje oddychać. W morderczym upale, który staje się metaforą moralnego rozkładu, komisarz Natan Szyszka i techniczka Marta Heszko muszą przebić się przez mur milczenia, lokalnych układów i wzajemnej nienawiści mieszkańców.
Pomóc im może tylko Maria – młoda listonoszka, która widzi więcej, niż pozwalają na to małomiasteczkowe konwenanse. Czy w świecie, gdzie zło rodzi się z żaru, sprawiedliwość ma jeszcze jakiekolwiek szanse?
"Skwar" to debiut Klaudii Winko, która udowadnia nim, że ma coś ciekawego do powiedzenia w gatunku polskiego kryminału - czuć w tej książce pomysł, czuć przyjemny powiew świeżości. Czuć też doskonale duszną atmosferę małego miasteczka, które zamieszkują ciekawe postaci - nie tylko na Marię warto tam zwrócić uwagę! To jedna z tych książek, które dobrze się czyta, a finalne rozwiązanie wszystkich wątków nieźle zaskakuje! No i gorące temperatury w czasie, kiedy my marzniemy pod kocykiem też brzmią całkiem atrakcyjnie, prawda? 😉

Autorka: Klaudia Winko
Tytuł: Skwar
Cykl: żaromski, tom 1
Data premiery: 04.11.2026
Wydawnictwo: Magia Słów
Liczba stron: 300
Gatunek: kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 



A już w kolejny weekend będziecie mogli spotkać się z autorką książki!
W sobotę 24 października o godzinie 14:00 Klaudia Winko zjawi się na Targach Książki w Krakowie - znajdziecie ją na stoisku A8.


We współpracy patronackiej z Klaudią Winko. 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 15, 2026

"Gustaw i Gadająca żaba" Maciej Siembieda

"Gustaw i Gadająca żaba" Maciej Siembieda

Autor: Maciej Siembieda
Tytuł: Gustaw i Gadająca żaba
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 304
Gatunek: literatura piękna / nowele
 
W wieku, w którym inni marzą już o tym, by nic nie robić, on zaczął pisać powieści beletrystyczne. Klasycznie, piórem, kreśląc zdania w notatnikach. I wystarczyła mu zaledwie chwila, by wspiąć się na szczyt - każda z jego książek stała się bestsellerem, a teraz, po dziewięciu lat od debiutu powieściowego, na koncie ma sporą liczbę wyróżnień, w tym Nagrodę Wielkiego Kalibru i nominację do Nagrody Nike. Jego książki zostały też dostrzeżone przez twórców obrazu - do dziesięciu z trzynastu powieści zostały sprzedane prawa do ekranizacji.
Tym autorem jest Maciej Siembieda, człowiek, który przed wkroczeniem na rynek powieści kryminalno-sensacyjnej, przez trzydzieści lat prowadził śledztwa historyczne, który jako dziennikarz został trzykrotnie nagrodzony polskim Pulitzerem. Teraz, jak sam przyznaje, książki pisze dla frajdy, dla przyjemności łączenia fikcji z historiami prawdziwymi, których przez lata nazbierał tyle, że obawia się, że nie starczy mu życia, by o wszystkich opowiedzieć. I z tej potrzeby autor “Gustawem i Gadającą żabą” wkracza na nowy teren literacki - to nie powieści, ani nie opowiadania, to nowelki.
 
Jednak to nie jedyna innowacja, jaką przynosi ten zbiór. Pierwsza z dwóch opublikowanych nowel pt. “Gustaw” miała swoją premierę… na łamach Gazety Wyborczej! Jak za dawnych, dawnych lat, publikowana była w odcinkach - podzielona na siedem części ukazywała się na przełomie sierpnia i września w danej gazecie, zarówno w wersji papierowej, jak i cyfrowej. W dniu publikacji ostatniego odcinka, 12 września, książka pojawiła się w wersji cyfrowej: w ebooku i audiobooku, i początkowo na tym miało pozostać. Niedługo jednak po tym ogłoszeniu, Wydawnictwo Agora w odpowiedzi na prośby czytelników postanowiło wydać również książkę w papierze - i tak jedenaście dni po premierze wersji cyfrowej, na półki księgarskie trafił “Gustaw i Gadająca żaba” w twardej oprawie. Już teraz autor zapowiada, że to nie koniec jego przygody z tą formą opowieści - wiosną przyszłego roku z okazji dziesięciolecia na rynku beletrystycznym ukaże się drugi tom, który również zawierać będzie dwie nowelki.
 
Nowela pt. “Gustaw” rozpoczyna się na chwilę przed II wojną światową. Wieś Weissdorf ma zostać zalana - właśnie powstaje tama, która w tym miejscu zatrzyma wody rzeki Wstęga, z których powstanie jezioro Stausee. Mieszkańcy wioski muszą więc zostać przesiedleni - zbudowano dla nich nieopodal nowe osiedle. Wśród tych, którzy zmuszeni są do opuszczenia swoich domów, są młodzi przyjaciele: dziesięcioletni Achim i Gustaw. To wtedy Gustaw wpada na pomysł, by w chwili, gdy wioska zostanie opuszczona, na moment przed zalaniem, splądrować kościół - bo przecież komu potrzebne są złote ozdoby pod wodą? A kiedy znika w chwili, gdy nad stary Weissdorf nadciąga wielka woda, Achim ma przeczucie, że chyba jego plan nie przebiegł tak, jak powinien…
„Wszystko to sprawiało teraz wrażenie, jakby się zgarbiło i skurczyło ze wstydu, że broniło chorego porządku wymyślonego przez polityków, zakały rodzaju ludzkiego, wiecznie chciwych władzy. Bez względu na cenę, byle nie obejmowała ona ich utuczonych przywilejów i majątków.”
To opowieść złożona z siedmiu rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, która rozciąga się na kilka dekad. Czytelnik początkowo towarzyszy Achimowi, później przenosi się na młodszych bohaterów, którzy do zalanego Weissdorf mają różne podejście, choć większość łączy jedno - miłość do wędkowania. Lata mijają, przychodzi i odchodzi wojna, zmienia się władza, nastaje i przemija PRL. Detale mijającego czasu stoją w kontraście do niezmiennego jeziora i niezmiennego Achima, który w miejscu, w którym kiedyś siedział na trawie, teraz dryfuje łódką. To na historii zalanej wioski i zniknięciu Gustawa zbudowana jest cała intryga noweli - intryga, która pokazuje, jak powstają i rozrastają się legendy. Piękna opowieść, w której ukazane jest, że z każdej pasji ktoś będzie chciał zrobić biznes, a wartość pieniądza stanie nad zwyczajną ludzką lojalnością.
„Za każdym zrywem wolnościowym kryje się dostęp do piwa i kiełbasy.”
Druga nowela pt. “Gadająca żaba” zaczyna się, gdy młody, gdański cinkciarz (uliczny sprzedawca zagranicznej waluty) Marek dostaje cynk od zaznajomionego milicjanta - dolary, które sprzedał dwóm gryzipiórkom posłużyły do kupienia sprzętu, na którym miały być drukowane ulotki Solidarności, a przez co może zostać zaraz osądzony o działalność wywrotową. Musi zatem uciekać - zostawić świeżo poślubioną żonę, uciec przez zieloną granicę, szukać azylu i ułożyć sobie życie no nowo… Tylko co on może teraz robić z tak ubogim zawodowym doświadczeniem?
„Z jednego fotela Kontiki na drugi wędrowało złoto i brylanty, ale przede wszystkim kolekcje portretów prezydentów USA wydrukowanych na banknotach. W ilościach hurtowych, bo od detalu byli cinkciarze stojący pod Pewexem w Dolarowcu.”
Ta historia rozpisana jest na dziesięć rozdziałów pisanych z perspektywy Marka i jego żony Beaty w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Choć zaczyna się motywem politycznym, to szybko okazuje się, że jest to jednak opowieść o ludziach. O Marku, cwaniaku, który we wszystkim potrafi znaleźć sposób na nie całkiem legalny biznes i o Beacie, która połączona z nim uczuciem staje na rozdrożu: wybrać związek i porzucić swoje życie czy jednak postawić na siebie. Żadne z nich nie dokonuje w swoim życiu szczególnie trafionych wyborów, żadne z nich nie jest wolne od konfabulacji. Historia rozpisana na kilka lat zaprasza czytelnika w piękne rejony, na Lazurowe Wybrzeże, gdzie bogactwo potrafi uderzyć do głowy, a sprytny Polak zawsze znajdzie okazję do uszczknięcia kawałka tortu dla siebie. Autor w bardzo luźny sposób opiera historię na motywie baśni księcia zamienionego w żabę, w której to żaba staje się od księcia cenniejsza…
„(...) szczęście w życiu nie polega na tym, żeby mieć królewicza, ale gadającą żabę.”
W obydwu historiach do upadku prowadzi egoizm, działania podejmowane z niemoralnych pobudek, w których postacie stawiają swoje dobro na pierwszym miejscu kosztem innych. Obydwa łączy dbałość o detale otoczenia - sposób, w jaki autor oddaje tło i charakter czasów, w których toczy się ich akcja, daje poczucie oddanej wiernie rzeczywistości, ba! nie tylko wiernie, ale i bardzo filmowo. Obydwie nowele łączy też styl autora - jego sposób budowy zdań, niebanalne porównania, ożywianie najnudniejszych czynności czy przedmiotów martwych sprawiają, że bez względu o czym autor pisze, tekst staje się pasjonujący. Perfekcyjnie dobrane, użyte słowa, rytm zdań, który sprawia, że książkę czyta się, jakby przepływało się przez chmurki, dają poczucie, że nic nie dzieje się w tych historiach przypadkiem, a każde słowo, każdy gest postaci, każdy opis zostały skrupulatnie przemyślane. Uwielbiam tę pasję, tę subtelną literackość Siembiedy, która sprawia, że nawet opis wymiany waluty jest zabawny i absorbujący. Więc tak, zbiorem “Gustaw i Gadająca żaba” Maciej Siembieda dowodzi, że nie potrzebuje nic więcej niż człowieka z jego charakterem pełnym niedoskonałości, by stworzyć opowieść, od której nie chce się odrywać nawet na moment.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 14, 2026

"Rzeka kłamstw" Lisa Regan - patronacka recenzja premierowa

"Rzeka kłamstw" Lisa Regan - patronacka recenzja premierowa

Autorka: Lisa Regan
Tytuł: Rzeka kłamstw
Cykl: Josie Quinn, tom 13
Tłumaczenie: Marta Czub
Data premiery: 14.10.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał
 
Lisa Regan dzięki kryminałom z detektywką Josie Quinn zdobyła międzynarodową sławę. Zapoczątkowana osiem lat temu seria cieszy się zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie sporą popularnością, która przyniosła autorce ponad cztery miliony sprzedanych egzemplarzy. Czytelnicy anglojęzyczni właśnie oczekują premiery tomu dwudziestego piątego, która zaplanowana jest na 20 października, a w Polsce właśnie ukazał się tom trzynasty (o wcześniejszych tomach więcej tu - klik!). Autorka pisała go w trudnym dla siebie momencie - w czasie, gdy cały świat cierpiał z powodu lockdownów spowodowanych koronawirusem, Lisa Regan przechodziła prywatną tragedię, żałobę po swoim ukochanym ojcu.
 
Stany Zjednoczone, Pensylwania, niewielkie miasto Denton pokryte jest śniegiem, który lśni w blasku kolorowych światełek zdobiących domu mieszkańców. W oknach widać przystrojone choinki i rodziny, które zbierają się wokół nich. Jeszcze kilka lat temu Josie Quinn nie sądziła, że i w jej domu będzie to możliwe - teraz ma rodzinę, przyjaciół kochającego męża i bardzo związanego z nią psa, a choć nadal rana po stracie babci jest świeża, to wsparcie najbliższych pomaga. Kiedy wszyscy razem szykują się do wspólnego wieczoru, do drzwi puka detektyw Finn Mettner. Spanikowany prosi, by pojechała z nim do domu Amber, ich rzeczniczki prasowej, z którą połączyło go jakiś czas temu uczucie. Bo Amber zniknęła, choć z jej domu nie zniknęło nic innego - nie zabrała nawet kurtki, mimo przeraźliwego zimna nocy. Trop pozostawiony na jej samochodzie prowadzi ich do zapory wodnej Russell Haven, a tam już w towarzystwie całego zespołu znajdują uwięzioną wśród skał kobietę, którą na ich oczach porywa spuszczana właśnie woda… Czy to mogła być Amber? Na razie najważniejsza jest próba jej ocalenia, choć śledczy szybko orientują się, że nikt nie byłby w stanie czegoś takiego przeżyć...
„Zarówno Josie, jak i Noah wiedzieli z doświadczenia, że w tej sytuacji na nic się zdają słowa pociechy. Nie dało się załagodzić ani uśmierzyć bólu, z którym mierzył się Mettner – trzeba było z nim żyć. Trzeba było znosić jego nieznośną obecność do czasu, aż któregoś dnia stanie się ona nową normą.”
Książka rozpisana jest na 51 kilkustronicowych rozdziałów, z których 48 rozgrywa się w przeciągu kilku grudniowych dni. Znacząca większość opowieści przedstawiona jest oczami Josie w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, ale jest kilka fragmentów pisanych z perspektywy Amber w trzeciej osobie czasu teraźniejszego - czy to znaczy, że Amber nadal żyje, a może zmiana czasu narracji ma sugerować, że jej rozdziały rozegrały się wcześniej? Styl powieści jest prosty, codzienny, doskonale pasujący do całej serii - Lisa Regan nie bawi się w literackie ozdobniki, dla niej tekst to nośnik historii i emocji. Język, jakim się posługuje, jest uniwersalny - łatwy do zrozumienia, bez przekleństw. Zdania są krótkie, dialogi wypadają naturalnie, a feminatywy są respektowane w każdym przypadku. Książkę czyta się sprawnie i szybko.
„Kiedy od małego jesteś nauczona kłamać, nie wiesz, że można inaczej.”
Jak każdy tom serii z Josie Quinn, tak i “Rzekę kłamstw” można traktować od reszty tomów niezależnie. Historia oparta jest o zamkniętą zagadkę kryminalną, w której autorka z dużym znawstwem rozkłada tropy, tak by zapewniły czytelnikowi solidną gatunkową rozrywkę. Odpowiednio zaskakujące zwroty fabularne, dobrze utrzymane tempo akcji zapewniające ciągłe napięcie i ciekawość tego, do czego kolejne odkrywane tropy prowadzą, sprawiają, że historia od początku zasysa i trudno się od niej uwolnić przed poznaniem zakończenia. Jedynym jej minusem dla znawców całej serii może być to, że po raz kolejny Lisa Regan fabułę buduje wokół postaci związanej z posterunkiem policji - po kilku tego typu tomach może to zacząć męczyć, choć w żadnym razie nie wpływa to na jakość całej intrygi. Chodzi tylko o fakt, że zostaje coraz mniej osób zatrudnionych w dentońskiej policji, które nie skrywają w swojej przeszłości jakiejś wyjątkowo mrocznej tajemnicy… A po co stale zmniejszać te grono? Skoro Lisa Regan potrafi równie doskonale tworzyć intrygi kryminalne z postaciami niezwiązanymi personalnie z Josie, o czym przekonała mnie w poprzednich bardzo udanych kilku tomach. 
„(...) nie każde śledztwo da się zamknąć w zgrabnym pudełeczku z kokardką. Życie to jeden wielki bajzel, podobnie jak zabójstwa i porwania.”
A jednak, mimo wszystko, dobrze jest dowiedzieć się o Amber i Finnie czegoś więcej. Amber do tej pory pozostawała raczej z boku historii, nigdy nie pozwalała nikomu zbliżyć się na tyle, by dało się o niej jako o osobie coś więcej powiedzieć poza tym, że w pracy jest naprawdę sumienna. Teraz ukazuje się jako ktoś więcej - nie tylko rzeczniczka prasowa, ale kobieta, której młodość nie przebiegała w warunkach idealnych. Z kolei Finn wydaje się jej przeciwieństwem - z dużą, bliską rodziną, która zdaje się wyznawać tradycyjne wartości. A jednak przyglądając się związkowi tych dwóch postaci, nie możemy nie zapytać: czy wersja Finna jest zgodna z rzeczywistością? A może jego wielka miłość okazała się czymś dużo groźniejszym? Po raz kolejny Josie i jej współpracownicy muszą zmierzyć się z niepewnością czy osoba, która nieraz stawała z bronią w ręce w ich obronie, jest tą, za którą wszyscy ją mieli?
„– Jest w niej zakochany po uszy. Powiedziałabym, że na granicy obsesji. Jak dobrze go znamy? Czy aby na pewno wiemy, jaki jest za zamkniętymi drzwiami?
Josie pomyślała o kartce urodzinowej, którą znalazła w szufladzie biurka Amber. W głowie wyświetliły jej się słowa napisane przez Mettnera: „Nigdy nie przestanę Cię kochać”. W zależności od kontekstu, to jedno zdanie mogło być albo urocze i słodkie, albo mroczne i złowieszcze.”
Tempo akcji podyktowane jest charakterem Josie, która nie jest skora do siedzenia i czekania - to bohaterka, która musi działać, czasami nawet szybciej niż pomyśli, przez co nieraz w imieniu innych naraża swoje życie. A choć brzmi to może melodramatycznie, to jednak trudno dopatrywać się takich wrażeń w tekście - Lisa Regan dobrze panuje nad psychologią postaci, rewelacyjnie z tomu na tom ją rozwija, dzięki czemu możemy obserwować zachodzące w nich zmiany. Bo choć Josie nadal podejmuje ryzyko, to jej ciągła na to gotowość wydaje się powoli męczyć jej otoczenie, zaczyna wystawiać na szwank relacje. A jednak i w postaci Josie można dostrzec niesamowicie ciekawe zmiany - kiedyś nie dopuszczała do siebie emocji, teraz już dobrze rozumie, że może sobie na nie pozwolić, a nawet dopuścić do nich innych. To świadczy o tym, jak mocno w ostatnim czasie dojrzała, jak wraz ze wsparciem swojego najbliższego otoczenia powoli wychodzi na prostą, mimo nadal mocno zakorzenionych niepewności i lęków wynikających z jej dzieciństwa.
„– Wiem, że ślubowałem, że zawsze będę biegł z tobą ku niebezpieczeństwu, ale, Josie, niebezpieczeństwo a pewna śmierć to dwie różne rzeczy.”
A mimo tego, że już tyle wraz z Josie przeszliśmy, to jednak dopiero teraz po raz pierwszy doświadczamy w Denton prawdziwej zimy. Mróz, zamieć śnieżna, woda skuta lodem doskonale współgrają z mroczną zagadką kryminalną, która stoi w tak dużym kontraście do ciepła rodzinnego, z jaką wiążą się święta Bożego Narodzenia. Ciekawa jest też sama zapora - to kolejny przystanek na mapie Denton, który pozwala nam lepiej poznać te fikcyjne miasto, a zarazem ogromna siła żywiołu, jakim jest woda.
„No i znów to samo. Okruch smutku, który towarzyszył każdej chwili radości po utracie kogoś bliskiego. Nie dało się ich rozdzielić.”
“Rzeka kłamstw” dla czytelników, którzy jeszcze z serią z Josie Quinn nie mieli do czynienia, przyniesie bez wątpliwości satysfakcjonującą, dobrze skonstruowaną zagadkę kryminalną, w której odpowiednie rozlokowanie twistów gwarantuje stałe zaangażowanie uwagi czytelnika przez całą lekturę. Kreacje postaci pod kątem psychologicznym również nie zawodzą, a ci, którzy już się z Josie spotkali, dodatkowo docenią zmiany, jakie w charakterach postaci zachodzą. Przyjemny klimat zbliżających się świąt Bożego Narodzenia i ciepła rodzinnego mocno kontrastuje ze sprawą, którą przyjdzie się śledczym zajmować - w niej też pojawia się motyw rodziny, która jednak pokazuje całkiem inne oblicze niż te, o którym chcemy myśleć w święta. Bez wątpienia to nadal dobra, trzymająca poziom całej serii kryminalna rozrywka.
 
Moja ocena: 7/10

Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 13, 2026

"Grobla" Paweł Jaszczuk

"Grobla" Paweł Jaszczuk

Autor: Paweł Jaszczuk
Tytuł: Grobla
Data premiery: 25.09.2026
Wydawnictwo: Szara Godzina
Liczba stron: 360
Gatunek: powieść kryminalna
 
Paweł Jaszczuk to polski prozaik, dramaturg i autor słuchowisk. Swoją karierę twórczą rozpoczął od opowiadań, które publikowane były na łamach czasopism w latach 80. XX wieku, w latach 90. zaistniał jako autor pierwszej opowieści. Ale to nowy wiek przyniósł mu jedno z największych osiągnięć literackich - w roku 2005 jego powieść historyczno-kryminalna pt. “Forest Umra” otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru, przyznawaną zaledwie od roku. Ten tytuł również jako jedyny z twórczości autora doczekał się zagranicznego tłumaczenia.
Teraz, dwie dekady później, cykl zapoczątkowany “Forest Umbra” liczy pięć książek, a pozostałe to nie tylko powieści kryminalne, ale i obyczajowe. “Grobla” to jego najnowsze dzieło kryminalne, z którym powraca na rynek po trzech latach przerwy.
 
Olsztyn, czasy współczesne. W Biurze Detektywistycznym MOZA, w końcu zapanował spokój - od dwóch dni przed galerią handlową, która sąsiaduje z biurem, nie pojawił się jej stały bywalec, akordeonista Martin Kris. Właściciel Biura Edward Moza jest wdzięczny niebiosom za ten dar, choć wkrótce okazuje się, że mógł cieszyć się z cudzego nieszczęścia - próg jego firmy przekracza matka Martina, która zleca mu odnalezienie syna. Cena nie gra roli, chodzi o dyskrecję - Martin to w końcu światowy sławy muzyk, który mocno podupadł na zdrowiu po potrąceniu samochodowym, którego jakiś czas temu stał się ofiarą. Edward, choć niechętnie, zlecenie przyjmuje, jednak nie zamierza odpuszczać rozpoczętych już tematów - jak na przykład zagadki śmierci dwóch licealistek, które ktoś w brutalny i dość dziwny sposób pozbawił życia na grobli. Jego pracownik Adam Wrona był świadkiem, który odnalazł pierwszą ofiarę, więc ich biuro zaangażowane jest w sprawę od początku. Nikt jednak nie przypuszcza, że wkrótce te dwie zagadki się połączą…
 
Książka rozpisana jest na prolog, część właściwą, która jest dzielona na nienumerowane i nietytułowane fragmenty, i epilog. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Edwarda z pominięciem prologu, który pisany jest w trzeciej osobie z perspektywy mordercy. Styl powieści jest więc nacechowany tym, jak rzeczywistość odbiera nieco zgorzkniały główny bohater, zdania są krótkie, słownictwo codzienne, bez przekleństw. Dialogi nie zawsze wypadają naturalnie, a opisy skupiają się raczej na oddaniu kolejności codziennych czynności bohatera niż na detalach otoczenia. Co ciekawe, przez korektę przeszło kilka błędów, jednak nie są to literówki, a po prostu… brak kropek. Mimo kilku potknięć pod kątem językowym książka tworzy zgrabną, poprawną, płynną całość.
„Ten film był jak odbicie mojego stanu. Pociąg, który pędzi przez ciemność, pełen obcych ludzi, z których każdy coś ukrywa. Każdy ma swój bagaż, swoją tajemnicę.”
Poprzez wybór narracji pierwszoosobowej autor mocno skupia uwagę na głównym bohaterze powieści. To były policjant z dekadą doświadczenia pracy w wydziale kryminalnym, który ze względu na kiepski stan kondycji psychicznej, kilka lat temu porzucił ten zawód na rzecz założenia agencji detektywistycznej. Wygląda jednak na to, że zmiana profesji dobrze mu zrobiła, fizycznie i psychicznie nic mu nie dolega, jednak jego podejście do życia jest dość zgorzkniałe. Może dlatego nie wydaje się, by na pracy mu specjalnie zależało? Dużo większą uwagę poświęca swojemu psu i codziennie zjadanym na obiad w okolicznym barze kopytkom. Jego zespół detektywistyczny składa się z trzech pracowników: mocno nadużywającego alkoholu Adama Wrony, utalentowanego fotografa przejawiającego miłość do leśnej natury, psycholożki Natalii Białej i młodego specjalisty od technologii Patryka Adamka. Każda z postaci ma zbudowaną wokół siebie historię, a początkowa niechęć wzbudzana przez dość opryskliwe zachowanie postaci zostaje uzasadniona ich prywatnymi problemami i doświadczeniami z przeszłości. Mimo tego, że autor ewidentnie poświęcił dużo czasu na skonstruowanie historii postaci, które ukazują ogrom problemów rodzinnych i pokoleniowych, to jednak nie zdołał zbudować przekonującego psychologicznie portretu - zachowanie postaci zdaje się fragmentaryczne i słabo uzasadnione, co daje poczucie sztuczności.
 
Mimo tego, że fabuła powieści spleciona jest motywem kryminalnym, to jednak większą uwagę poświęcamy codzienności postaci niż samemu śledztwu. Dzięki temu autor tworzy sobie miejsce, by oddać klimat tętniącego życiem Olsztyna, raczy nas bogactwem tego miasta - zarówno miejscami, w których cały czas jest głośno i tłoczno, a korki w godzinach szczytu utrudniają poruszanie się, jak i miejscami, w których dominuje piękno natury. Jest las, który skrywa mroczne ludzkie sekrety, ale też piękno życia zwierząt, jest jezioro, które Edward tak chętnie codziennie odwiedza z psem. Co ciekawe, mimo dokładności w odrysowaniu mapy terenu ani razu nie pada oficjalnie nazwa miasta, wskazówką do lokalizacji są więc poszczególne przystanki postaci, jak i wzmianka o lokalnym, olsztyńskim pisarzu.
„Moje miasto żyło własnym rytmem. Sprawy, spraweczki, brudy zamiatane pod dywan. A dywan coraz bardziej przypominał kopiec. Przywykłem. Tu każdy ma coś za uszami. Nawet ci, którzy udają, że słuchają jazzu i czytają Dostojewskiego.”
Dzięki skupieniu na codzienności głównego bohatera, autor pozwala czytelnikowi na wgląd we wszystkie jego sprawy - prywatne, których ma niewiele (choć pojawia się krótki motyw romansowy), oraz na sprawy zawodowe, które przez większą część czasu Edward zdaje się po prostu delegować swoim pracownikom. Mnogość spraw, którymi przychodzi im się zająć, ma ciekawy potencjał, który jednak nie zostaje w pełni wykorzystany - Edward rzadko uczestniczy w śledztwach, raczej skupia się tylko na wynikach, które dostarczają mu jego pracownicy, a zatem i czytelnik nie obserwuje prowadzonych spraw krok po kroku. Niedosyt pozostawia też główna kryminalna linia fabularna - nie ma tu ciągłości dowodów, tropów, poszlak, logicznej dedukcji, a nowe fakty zdają się po prostu magicznie pojawiać - stąd wrażenie nieudolności śledczych, zarówno Edwarda, jak i policji. Szczerze przyznam, że często miałam wrażenie, że żaden z tych organów nie wie, jak powinno wyglądać faktyczne śledztwo w sprawie zaginięcia czy morderstwa. Nie do końca zgadza się też linia zdarzeń pod kątem prawdopodobieństwa - w końcu do pierwszego morderstwa na grobli doszło rok wcześniej, a postacie badają sprawę tak, jakby dotychczas nic w niej jeszcze nie odkryto. Samo rozwiązanie zagadki też nie przynosi jednoznacznej satysfakcji - choć dowiadujemy się kto, to jednak motywy wydają się nie całkiem przekonujące. Może są życiowe, może faktycznie w życiu prawdziwym nie zawsze każda decyzja jest logiczna, a jednak rozpatrując tę opowieść jako historię zbudowaną na kryminale, to wydaje się po prostu za mało.
 
Ważne jest za to przesłanie powieści. Autor kreując swoje postacie mocno zwraca uwagę na to, by pierwotny obraz wydawał się inny niż ostatecznie się okazuje. A to przynosi znaną, ale ciągle wartą przypomnienia konkluzję, by nie oceniać zachowania innych na pierwszy rzut oka, bo przecież za każdym zachowaniem i decyzją kryją się przebyte doświadczenia i prywatne motywy. Przez chwilę autor skupia się też na pokazaniu tego, jak zmienia się życie na przestrzeni pokoleń mocno podkreślając problem życia wirtualnego młodych ludzi.
„(...) mimo całego nabożnego szacunku dla psychologii wciąż nie potrafimy rozgryźć człowieka siedzącego naprzeciwko. Mówi, pije kawę, kiwa głową, a my uparcie wierzymy, że go znamy… (…) A potem życie pokazuje, jak bardzo się myliliśmy.”
“Grobla” Pawła Jaszczuka okazała się powieścią, w której bardziej liczy się codzienność postaci niż faktyczna zagadka kryminalna. Buzujący życiem Olsztyn, w którym żywiołowe miasto styka się ze spokojem natury staje się świetnym tłem do ukazania skomplikowanych doświadczeń postaci, które mocno wpływają na ich codzienne, początkowo wydawałby się odrzucające zachowania. Widać, że jest to powieść, którą autor chce coś przekazać, widać też w niej jakiś pomysł, brakuje jednak właściwej formy przekazu - jako kryminał historia wypada za fragmentarycznie, za mało prawdopodobnie zarówno pod kątem procedur śledztwa, jak i pojawiających się tropów, bym mogła z niej czerpać satysfakcję.
 
Moja ocena: 6/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Szara Godzina.



Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

października 13, 2026

Wygraj "W zasięgu śmierci"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Wygraj "W zasięgu śmierci"! Konkurs patronacki (rozwiązany)

Jeśli debiutować, to w wielkim stylu? Nie wiem czy takie było założenie, ale bezsprzecznie Aldonie Kucner się to udało! "W zasięgu śmierci", jej pierwsza wydana książka, a zarazem pierwszy tom serii z Gizelą Sikorą podbił nie tylko moje serce - właśnie sprawdziłam, że po trzech tygodniach od premiery książka nadal utrzymuje na lubimyczytac.pl piękną ocenę 8/10! Cieszę się, że czytelnicy widzą w niej to, co ja - niesamowicie dobre przygotowanie i to zarówno pod względem językowym, jak i w każdym detalu fabularnym (pełną recenzję znajdziecie tu - klik!). W tej powieści po prostu czuć ilość pracy, jaką autorką w nią włożyła i nie sposób jej nie docenić, nie wspominając już o tym, jak łatwo dzięki temu zaangażować się w nią emocjonalnie! A dzisiaj chcę, żeby książka dotarła do kolejnych czytelników - zapraszam na konkurs z tym tytułem! 


Co zrobić, by wziąć udział w konkursie,? Odpowiedz na pytanie:
Hasło "debiut literacki" - to dla Ciebie wabik czy odstraszacz? Swoje zdanie krótko uzasadnij!


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 13 do 17 października, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 24 października.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze kierować się będę również stałą aktywnością uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profili wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki książki (IG klik!, FB klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

20.10 aktualizacja - wyniki konkursu:
A jednak! Zdecydowana większość zagłosowała za wabikiem! Wiedziałam, że tak jak ja, lubicie debiuty, ale nie spodziewałam się aż tak dużej różnicy w odpowiedziach - zaledwie kilka osób odważyło się powiedzieć, czy do debiutów podchodzą bardzo ostrożnie, bo wolą wybierać sprawdzonych autorów. Zdecydowana większość po debiuty sięga dla poczucia świeżości, dla odkrywania nowego i kto wie? Może nowego ulubionego autora na półce? Nie ukrywam, że mam nadzieję, iż tak stanie się z Aldoną Kucner! "W zasięgu śmierci" nagrodzone zostają:

Facebook:
1) Małgorzata Witek
Jak dla mnie, takiego trochę czytelniczego laika, debiut to troszkę wabik, bo taki debiut książkowy przyciąga czytelników obietnicą świeżości, unikalnego stylu oraz szansą na odkrycie nowego talentu przed wszystkimi innymi. Wynika to z faktu, że pierwsza powieść jest często bezkompromisowym projektem życia autora, który wnosi na rynek literacki autentyczne emocje i wolne od rutyny, nieszablonowe pomysły. Warto więc zapoznać się z debiutem, bo może okazać się, że będzie to nasz ulubiony autor 😎👌😎

2) Anna Deszcz
Ja bardzo lubię debiuty, zresztą znasz mnie już trochę i wiesz, że zawsze powtarzam, że każdemu trzeba dać szansę 😉...
Lubię odkrywać nowych autorów /autorki.
Zawsze mnie ciekawi "z czym dana osoba do nas przychodzi", co ma do zaoferowania i przekazania czytelnikom...
Lubię obserwować, jak potoczy się "literacka droga" takiego początkującego pisarza i z mojego własnego czytelniczego doświadczenia wiem, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć, będę chciała czytać każdą kolejną książkę debiutanta 😊🔥💪

Instagram:
3) @kingakonecka
Ja lubie debiuty literackie. Jest to taka podróż w nieznane, a ja lubię poznawać nowych autorów-obserwować, jak budują swoje literackie światy i dawać szansę ich tworczości. Debiuty kryją w sobie świeżość, dają mi też poczucie, że uczestniczę w czymś nowym😊

Gratulacje!
Czekam na Wasze dane adresowe wraz z numerem telefonu dla kuriera.
Wszystkim uczestnikom dziękuję za zgłoszenia i zachęcam do stałej aktywności, komentowania postów na moich profilach, jak i próbowania swoich sił w kolejnych konkursach!

października 09, 2026

"Łowcy bólu" Bora Chung

"Łowcy bólu" Bora Chung

Autorka: Bora Chung
Tytuł: Łowcy bólu
Tłumaczenie: Dominika Chybowska-Jang
Data premiery: 23.09.2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Seria: Kairos
Liczba stron: 336
Gatunek: literatura piękna
 
“Łowcy bólu” to szósta książka południowokoreańskiej pisarki i tłumaczki Bory Chung, a zarazem pierwsza, jaka ukazała się w Wydawnictwie Znak Literanova. Jej poprzednie dwie powieści, jak i zbiory opowiadań ukazały się w Polsce w latach 2022-2025 w Wydawnictwie Tajfuny oraz w Wydawnictwie Kwiaty Orientu. W Korei Południowej znana jest już od późnych lat 90., kiedy to jej debiutanckie opowiadania zostało nagrodzone, szeroko na rynku międzynarodowym zaistniała jednak dwie dekady później - gdy w 2022 zdobyła nominację do Nagrody Bookera. Jej twórczość charakteryzuje się łączeniem elementów fantastyki, horroru i satyry społecznej, często skupia się na prawach, o które jako aktywistka walczy.
Pomysł na “Łowców bólu” narodził się w 2018 roku podczas wydarzenia związanego z fantastyką naukową w San Jose, podczas którego autorka mocno zainteresowała się amerykańskim problemem uzależnień od opioidowych leków przeciwbólowych. Na rynku koreańskim „Łowcy bólu” wydani zostali w 2023 roku, a ich polskie tłumaczenie jest pierwszym, jakie ukazało się w Europie.
 
W odpowiedzi na potrzeby społeczeństwa naukowcy stworzyli lek przeciwbólowy, który nie ma żadnych skutków ubocznych - jego działanie jest totalne i natychmiastowe, dzięki czemu utopijna wizja świata bez bólu stała się możliwa. Jednak, gdy lek zaczął być wszędzie dostępny, powstała wspólnota, która sprzeciwiła się takiej wizji świata - według nich ból jest potrzebny do zbawienia. To z ich ramienia jedenaście lat temu doszło do zamachu na twórców tego leku - rodziców Gyeong, którzy właśnie wtedy stracili życie. Śledczy szybko ujęli sprawcę, który został skazany na dożywotnie więzienie. A jednak teraz coś znowu zaczyna się dziać. Ktoś morduje wysokich rangą członków wspólnoty używając do tego leku, przed którym tak się wzbraniali. Niestety policja nie potrafi złapać żadnego tropu, więc w akcie desperacji zaprasza do pomocy skazanego, córkę ofiar i jej małżonkę, która teraz stoi na czele firmy farmaceutycznej. Ich skomplikowane losy przeplatają się teraz i w przeszłości, a tym, co łączy ich wszystkich jest różnie pojmowany ból…
 
Książka rozpisana jest na sześć części, które tytułowane są nazwami struktur mózgu, a w końcu i całego ciała wraz z określeniem funkcji, jaką w ciele pełnią. Części dzielone są na rozdziały, w sumie jest ich 26, jednak i one dzielone są na jeszcze krótsze, już nienazwane i nienumerowane fragmenty. Książkę otwiera spis postaci z określeniem ich roli i znaczenia ich imienia, a zamyka posłowie autorki, w którym wyjaśnia co chciała tą powieścią przekazać. Jej narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw, co w pierwszym rozdziale daje mocno chaotyczne wrażenie nie tylko ze względu na zmianę perspektyw, ale i czasu, choć powód wydaje się jasny – szybkie wprowadzenia czytelnika w zastany świat. Styl powieści jest prosty, esencjonalny, niektóre rozmowy postaci przybierają formę dysput filozoficznych. Dzięki prostemu językowi, częstym dialogom, książkę czyta się bardzo szybko i łatwo, choć ze względu na skondensowanie tematów i wątków zdarzało mi się czytać dane fragmenty ponownie, by poprawnie uchwycić ich znaczenie.
„Ludzie mogą co prawda przekazać innym swoje odczucia i myśli, chociażby za pomocą języka, dlatego od dawna starają się komunikować i dzielić doświadczeniami, ale koniec końców żaden środek wyrazu nie jest wystarczający. Idealna forma komunikacji nie istnieje. Dlatego że człowiek od narodzin aż do śmierci pozostaje odizolowany od innych we własnym ciele.”
Mimo prostoty języka, warstwa fabularna powieści zdaje się zawiła. Odpowiada za to fragmentaryczność historii - mimo że cały czas tkwimy w jednej rzeczywistości, to co chwilę przyglądamy się jej z innej strony, skaczemy w czasie i wątkach, które zdają się mieć ukryte znaczenie, jednak nie zawsze da się rozwikłać jakie. Na pewno punktem wspólnym wszystkich jest różnie pojmowany ból poczynając od tego fizycznego, na który naraża nas nasze własne ciało, ale i tego, który zadajemy sobie sami, po ból metafizyczny - cierpienie, ból istnienia. Autorka tekstem zadaje ważne pytania o to, czy odczuwanie bólu jest przejawem człowieczeństwa, czy możliwe jest życie całkowicie bez tego pojęcia i czy każdy, nawet najmniejszy przejaw dobroci, może ukazać się czynem interesownym.
„Ludzie idą przez życie, przypisując cierpieniu sens. Rzecz w tym, że ból nie ma transcendentalnego znaczenia i nie jest w stanie nikogo zbawić. Człowiek nie potrafi jednak znieść bezcelowego cierpienia. Nadał mu więc znaczenie i wymyślił zbawienie, by jakoś przetrwać i żyć dalej.”
Poza wątkiem bólu bardzo ważnym tematem jest wiara. Czy człowiek potrzebuje wiary, by przez życie przejść? Czy w każdym bólu trzeba doszukiwać się większego znaczenia? A może tylko nadając mu wyższą wartość jesteśmy w stanie go znieść? Poprzez osadzenie historii we wspólnocie autorka oddaje sposób funkcjonowania sekt, które w Korei Południowej faktycznie są dużym problemem. Pokazuje mechanizm działania takich grup, formy manipulacji i przymusu, jakie stosują, by przyciągnąć nowych wiernych i jak najwięcej z nich utrzymać przy sobie.
„Nie trzeba pokładać całej nadziei w czymś konkretnym, można dokonywać jak najlepszych osądów na bieżąco, w zależności od sytuacji, a dopiero później odnajdywać w nich jakieś głębsze znaczenie. Większość ludzi tak żyje. Można sobie poradzić bez wiary absolutnej.”
Każda z postaci powieści w jakiś sposób powiązana jest z firmą farmaceutyczną bądź wspólnotą, większość z nich w swojej przeszłości kryje ból: to ból, który zdają najbliżsi i ból rozstania, tęsknoty i straty, ból, który dziwnie uzależnia nie pozostawiając przestrzeni na żadne inne emocje. Choć autorka nie przywiązuje dużej wagi do kreacji psychologicznych postaci w takiej formie, jaką spotykamy w literaturze polskiej, europejskiej czy zachodniej, to jednak każda z nich w jakiś sposób przedstawia nam swoją opowieść, pokazuje, co jest dla niej ważne, jak jej przeżycia wpłynęły na teraźniejszość.
„Blizny nie powstają same z siebie. Są symbolem ran, bólu, procesu gojenia oraz towarzyszącego mu wyparcia, a także emocji i wspomnień, które zostają w człowieku po wszystkim.”
Sama fabuła składa się z różnych elementów - można się w niej dopatrzeć thrillera sądowego i szpiegowskiego, kryminału, romansu, erotyka, horroru, fantastyki, a nawet baśni. Przez tak duże nagromadzenie wątków ich znaczenie czasami się rozmywa - bywa, że trzeba mocno wytężyć swoją wrażliwość interpretacyjną, by dojść do jakichś wniosków, ale czy przez to interpretacja nie jest tworzona na siłę? Mimo tego, że proza koreańska kojarzy mi się jako esencjonalna i konkretna, to tu skrótowość myśli wydała mi się nieco za duża.
„Gdy ciało nie miało pojęcia, jak interpretować wszystkie doznawane fizycznie odczucia, umysł odbierał je jako ból. Kiedy zatem człowiek nie potrafił zrozumieć, odczytać i zaakceptować swoich doświadczeń, wszystko – nawet radość, przyjemność, transcendencja, a może i zbawienie – było bólem.”
W “Łowcach bólu” Bora Chung stawia pytania o naturę człowieka - czy zawsze musi się przeciwstawiać, czy zawsze szuka teorii spiskowych i czy ta podejrzliwość jest uzasadniona. Czy potrzebna jest do życia wiara, wyższy cel? Czy potrzebny jest ból, by docenić to, co dobre? Czy w imię wyższego dobra dopuszczalna jest krzywda jednostki? Te trudne zagadnienia ubiera w historię swoich postaci, które łączą się w utopijną wizję świata rodem z futurystycznego thrillera. Mieszając gatunki, skacze z teraźniejszości w przeszłość, z każdego miejsca wyłuskując różne odmiany cierpienia. Czy to chaos kontrolowany, mający coś na celu, czy po prostu chaos? Proza koreańska na pewno jest całkowicie innym doświadczeniem literackim niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, a “Łowcy bólu” wydają się być jej wersją ekstremalną.
 
Moja ocena: 6,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!