kwietnia 15, 2026

"Malorie" Josh Malerman

"Malorie" Josh Malerman

Autor: Josh Malerman
Tytuł: Malorie
Cykl: Bird Box, tom 2
Tłumaczenie: Filip Sporczyk
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 352
Gatunek: powieść grozy / postapo
 
Josh Malerman to autor powieści grozy, który na rynku amerykańskim znany jest już od ponad dekady, dokładnie od roku 2014, kiedy to ukazał się jego debiut pt. “Nie otwieraj oczu” (recenzja - klik!). Książka bardzo szybko przyciągnęła uwagę czytelników i krytyków, a nawet filmowców - Netflix wykupił prawa do jej ekranizacji i cztery lata po jej wydaniu ukazał się film. Jednak to nie zamknęło historii, jaką autor w niej opowiedział - jak sam przyznaje, pewien wątek przy pracy nad wersją finalną musiał wyciąć, by kilka lat później do niego powrócić. I tak w 2020 roku ukazała się kontynuacja “Nie otwieraj oczu” pt. “Malorie”. Oczywiście to nie jedyne książki, jakie autor napisał, teraz na koncie ma kilkanaście wydanych tytułów, udziela się też w innych obszarach sztuki - jest muzykiem, producentem i reżyserem filmowym.  
W Polsce jednak jedno nazwisko długo pozostało anonimowe. Chwilę po ekranizacji “Nie otwieraj oczu” wydany został jej pierwowzór i na tym się skończyło. Dopiero w 2025 roku, gdy Wydawnictwa Muza i Akurat rozpoczęły swoją nową serię grozy, jego nazwisko powróciło - i tak niecały rok później możemy się delektować już jego trzema tytułami: “Coś się dzieje w naszym domu” (klik), nowym wydaniem “Nie otwieraj oczu” i od tygodnia również “Malorie”.
 
Stan Michigan, od zagnieżdżenia się dziwnych stworów na Ziemi minęło siedemnaście lat, a jednak nadal ludzkość nie wynalazła sposobu, jak sobie z nimi radzić - ludzie nadal muszą żyć z zamkniętymi oczami, w strachu przed morderczym szaleństwem, do którego doprowadza za każdym razem jeden rzut oka na stwora. Malorie od dziesięciu lat zamieszkuje opuszczoną bazę wraz z dwójką swoich dzieci, szesnastolatków Olimpią i Tomem. Ich życiem rządzą ścisłe zasady, ciągłe “nie”, “nie wolno”, “to niebezpieczne”. Każdy dźwięk nadal w Malorie wywołuje strach, który stara się przenieść na dzieci - jeśli się nie boją, to mogą popełnić błąd, który będzie kosztować ich życie. I tak, gdy pewnego dnia na progu ich domu zjawia się mężczyzna, który twierdzi, że chodzi po kraju, spisuje ludzi, nazwiska i ich historię, Malorie krzykiem go przegania. A jednak za namową jej dzieci coś im zostawił - to kopia jego dzieła. Kiedy Malorie rusza na obchód, by sprawdzić, czy są już bezpieczni, czy mężczyzna na pewno sobie poszedł, jej dzieci siadają do lektury - a tam znajdują nie tylko informacje, jak radzą sobie inni ludzie, ale też nazwisko, które nie powinno się tam znaleźć. To coś, o czym Malorie musi wiedzieć, coś, co stanie się powodem, dla którego po tylu latach zacznie zastanawiać się nad ponownym ruszeniem w drogę…
“Pod opaską nie ma przeszłości i teraźniejszości. Linearność czasu gdzieś się zagubiła.”
Książka rozpisana jest na cztery tytułowane części, które składają się na trzydzieści jeden rozdziałów pisanych z kilku perspektyw: wiodąca nadal jest Malorie, jednak towarzyszą jej w tym również Tom i Olimpia. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego, jednak i tak jest to narracja wychodząca z wewnątrz - świat przedstawiony jest subiektywnie z perspektywy wspomnianych osób, tym, co czytelnika zaprząta, są ich myśli i reakcje na otoczenie i zdarzenia, jakie ich spotykają. Narracja prowadzona jest z ogromnym wyczuciem, w taki sposób, że najmniejszy gest wywołuje napięcie - autor tak buduje nastrój grozy, że strach jest na każdej ze stron powieści wręcz namacalny. Jak to robi? Na pewno spora w tym zasługa języka, budowy zdań - w odpowiednich momentach krótkie, urwane wypowiedzi dobrze podsycają nastrój. Język jest bardzo plastyczny, doskonale oddaje emocje - czasami padają mocne słowa, czasami pisane są dużymi literami, czasami przeszłość miesza się z teraźniejszością, a wspomnienia nie chcą zamknąć się we właściwej szkatułce pamięci. Ten napływ, wszystko to, co dzieje się w głowach postaci, doskonale, w perfekcyjnym rytmie oddają słowa.
“Ale czym jest szaleństwo (...) jeśli nie przeciwieństwem tego, co zwykłe?”
A z językiem, z narracją opowieści, nierozerwalnie związane są postacie, które swoimi zmysłami oddają nam to, czego same doświadczają. I te kreacje robią w powieści wrażenie największe - autor doskonale oddaje nie tylko charakter człowieka, który od dawna żyje w ciągłym napięciu, ciągłym strachu, pod dyktando obcych sobie zasad, ale też oddaje różnice pokoleniowe, które są nieodłączną częścią świata, tu jednak potraktowaną bardzo dosłownie - każde młode pokolenie ma wrażenie, że żyje w innym świecie niż rodzice, w tym wypadku autor przełożył to jeden do jednego, Tom i Olimpia faktycznie żyją w całkowicie innej rzeczywistości niż ich matka, gdy była w tym samym wieku. Każda myśl postaci, każda emocja, jaką czytelnikowi przekazuje wydaje się bardzo realna, podczas lektury ani na moment nie miałam wrażenia sztuczności - a oddać emocje są tak żywe, a czasami wręcz paraliżujące, jak tu, to nie lada sztuka.
“Wszyscy opierają swoje bezpieczeństwo na czyjejś teorii na temat tego, co jest bezpieczne, a co nie.”
Różnice pokoleniowe to tak naprawdę baza tej powieści. To na jej kartach zderza się doświadczenie Malorie z żywiołowością, z naturalnym buntem młodzieńczym, który wyraźnie przejawia Tom. Olimpia jest dużo bardziej racjonalna, ostrożna, mniej entuzjastyczna, wydaje się ostoją, a może mostem, który nieraz na powrót łączy jej lekko paranoiczną matkę z wyrywającym się do działania i wprowadzania zmian Tomem. Tom, jak wiele młodych ludzi, czuje potrzebę zmiany, chce być samowystarczalny, chce decydować o swoim życiu. W końcu zbliża się już do pełnoletności, może już sam wyciągać wnioski, prawda? Jego wyrywność stoi w kontraście do Malorie, która do teraz walczy z koszmarem wspomnień, która jest panicznie ostrożna - w końcu na jej barkach spoczywa odpowiedzialność za życie nie tylko swoje, ale też dwójki młodych ludzi, to ona musi im przekazać wszystko, co wie, jak żyć bezpiecznie. Dla niej to niezbędne środki ostrożności, dla Toma paranoja. Wydaje mi się, że ten świat, jaki Malerman tu przedstawia, może być zwyczajną metaforą relacji rodzic - dorastające dziecko. Rodzic stara się przecież zawsze uchronić swoje dziecko przed niebezpieczeństwami świata - w tej powieści po prostu robi to dosłownie.
“Czy urodziłeś się w tym świecie, czy nie, ciągle słyszysz, jak było przedtem. A wtedy? Chcesz tego doświadczyć na własnej skórze.
Chcesz to zobaczyć.”
Poprzez tę opowieść autor zdaje się zadawać pytanie, co jest istotą życia - samo przetrwanie czy jednak doświadczenie tego życia w pełni? To mocno frasuje Toma, który całe swoje szesnastoletnie życie spędza pod dyktando surowych zasad, w których nie ma miejsca na przyjemności, jest tylko i wyłącznie ciągła czujność. Czy takie życie jest warte życia? Szczególnie kiedy nie wiadomo, czy przyszłość może przynieść coś innego?
“Na świecie są inni, którzy myślą tak jak on. Wiedzą, że szesnaście lat szybko przerodzi się w trzydzieści dwa, a trzydzieści dwa w sześćdziesiąt cztery, a… a potem… a potem całe życie przemknie zmarnowane, wyssane przez bezduszne, paranoiczne zasady narzucone przez te cholerne stwory!”
Fabuła powieści tak naprawdę do skomplikowanych nie należy, jednak to emocje postaci, ich dylematy sprawiają, że robi się w pełni absorbująca. Historia dobrze zgrana jest z “Nie otwieraj oczu”, a równocześnie bazuje na innych założeniach emocjonalnych, przez które nie wydaje się jej kalką. Czytelnik przez całą powieść utrzymywany jest w napięciu, autor perfekcyjnie ocenił, w których momentach potrzebne są twisty fabularne, by czytelnik ani na moment nie tracił uwagi. Sam finał może wywołać różne emocje, niemniej jednak w porównaniu do tempa całej powieści wydaje się dość szybki, jak zadanie, które autor po prostu chce odhaczyć. Niemniej jednak nie da się zaprzeczyć - pasuje on do całości i dobrze historię Malorie i jej dzieci zamyka. To całkiem satysfakcjonujące zakończenie.
“Jak daleko trzeba iść, by dotrzeć do spokoju ducha? Zawsze “jeszcze trochę dalej”.”
“Malorie” to powieść, która, jak mi się wydawało, nie mogła się udać - przecież pomysł na “Nie otwieraj oczu” był tak oryginalny, że trudno byłoby zbudować autorowi coś podobnego, a równocześnie nadal absorbującego. A jednak mu się udało. Historia jest świetnym dopełnieniem losów postaci poznanych w jego debiucie, a mimo osadzenia w tym samym świecie, wydaje się inna - lęk pozostał ten sam, jednak środek ciężkości położony jest gdzie indziej. Teraz ciężar emocjonalny to nie odpowiedzialność młodej kobiety za dwójkę małych dzieci w nowym dla niej świecie, a kobiety mocno przez życie doświadczonej, która próbuje znaleźć sposób, by dotrzeć do dwójki młodych ludzi, którzy z natury są w wieku, w jakim muszą się buntować. Tu lęki wszystkich rodziców stają się realne - niebezpieczny świat naprawdę jest morderczy, więc jak pozwolić tym młodym ludziom żyć po swojemu? Josh Malerman po raz trzeci zaskoczył mnie tym, jak z abstrakcyjnego pomysłu może zrobić fabułę pochłaniającą, trzymającą w napięciu tak, że kartki podczas lektury przewracały mi się same, serce biło w tempie szaleńczym, by za chwilę wzruszyć mnie do łez. Tak, Josh Malerman to mistrz budowania napięcia poprzez genialne kreacje psychologiczne postaci! Kiedy następna jego książka na polskim rynku i dlaczego tak późno? ;)
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Akurat.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 15, 2026

"Agata Szajba. Spisek w metrze" Lena Jones - zapowiedź patronacka

"Agata Szajba. Spisek w metrze" Lena Jones - zapowiedź patronacka

 

Od naszego zapoznania minęły dopiero dwa miesiące, a już teraz szykujemy się na spotkanie ponowne - Agata Sheibley zwana Agatą Szajbą powraca! Już 29 kwietnia polską premierę świętować będzie drugi tom jej przygód pt. "Spisek w metrze", na którego okładce znajdziecie nie tylko logo Kryminału na talerzu, ale też kilka słów mojego polecenia na jej skrzydełku! 


Agata niedługo ma zostać najmłodszym członkiem Gildii Strażników, gdy niespodziewanie staje przed nowym zagrożeniem. W British Museum doszło do morderstwa i chociaż policja prowadzi sprawę, Agata podejrzewa, że śledczy nie dostrzegają spisku. Spisku, który ma związek z nieczynną stacją metra, ogromnym pokazem sztucznych ogni i pięcioma tysiącami ton złota. Szajba z pomocą swoich najlepszych przyjaciół, Liama i Brianny, musi wyjaśnić tę sprawę, zanim będzie za późno. Jednocześnie musi zdać niezwykle trudny egzamin, by dołączyć do Gildii!


Seria z Agatą przeznaczona jest dla czytelników 9+, ale od razu zaznaczam - dla mnie nie ma w niej górnych ograniczeń wiekowych, bo Agata, jako psychofanka Agathy Christie, zachowuje w swoich śledztwach klasyczny charakter, w którym dedukcja pełni rolę nadrzędną, a to przecież spodoba się każdemu, nie tylko nastolatkom! "Spisek w metrze" można czytać od tomu pierwszego pt. "Tajemniczy klucz" niezależnie, to oddzielna zagadka kryminalna, choć myślę, że jeśli raz poznacie Agatę, to i tak sięgniecie po więcej - to bohaterka, której nie da się nie polubić! Tak samo jak klimatu całej serii, która zaprasza czytelnika w rejonu normalnie dla londyńczyków niedostępne - z Agatą zwiedzamy świat, o którym niewiele osób wie, co nadaje całej historii tajemniczości i wrażenia ekskluzywności. Trochę jak w Harrym Potterze! 

Autorka: Lena Jones
Tytuł: Spisek w metrze
Cykl: Agata Szajba, tom 2
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Data premiery: 29.04.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść detektywistyczna
Wiek: 9+

Książka dostępna jest w przedsprzedaży. 

We współpracy z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


kwietnia 14, 2026

"Upiór" Maciej Siembieda

"Upiór" Maciej Siembieda

Autor: Maciej Siembieda
Tytuł: Upiór
Cykl: Jakub Kania, tom 8
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 336
Gatunek: powieść kryminalna / sensacyjna
 
Od kilku dobrych lat powieści Macieja Siembiedy cieszą się ogromną popularnością, co jego samego stawia w czołówce polskich autorów tworzących w gatunku powieści kryminalnych. Co ciekawe, na rynku beletrystycznym pojawił się zaledwie dziewięć lat temu - w 2017 debiutował powieścią “444” (recenzja - klik!), która rozpoczęła cykl z Jakubem Kanią, wtedy jeszcze przedstawianym jako prokurator IPN-u. Nie było to jednak jego pierwsze spotkanie z piórem i tajemnicami, które oddziałują na wyobraźnię - wcześniej przez ponad trzydzieści lat był dziennikarzem, prowadził śledztwa historyczne, za które był nagradzany i do teraz jest ceniony. I to w jego powieściach czuć - nie tylko pod względem literackim, który dopracowany jest do perfekcji, ale też pod kątem fabuły, która usiana jest ciekawostkami, na jakie w przeszłości się natknął. “Upiór” jest tego perfekcyjnym przykładem - opiera się o historie i ludzi, z jakimi jego ścieżka skrzyżowała się dwadzieścia lat temu. To trzynasta powieść w karierze beletrystycznej Macieja Siembiedy, ósma z cyklu z Jakubem Kanią - pisana jest jednak tak, że można czytać ją bez zachowania kolejności chronologicznej serii.
 
Grudzień 2018 roku dla Beaty Kopczyńskiej jest prawdziwym dopełnieniem klęsk, jakie spadły na nią w przeciągu ostatniej dekady. Do tej pory poważany w środowisku Dom Pogrzebowy Kopczyńskich w wyniku pomyłki pracownika zmuszony jest zamknąć swoją działalność - biznes przechodzi w ręce innego właściciela, by zarządzająca nim Beata mogła pokryć wysokie odszkodowanie, jakie musi zapłacić za przypadkową zamianę ciał… Kiedy więc okazuje się, że sama jest beneficjentką polisy na dwa miliony staje przed poważnym dylematem - co jest ważniejsze: prawda czy pieniądze? To jednak nie tylko od niej zależy. W sprawę ingeruje firma ubezpieczeniowa, która decyduje się przeprowadzić śledztwo, niepewna czy taka wypłata na pewno się należy. A żeby to zrobić, trzeba zgłębić się w historię ojca Beaty, Marka, który jeszcze jako nastolatek dziwnie mocno interesował się tematem śmierci… Jaka tajemnica kryje się w jego historii? I co jego opowieść ma wspólnego z Władysławem Reymontem? To zadanie dla Jakuba Kani, jednak czy na pewno będzie w stanie się go podjąć?
“W mojej branży nie można tracić człowieczeństwa, ale trzeba umieć wyłączyć emocje.”
Książka rozpisana jest na cztery części i epilog. Każda część dzielona jest kilkustronicowe rozdziały, które otwiera określenie czasu - akcja powieści rozpoczyna się w grudniu 2018 roku, kończy kilka miesięcy później, ale nie toczy się całkowicie linearnie, bo sięga aż trzydziestu lat wstecz. Umiejscowienie akcji dyktowane jest samą opowieścią - początkowo czas teraźniejszy przeplata się z przeszłością, później to w przeszłości zostajemy na dłużej, by ostatecznie wrócić i zostać już w szeroko pojmowanej teraźniejszości. Początkowe zmiany czasu i narracji mogą wymagać od czytelnika większego skupienia, konieczne jednak są, by oddać historię w pełni.
Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator obserwuje naprzemiennie kilka postaci: jest oczywiście Kuba, ale i Beata Kopczyńska, a w przeszłości jej ojciec i kilka innych postaci w całą sprawę uwikłanych. Stylistycznie książka jest znakomita - lekkość pióra autora, jego swoboda w posługiwaniu się językiem literackim, który z jednej strony jest elegancki, z drugiej bardzo plastyczny, sprawia, że przez powieść się płynie, nie ma w niej żadnego zawahania, żadnego momentu, w którym ze względu na budowę zdania musiałabym wracać, by na pewno zrozumieć, co autor chciał przekazać, co zdarza mi się często u innych autorów - u Siembiedy nigdy. Ten autor z dużym wyczuciem prowadzi narrację, w odpowiednich miejscach przyspiesza, by za chwilę pokusić się o stwierdzenia uniwersalne, a czasami o lekką ironię, co sprawia, że powieść jest po prostu równa i pełna. Niewiele autorów dba o język tak, jak ten!
“Milczenie to najlepsze lekarstwo na wszystko, co nas prześladuje. Udawajmy, że czegoś nie ma, to może to coś rzeczywiście zniknie. Tuszujmy niewygodne tematy, ukrywajmy prawdę, zamiatajmy ją pod dywan. Albo lekceważmy. Wmawiajmy sobie, że to nic takiego. Aż dobierze się do nas tak, że nie będziemy mogli nad tym zapanować. A wtedy pozostaną już tylko leki, terapia, szpital psychiatryczny albo samobójstwo.”
Oczywiście nie umniejsza to dbałości o samą fabułę. W “Upiorze” przede wszystkim zaskakuje pomysł, w którym autor łączy biznes funeralny z ludzkim, znanym od wieków lękiem przed śmiercią, a w szczególności przed… pogrzebaniem za życia, co ma nawet specjalną nazwę - to tafefobia. To jeden z wręcz pierwotnych lęków ludzkości, którego historia jest makabryczna, acz ciekawa, z czego tutaj Siembieda korzysta w pełni. Nie byłby jednak sobą, gdyby intrygi nie rozbudował mocniej - poruszamy się więc w tematach dawnych legend, nowoczesnych wynalazków, a także wspomnianego i widocznego na okładce Władysława Reymonta, którego krótką biografię wraz z jednym w jego utworów w powieści poznajemy. Jak zawsze budując intrygę, autor opiera się częściowo na prawdzie historycznej, którą dzięki fikcji literackiej składa w jedną, skomplikowaną, wielowątkową i budzącą podziw całość.
 
Książka poprzez swoją tematykę osadza się na wąskiej granicy pomiędzy życiem a śmiercią - czy jest coś pomiędzy? Czy można żyć i nie żyć równocześnie? Jak doświadczenia śmierci czy śmierci pozornej wpływają na człowieka i jego bliskich? To ważne pytania, jakie fabularnie musimy sobie postawić.
“- Czy my od teraz jesteśmy na ty? (...)
- Zawsze byliśmy. Tylko brakowało nam emocji, żeby to wprowadzić w życie.”
Intryga prowadzona jest w tempie umiarkowanie spokojnym - początkowo częste zmiany czasu sprawiają, że historia daje wrażenie bardziej dramatu rodzinnego niż sensacji. Później proporcje się zmieniają, intryga się zagęszcza, jednak nadal nie jest prowadzona jak w typowej sensacji - bo tu nie rządzi gatunek, tu pierwszeństwo ma po prostu historia, która dobrze przemyślana, cały czas podsyca ciekawość czytelnika. Sama zagadka w pewnym punkcie fabuły nie jest trudna do rozwiązania, przynajmniej częściowo, mimo to autor i tak porządnie czytelnika zaskakuje.
“Podczas egzaminu przed wydaniem broni więcej uwagi poświęcano przepisom niż praktyce.
Przepisy. Potrafiły wykończyć więcej policjantów niż bandyci.”
A postacie? Jak zawsze u Siembiedy, są nośnikiem historii, a mimo to są dobrze dopracowane pod kątem psychologicznym. Każda z nich, niezależnie od stopnia uwikłania w fabułę, jest bardzo ludzka, ich zachowanie jest naturalnie, nie razi sztucznością. Czarne charaktery długo zachowują ziarno tajemniczości, nie brak też postaci dziwnych, zaskakujących, których pasje i fobie wychodzą poza to, z czym spotykamy się na co dzień. Stałe postacie serii są stabilne, sympatyczne, zachowują zgodność charakterów z tym, co już o nich z wcześniejszych tomów wiemy.
“Nie wolno przerywać ludziom, których coś trapi i chcą się zwierzyć.”
“Upiór” Macieja Siembiedy to powieść, w której historia prawdziwa przecina się z fikcją literacką, w której pobrzmiewają echa ludzkich dramatów, ale też i historii sensacyjnych, gangsterskich, a nawet szpiegowskich. Śledztwo prowadzi fabułę w ciekawe rejony, przez kilka różnych miejsc po Polsce, które związane są z główną tematyką powieści - upiorami, zmarłymi powracającymi z grobów, czy po prostu śmierci, które śmiercią nie były. Autor zaprasza nas do świata, w którym realizm zaciera się ze spirytualizmem, a znane historie ukazywane są w całkiem innym świetle. To powieść nasączona ciekawostkami podana w spójnej, doskonale dopracowanej językowo formie - czytanie jej to czysta przyjemność!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 14, 2026

Book tour z "Aferą w Paryżu" z serii Detektywka w podróży!

Book tour z "Aferą w Paryżu" z serii Detektywka w podróży!

Ponad rok temu pierwszy tom serii Detektywka w podróży na Kryminale na talerzu zapoczątkował propozycje literatury kryminalnej dla młodszego czytelnika, więc teraz, gdy przychodzi mi pisać o jej tomie trzecim, ostatnim, przyznaję, że jest mi trochę smutno. Ale mam sposób na pocieszenie - jesteście nim Wy! Bo choć ja mam lekturę tej serii za sobą, to mogę przeżywać związane z nią emocje ponownie, gdy Wy dzielicie się ze mną swoimi wrażeniami. Dlatego bardzo się cieszę, że mogę zaprosić Was na kolejną wspólną akcję czytelniczą - na book tour z "Aferą w Paryżu"!

Jest to trzeci, ostatni tom serii retro powieści detektywistycznych Nicki Greenberg, jednak jak każdy tom, tak i ten da się czytać od pozostałych niezależnie. Przeznaczony jest dla czytelników 9+, a ja w tym przypadku nie uznaję żadnych górnych wiekowych ograniczeń - myślę, że wystarczy miłość do klasycznych powieści detektywistycznych, by się przy nim dobrze bawić. Poza samą zagadką tym, co w powieści zachwyca, jest rozmach, z jakim autorka oddaje Paryż końca lat 20. XX wieku - u niej kultura, sztuka, zabytki, jedzenie, choć pozostają ciągle tłem historii, są przedstawione tak żywo, barwnie i ciekawie, że nie da się tym nie zachwycić - dorośli będą mieli z tego po prostu frajdę, ale dzieci? Może właśnie dzięki tej powieści odkryją w sobie ciekawość świata i historii? 

Więcej o tej powieści znajdziecie w mojej recenzji - klik!, a teraz zapraszam do zgłoszeń!


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB oraz profil Wydawnictwa Kropka w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.comKolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w środę lub czwartek, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book toura. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @malgorzatanocon
2. @mamazaczytana
3. @zaczytana_panna
4. @mirkowo3
5. @z_ksiazka_mi_po_drodze
6. @sandrula2008
7. @danutabobrowicz
8. @marczanka

kwietnia 13, 2026

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Dlaczego po dwóch publikacjach ze skazanymi na dożywocie Zbyszek Nowak podjął się tematu nowego, ale nadal równie trudnego - rozmów z kobietami skazanymi za zabójstwo? Czym różnią się od poprzednich? Jak naprawdę wyglądały te spotkania, które czytelnik dostaje w książce skrócone do kilku, kilkunastu stron? Co sam autor myśli o tej publikacji i co radzi w temacie dysonansu emocjonalnego jaki wywołują? No i oczywiście - co planuje dalej?

Zapraszam na rozmowę ze Zbyszkiem Nowakiem!

fot. Szymon Wykrota

Zbyszek Nowak notka biograficzna:
doktor nauk społecznych, prawnik, adiunkt Wydziału Prawa i Administracji oraz prorektor ds. studenckich Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Autor kilkudziesięciu publikacji z zakresu prawa, kryminologii oraz bezpieczeństwa narodowego, m.in. "Kara śmierci. Wybór czy konieczność?",  "Zbrodnia a kara", "24 razy dożywocie. Rozmowy twarzą w twarz." czy "Cela numer 24. Rozmowy z dożywotnimi". Były oficer Sił Zbrojnych RP.


I część wywiadu - opublikowany został również na onet.pl

Kryminał na talerzu: Kiedy rozmawialiśmy ze sobą przy okazji premiery twojej poprzedniej książki, drugiej z serii rozmów z dożywotnimi pt. "Cela numer 24" (klik!), wspominałeś już o swoim kolejnym projekcie, o rozmowie z kobietami, które usłyszały wyrok za zabójstwo. Wtedy mówiłeś, że ciągle się wahasz, czy ten pomysł realizować. Co skłoniło cię do podjęcia pozytywnej decyzji?

Zbyszek Nowak: Presja ze strony wydawnictwa. A tak na poważnie, ciekawość. Czym kobiety, ich zbrodnie będą różniły się od moich poprzednich rozmówców - skazanych dożywotnio - i ich zbrodni. Tego, co mówią, jak zachowują się w izolacji. Kobiety są inne, ich sytuacja jest inna - bo praktycznie każda z moich rozmówczyń już dziś wie, że wyjdzie na wolność. W ostatniej książce miałem sposobność rozmowy z dwoma kobietami skazanymi dożywotnio. Pozostałe to wyroki od kilku do 25 lat pozbawienia wolności.


Zacznijmy od strony technicznej publikacji. Z tego, co piszesz w "Zabiłaś?", każda z tych rozmów trwała po kilka godzin, najczęściej około trzech. To trzy godziny rozmowy z kobietą skazaną, i tak dwadzieścia trzy razy. W książce z kolei każda z rozmów to kilka, kilkanaście stron - opracowanych pod wydanie, po solidnej redakcji. Jak zatem wyglądały te rozmowy w praktyce - czy dużo było milczenia? Dużo padało z twojej strony pytań pomocniczych, prób wyciągnięcia z tych kobiet jak najwięcej szczerych odpowiedzi?

Najważniejsze jest zbudowanie szczerej relacji, w której rozmówczyni i ja czujemy się dobrze. Inna jest rozmowa z kobietą skazaną w wieku lat 50, inna ze skazaną dwudziestokilkulatką. Inna ze skazaną na 8 lat, a inna ze skazaną na najwyższe wymiary kary. W tych rozmowach było zawsze dużo emocji po ich stronie, choć nie ukrywam, że również mnie te emocje się udzielały. W książce "Zabiłaś?" znajdziesz 23 rozmowy ze skazanymi. Pięć z tych, które zdecydowały się na rozmowę to kobiety skazane za zabójstwo własnych dzieci. To potężna dawka emocji, łez, wzruszeń, powrotu do wydarzeń traumatycznych dla rodzin, ale i samych sprawczyń.
Nie mówimy o "technikaliach" - ile ciosów padło - młotkiem, kamieniem, nożem. To nie jest książka sensacyjna. Rozmawiamy o przyczynach, okolicznościach, o życiu. O tym, co spowodowało, że doszło do niewyobrażalnej tragedii, czego skutkiem jest miejsce, w którym spotykam się z rozmówczyniami.


Dwadzieścia trzy rozmowy w przeciągu kilku miesięcy to dużo. Zresztą nawet we wstępie do jednej z nich przyznajesz się do zmęczenia, do wątpliwości. Czy w ogóle ilość pracy i zaangażowania, podejrzewam, że również emocjonalnego obciążenia, jest tej publikacji warta? Co myślisz o tym teraz, było warto?

Było warto. I będzie warto, bo powstanie jeszcze jedna, ostatnia, czwarta książka z mojej serii rozmów z polskimi skazanymi za zbrodnię zabójstwa. Mój licznik stanie na ponad setce takich osób. Ale tu nie o zaszczyty i bicie rekordów chodzi. A o wiedzę i doświadczenie. To, co dzięki prowadzeniu tego typu prac, badań, rozmów udało mi się zdobyć. Choć - jak wskazałem we wstępie - to ciężka, żmudna, wyczerpująca psychicznie praca. Ale ciekawość badawcza zwyciężyła, a efekty mamy na półkach księgarń i w artykułach naukowych, które sukcesywnie będą się ukazywały.


W twoich publikacjach czuć, że do swoich rozmówców podchodzisz po prostu jak do człowieka. Nawet w "Zabiłaś?" piszesz, że ocenę swoich rozmówczyń zostawiasz nam, czytelnikom. Ale czy faktycznie ta książka powstała po to, by społeczeństwo mogło ocenić?

Pewnie, że tak. To nie jest kryminał i czytelnicy piszą, że łatwiej byłoby im przeczytać właśnie solidny kryminał, gdzie wiedzą, że jest on oparty na jakiejś fikcji literackiej, aniżeli moją książkę - tę czy te wcześniejsze. Bo oni czują, widzą, dotykają. Staram się być jak najbardziej obrazowy w tekście. Dawać czytelnikowi ten dyskomfort przebywania w pomieszczeniu ze skazanym za zabójstwo. Dyskomfort, gdyż czym innym jest kanapa i koc, a czym innym metrowa odległość od skazanego w zakładzie karnym w środku niczego.
W publikacji daję odniesienia do konkretnych artykułów prasowych, gdzie moje rozmówczynie nazywane były diablicami, wampirami, potworami, demonami. Jeżeli ktoś poszukuje takiej sensacji, pośrednio może też skonfrontować to, co w mojej książce, z tym, co ukazało się w prasie. I ocenić po swojemu, dostając de facto komplet.
Kobieta, która zakopała swoje dziecko na cmentarzu - proszę bardzo, oceń. Kobieta, która poleciła zabić i rozczłonkować ciało - oceń, proszę bardzo. Kobieta, która zabiła dwukrotnie w odstępie kilku lat - proszę bardzo. Dziewczyna, która śmiertelnie potrąciła w brawurze i - jak wskazuje - głupocie swojego chłopaka, zabijając go na miejscu - czytelnik może ocenić po swojemu. Matka, która miała udział w śmierci trójki swoich dzieci - zrozum lub spal ją na stosie.


Przed jedną z rozmów w książce przyznajesz się do coraz większego zobojętnienia — taki był koszt ich przeprowadzenia? A może w jeszcze jakiś inny sposób zmieniły ciebie jako człowieka?

Nie zbawię świata. Nie naprawię zła. Pokazuję człowieka i jego otoczenie. Człowieka charakterystycznego, bo budzącego zainteresowanie, wstręt, odrazę. Zabójcę, często z czynem, który jest poza marginesem społecznego zrozumienia. Kara śmierci - oko za oko. Przeczytaj, zrozum. Nie jestem misjonarzem. Nie tworzę - z drugiej strony - patocelebrytów. Nie ekscytuję się zabójstwem, zabójczyniami. Nie romantyzuję zbrodni, jak niektórzy autorzy i bohaterowie ich książek czy programów. Podaję ci pewien obraz. Staram się, żeby był jak najbardziej czytelny. Obrazowy. 


Poruszmy jeszcze temat resocjalizacji. Z rozmów, które zawarte są w "Zabiłaś?", nie pada żadne jednoznaczne stwierdzenie - jedne z rozmówczyń uważają więzienie za czas kompletnie zmarnowany, inne mówią, że pracują nad sobą. A ty co o tym myślisz - czy pobyt w więzieniu, w polskim więzieniu, w takich warunkach, jakie panują tam teraz, jest wartościowy?

Resocjalizacja działa. Jest. Nie jest Yeti, którego nikt nie widział. Ale potrzebna jest wola skazanej czy skazanego na udział w procesie. To takie gładkie słowa. Jeżeli rozmawiam z osobą z wyższym wykształceniem, osobą znającą języki, żyjącą na wysokim poziomie, a jednak zabójcą, to czy trafi do niej program profilaktyczny, resocjalizacyjny układania rabatek czy zbierania plastikowych korków.
Są kobiety, które pochodzą z patologii. Żyły w niej, nie potrafiły uciec. Znęcanie się, bicie, alkohol. Brudne, zaniedbane dzieci. Zapach przetrawionego alkoholu. A w więzieniu się uczą, nie tyle resocjalizują, co często socjalizują. Wychodzą na spacery, do kina, do teatru. Rozmawiają. Czytają.
Dla mnie resocjalizacja - jeśli już to programy: tak. Ale zawsze na pierwszym miejscu jest praca. Praca skazanych, dająca im poczucie oczyszczenia głowy, nie życia cały czas problemami więzienia i innych skazanych.
Ale każdy musi chcieć. Zrozumieć. Przepracować w sobie.


Po trzech publikacjach masz za sobą jakieś osiemdziesiąt rozmów z osobami skazanymi za odebranie komuś życia, nadal w tym rozliczeniu dominują mężczyźni, ale już w całkiem innych proporcjach niż rok temu. Dlatego teraz już chyba jesteś w stanie powiedzieć — czym przeprowadzenie rozmów ze skazanymi kobietami a mężczyznami się różni?

Sami oceńcie, czytając moje trzy dotychczasowe książki. Różnic jest co niemiara. Ta zasadnicza jest związana z charakterem kary. Jak wskazałem, czy jacyś dożywotni wyjdą ewentualnie kiedyś na wolność… tego dziś nie wiemy. Natomiast moje rozmówczynie, zabójczynie wyjdą. I będą pracowały, żyły wśród nas. Będą nam robiły kanapki w cateringu, podawały towar ze sklepowej półki czy sprzątały szkołę, z której odbierasz dziecko. One czekają na wyjście i nowe życie. Ale wiedzą, że brzemię zostanie z nimi do końca. Niektóre deklarują, że 12 czy 15-letni wyrok dla nich to niesprawiedliwość. Nie że powinny dostać mniej. Nie. Powinny oddać swoje życie, tak jak zabrały życie innej osobie. Mężowi, dziecku, matce czy ojcu.


Na koniec tak czysto teoretycznie - czy taka książka jak "Zabiłaś?" była na naszym rynku potrzebna?

Zarówno ta publikacja, jak i dwie pozostałe: "24 razy dożywocie" oraz "Cela numer 24" są jedynymi takimi, które powstały w Polsce. Więc chyba tak? Zainteresowanie nimi jest duże, czego wyrazem jest m.in. moja aktywność medialna, o którą specjalnie nie zabiegam. Ludzie są ciekawi. Choć ta ciekawość powoduje u nich często bezsenność po lekturze. Czują, widzą. Zrozumieli, że to nie true crime, ani science fiction.


II część wywiadu - dodatek dla Kryminału na talerzu

W „Zabiłaś?” przyznajesz, że wymyślenie tytułu książki sprawiło ci wiele trudności, zresztą każdy wstęp, każdy wybór przedstawionych faktów, mimo ich pozornej obiektywności, to jednak jakieś ukierunkowanie czytelnika. Sam nawet piszesz, że ta książka to gra emocji. Emocji jakich?

Każdego rodzaju emocji. Mam setki komentarzy w social mediach. Że ta książka wkurza, bo skróciła dystans. Że jest rewelacyjna. Że to tak ogromnie dużo pracy. Że nie czytam reportaży, ale po ten sięgnę. 
Napisałem w książce, że nazwanie tych wszystkich skazanych np. morderczyniami dałoby już jakiś obraz. Pejoratywny, z góry. Tak, jak kiedyś pewną ustawę nazwano ustawą o bestiach. Ja tego nie potrzebuję. Te książki powstawały, czasem sam się temu dziwię. Nie żyję z nich w sensie finansowym. Bez ich napisania też miałbym się dobrze. Powstały spontanicznie, a ta atmosfera mnie wciągnęła. Są prawdziwe. To nie są kopie informacji z amerykańskiej Wikipedii przetłumaczone przez Google Translator czy powielane wielokrotnie te same newsy i reportaże. 
Weź do ręki akta sprawy, surowe zdjęcia. Albo poczytaj o „romantycznym” zabójcy.
W zabójstwie nie ma nic romantycznego, fajnego, wytłumaczalnego. Jest krew, ból, cierpienie ofiary. Lęk, samotność. Jest więzienie. I sprzątanie chodnika przed kryminałem, zamiast kawy i ciastka z dzieckiem w centrum miasta.  
To nie są bajki.


Przyznam, że sama, myśląc o tej książce, o twoich rozmówczyniach, czuję dysonans. Z jednej strony, czyn, który każda z nich popełniła, to czyn zasługujący na karę, na swego rodzaju napiętnowanie, a mimo to budzi się we mnie do tych kobiet współczucie. Ale to współczucie jest przecież krzywdzące dla rodziny ofiary, bo dlaczego mam współczuć osobie, która ich bliskiego pozbawiła życia? Masz jakąś radę, jak ty do tego podchodzisz?

Mam. Musisz to wyśrodkować. Musisz zdawać sobie sprawę, z kim i gdzie rozmawiasz. Musisz zbudować sobie ten balans w głowie. Że była zbrodnia i była śmierć. Że jest to okrutne. Ale może czasem w jakiś sposób choć trochę wytłumaczalne. Choć nigdy do końca, bo zabójstwo nie jest wytłumaczalne i akceptowalne jako rozwiązanie. 
Kiedy na rozmowę wchodzi kobieta, która zabiła 12 lat temu, to czy mam prawo porozmawiać z nią o tym, co ją interesuje, jak widzi swoją przyszłość – czy też zawsze od wejścia muszę ją biczować, oskarżać. To byłoby bardziej wiarygodne? Społecznie akceptowalne? Piszę wyraźnie - sami oceńcie. Skazaną. Zbrodnię i jej okoliczności. To, kim ta osoba jest teraz, kim była, a kim chce się stać.


A co w ogóle ze szczerością twoich rozmówczyń? Też się nad tym sama głowię: jak wielu z nich zwyczajnie wierzyć w to, co mówią? Bo przecież mówić mogą to, co ty, co my chcemy usłyszeć, co postawi je w bardziej korzystnym świetle.

To one mówią, a ja słucham. To jest mnóstwo elementów, które kształtują rozmowę. Nieszczerość jest wyczuwalna. Może ona też jest wprowadzona do tej książki, żebyś i ty mógł ją wyczuć i zadać sobie pytanie - dlaczego pojawiła się fałszywa nuta? Co ta kobieta ukrywa, a o czym mówi inaczej, niż powinna. Zabiłam dziecko. Wiem, w prasie napisali, że zakopałaś je za domem, w krzakach. Była zima. Chcesz o tym porozmawiać? Nie chcę.


Czy przy „Zabiłaś?”, patrząc teraz już na ten tytuł z pewnego dystansu, możesz powiedzieć, że osiągnąłeś dokładnie to, co chciałeś?

Tak, ta książka jest dobra. Włożyłem w nią dużo pracy. Precyzji. Spojrzeń w oczy. Trzymania za rękę. Podawania chusteczek. Ich łez za straconym życiem. Za krzywdą, którą one wyrządziły. Czasu nie cofną. Jak to jest zabić matkę? Jak to jest pozwolić partnerowi na katowanie twojego malutkiego syna? Dlaczego odwracałaś głowę. 
Nie piszę, żeby się komuś przypodobać. Ja jestem zadowolony.


I co teraz? Czy zamierzasz kontynuować swoją karierę autora reportaży? 

Nie wiem. Zbieram dziś materiał do ostatniej książki z tej serii. Czwartej. Wystarczy już tego. A co będzie za rok, tego nie wiem. Mam mnóstwo propozycji i wydawniczych, i medialnych. Mam swoje plany naukowe. Mam swoje ADHD, które nakazuje mi zajmować się 4 rzeczami w jednym czasie. W perfekcyjny sposób, który wyczerpuje. Może tego potrzebuję. 


Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych przedsięwzięciach!

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


kwietnia 10, 2026

"Dobra nowina" Ryszard Ćwirlej

"Dobra nowina" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Dobra nowina
Cykl: Marcin Engel, tom 4
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 400
Gatunek: komedia kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej to jeden z pionierów współczesnego polskiego kryminału. Na rynku książki dostępny jest już prawie od dwudziestu lat, w czasie których stworzył ponad trzydzieści powieści, za które otrzymał wszystkie najważniejsze gatunkowe nagrody literackie. Uznawany jest za twórcę podgatunku kryminalnego - kryminału neomilicyjnego, od którego swoją karierę literacką w 2007 roku zaczynał. To pisarz, który preferuje cykle kryminalne, wszystkie jego książki można przypisać do któregoś z sześciu z nich, a część dodatkowo powiązana jest pomiędzy sobą - np. cykl z Blachą jest kontynuacją serii z milicjantami z Poznania, a Antoni Fischer, postać z retro kryminałów, doczekał się już cyklu odsłon: międzywojennej i wojennej. Jak widać, autor nie osadza się w jednym czasie historycznym, ba!, nawet nie w jednym podgatunku. Jest nawet jego wersja komediowa - to właśnie cykl z dziennikarzem Marcinem Engelem (recenzje – klik!), którego tom czwarty pt. “Dobra nowina” właśnie ukazał się na księgarskich półkach. Jak każdą książkę autora, tak i ten tytuł można od pozostałych czytać niezależnie.
 
W roku 2021 w malutkiej polskiej wiosce Siechów doszło do cudu! Przez miejscowość przeszła trąba powietrzna, która po drodze nie zniszczyła niczego, a jej celem stał się kościół, w którym akurat odbywała się msza. Msza, podczas której jak co dzień ksiądz miał poprosić dzieci o podejście pod sam ołtarz, jednak z jakiegoś niejasnego dla siebie powodu tego nie zrobił. I dobrze, bo właśnie tam spadła sufitowa wielka belka, którą szaleńczy wiatr wyrwał z dachu kościoła! Czyż to nie cud?! A to nie koniec - w wyniku zawalenia się dachu, proboszcz z wiernymi odkryli obraz, który wystawiony w jednej z kościelnych naw zaczął czynić cuda…
Po trzech latach od tego zdarzenia Dżesi, reklamowa aktorka i modelka wraz ze swoim partnerem, biznesmenem przy kasie Łukim, zamierzają stworzyć nowy program telewizyjny, w którym będą tworzyć coś na kształt reportaży o ciekawych zdarzeniach na terenie Polski. I to właśnie ten siechowski cudowny obraz przyciąga ich uwagę. Dżesi zaprasza do współpracy swojego byłego chłopaka, dziennikarza Marcina Engela, który wraz z aktualną dziewczyną Kamą i operatorem kamery Wasylem podejmują się produkcji pierwszego odcinka - kto odmówiłby TAKIEJ kasy?! Kiedy jednak przyjeżdżają na miejsce głowiąc się, jak z tematu cudownego obrazu zrobić pełny ciekawy odcinek solidnego reportażu, zdarzają się dwie rzeczy - po pierwsze, obraz znika! Po drugie, ktoś zamordował kościelnego.
 
Książka rozpisana jest na prolog, dziesięć rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów składa się z kilku podrozdziałów, które oddzielone są od siebie określeniem czasu i miejsca. Powieść toczy się w trzech liniach czasowych (pomijając prolog, który osadzony jest w czwartej, w 1945 roku), które się ze sobą przeplatają: to rok 2019, w którym Marcin wybrał się w odwiedziny do dziadków do Poznania i wplątał w pewną malarską aferę; 2021, w którym w Siechowie wydarzył się cud oraz w 2024 roku, kiedy Dżesi i cała dziennikarska ekipa zajmują się siechowskim reportażem. Co więcej, nie tylko czas co podrozdział się zmienia, ale też perspektywa: historię relacjonuje nam Marcin, jego babcia Matylda, siechowska policja, ksiądz i okazyjnie jeszcze inni. Perspektyw jest zatem sporo, co z początku lektury może u niektórych czytelników wywoływać pewien dyskomfort, kiedy już jednak uda się rozeznać co, gdzie i kiedy się dzieje, te uczucie mija, a historia pozwala odkrywać się płynnie.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w każdej z perspektyw, prócz perspektywy Marcina - to jedyna postać, która swoją relację zdaje w pierwszej osobie czasu przeszłego. W jego relacji przeważają opisy, co szczególnie wyraźnie zauważalnie jest w linii czasowej roku 2019. W pozostałych narracjach opisy i dialogi podzielone są już mniej więcej po równo, a dialogi to nieustanne źródło dobrego humoru - autor doskonale stylizuje sposób wypowiedzi każdej z postaci, bawi się w językowe przekształcenia, by dokładnie oddać ich charakter. A że książka to komedia kryminalna, to charakter każdej z nich został podkręcony, podkoloryzowany, co daje efekt prześmiewczy, komiczny. Oczywiście poza samym językiem również sytuacje, w które pakują się postacie, mają zabarwienie humorystyczne.
“(...) jesteśmy dziennikarzami, to znaczy, że nie znamy się na niczym. Jesteśmy kompletnymi dyletantami w wielu dziedzinach. Zajmujemy się mnóstwem tematów i każdy staramy się zgłębić, ale na tyle, by móc stworzyć reportaż wyjaśniający i przedstawiający pewne zjawiska. Ale nigdy nie zgłębiamy niczego dokładnie, bo nie jest nam to potrzebne. Dlatego ślizgamy się po powierzchni i w ten sposób stajemy się quasispecjalistami. Czyli wiemy coś, ale w gruncie rzeczy niewiele.”
Poza niewielkim dyskomfortem spowodowanym częstą zmianą czasu, książka, szczególnie na początku, opatrzona jest sporą ilością wspomnień z przeszłości postaci serii - dla czytelników, którzy ich jeszcze nie znają, będzie to na pewno pozytywne doświadczenie, dla tych jednak, którzy postaciom towarzyszą od początku, momentami tych powtórek może być za wiele. Nie brak też nadmiernych powtórzeń faktów, które już wcześniej były wspomniane. Na szczęście i to z czasem zanika, szczególnie mocno widoczne jest głównie w początkowych scenach tej historii.
“Dobosz wychodził z założenia, że kibol to nie człowiek, to ideologia, której nie da się ukryć pod garniturem czy nawet sutanną. “Kibol to stan umysłu”, powtarzał przy byle okazji. “Dokładniej rzecz ujmując, pustostan”.”
Fabularnie autor postawił przed sobą trudne zadanie. Trzy czasy, trzy odrębne historie, które razem mają utrzymać ciekawość czytelnika i w pewnym momencie spleść się w jedno. Historia z 2019 kręci się wokół zaginionych dzieł sztuki, nabiera cech lekko sensacyjnych, historia z 2021 jest kościelną satyrą, a ta z 2024 z wszystkich trzech jest najbardziej kryminalna - w końcu opiera się o potencjalną kradzież (a nawet dwie!) i morderstwo. Taka ilość wątków nie może być łatwa do rozpisania, a jednak Ćwirlejowi dobrze się to udało - każdy opisany jest ciekawie, bogaty nie tylko w humor, ale i ciekawostki historyczne i społeczne, a gdy już łączą się w jedno, dają całkiem satysfakcjonującą intrygę, która może i po złożeniu wydać się prosta, ale podczas lektury z pewnością jako taka się nie jawi. Co więcej, w każdej z nich autor zawarł satyrę na polską mentalność, co sprawia, że intrygi nie traktuje się tylko i wyłącznie dosłownie. Akcja toczy się tempem przyjemnie dynamicznym (ale nie do przesady!), czuć w niej lekko sensacyjne nuty.
“Tak chyba już jest ten świat skonstruowany, że jak ktoś chce mieć kłopoty, to choćby nie wiem, co robił, to i tak je sprowadzi na siebie. Działa to też i tak, że jeśli ktoś kłopotów mieć nie chce, to i tak będzie je miał. Wniosek stąd, że niezależnie od tego, cokolwiek byś zrobił, i tak będziesz mieć kłopoty, bo one są immanentną cechą naszej rzeczywistości.”
W tej powieści łączą się dwa odrębne zagadnienia - wątek zrabowanych w czasie II wojny światowej dzieł sztuki oraz wątek religijny, wątek cudów, w które tak łatwo niektórzy wierzą, a które przede wszystkim są źródłem sensacji rozprzestrzeniającej się na całą Polskę. Pierwszego wątku chyba omawiać nie muszę, zaznaczę jednak, że autor prowadzi go z wyczuciem, wątek cudów jest z kolei o tyle interesujący, że przedstawia się dwojako - nie tylko jako wyzysk naiwnych wierzących, ale też jako coś, co faktycznie można nazwać cudem, dzięki któremu wioska praktycznie wymarła, nagle gospodarczo staje na nogi, ba! sprawia, że mieszkańcy systematycznie się bogacą. Autor zatem nie tylko traktuje temat prześmiewczo, ale wyciąga z niego wszystko, co się da, patrzy na niego całościowo. Bardzo mi się to podoba, bo przez to książki nie można odebrać jako typowej krytyczno-sarkastycznej, bo przecież wcale taka nie jest - jest komediowa, a może i komiczna, ale cały czas pozostaje bardzo prawdziwa.
“Mówię pani, przyszło nowe i wszystko dzięki temu obrazowi. Cudownemu obrazowi. I ten dom pielgrzyma koło kościoła, żeby mieli gdzie nocować, i restauracji, co przy drodze stoi, też odżyła. Wszyscy tu odżyli. To nasz cud gospodarczy, przez ten dach i obraz. Więc czyż nie jest cudowny? I jak to nie wierzyć w cuda?”
W komedii kryminalnej ważne są również postacie. Prym wiedzie tu oczywiście ekipa, którą czytelnicy mogą znać z poprzednich tomów serii, jednak i w niej następują pewne przetasowania. Mam wrażenie, że w tym tomie króluje Dżesi, kreatorka głośnych wybuchów śmiechu. Autor doskonale oddaje jej niefrasobliwe podejście do życia, które przejawiają co poniektórzy - dzięki swojej ignorancji i zwyczajnemu szczęściu jakimś cudem zawsze z wszystkich sytuacji wychodzą zwycięsko.
“- Kamciu, wiesz, że cię lubię, ale no wiesz, Łuki jest pod tym względem strasznie zacofany. Taki ten, no, konserwator.
- Konserwatysta - poprawiłem ją.
- No właśnie. Taki zamknięty w konserwie od dawna. Pamiętam, Miśku, jak mi to tłumaczyłeś, o co chodzi z takimi ludźmi, co to nie chcą niczego nowego próbować i się nie otwierają na świat, bo siedzą zamknięci w puszce.”
Choć seria nazwana jest od imienia dziennikarza Marcina, to jednak po raz kolejny tę dość zwyczajną kreację dobrego człowieka przyćmiewa jego przybrana babcia Matylda. Tym razem Matylda w sprawę angażuje się późno, choć w historii obecna jest od samego początku, a jej potyczki z księdzem, bratem jej dawnego współpracownika i przyjaciela, są kolejnym popisem komediowych umiejętności, ale i też społecznej wnikliwości autora.
“Niestety, świat pełen jest cymbałów, ale najgorsze jest to, że większość z nich zawsze stoi na naszej drodze.”
Wygląda na to, że “Dobra nowina” jest książką, o której mogłabym pisać i pisać. Nic dziwnego, tak naprawdę na każdej jej stronie można znaleźć ciekawe zagadnienie do analizy. To świadczy o obyciu i wiedzy autora, jak i jego sprawnym posługiwaniu się słowem pisanym - mimo początkowego zamieszania z ilością postaci i czasów, książkę czyta się doskonale, płynnie i lekko, a dialogi, że tak jeszcze raz powtórzę, to prawdziwe bomby humorystyczne! A mimo to nie jest to tylko powieść do pośmiania się - pod warstwą humoru kryje się głęboka analiza polskiego społeczeństwa, w którym religia i wiara są elementem nierozerwalnie z nim związanym. Autor doskonale to rozumie i temat przedstawia w pełni - nie tylko minusy, z którym można się śmiać czy szydzić, ale i plusy, które odpowiadają za tę wiekową nierozerwalność. To doskonały poprawiacz humoru na wysokim literackim poziomie! Jak zawsze czekam na więcej.
“(...) symbolika to uproszczenie, którym posługuje się nie tylko Kościół. Ona ułatwia nam życie.”
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 10, 2026

Wygraj "Skąd wyleciało to ciało?"! Konkurs ambasadorski

Wygraj "Skąd wyleciało to ciało?"! Konkurs ambasadorski

Komedia kryminalna, jak każdy podgatunek kryminału, jest pojęciem bardzo pojemnym. Co musi zawierać? Na pewno dobrą intrygę kryminalną i dobry humor! Cała reszta pozostaje już do inwencji twórcy, a ci mają swoich autorskich pomysłów sporo! Weźmy na przykład pod lupkę książki Małgorzaty Starosty z serii z Jeremim Organkiem i Lindą Miller - tam zbrodnia pozostaje poważna, ba!, najczęściej mocno bazuje na historycznej zbrodni prawdziwej, a to, co wokół niej jest wulkanem humorystycznym. To dobre połączenie? W przypadku tej autorki na pewno, sprawdza się znakomicie! Nie inaczej jest z najnowszym tomem serii, z "Skąd wyleciało to ciało?", które na tapet bierze nadal niewyjaśnioną zbrodnię sprzed wieku, a równocześnie jest tak zabawne, że głośne parskania śmiechem gwarantowane! To historia, która powinna uradować jak najwięcej czytelników, więc dzisiaj zamierzam się do tego trochę przyczynić - zapraszam na konkurs z tym tytułem! 

"Skąd wyleciało to ciało?" to czwarty serii serii z Jeremim i Lindą, jednak pisany tak, że bez problemów można czytać go od pozostałych tomów niezależnie. Więcej o książce znajdziecie w mojej recenzji - klik! oraz w zapisie live'a, jaki miałam przyjemność w dniu premiery książki przeprowadzić z Małgorzatą Starostą - klik! 


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Czy intryga kryminalna oparta na zbrodni prawdziwej jest dla Ciebie atrakcyjniejsza niż powieść całkowicie fikcyjna? Swoją odpowiedź uzasadnij.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 10 do 14 kwietnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 21 kwietnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę sześć, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!




Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!