kwietnia 13, 2026

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Kilka pytań do... Zbyszka Nowaka, autora reportażu "Zabiłaś?"

Dlaczego po dwóch publikacjach ze skazanymi na dożywocie Zbyszek Nowak podjął się tematu nowego, ale nadal równie trudnego - rozmów z kobietami skazanymi za zabójstwo? Czym różnią się od poprzednich? Jak naprawdę wyglądały te spotkania, które czytelnik dostaje w książce skrócone do kilku, kilkunastu stron? Co sam autor myśli o tej publikacji i co radzi w temacie dysonansu emocjonalnego jaki wywołują? No i oczywiście - co planuje dalej?

Zapraszam na rozmowę ze Zbyszkiem Nowakiem!

fot. Szymon Wykrota

Zbyszek Nowak notka biograficzna:
doktor nauk społecznych, prawnik, adiunkt Wydziału Prawa i Administracji oraz prorektor ds. studenckich Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Autor kilkudziesięciu publikacji z zakresu prawa, kryminologii oraz bezpieczeństwa narodowego, m.in. "Kara śmierci. Wybór czy konieczność?",  "Zbrodnia a kara", "24 razy dożywocie. Rozmowy twarzą w twarz." czy "Cela numer 24. Rozmowy z dożywotnimi". Były oficer Sił Zbrojnych RP.


I część wywiadu - opublikowany został również na onet.pl

Kryminał na talerzu: Kiedy rozmawialiśmy ze sobą przy okazji premiery twojej poprzedniej książki, drugiej z serii rozmów z dożywotnimi pt. "Cela numer 24" (klik!), wspominałeś już o swoim kolejnym projekcie, o rozmowie z kobietami, które usłyszały wyrok za zabójstwo. Wtedy mówiłeś, że ciągle się wahasz, czy ten pomysł realizować. Co skłoniło cię do podjęcia pozytywnej decyzji?

Zbyszek Nowak: Presja ze strony wydawnictwa. A tak na poważnie, ciekawość. Czym kobiety, ich zbrodnie będą różniły się od moich poprzednich rozmówców - skazanych dożywotnio - i ich zbrodni. Tego, co mówią, jak zachowują się w izolacji. Kobiety są inne, ich sytuacja jest inna - bo praktycznie każda z moich rozmówczyń już dziś wie, że wyjdzie na wolność. W ostatniej książce miałem sposobność rozmowy z dwoma kobietami skazanymi dożywotnio. Pozostałe to wyroki od kilku do 25 lat pozbawienia wolności.


Zacznijmy od strony technicznej publikacji. Z tego, co piszesz w "Zabiłaś?", każda z tych rozmów trwała po kilka godzin, najczęściej około trzech. To trzy godziny rozmowy z kobietą skazaną, i tak dwadzieścia trzy razy. W książce z kolei każda z rozmów to kilka, kilkanaście stron - opracowanych pod wydanie, po solidnej redakcji. Jak zatem wyglądały te rozmowy w praktyce - czy dużo było milczenia? Dużo padało z twojej strony pytań pomocniczych, prób wyciągnięcia z tych kobiet jak najwięcej szczerych odpowiedzi?

Najważniejsze jest zbudowanie szczerej relacji, w której rozmówczyni i ja czujemy się dobrze. Inna jest rozmowa z kobietą skazaną w wieku lat 50, inna ze skazaną dwudziestokilkulatką. Inna ze skazaną na 8 lat, a inna ze skazaną na najwyższe wymiary kary. W tych rozmowach było zawsze dużo emocji po ich stronie, choć nie ukrywam, że również mnie te emocje się udzielały. W książce "Zabiłaś?" znajdziesz 23 rozmowy ze skazanymi. Pięć z tych, które zdecydowały się na rozmowę to kobiety skazane za zabójstwo własnych dzieci. To potężna dawka emocji, łez, wzruszeń, powrotu do wydarzeń traumatycznych dla rodzin, ale i samych sprawczyń.
Nie mówimy o "technikaliach" - ile ciosów padło - młotkiem, kamieniem, nożem. To nie jest książka sensacyjna. Rozmawiamy o przyczynach, okolicznościach, o życiu. O tym, co spowodowało, że doszło do niewyobrażalnej tragedii, czego skutkiem jest miejsce, w którym spotykam się z rozmówczyniami.


Dwadzieścia trzy rozmowy w przeciągu kilku miesięcy to dużo. Zresztą nawet we wstępie do jednej z nich przyznajesz się do zmęczenia, do wątpliwości. Czy w ogóle ilość pracy i zaangażowania, podejrzewam, że również emocjonalnego obciążenia, jest tej publikacji warta? Co myślisz o tym teraz, było warto?

Było warto. I będzie warto, bo powstanie jeszcze jedna, ostatnia, czwarta książka z mojej serii rozmów z polskimi skazanymi za zbrodnię zabójstwa. Mój licznik stanie na ponad setce takich osób. Ale tu nie o zaszczyty i bicie rekordów chodzi. A o wiedzę i doświadczenie. To, co dzięki prowadzeniu tego typu prac, badań, rozmów udało mi się zdobyć. Choć - jak wskazałem we wstępie - to ciężka, żmudna, wyczerpująca psychicznie praca. Ale ciekawość badawcza zwyciężyła, a efekty mamy na półkach księgarń i w artykułach naukowych, które sukcesywnie będą się ukazywały.


W twoich publikacjach czuć, że do swoich rozmówców podchodzisz po prostu jak do człowieka. Nawet w "Zabiłaś?" piszesz, że ocenę swoich rozmówczyń zostawiasz nam, czytelnikom. Ale czy faktycznie ta książka powstała po to, by społeczeństwo mogło ocenić?

Pewnie, że tak. To nie jest kryminał i czytelnicy piszą, że łatwiej byłoby im przeczytać właśnie solidny kryminał, gdzie wiedzą, że jest on oparty na jakiejś fikcji literackiej, aniżeli moją książkę - tę czy te wcześniejsze. Bo oni czują, widzą, dotykają. Staram się być jak najbardziej obrazowy w tekście. Dawać czytelnikowi ten dyskomfort przebywania w pomieszczeniu ze skazanym za zabójstwo. Dyskomfort, gdyż czym innym jest kanapa i koc, a czym innym metrowa odległość od skazanego w zakładzie karnym w środku niczego.
W publikacji daję odniesienia do konkretnych artykułów prasowych, gdzie moje rozmówczynie nazywane były diablicami, wampirami, potworami, demonami. Jeżeli ktoś poszukuje takiej sensacji, pośrednio może też skonfrontować to, co w mojej książce, z tym, co ukazało się w prasie. I ocenić po swojemu, dostając de facto komplet.
Kobieta, która zakopała swoje dziecko na cmentarzu - proszę bardzo, oceń. Kobieta, która poleciła zabić i rozczłonkować ciało - oceń, proszę bardzo. Kobieta, która zabiła dwukrotnie w odstępie kilku lat - proszę bardzo. Dziewczyna, która śmiertelnie potrąciła w brawurze i - jak wskazuje - głupocie swojego chłopaka, zabijając go na miejscu - czytelnik może ocenić po swojemu. Matka, która miała udział w śmierci trójki swoich dzieci - zrozum lub spal ją na stosie.


Przed jedną z rozmów w książce przyznajesz się do coraz większego zobojętnienia — taki był koszt ich przeprowadzenia? A może w jeszcze jakiś inny sposób zmieniły ciebie jako człowieka?

Nie zbawię świata. Nie naprawię zła. Pokazuję człowieka i jego otoczenie. Człowieka charakterystycznego, bo budzącego zainteresowanie, wstręt, odrazę. Zabójcę, często z czynem, który jest poza marginesem społecznego zrozumienia. Kara śmierci - oko za oko. Przeczytaj, zrozum. Nie jestem misjonarzem. Nie tworzę - z drugiej strony - patocelebrytów. Nie ekscytuję się zabójstwem, zabójczyniami. Nie romantyzuję zbrodni, jak niektórzy autorzy i bohaterowie ich książek czy programów. Podaję ci pewien obraz. Staram się, żeby był jak najbardziej czytelny. Obrazowy. 


Poruszmy jeszcze temat resocjalizacji. Z rozmów, które zawarte są w "Zabiłaś?", nie pada żadne jednoznaczne stwierdzenie - jedne z rozmówczyń uważają więzienie za czas kompletnie zmarnowany, inne mówią, że pracują nad sobą. A ty co o tym myślisz - czy pobyt w więzieniu, w polskim więzieniu, w takich warunkach, jakie panują tam teraz, jest wartościowy?

Resocjalizacja działa. Jest. Nie jest Yeti, którego nikt nie widział. Ale potrzebna jest wola skazanej czy skazanego na udział w procesie. To takie gładkie słowa. Jeżeli rozmawiam z osobą z wyższym wykształceniem, osobą znającą języki, żyjącą na wysokim poziomie, a jednak zabójcą, to czy trafi do niej program profilaktyczny, resocjalizacyjny układania rabatek czy zbierania plastikowych korków.
Są kobiety, które pochodzą z patologii. Żyły w niej, nie potrafiły uciec. Znęcanie się, bicie, alkohol. Brudne, zaniedbane dzieci. Zapach przetrawionego alkoholu. A w więzieniu się uczą, nie tyle resocjalizują, co często socjalizują. Wychodzą na spacery, do kina, do teatru. Rozmawiają. Czytają.
Dla mnie resocjalizacja - jeśli już to programy: tak. Ale zawsze na pierwszym miejscu jest praca. Praca skazanych, dająca im poczucie oczyszczenia głowy, nie życia cały czas problemami więzienia i innych skazanych.
Ale każdy musi chcieć. Zrozumieć. Przepracować w sobie.


Po trzech publikacjach masz za sobą jakieś osiemdziesiąt rozmów z osobami skazanymi za odebranie komuś życia, nadal w tym rozliczeniu dominują mężczyźni, ale już w całkiem innych proporcjach niż rok temu. Dlatego teraz już chyba jesteś w stanie powiedzieć — czym przeprowadzenie rozmów ze skazanymi kobietami a mężczyznami się różni?

Sami oceńcie, czytając moje trzy dotychczasowe książki. Różnic jest co niemiara. Ta zasadnicza jest związana z charakterem kary. Jak wskazałem, czy jacyś dożywotni wyjdą ewentualnie kiedyś na wolność… tego dziś nie wiemy. Natomiast moje rozmówczynie, zabójczynie wyjdą. I będą pracowały, żyły wśród nas. Będą nam robiły kanapki w cateringu, podawały towar ze sklepowej półki czy sprzątały szkołę, z której odbierasz dziecko. One czekają na wyjście i nowe życie. Ale wiedzą, że brzemię zostanie z nimi do końca. Niektóre deklarują, że 12 czy 15-letni wyrok dla nich to niesprawiedliwość. Nie że powinny dostać mniej. Nie. Powinny oddać swoje życie, tak jak zabrały życie innej osobie. Mężowi, dziecku, matce czy ojcu.


Na koniec tak czysto teoretycznie - czy taka książka jak "Zabiłaś?" była na naszym rynku potrzebna?

Zarówno ta publikacja, jak i dwie pozostałe: "24 razy dożywocie" oraz "Cela numer 24" są jedynymi takimi, które powstały w Polsce. Więc chyba tak? Zainteresowanie nimi jest duże, czego wyrazem jest m.in. moja aktywność medialna, o którą specjalnie nie zabiegam. Ludzie są ciekawi. Choć ta ciekawość powoduje u nich często bezsenność po lekturze. Czują, widzą. Zrozumieli, że to nie true crime, ani science fiction.


II część wywiadu - dodatek dla Kryminału na talerzu

W „Zabiłaś?” przyznajesz, że wymyślenie tytułu książki sprawiło ci wiele trudności, zresztą każdy wstęp, każdy wybór przedstawionych faktów, mimo ich pozornej obiektywności, to jednak jakieś ukierunkowanie czytelnika. Sam nawet piszesz, że ta książka to gra emocji. Emocji jakich?

Każdego rodzaju emocji. Mam setki komentarzy w social mediach. Że ta książka wkurza, bo skróciła dystans. Że jest rewelacyjna. Że to tak ogromnie dużo pracy. Że nie czytam reportaży, ale po ten sięgnę. 
Napisałem w książce, że nazwanie tych wszystkich skazanych np. morderczyniami dałoby już jakiś obraz. Pejoratywny, z góry. Tak, jak kiedyś pewną ustawę nazwano ustawą o bestiach. Ja tego nie potrzebuję. Te książki powstawały, czasem sam się temu dziwię. Nie żyję z nich w sensie finansowym. Bez ich napisania też miałbym się dobrze. Powstały spontanicznie, a ta atmosfera mnie wciągnęła. Są prawdziwe. To nie są kopie informacji z amerykańskiej Wikipedii przetłumaczone przez Google Translator czy powielane wielokrotnie te same newsy i reportaże. 
Weź do ręki akta sprawy, surowe zdjęcia. Albo poczytaj o „romantycznym” zabójcy.
W zabójstwie nie ma nic romantycznego, fajnego, wytłumaczalnego. Jest krew, ból, cierpienie ofiary. Lęk, samotność. Jest więzienie. I sprzątanie chodnika przed kryminałem, zamiast kawy i ciastka z dzieckiem w centrum miasta.  
To nie są bajki.


Przyznam, że sama, myśląc o tej książce, o twoich rozmówczyniach, czuję dysonans. Z jednej strony, czyn, który każda z nich popełniła, to czyn zasługujący na karę, na swego rodzaju napiętnowanie, a mimo to budzi się we mnie do tych kobiet współczucie. Ale to współczucie jest przecież krzywdzące dla rodziny ofiary, bo dlaczego mam współczuć osobie, która ich bliskiego pozbawiła życia? Masz jakąś radę, jak ty do tego podchodzisz?

Mam. Musisz to wyśrodkować. Musisz zdawać sobie sprawę, z kim i gdzie rozmawiasz. Musisz zbudować sobie ten balans w głowie. Że była zbrodnia i była śmierć. Że jest to okrutne. Ale może czasem w jakiś sposób choć trochę wytłumaczalne. Choć nigdy do końca, bo zabójstwo nie jest wytłumaczalne i akceptowalne jako rozwiązanie. 
Kiedy na rozmowę wchodzi kobieta, która zabiła 12 lat temu, to czy mam prawo porozmawiać z nią o tym, co ją interesuje, jak widzi swoją przyszłość – czy też zawsze od wejścia muszę ją biczować, oskarżać. To byłoby bardziej wiarygodne? Społecznie akceptowalne? Piszę wyraźnie - sami oceńcie. Skazaną. Zbrodnię i jej okoliczności. To, kim ta osoba jest teraz, kim była, a kim chce się stać.


A co w ogóle ze szczerością twoich rozmówczyń? Też się nad tym sama głowię: jak wielu z nich zwyczajnie wierzyć w to, co mówią? Bo przecież mówić mogą to, co ty, co my chcemy usłyszeć, co postawi je w bardziej korzystnym świetle.

To one mówią, a ja słucham. To jest mnóstwo elementów, które kształtują rozmowę. Nieszczerość jest wyczuwalna. Może ona też jest wprowadzona do tej książki, żebyś i ty mógł ją wyczuć i zadać sobie pytanie - dlaczego pojawiła się fałszywa nuta? Co ta kobieta ukrywa, a o czym mówi inaczej, niż powinna. Zabiłam dziecko. Wiem, w prasie napisali, że zakopałaś je za domem, w krzakach. Była zima. Chcesz o tym porozmawiać? Nie chcę.


Czy przy „Zabiłaś?”, patrząc teraz już na ten tytuł z pewnego dystansu, możesz powiedzieć, że osiągnąłeś dokładnie to, co chciałeś?

Tak, ta książka jest dobra. Włożyłem w nią dużo pracy. Precyzji. Spojrzeń w oczy. Trzymania za rękę. Podawania chusteczek. Ich łez za straconym życiem. Za krzywdą, którą one wyrządziły. Czasu nie cofną. Jak to jest zabić matkę? Jak to jest pozwolić partnerowi na katowanie twojego malutkiego syna? Dlaczego odwracałaś głowę. 
Nie piszę, żeby się komuś przypodobać. Ja jestem zadowolony.


I co teraz? Czy zamierzasz kontynuować swoją karierę autora reportaży? 

Nie wiem. Zbieram dziś materiał do ostatniej książki z tej serii. Czwartej. Wystarczy już tego. A co będzie za rok, tego nie wiem. Mam mnóstwo propozycji i wydawniczych, i medialnych. Mam swoje plany naukowe. Mam swoje ADHD, które nakazuje mi zajmować się 4 rzeczami w jednym czasie. W perfekcyjny sposób, który wyczerpuje. Może tego potrzebuję. 


Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych przedsięwzięciach!

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


kwietnia 10, 2026

"Dobra nowina" Ryszard Ćwirlej

"Dobra nowina" Ryszard Ćwirlej

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: Dobra nowina
Cykl: Marcin Engel, tom 4
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Harde
Liczba stron: 400
Gatunek: komedia kryminalna
 
Ryszard Ćwirlej to jeden z pionierów współczesnego polskiego kryminału. Na rynku książki dostępny jest już prawie od dwudziestu lat, w czasie których stworzył ponad trzydzieści powieści, za które otrzymał wszystkie najważniejsze gatunkowe nagrody literackie. Uznawany jest za twórcę podgatunku kryminalnego - kryminału neomilicyjnego, od którego swoją karierę literacką w 2007 roku zaczynał. To pisarz, który preferuje cykle kryminalne, wszystkie jego książki można przypisać do któregoś z sześciu z nich, a część dodatkowo powiązana jest pomiędzy sobą - np. cykl z Blachą jest kontynuacją serii z milicjantami z Poznania, a Antoni Fischer, postać z retro kryminałów, doczekał się już cyklu odsłon: międzywojennej i wojennej. Jak widać, autor nie osadza się w jednym czasie historycznym, ba!, nawet nie w jednym podgatunku. Jest nawet jego wersja komediowa - to właśnie cykl z dziennikarzem Marcinem Engelem (recenzje – klik!), którego tom czwarty pt. “Dobra nowina” właśnie ukazał się na księgarskich półkach. Jak każdą książkę autora, tak i ten tytuł można od pozostałych czytać niezależnie.
 
W roku 2021 w malutkiej polskiej wiosce Siechów doszło do cudu! Przez miejscowość przeszła trąba powietrzna, która po drodze nie zniszczyła niczego, a jej celem stał się kościół, w którym akurat odbywała się msza. Msza, podczas której jak co dzień ksiądz miał poprosić dzieci o podejście pod sam ołtarz, jednak z jakiegoś niejasnego dla siebie powodu tego nie zrobił. I dobrze, bo właśnie tam spadła sufitowa wielka belka, którą szaleńczy wiatr wyrwał z dachu kościoła! Czyż to nie cud?! A to nie koniec - w wyniku zawalenia się dachu, proboszcz z wiernymi odkryli obraz, który wystawiony w jednej z kościelnych naw zaczął czynić cuda…
Po trzech latach od tego zdarzenia Dżesi, reklamowa aktorka i modelka wraz ze swoim partnerem, biznesmenem przy kasie Łukim, zamierzają stworzyć nowy program telewizyjny, w którym będą tworzyć coś na kształt reportaży o ciekawych zdarzeniach na terenie Polski. I to właśnie ten siechowski cudowny obraz przyciąga ich uwagę. Dżesi zaprasza do współpracy swojego byłego chłopaka, dziennikarza Marcina Engela, który wraz z aktualną dziewczyną Kamą i operatorem kamery Wasylem podejmują się produkcji pierwszego odcinka - kto odmówiłby TAKIEJ kasy?! Kiedy jednak przyjeżdżają na miejsce głowiąc się, jak z tematu cudownego obrazu zrobić pełny ciekawy odcinek solidnego reportażu, zdarzają się dwie rzeczy - po pierwsze, obraz znika! Po drugie, ktoś zamordował kościelnego.
 
Książka rozpisana jest na prolog, dziesięć rozdziałów i epilog. Każdy z rozdziałów składa się z kilku podrozdziałów, które oddzielone są od siebie określeniem czasu i miejsca. Powieść toczy się w trzech liniach czasowych (pomijając prolog, który osadzony jest w czwartej, w 1945 roku), które się ze sobą przeplatają: to rok 2019, w którym Marcin wybrał się w odwiedziny do dziadków do Poznania i wplątał w pewną malarską aferę; 2021, w którym w Siechowie wydarzył się cud oraz w 2024 roku, kiedy Dżesi i cała dziennikarska ekipa zajmują się siechowskim reportażem. Co więcej, nie tylko czas co podrozdział się zmienia, ale też perspektywa: historię relacjonuje nam Marcin, jego babcia Matylda, siechowska policja, ksiądz i okazyjnie jeszcze inni. Perspektyw jest zatem sporo, co z początku lektury może u niektórych czytelników wywoływać pewien dyskomfort, kiedy już jednak uda się rozeznać co, gdzie i kiedy się dzieje, te uczucie mija, a historia pozwala odkrywać się płynnie.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego w każdej z perspektyw, prócz perspektywy Marcina - to jedyna postać, która swoją relację zdaje w pierwszej osobie czasu przeszłego. W jego relacji przeważają opisy, co szczególnie wyraźnie zauważalnie jest w linii czasowej roku 2019. W pozostałych narracjach opisy i dialogi podzielone są już mniej więcej po równo, a dialogi to nieustanne źródło dobrego humoru - autor doskonale stylizuje sposób wypowiedzi każdej z postaci, bawi się w językowe przekształcenia, by dokładnie oddać ich charakter. A że książka to komedia kryminalna, to charakter każdej z nich został podkręcony, podkoloryzowany, co daje efekt prześmiewczy, komiczny. Oczywiście poza samym językiem również sytuacje, w które pakują się postacie, mają zabarwienie humorystyczne.
“(...) jesteśmy dziennikarzami, to znaczy, że nie znamy się na niczym. Jesteśmy kompletnymi dyletantami w wielu dziedzinach. Zajmujemy się mnóstwem tematów i każdy staramy się zgłębić, ale na tyle, by móc stworzyć reportaż wyjaśniający i przedstawiający pewne zjawiska. Ale nigdy nie zgłębiamy niczego dokładnie, bo nie jest nam to potrzebne. Dlatego ślizgamy się po powierzchni i w ten sposób stajemy się quasispecjalistami. Czyli wiemy coś, ale w gruncie rzeczy niewiele.”
Poza niewielkim dyskomfortem spowodowanym częstą zmianą czasu, książka, szczególnie na początku, opatrzona jest sporą ilością wspomnień z przeszłości postaci serii - dla czytelników, którzy ich jeszcze nie znają, będzie to na pewno pozytywne doświadczenie, dla tych jednak, którzy postaciom towarzyszą od początku, momentami tych powtórek może być za wiele. Nie brak też nadmiernych powtórzeń faktów, które już wcześniej były wspomniane. Na szczęście i to z czasem zanika, szczególnie mocno widoczne jest głównie w początkowych scenach tej historii.
“Dobosz wychodził z założenia, że kibol to nie człowiek, to ideologia, której nie da się ukryć pod garniturem czy nawet sutanną. “Kibol to stan umysłu”, powtarzał przy byle okazji. “Dokładniej rzecz ujmując, pustostan”.”
Fabularnie autor postawił przed sobą trudne zadanie. Trzy czasy, trzy odrębne historie, które razem mają utrzymać ciekawość czytelnika i w pewnym momencie spleść się w jedno. Historia z 2019 kręci się wokół zaginionych dzieł sztuki, nabiera cech lekko sensacyjnych, historia z 2021 jest kościelną satyrą, a ta z 2024 z wszystkich trzech jest najbardziej kryminalna - w końcu opiera się o potencjalną kradzież (a nawet dwie!) i morderstwo. Taka ilość wątków nie może być łatwa do rozpisania, a jednak Ćwirlejowi dobrze się to udało - każdy opisany jest ciekawie, bogaty nie tylko w humor, ale i ciekawostki historyczne i społeczne, a gdy już łączą się w jedno, dają całkiem satysfakcjonującą intrygę, która może i po złożeniu wydać się prosta, ale podczas lektury z pewnością jako taka się nie jawi. Co więcej, w każdej z nich autor zawarł satyrę na polską mentalność, co sprawia, że intrygi nie traktuje się tylko i wyłącznie dosłownie. Akcja toczy się tempem przyjemnie dynamicznym (ale nie do przesady!), czuć w niej lekko sensacyjne nuty.
“Tak chyba już jest ten świat skonstruowany, że jak ktoś chce mieć kłopoty, to choćby nie wiem, co robił, to i tak je sprowadzi na siebie. Działa to też i tak, że jeśli ktoś kłopotów mieć nie chce, to i tak będzie je miał. Wniosek stąd, że niezależnie od tego, cokolwiek byś zrobił, i tak będziesz mieć kłopoty, bo one są immanentną cechą naszej rzeczywistości.”
W tej powieści łączą się dwa odrębne zagadnienia - wątek zrabowanych w czasie II wojny światowej dzieł sztuki oraz wątek religijny, wątek cudów, w które tak łatwo niektórzy wierzą, a które przede wszystkim są źródłem sensacji rozprzestrzeniającej się na całą Polskę. Pierwszego wątku chyba omawiać nie muszę, zaznaczę jednak, że autor prowadzi go z wyczuciem, wątek cudów jest z kolei o tyle interesujący, że przedstawia się dwojako - nie tylko jako wyzysk naiwnych wierzących, ale też jako coś, co faktycznie można nazwać cudem, dzięki któremu wioska praktycznie wymarła, nagle gospodarczo staje na nogi, ba! sprawia, że mieszkańcy systematycznie się bogacą. Autor zatem nie tylko traktuje temat prześmiewczo, ale wyciąga z niego wszystko, co się da, patrzy na niego całościowo. Bardzo mi się to podoba, bo przez to książki nie można odebrać jako typowej krytyczno-sarkastycznej, bo przecież wcale taka nie jest - jest komediowa, a może i komiczna, ale cały czas pozostaje bardzo prawdziwa.
“Mówię pani, przyszło nowe i wszystko dzięki temu obrazowi. Cudownemu obrazowi. I ten dom pielgrzyma koło kościoła, żeby mieli gdzie nocować, i restauracji, co przy drodze stoi, też odżyła. Wszyscy tu odżyli. To nasz cud gospodarczy, przez ten dach i obraz. Więc czyż nie jest cudowny? I jak to nie wierzyć w cuda?”
W komedii kryminalnej ważne są również postacie. Prym wiedzie tu oczywiście ekipa, którą czytelnicy mogą znać z poprzednich tomów serii, jednak i w niej następują pewne przetasowania. Mam wrażenie, że w tym tomie króluje Dżesi, kreatorka głośnych wybuchów śmiechu. Autor doskonale oddaje jej niefrasobliwe podejście do życia, które przejawiają co poniektórzy - dzięki swojej ignorancji i zwyczajnemu szczęściu jakimś cudem zawsze z wszystkich sytuacji wychodzą zwycięsko.
“- Kamciu, wiesz, że cię lubię, ale no wiesz, Łuki jest pod tym względem strasznie zacofany. Taki ten, no, konserwator.
- Konserwatysta - poprawiłem ją.
- No właśnie. Taki zamknięty w konserwie od dawna. Pamiętam, Miśku, jak mi to tłumaczyłeś, o co chodzi z takimi ludźmi, co to nie chcą niczego nowego próbować i się nie otwierają na świat, bo siedzą zamknięci w puszce.”
Choć seria nazwana jest od imienia dziennikarza Marcina, to jednak po raz kolejny tę dość zwyczajną kreację dobrego człowieka przyćmiewa jego przybrana babcia Matylda. Tym razem Matylda w sprawę angażuje się późno, choć w historii obecna jest od samego początku, a jej potyczki z księdzem, bratem jej dawnego współpracownika i przyjaciela, są kolejnym popisem komediowych umiejętności, ale i też społecznej wnikliwości autora.
“Niestety, świat pełen jest cymbałów, ale najgorsze jest to, że większość z nich zawsze stoi na naszej drodze.”
Wygląda na to, że “Dobra nowina” jest książką, o której mogłabym pisać i pisać. Nic dziwnego, tak naprawdę na każdej jej stronie można znaleźć ciekawe zagadnienie do analizy. To świadczy o obyciu i wiedzy autora, jak i jego sprawnym posługiwaniu się słowem pisanym - mimo początkowego zamieszania z ilością postaci i czasów, książkę czyta się doskonale, płynnie i lekko, a dialogi, że tak jeszcze raz powtórzę, to prawdziwe bomby humorystyczne! A mimo to nie jest to tylko powieść do pośmiania się - pod warstwą humoru kryje się głęboka analiza polskiego społeczeństwa, w którym religia i wiara są elementem nierozerwalnie z nim związanym. Autor doskonale to rozumie i temat przedstawia w pełni - nie tylko minusy, z którym można się śmiać czy szydzić, ale i plusy, które odpowiadają za tę wiekową nierozerwalność. To doskonały poprawiacz humoru na wysokim literackim poziomie! Jak zawsze czekam na więcej.
“(...) symbolika to uproszczenie, którym posługuje się nie tylko Kościół. Ona ułatwia nam życie.”
Moja ocena: 7,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Hardym.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 10, 2026

Wygraj "Skąd wyleciało to ciało?"! Konkurs ambasadorski

Wygraj "Skąd wyleciało to ciało?"! Konkurs ambasadorski

Komedia kryminalna, jak każdy podgatunek kryminału, jest pojęciem bardzo pojemnym. Co musi zawierać? Na pewno dobrą intrygę kryminalną i dobry humor! Cała reszta pozostaje już do inwencji twórcy, a ci mają swoich autorskich pomysłów sporo! Weźmy na przykład pod lupkę książki Małgorzaty Starosty z serii z Jeremim Organkiem i Lindą Miller - tam zbrodnia pozostaje poważna, ba!, najczęściej mocno bazuje na historycznej zbrodni prawdziwej, a to, co wokół niej jest wulkanem humorystycznym. To dobre połączenie? W przypadku tej autorki na pewno, sprawdza się znakomicie! Nie inaczej jest z najnowszym tomem serii, z "Skąd wyleciało to ciało?", które na tapet bierze nadal niewyjaśnioną zbrodnię sprzed wieku, a równocześnie jest tak zabawne, że głośne parskania śmiechem gwarantowane! To historia, która powinna uradować jak najwięcej czytelników, więc dzisiaj zamierzam się do tego trochę przyczynić - zapraszam na konkurs z tym tytułem! 

"Skąd wyleciało to ciało?" to czwarty serii serii z Jeremim i Lindą, jednak pisany tak, że bez problemów można czytać go od pozostałych tomów niezależnie. Więcej o książce znajdziecie w mojej recenzji - klik! oraz w zapisie live'a, jaki miałam przyjemność w dniu premiery książki przeprowadzić z Małgorzatą Starostą - klik! 


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Czy intryga kryminalna oparta na zbrodni prawdziwej jest dla Ciebie atrakcyjniejsza niż powieść całkowicie fikcyjna? Swoją odpowiedź uzasadnij.

Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 10 do 14 kwietnia, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 21 kwietnia.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę sześć, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa na IG (klik!) i FB, autorki (IG - klik!FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!




Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 09, 2026

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

"Kto sieje wiatr" Donna Leon

Autorka: Donna Leon
Tytuł: Kto sieje wiatr
Cykl: komisarz Guido Brunetti, tom 32
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Data premiery: 25.03.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 298
Gatunek: powieść kryminalna
 
Donna Leon to autorka jedyna w swoim rodzaju. Na koncie ma ponad trzydziestotomową serię z kultowym już bohaterem komisarzem Brunettim, która nie tylko zdobyła liczne nagrody, ale też sprzedała się w 30 milionach egzemplarzy, a mimo to autorce udało się zachować skromność i prawo do prywatności. Choć urodziła się w Ameryce, od jakichś pięćdziesięciu lat tam nie mieszka - najpierw przemierzała świat ucząc angielskiego, by w latach 80. osiąść na trzy dekady w Wenecji. To tam powstał Brunetti, który po raz pierwszy (w języku angielskim, nie włoskim!) światło dzienne ujrzał w 1992 roku, a teraz kolekcja jego przygód sięga trzydziestu trzech tomów. Aktualnie Donna Leon prowadzi spokojne, ciche życie w Szwajcarii, choć co roku nadal odwiedza Wenecję - to ciągle jej miejsce na Ziemi, to ciągle dom dla komisarza Brunettiego.
 
Wenecja, listopad. Życie na lokalnym posterunku toczy się tempem spokojnym, jest czas na obowiązki służbowe, ale jest i czas na życie prywatne. I w związku z tym drugim komisarz Brunetti trafia pod Palazzo Zaffo dei Leoni, starą arystokratyczną rezydencję, zamieszkałą przez profesora Molina i jego żonę, która przypadkiem okazała się dawną znajomą Guida, jeszcze z czasów szkolnych. Na prośbę innych znajomych Brunetti obiecał dowiedzieć się, czy plotki o wystawieniu palazzo na sprzedaż są prawdziwe, jednak gdy puka do jego bram, otwiera mu Lankijczyk, który mieszka w domku ogrodnika i pomaga małżeństwu w pracach dookoła rezydencji. Odprawia on Brunettiego twierdzeniem, że plotki absolutnie nie są prawdziwe. Za jakiś czas spotykają się ponownie - niestety tym razem Lankijczyk jest martwy, został wyłowiony z jednego z kanałów, choć głębokie cięte rany na jego ciele jasno wskazują, że to nie był śmierć przypadkowa. Kto i dlaczego mu ją zadał?
“- Wiem, Dziękuję, Ettore, ale nie chcę, żeby był sam.
- On nie żyje, Guido - odparł lekarz, ale nie bez życzliwości w głosie.
- Wiem o tym. Wydaje mi się jednak, że zgodnie z wierzeniami buddystów dusza przez pewien czas pozostaje w pobliżu martwego ciała. Chciałbym, żeby nie czuła się samotna.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści dwa rozdziały (często dzielone na krótsze scenki) pisane z perspektywy komisarza Brunettiego w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego. Tym jednak, co ją wyróżnia, co ją charakteryzuje, jest styl, w jakim jest pisana - opisy są barwne i subtelnie poetyckie, plastyczne i bardzo namacalne, dzięki czemu wszystko, co przedstawiają staje czytelnikowi wyraźnie przed oczami. Co więcej, Donna Leon chętnie korzysta z podszytego sarkazmem humoru, ale robi to w sposób niezwykle umiejętny, inteligentny, przez co nawet potencjalnie obraźliwe zwroty czy fragmenty są po prostu zabawą językową i kulturową. Nie do końca wiem, jak autorka to robi, ale w jej prozie czuć pokorę i uwielbienie do życia jednocześnie. Jej dialogi prowadzone są z klasą, z wyczuciem, dobrze dostosowane są do postaci, pomiędzy którymi toczy się rozmowa. Język, jakim cała powieść jest pisana, przyjemnie nawiązuje do klasyki literatury, do dawnych powieści detektywistycznych, przez co od razu jasne jest, że i fabuła stawiać będzie na inteligentną zabawę, zagadkę, a nie na krwawość, brutalność zbrodni. Tu liczy się styl, tu liczy się elegancja, która staje się nośnikiem bardzo gorzkich, ale i trafnych uwag na temat naszego współczesnego społeczeństwa.
“(...) Alvise miał spędzać czas na komisariacie przy San Marco, gdzie mierzono się głównie z zaginięciami: turystami, którzy zgubili drogę lub dzieci, zaginionymi portfelami (zwykle kradzionymi), zaginionymi paszportami, starszymi ludźmi, którzy pogubili się we własnych umysłach, a także z zaginioną cierpliwością będącą przyczyną kłótni lub bójek, zgubionymi plecakami, które równie dobrze mogły zawierać bombę jak i drugie śniadanie, oraz utraconym czasem, gdy całą zmianę trzeba było poświęcić na problemy, którymi powinna się zajmować raczej opieka społeczna niż policja.”
Akcja powieści toczy się tempem spokojnym, w którym jest miejsce na wszystko - na pracę, na rodzinę, na samotne spacery ulicami Wenecji, na kawę w ulubionej restauracji czy wizytę u znajomego antykwariusza. To Wenecja po sezonie turystycznym, leniwa, spokojna, w której nie trzeba się nigdzie i po nic spieszyć. Już samo to napawa ogromnym spokojem, pozwala odetchnąć od naszego codziennego, wyniszczającego pędu.
“Powiedział mi, że zastanawia go, jak ludzie, którzy mają tyle wolności co my i takie bogactwa, mogą myśleć w taki sposób i chcieć to wszystko zniszczyć.”
Ale choć tempo akcji wycisza, to tematy, które swoją intrygą książka porusza, nie są jałowe, a wręcz przeciwnie - mimo że sięgają do tematów z przeszłości, do lat 80., to przez krzywdy, jakich dotyczą, nadal burzą krew. Jednak mimo iż historycznie oparte są o zdarzenia, które wstrząsnęły włoską społecznością, to tak naprawdę nie angażują czytelnika w rozgrywki polityczne, a raczej przemieniają tę historię w zagadnienia uniwersalne - i tak historia zamiast mówić o wojujących komunistach, opowiada o młodzieńczych ideałach, które wtedy wydawały się tak ważne, tak istotne, że niejeden człowiek popełniał niejedną głupotę. Nawet sam Brunetti, który nigdy nie osiadł w żadnej z grup wojujących w pełni, przypomina sobie swoje błędy młodości i teraz zderza je z sobą aktualnym - mężczyzną w średnim wieku. Czy to, co wydawało mi się wtedy tak ważne, teraz ma jeszcze jakieś znaczenie? Ale czy nie każde młode pokolenie musi mieć coś, przeciwko czemu może się buntować? Tylko gdzie przebiega ta granica naturalnego buntu, a czegoś, od czego nie ma już później odwrotu?
“- Lata osiemdziesiąte - powtórzyła Gloria nieobecnym głosem - gdy nadal obchodziły nas takie rzeczy jak sprawiedliwość. - Ostatnie słowo wymówiła z czymś podobnym do pogardy. - Ale nikomu nie udało jej się znaleźć.”
To jednak nie jedyne zagadnienie, jakie można wyłuskać z tej opowieści. Ważnym tematem jest wątek inności odmienianej przez wszystkie przypadki. I tak znaleźć tu można fragmenty o imigrantach, ale i o różnicach płci, o różnych orientacjach i podziałach klasowych. Nie są to tematy przewodnie, pojawiają się dosłownie na chwilę, ale każdy ujęty jest w punkt, tak że czytelnik zwyczajnie musi się na każdym z nich na moment zatrzymać.
“Profesor złożył przed sobą dłonie na biurku, a widok jego sygnetu nasunął Brunettiemu skojarzenie z baśnią, w której bohaterka spotyka złego wilka. Miał ochotę zakrzyknąć: “Och, profesorze, jak masz wielki sygnet!”, “To dlatego, by przypominać niższym klasom, gdzie ich miejsce”.”
A co z intrygą kryminalną? Jest, choć, jak w każdej chyba książce tej autorki, raczej jako pretekst do pogadania o tym, co istotne. Zagadka śmierci Lankijczyka pojawia się dopiero gdzieś w jednej trzeciej powieści i nawet od tego momentu nie jest prowadzona tak, jak jesteśmy do tego we współczesnych kryminałach przyzwyczajeni. Przede wszystkim opiera się na klasycznych założeniach rozmowy i dedukcji, niewiele jest tu superwspółczesnych technik prowadzenia śledztwa, choć przecież informacji pozyskiwanych za pomocą sieci czy badań techników nie brakuje. One jednak nie wydają się tak ważne jak instynkt komisarza, jak to coś, co kieruje jego uwagę w odpowiednią stronę… Intryga zawiązywana jest w tempie zgodnym do całej powieści, a w jej centrum nie stoją nie wiadomo jacy sadyści, a po prostu zwyczajni ludzie.
“Wiele lat temu Paola przeczytała Brunettiemu fragment powieści Dickensa, w której czarny charakter przy każdej okazji zapewniał z przekonaniem, że jest “sługą uniżonym”. Ten głos i manierę komisarz przez lata dopracował do perfekcji. Nie istniała osoba tak “uniżona”, żeby Brunetti nie potrafił stać się bardziej “uniżony”. Albo, jak sam to w duchu nazywał prześmiewczo, “uniżeńszy”.”
Jednym z nich jest oczywiście komisarz Brunetti, ozdoba całej serii, detektyw, który jest niesamowicie taktowny i dobrze zna ludzi, ich charaktery, dzięki czemu wie, jak prowadzić rozmowę, by osiągać jak najwięcej. To człowiek spokojny, inteligentny, stoik, który ułożył sobie życiowe priorytety – najważniejsi są dla niego ludzie, przede wszystkim jego rodzina, żona, dzieci, dla których zawsze ma czas, dla których zawsze o stałej porze wraca do domu. Czy to nie piękna odmiana od tego, co serwuje nam większość współczesnych kryminałów?
“Czy to, że mówił o osobie, którą kochał, sprawiało, iż historia stawała się ważniejsza i łatwiejsza do zapamiętania?”
Mówiąc o książkach Donny Leon nie można nie wspomnieć też o Wenecji. To miejsce akcji, to ono równie mocno co styl autorki, co sposób budowania zagadki, wpływa na odbiór powieści. Wędrówki jej uliczkami, przeprawy promem nadają jej odpowiedni rytm. Pogoda i urok, jakie można znaleźć w starych zabytkach opisywane w poetyckim zacięciem sprawiają, że można wręcz zachłysnąć się pięknem. Nie bez znaczenia jest też styl życia, charakter Wenecjan, którzy do życia podchodzą nieco inaczej niż Włosi - te stwierdzenia nieraz padają w żartobliwym ujęciu w rozmowach postaci, ale równocześnie właśnie dlatego nadając powieści bardzo małomiasteczkowy charakter. Miejsce akcji oddane w całym swoim pięknie jest równocześnie kontrastem do ludzkich grzechów, egoizmu, brzydoty dusz, nad którymi się pochylamy.
“Brunetti popatrzył w tę samą stronę, na niebo, które mógłby malować Tiepolo: pulchne chmury i fragmenty błękitu intensywnego jak kolor szaty Najświętszej Panny. Brakowało tylko kilku aniołów rozprostowujących skrzydła, zanim wylądują bezpiecznie na jednym z obłoków. Uradował się na ten widok i podziwiał to niebo jako obraz chwały, a nie oznakę przybycia wiatrów, które trafiły do Wenecji prosto z Turynu, niosąc ze sobą najbardziej zanieczyszczone powietrze w Europie.”
Mimo tego, że “Kto sieje wiatr” to powieść napisana współcześnie, we współczesnym świecie osadzona, na bardzo realnych jego problemach, to jednak podana w takim stylu, który na myśl przywodzi powieści klasyczne. Autorka nie potrzebuje fabule nadawać szybkiego tempa czy zaskakujących zwrotów akcji - wystarczy solidna obserwacja człowieka, jego zachowania i relacji z otoczeniem ujęta w lekko zadziornym, ale równocześnie pięknym literacko stylu, by uwagę czytelnika przyciągnąć w pełni. Donna Leon wie, jak historię prowadzić, by zwrócić uwagę na to, co ważne, a równocześnie dostarczyć tego, po co czytelnik po beletrystykę sięga - jej książka daje wytchnienie, pozwala na chwilę oddechu, ale nie na chwilę bezmyślną, bo to, co niesie, zawsze ma dużą wartość. W “Kto sieje wiatr” bazuje na kontrastach, na zderzeniach: młodych, górnolotnych ideałów z priorytetami dorosłego życia człowieka w średnim wieku, przepięknego miejsca z brzydotą, jaka może kryć się w człowieku żyjącym tuż obok nas, a może nawet nas samych? Piękna, mądra, inteligentna proza. Mogłabym ją czytać bez końca!
“Nadszedł najwyższy czas, by Brunetti porzucił te daty i frazy, złamane rozejmy i spalone miasta, i powrócił do żony i dzieci, ciesząc się świadomością, że to właśnie, a nie podboje, jest sensem jego życia.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach maratonu czytelniczego #brunettinatalerzu2 we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 08, 2026

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - patronacka recenzja premierowa

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - patronacka recenzja premierowa

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Świadek numer 8
Cykl: Eddie Flynn, tom 8
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller prawniczy
 
Steve Cavanagh to nazwisko, które warto zapamiętać - jego książki polecają najgłośniejsi i najbardziej cenieni autorzy powieści kryminalnych i sensacyjnych, a o nim samym mówi się jako o następcy Johna Grishama. Z zawodu jest prawnikiem, który to jeszcze kilka lat temu praktykował, jednak rosnąca popularność jego książek pozwoliła mu poświęcić się już tylko pisaniu. Na swoim koncie ma jedenaście powieści, które ukazały się na przestrzeni jedenastu lat i sprzedały się w ponad milionowym nakładzie w samej Anglii. Tłumaczony jest na blisko dwadzieścia pięć języków, a każda z jego powieści zdobyła bądź była nominowana do ważnych nagród gatunkowych.
Seria z Eddiem Flynnem zapewniła mu światową rozpoznawalność, to od niej rozpoczynał swoją karierę literacką w 2015 roku. Na ten moment liczy dziewięć tomów, z czego osiem ukazało się już w Polsce. Na jego rynku rodzimym na ten rok zapowiedziany jest tom kolejny. Warto też zaznaczyć, że na polskim rynku dopiero od roku poprzedniego seria jest w komplecie - to wtedy Wydawnictwo Albatros uzupełniło ją o trzeci brakujący tom pt. “Kłamca”, a my z tej okazji czytaliśmy całość w ramach maratonu czytelniczego #eddieflynnmaraton (klik!).
 
Nowy Jork. W bogatej dzielnicy, na Upper West Side przy Zachodniej Siedemdziesiątej Czwartej doszło do morderstwa. Zginęła kobieta, która choć była zamężna, nie miała wśród mieszkańców tej społeczności dobrej opinii - po cichu szeptano o jej romansach i rozwiązłości. Tej nocy, gdy wszyscy sąsiedzi byli tuż obok na prywatce, ktoś przyszedł do niej i trzema strzałami pozbawił ją życia. Świadkiem tego była Ruby Johnson, młoda dziewczyna, która urodziła się jako dziecko bogaczy tę ulicę zamieszkujących, jednak w skutek błędów ojca, została tych przywilejów pozbawiona - teraz sprząta i pilnuje dzieci jej mieszkańców. Jako osoba, z którą od zawsze było coś nie tak, nie reaguje jak każdy inny - nie dzwoni na policję, a sytuację postanawia wykorzystać inaczej…
Jakiś czas później policja dostaje anonimowy cynk o broni schowanej u znanego neurochirurga dziecięcego mieszkającej na tej ulicy, u Johna Jacksona, dobrego męża i ojca rodziny, u której Ruby pracuje. Dlaczego to właśnie on został w tę zbrodnię zamieszany, skoro twierdzi, że jest niewinny? To zadanie dla Eddiego Flynna, który wraz ze swoim zespołem będzie bronił go w sądzie.
“Sale sądowe to miejsce, gdzie trauma, ból i śmierć zderzają się ze sobą w wojnie na słowa.”
Książka rozpisana jest na prolog, trzy części i epilog. Każda z części rozdzielona jest na króciutkie, najwyżej kilkustronicowe rozdziały, których w sumie jest siedemdziesiąt, a każdy podpisany jest imieniem postaci, z perspektywy której jest pisany - ich rozkład jest naprzemienny, jednak to Eddie bezsprzecznie wiedzie prym. To jedyny bohater, który swoją relację zdaje czytelnikowi w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego, pozostałe postacie pisane są w trzeciej osobie czasu przeszłego i zaliczają się nie tylko do grona współpracowników Eddiego, ale i osób w jakiś sposób w sprawę wplątanych jak np. Ruby i zabójcy na zlecenie pana Christmasa. Styl powieści jest dobrze wyważony, autor zachowuje odpowiednie proporcje pomiędzy dialogami, opisami przeżyć wewnętrznych postaci, a uniwersalnymi spostrzeżeniami. Dialogi, szczególnie te prowadzone na sali sądowej, są błyskotliwe, a język codzienny, ale użyty tak, że książkę czyta się płynnie i z prawdziwą przyjemnością.
“Tony był dobrym człowiekiem. Jasne, był też kierowcą specjalizującym się w ucieczkach i płatnym zabójcą mafii (...), ale każdy ma swoje słabostki i dziwactwa.”
Akcja powieści toczy się tempem umiarkowanie dynamicznym, jednak dzięki naprzemiennej narracji czytelnik czuje, że cały czas coś się dzieje, coś, nad czym niekoniecznie jest w stanie zapanować - pojawia się sporo postaci o niejasnych motywach i celach, każdy stanowi osobną zagadkę do odkrycia, choć szczególną ciekawość podsycają dwie: to właśnie Ruby, dziewczyna z planem, którą im mocniej poznajemy, tym bardziej nas niepokoi; oraz pan Christmas, zabójca, którego kreacja dopracowana jest równie solidnie jak w podobnych postaciach w poprzednich tomach cyklu - wygląda na to, że autor lubi tworzyć enigmatyczne, acz piekielnie absorbujące czarne charaktery. Jednak mimo tego, że te dwie postacie ciekawość pobudzają najmocniej, to nie są jedyne warte uwagi – ją przyciąga też oskarżony i jego rodzina, którzy im dalej w fabułę, tym gorzej znoszą wszystkie oszczerstwa, jakich doświadczają, jak i ich sąsiedzi, bogacze, którzy lubują się w wystawnych przyjęciach i plotkach…
“W czasach wielkich zmartwień ludzi bolą mało ważne drobiazgi. Zapachy, jedzenie, pamiątkowe magnesiki na drzwiach lodówki (...). Małe mini lądowe, których czepia się umysł i które nagle wybuchają, rozrzucając po realnym świecie od dawna tłumione egzystencjalne emocje.”
Bo choć bazą powieści jest dobra intryga kryminalna, która wciąga i zaskakuje, to jednak nie tylko ona jest w tej powieści ważna. Poprzez kreacje postaci, ich relacje z otoczeniem, autor zwraca uwagę na różne oblicza rodziny. Jest rodzina Jacksonów, jest też i Ruby, która opiekuje się swoją schorowaną matką, jest też i Eddie i jego przybrana rodzina w postaci współpracowników, za którymi jest w stanie wskoczyć w ogień. Jak każda z nich radzi sobie w obliczu kryzysu? Jak funkcjonować dalej, gdy nad jednym z jej członków wisi śmiertelne niebezpieczeństwo? I jak wiele jesteśmy w stanie zrobić, by je swoim bliskim zapewnić? Autor doskonale gra fabułą, manipuluje czytelnikiem i swoimi postaciami prowadzi z nami grę, w której zyskanie przewagi nad przeciwnikiem to prawdziwa sztuka.
“Wszystko sprowadza się do ludzi. A dużo łatwiej jest zmanipulować grupę niż jednego człowieka.”
Jednak w powieści nie brakuje też tematów mniej uniwersalnych, a bardziej osadzonych w lokalnym społeczeństwie. W tej powieści autor skupia się na nowojorskiej policji, której działania czasami mocno przypominają wątki mafijne... A od policji już bardzo blisko do pytań o wymiar sprawiedliwości, o to, czy faktycznie chodzi w nim o prawdę, a może jednak o coś innego?
“(...) ten trwały system potrafi być niesłychanie plastyczny. Napędza go bowiem nie nasz konstytucja i nie prawa obowiązujące w poszczególnych stanach, lecz ludzie w władzy.”
Steve Cavanagh znany jest z zagmatwanych, poplątanych fabuł, które raz po raz czytelnika zaskakują. W tym tomie wprowadza sporo wątków pozornie ze sobą niezwiązanych, które oddziałują na czytelnika nieco inaczej, poruszają inne emocjonalne struny niż w tomach poprzednich. Za ciekawość odpowiada wątek Ruby i rodziny Jacksonów, to na nich oparta jest typowo prawnicza intryga kryminalna, która finał ma na sali sądowej. Jednak nie brakuje też i wątków prywatnych - Steve Cavanagh nieraz udowadniał, że nie zamierza oszczędzać swoich bohaterów i tym razem również tego nie robi. Tu Eddiemu grozi śmiertelnie niebezpieczeństwo, które wplątuje w fabułę wątki zabójcy na zlecenie. W tym tomie mamy więc tak naprawdę dwie sprawy, które zachodzą na siebie, przez które główny bohater jest obciążony jeszcze bardziej niż zwykle. A czytelnik bywa przebiegiem historii poruszany - nie będę ukrywać, że to kolejny tom, nad którym z oczu leciały mi łzy.
“Był to lament pełen bólu, żalu i rozpaczy, zawodzenie człowieka kompletnie załamanego. Ból jest czasem jak młyn do mielenia kości.”
“Świadek numer 8” to powieść prowadzona nieco spokojniejszym tempem w porównaniu do poprzednich tomów serii z Eddiem Flynnem, jednak nie wpływa to nie nią niekorzystnie - po prostu autor stawia na inne punkty fabularne powieści, które tutaj są szczególnie ważne. Napięcie budowane jest od środka - czytelnik zakłada, ale pewny nie jest, że oskarżony jest niewinny, a Ruby w swoich subtelnych gierkach, wykorzystującej pozycję niewidzialną w domach bogatych, długo stanowi zagadkę. Nie bez znaczenia jest też stała ekipa serii - to, jaką więź zbudował Eddie ze swoimi współpracownikami, jest naprawdę wzruszające, a jego stosunek do bliskości, która naraża innych na niebezpieczeństwo, utwierdza w przekonaniu, że to postać o właściwym kompasie moralnym, ale mimo to bardzo racjonalnym, a zatem akceptującym fakt, że Nowy Jork nigdy nie będzie miastem bez podejrzanych machlojek osób u władzy. To powieść, którą czyta się jednym tchem, której intryga wciąga, a zagrywki słowne bawią i zaskakują. Dobra porcja Eddiego, ale jako fanka serii nieustannie chcę więcej!

Moja ocena: 8/10
 
PS. Każdy tom serii z Eddiem Flynnem można czytać od pozostałych niezależnie.
 

Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 08, 2026

"Trucizna" Klaudia Muniak - zapowiedź patronacka

"Trucizna" Klaudia Muniak - zapowiedź patronacka
 Już za dwa tygodnie czołowa autorka thrillera medycznego w Polsce po raz pierwszy wyda swoją powieść w Wydawnictwie Dolnośląskim! "Trucizna" ukaże się na półkach księgarskich 22 kwietnia, a na jej okładce znajdziecie nie tylko logo Kryminału na talerzu, ale także kilka słów polecajki! 


W świecie wielkich pieniędzy i jeszcze większych ambicji każdy ma coś do ukrycia, a najbardziej niebezpieczne reakcje zachodzą nie w probówkach, lecz w ludzkich umysłach i sercach.
Na katowickim osiedlu znaleziono martwą młodą kobietę. Początkowo policja sądzi, że biotechnolożka Malwina Orłowska mogła paść ofiarą seryjnego mordercy. Jednak wyniki sekcji zwłok zdają się wykluczać tę teorię.
Śledztwo wiedzie do miejsca zatrudnienia Orłowskiej – nowoczesnej firmy biotechnologicznej, która prowadzi prace nad przełomowym produktem. Niestety, zebrane tam tropy okazują się niewystarczające, by wykryć sprawcę. Sprawa utyka w miejscu.
Dopiero gdy do akcji wkracza dociekliwa laborantka kryminalistyczna Julia Przybysz, pojawia się nadzieja na przełom. Kobieta łączy wątki i dostrzega szczegóły niewidoczne na pierwszy rzut oka. Mimo jej wysiłków wkrótce ginie kolejna osoba powiązana z projektem.
To pierwszy tom nowej serii z laborantką kryminalistyczną Julią Przybysz, kobiety ze skomplikowaną przeszłością, która odbija się mocnym echem na jej relacjach ze współpracownikami... Jednak to nie ona stoi w centrum, a intryga kryminalna, która zaprasza czytelnika w mroczne zakątki niewielkiego, ale tworzącego przełomowy produkt laboratorium. Już na start dostajemy mocny akcent - to od perspektywy mordercy zaczyna się cała opowieść... A choć z biegiem lektury jego relacja pojawia się zaledwie kilka razy, to jednak nadaje lekturze złowrogi wydźwięk! Zaintrygowani? Polecam wpisać "Truciznę" na listę książek, które muszą zagościć w Waszej biblioteczce! 


Autorka: Klaudia Muniak
Tytuł: Trucizna
Cykl: Julia Przybysz, tom 1
Data premiery: 22.04.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść kryminalna / thriller medyczny

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


We współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!


kwietnia 07, 2026

"Don Cavelli i sycylijska modlitwa" David Conti

"Don Cavelli i sycylijska modlitwa" David Conti

Autor: David Conti
Tytuł: Don Cavelli i sycylijska modlitwa
Cykl: Don Cavelli, tom 2
Tłumaczenie: Saga Egmont
Data premiery: 18.03.2026
Wydawnictwo: Saga Egmont
Liczba stron: ok. 180
Audiobook: ok. 7h audio, czyta Piotr Grabowski
Gatunek: thriller / powieść sensacyjna
 
David Conti to włoski autor serii z Donem Cavellim, profesorem historii mieszkającym w Watykanie. Aktualnie na rynku zagranicznym dostępne jest dziewięć tomów, na polskim ukazały się dwa - w 2025 roku “Don Cavelli i ostatni papież” i teraz “Don Cavelli i sycylijska modlitwa”. Obydwie książki można czytać od siebie niezależnie, obydwie dostępne są tylko w wersji cyfrowej.
Autor serii, który tworzy ją w języku niemieckim, spędził w Rzymie większość swojego życia. Przed rozpoczęciem kariery pisarskiej przez kilka dekad pracował w międzynarodowej instytucji z placówką właśnie w tym mieście.
 
Jeden z czterech bossów sycylijskiej mafii właśnie zmarł. Niedługo po jego pogrzebie do DIA (włoskiego antymafijnego wydziału śledczego) odezwała się jego żona oferując własne zeznania w zamian za zapewnienie jej bezpieczeństwa, a jej zdaniem jedynym miejscem, które na ten moment ten warunek spełnia, jest Ziemia Święta w Watykanie. Po konsultacji ze Stolicą Apostolską, Theresa Canova dostaje azyl w upragnionym Watykanie, ale choć początkowo wyglądało na to, że nikt jej przejazdu nie śledził, szybko okazuje się, że pozostałe trzy głowy mafijnej rodziny tak łatwo nie odpuszczą - już jej śladem wysłali zabójców na zlecenie. Jak jednak uda im się dostać do Watykanu? I w jaki sposób profesor historii Don Cavelli wplącze się w tę sprawę?
 
Książka rozpisana jest na prolog, trzy księgi i epilog, a na samym jej końcu autor dodatkowo zamieścił krótkie posłowie wyjaśniające co w jego powieści jest prawdą, a co fikcją. Księgi rozpisane są na krótkie rozdziały, w sumie jest ich 56. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku naprzemiennych perspektyw: Dona Cavelliego, funkcjonariusza DIA oraz zbirów wysłanych z ramienia mafii. Język, jakim autor się posługuje jest łatwo przyswajalny, dialogów jest sporo, a opisy często zawierają dużą dawkę ciekawostek i historii. Dla polskiego czytelnika wyzwaniem mogą okazać się włoskie nazwiska, które szczególnie w audiobooku mogą się mylić, wystarczy jednak odpowiednie skupienie, by tego uniknąć. Niestety uniknąć nie da się błędów, jakie zostały popełnione w polskim tłumaczeniu - nie tylko są momenty, w których tekst wypada koślawo, a wręcz czasami jest po prostu błędny (np. pojawia się odmiana przez przypadki, jakiej w języku polskim nie ma).
 
Intryga powieści ułożona została typowo sensacyjnie, a zatem jest ktoś, kto ucieka, jest ktoś, kto goni, jest trochę pościgów, chowania się i prób przechytrzenia jednych przez drugich. Akcja zawiązuje się na pierwszych stronach w tempie spokojnym, jednak, gdy do Watykanu przejeżdżają zabójcy na zlecenie, zaczyna gnać do przodu i stałe tempo utrzymuje do samego końca. Mimo tej typowości fabularnej, autor akcję prowadzi na tyle sprawnie, że subtelne napięcie jest momentami wyczuwalne, a twisty, szczególnie finalny, nieźle zaskakują.
“Większość ludzi nigdy w życiu nie zetknęła się z mafią i w zasadzie żyła tak, jakby jej nie było. A jednak istniał ten równoległy świat, w którym w każdej chwili działy się przerażające rzeczy. Ten świat nie był nawet szczególnie odległy, jak na przykład Korea Północna, był wszędzie, tuż za rogiem, gdzie jakiś biedny właściciel pubu musiał zapłacić za ochronę. A jednak przeciętny człowiek żył w kompletnej nieświadomości.”
Tym jednak, co najlepsze w całej powieści jest to, jak autor dobrze wplata fabułę w miejsce akcji. Watykańskie uliczki i zakamarki budynków, tajne przejścia dostępne tylko dla wtajemniczonych, a nawet rzymski park, który zaskakuje dziwnymi rzeźbami są wykorzystane w stu procentach, by skutecznie uatrakcyjnić fabułę. Widać, że Rzym i Watykan to miejsca, które autor zna, z którymi praktykami jest całkowicie obeznany, bo w powieści co krok natknąć można się na kolejne ciekawostki związane z dwoma przewodnimi tematami powieści: Watykanem i mafią.
“Trzeba zdać sobie sprawę, że Kościół katolicki jest jedyną instytucją, która istnieje od ponad dwóch tysięcy lat. Proszę wejść na stronę Watykanu. Czy znają państwo jakąkolwiek inną organizację, która ma funkcję wyszukiwania umożliwiającą sortowanie według wieków? Kościół nie tylko zachował wszystko, ale także zadbał o to, by nic nie zginęło w przyszłości.”
A choć te dwa tematy mogą wydawać się na pierwszy rzut oka całkowicie od siebie różne, to jednak autor znajduje w nich wspólny mianownik - jest nim religijność mafiosów. Całą swoją intrygę opiera na tym oksymoronie, wyjaśniając zasady jego wieloletniego funkcjonowania i zasad, według których udaje im się to wszystko pogodzić. A skoro można pogodzić mordowanie ludzi z głęboką katolicką wiarą, to czy nie można pogodzić tak naprawdę wszystkiego?
“(...) człowiek wślizguje się w to kawałek po kawałku, robi ustępstwo tutaj, jakoś usprawiedliwi coś tam lub zamyka oczy na coś innego. Tacy są ludzie. Wszyscy.”
W podobnie usiany ciekawostkami sposób zbudowana jest postać Dona Cavelliego, który ze względu na rodzinne korzenie jest jedną z niewielu osób na Ziemi, które mogą mieszkać w Watykanie. Podoba mi się to, że ten bohater nie jest opatrzony nie wiadomo jakimi zdolnościami, a jego udział w intrydze zdaje się mocno przypadkowy - ot, przez swoją rzetelność i spostrzegawczość wplątuje się w mafijną aferę. Same kreacje postaci, czy to Dona Cavelliego czy innych nie są specjalnie mocno dopracowane, ale ramy powieści sensacyjnej tego przecież nie wymagają - najważniejsze, by czytelnik wiedział kto jest dobry, a kto zły, a to jest dobrze zaznaczone.
“W takich chwilach zdawał sobie sprawę, jak bardzo był pod wpływem Watykanu. Tam również ludzie unikali radykalnych zmian i woleli wprowadzać małe modyfikacje - wystarczająco duże, by tymczasowo rozwiązać problem.”
Podsumowując, “Don Cavelli i sycylijska modlitwa” to z jednej strony typowo rozrywkowa pozycja sensacyjna, z drugiej jednak powieść, w której autor zgromadził sporą ilość ciekawostek na temat dwóch głównych organizacji łączących się w tej powieści w jedną intrygę: sposobu funkcjonowania mafii z tajemnicami i zasadami Watykanu. Co więcej te ciekawostki wymuszają kilka refleksji - na temat tego, jak łatwo dopasować religię do własnych celów, jak łatwo zasady interpretować tak, by sumienie było czyste, mimo przemocy, do jakiej dochodzi na co dzień. Choć intryga nie jest mocno zagmatwana (w końcu niewielkie rozmiary powieści na to nie pozwalają), to jednak autor tak dobrze uwzględnia miejsce akcji, że całość wypada przyjemnie i ciekawie. Szkoda tylko, że polskie wydanie nie zostało dopracowane pod kątem językowym, co niestety nieznacznie zakłóca odbiór całości.
 
Moja ocena: 6,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawcą Saga Egmont.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!