czerwca 19, 2026

"Skwer Krwawiącego Serca" Elly Griffiths

"Skwer Krwawiącego Serca" Elly Griffiths

Autorka: Elly Griffiths
Tytuł: Skwer Krwawiącego Serca
Cykl: Harbinder Kaur, tom 3
Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgärd
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: powieść kryminalna
 
Elly Griffiths narodziła się niecałe dwadzieścia lat temu w Norfolk. To tam Domenica de Rosa spacerowała po mokradłach Titchwell Marsh ze swoim mężem, który właśnie przebranżowił się na archeologa. Podczas ich wędrówki opowiedział jej o dawnych wierzeniach związanych z tym miejscem, a to zasiało ziarno w płodnym umyśle pisarki - tak powstała jej pierwsza powieść kryminalna “Szlak kości”, początek cyklu z archeolożką Ruth Galloway, który przyniósł jej światową sławę. Autorka jednak na koncie miała już cztery książki obyczajowe, zatem by gatunki swojej twórczości rozróżnić, za namową swojej agentki, przybrała pseudonim literacki Elly Griffiths.
A choć teraz na koncie ma ponad trzydzieści powieści, kilka cykli kryminalnych i nagrody literackie, to jednak polski rynek cierpi na niedostatek jej twórczości. W 2011 roku ukazały się u nas dwa pierwsze tomy z Ruth Galloway, by dopiero po dwunastu latach, już pod szyldem Wydawnictwa Albatros, autorka pojawiła się ponownie z jednym z najnowszych jej cykli - z detektywką Harbinder Kaur.  W 2023 ukazały się dwa pierwsze tomy: “Piekło jest puste” i “PS. Dzięki za zbrodnie”, po czym znowu przyszło nam czekać aż trzy lata na kolejny tytuł - tom trzeci pt. “Skwer Krwawiącego Serca”, choć na rynku angielskim wydany był już kilka lat temu, a w  międzyczasie autorka zdążyła wydać kilka kolejnych powieści i rozpocząć kolejne cykle. Oby w końcu przyszedł czas na polską karierę Griffiths - po lekturze “Skweru Krwawiącego Serca” zdecydowanie mam ochotę na więcej!
 
Londyn, druga połowa września 2019 roku. Zbliżająca się do czterdziestki Angielka hinduskiego pochodzenia Harbinder Kaur w stopniu detektyw inspektor właśnie rozpoczęła pracę  w wydziale śledczym Policji Metropolitalnej, gdzie kieruje całym zespołem dochodzeniowym. To dla niej spory awans, ale też duże wyzwanie - dopiero co przeprowadziła się do Londynu z niewielkiej miejscowości, gdzie zostawiła całą swoją rodzinę i wszystkich znajomych. Traf chce, że jej pierwsza sprawa od razu okaże się śledztwem dużego kalibru, które przyciągnie uwagę krajowych mediów. Na zjeździe absolwentów w ekskluzywnym liceum Manor Park dochodzi do podejrzanej śmierci - to znany polityk, który dwadzieścia jeden lat temu zdawał w tym miejscu maturę. Teraz ze śladami białego proszku pod nosem znaleziony został martwy w łazience - przedawkowanie? Jego dawni szkolni znajomi wraz z policjantką Cassie, która nie tylko należała do tego samego rocznika, ale też trzymała się ze zmarłym w jednej paczce, wykluczają możliwość, by polityk w ogóle zażywał narkotyki. Badania medyczki sądowej to potwierdzają - to było upozorowane morderstwo. Kto go zabił? Trop zdaje się prowadzić do przeszłości, do dnia, w którym po zdanych maturach zginął w wypadku na stacji kolejowej jeden z nich… Czy paczka z Manor Park właśnie od tej chwili była przeklęta?
 
Książka rozpisana jest prolog, 47 rozdziałów i epilog. Każdy rozdział podpisany jest imieniem jednej z trzech bohaterek, której perspektywę poznajemy oraz dniem tygodnia, o ile ten ulega zmianie. Rozdziały nie są pisane jednym ciągiem, często dzielone są na krótsze fragmenty. Narracja powieści prowadzona jest trzeciej osobie czasu teraźniejszego przez Harbinder oraz w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Cassie i Annę, dwie kobiety, które kiedyś należały do Grupy, czyli paczki nastolatków, do której zaliczał się też zmarły polityk. Narracja obydwu kobiet przeplata współczesne zdarzenia w wspomnieniami z przeszłości, narracja Harbinder jest skupiona na tu i teraz, na ważnym, pierwszym śledztwie, jakie w nowym miejscu prowadzi. Styl powieści jest lekki i spokojny, nawiązuje do klasyki gatunku powieści detektywistycznej, w której nie mrok zbrodni był najważniejszy, a zagadka i lekko podszyty humorem sposób jej przedstawienia. W tekście pojawiają się też nawiązania, a nawet dokładne cytaty do dzieł literackich, klasyki literatury, co prawdopodobnie jest cechą całego cyklu - tytuł tomu pierwszego zaczerpnięty był przecież z Szekspira, z “Burzy”, która i w tym tomie się przewija. Nie utrudnia to jednak lektury, wypada całkiem naturalnie, co daje wrażenie, że autorka jest bardzo dobrze zakorzeniona w historii literatury i historii Anglii (również takie wzmianki są od czasu do czasu zauważalne). Widać, że język w tej powieści jest ważny, słowa dobierane są tak, by uzyskać odpowiedni efekt, cały czas zachowując stylistyczną klasę.
“- Cześć, szefowo.
Harbinder uwielbia, kiedy tak się do nie zwracają. Chętnie wgrałaby to powitanie zamiast dzwonka swojej komórki.”
Mimo że “Skwer Krwawiącego Serca” to już trzecia książka z Harbinder Kaur, to jednak pisana jest tak, by dało się ją czytać jako powieść oddzielną. I dla mnie właśnie ten tytuł był pierwszym spotkaniem z tą bohaterką i tą autorką - nie czułam się w żaden sposób poszkodowana, niczego mi nie brakowało, choć przyznam, że główna bohaterka zaciekawiła mnie na tyle, że faktycznie chciałabym z czasem do dwóch poprzednich tomów wrócić. Niemniej jednak nie czułam, żeby coś mnie ominęło - poznałam Harbinder w momencie, w którym i ona rozpoczyna nowy etap swojego życia, po raz pierwszy opuściła rodzinne okolice, po raz pierwszy mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, a nie z własnymi rodzicami. To bohaterka przyjemna i ciekawa - Angielka hinduskiego pochodzenia o homoseksualnej orientacji, nie do końca pewna społecznie, ale doskonale znająca się na swojej pracy. Harbinder urzekła mnie swoim podejściem, poczuciem odpowiedzialności, a równocześnie potrzebą nawiązania z kimś bliższych, przyjacielskich relacji. Dzięki temu, że właśnie teraz trafiła do Londynu, czytelnik może odkrywać te miasto wraz z nią, a równocześnie poznać jej przeszłość, kiedy porównuje to, co ma teraz, do tego, co znała wcześniej. Co więcej, poprzez swoje pochodzenie i orientację bohaterka zwraca uwagę na wielokulturowość współczesnej Anglii, jak i wszystkie przejawy dyskryminacji - sama jest wyczulona na tym punkcie, sporo w tym temacie zauważa.
“- Typowe - zauważa Kim. - Mężczyzna traci panowanie nad sobą, ale kobieta jest zła jak osa.
- Nie ja ustanawiam zasady, Blondie - odpowiada Jake.
- Prawdopodobnie ustanawiasz. Bo reprezentujesz patriarchalny porządek - mówi Harbinder.”
Harbinder prezentuje spojrzenie na zagadkę kryminalną z zewnątrz, Cassie i Anna od środka. A choć obydwie należały do tej jednej Grupy, to przedstawiają dwa różne spojrzenia, dwie perspektywy na teraz i wtedy - bo w końcu na porównaniach przeszłości do teraźniejszości mocno ta intryga się opiera. Dwadzieścia jeden lat to dużo czasu na ułożenie sobie życia, założenie rodziny, zrobienie kariery, z czego członkowie Grupy ewidentnie korzystali. Poza nimi dwiema znajdują się tam politycy, muzyk i aktorka. To zderzenie ich dawnych marzeń i oczekiwań z tym, co faktycznie udało im się osiągnąć. Po tylu latach od rozstania w końcu wszyscy spotykają się ponownie - i tak jak dwadzieścia jeden lat temu, ktoś w czasie ich spotkania ginie. Przypadek?
“(...) za tymi brzydkimi ceglanymi murami kryło się takie bogactwo wspomnień, dobrych i złych, że nie mogłam się nadziwić, jakim cudem to wszystko nagle nie stanęło samoistnie w płomieniach, tak jak w filmach grozy domy zbudowane na wiekowych cmentarzach.”
Poprzez wracanie bohaterek to wspomnień z czasów licealnych możemy przyjrzeć się funkcji pamięci - dzięki dwóm perspektywom z dawnych lat jesteśmy w stanie dostrzec, że jedno zdarzenie może być interpretowane, zapamiętane na różne sposoby, a to, co po latach zostaje w pamięci, niekoniecznie zawsze musi być prawdą. Ponadto pojawia się temat traumy, tego w jaki sposób ona oddziałuje na pamięć, zapis tego, co było. To często poruszany motyw w literaturze, a jednak za każdym razem równie fascynujący.
“Pamięć jest dynamiczna, nieustannie podlega aktualizacji.”
Sama intryga bazuje na klasycznych założeniach gatunku - ważni są przede wszystkim ludzie w sprawę zaangażowani, zatem historia nabiera cech obyczajowych. Ich relacje, ich reakcje, sekrety, jakie skrywają, rozczarowania, których nie chcą okazać, są bazą, z której zbudowana została zagadka. Tempo akcji zatem nie jest szybkie, a uwaga skupia się na świadkach i kolejnych badanych tropach. I tych jest kilka - sprawa z przeszłości, polityczne zawiłości i listy, które zmarły dostawał, dają spore pole do manewru, a równocześnie rozpraszają uwagę śledczych - za którym tropem podążyć? Autorka raz po raz podsuwa jakieś tropy, choć nie do końca rozwija ich potencjał, podobnie jest z zakończeniem, po którym oczekiwałam czegoś więcej, efektu wow, spojrzenia na całą opowieść od kompletnie innej, acz nadal bardzo bliskiej całej fabuły strony.
“Kiedy długo żyjesz w strachu przed czymś, a ktoś w kilku słowach uwalnia cię od tego strachu, czujesz się dziwnie poirytowany.”
Te niedociągnięcia jednak neutralizuje klimat i miejsce powieści. Poruszamy się tu po Londynie, w którym dzielnice wielkich sław leżą tuż przy dzielnicach, w które strach się zapuszczać. Wielkie luksusowe domy kontrastują z małymi mieszkalnymi klitkami, a współczesna wielokulturowość miasta świetnie kontrastuje z cytatami i gatunkowym nawiązaniem do klasyki. Bogate dzieciaki, które wyrosły na znane osobistości funkcjonują tuż obok tych niewidzialnych, prowadzących zwyczajne, pełne codziennych trosk życia.
“Czas jechać do pracy, myśli Harbinder. Unosi rękę, gdy na światłach zatrzymuje się taksówka. Ilekroć to robi, zawsze ma wrażenie, że gra w filmie.”
Elly Griffiths w “Skwerze Krwawiącego Serca” sprawnie połączyła kilka elementów: klasykę gatunku z portretem współczesnego Londynu, wizję nastolatków wkraczających w dorosłe życie z postaciami wchodzącymi w wiek średni. Bardzo spodobał mi się sposób narracji - spokojny, elokwentny, niewymuszony, w odpowiednich momentach wykorzystujący ironię. Polubiłam też sposób kreacji postaci, przede wszystkim Harbinder, która zachowuje się, jak klasyczny detektyw (a przynajmniej się stara), a jednak jest kobietą bardzo nowoczesną. Choć rozwiązanie intrygi kryminalnej nie do końca sprostało moim oczekiwaniom, to nie uważam, że jest to coś, co przekreślałoby całą książkę, której spokojny sposób prowadzenia fabuły i skupienie na człowieku bardzo mi odpowiadały. Z pewnością nie było to moje ostatnie spotkanie z prozą Elly Griffiths!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 18, 2026

"Kłamstwa między nami" Jen Bray

"Kłamstwa między nami" Jen Bray

Autorka: Jen Bray
Tytuł: Kłamstwa między nami
Tłumaczenie: Magdalena Sommer
Data premiery: 10.06.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller psychologiczny / dramat rodzinny
 
“Kłamstwa między nami” to debiut literacki Jen Bray, do którego przygotowywała się od dawna. Kilkanaście lat literackich prób i błędów i osiemnastoletnia kariera dziennikarska w końcu zmotywowały ją do tego, by to zrobić - pokazać się światu jako autorka powieści kryminalnych. Na ten moment książka dostępna jest tylko na rynkach anglojęzycznych i polskim, w przyszłym roku ukazać ma się również w Niemczech. Autorka już teraz wspomina o pomysłach i pracy nad swoją drugą powieścią.
 
Czasy współczesne, kwiecień, południowo-wschodnie wybrzeże Irlandii, małe rybackie miasteczko Dunmore East, gdzie matka Lucy, Tary i Susanny ma niewielki domek pod wynajem, do którego tak naprawdę od czasów dzieciństwa dziewczynek nigdy nie przyjeżdżali. Teraz Susanna zabiera tam Lucy - mówi coś o wspólnej kolacji, szykuje cztery nakrycia. Zanim jednak wyjaśni Lucy, co to wszystko ma na celu, ktoś ją odwiedza, mężczyzna, z którym zaczyna się kłócić. Potem wychodzi, zanim jednak to zrobi, każe Lucy pozamykać dobrze drzwi i okna i nie ruszać się z miejsca. Problem w tym, że nie wraca, a kolejnego dnia w mediach pojawia się informacja o morderstwie w okolicy klifu tuż przy ich lokalizacji. Czy to może być Susanna? Co stało się poprzedniego wieczoru i po co starsza siostra ją tutaj ściągnęła? By rozwiązać zagadki teraźniejszości, Lucy będzie musiała odkryć historię ich rodziny sięgającą nie tylko jej własnej tragedii sprzed kilkunastu lat, ale i dalej - do czasu ostatnich rodzinnych wakacji w tym miejscu.
"(…) Jesteśmy zakładniczkami tego, co było (…). Nie możesz oczekiwać innej przyszłości, jeśli nie rozliczysz się z przeszłością."
Książka podzielona jest na trzy części i epilog. Części rozpisane są na pięćdziesiąt cztery krótkie, kilkustronicowe rozdziały, których akcja toczy się naprzemiennie: współcześnie, w Nowym Jorku roku 2011 i w Dunmore East w 1983 - czasy przeszłe zawsze na początku rozdziału są podpisane. Narracja historii współczesnej prowadzona jest w pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Lucy, a przeszłości w trzeciej osobie również czasu teraźniejszego. Zdarzenia toczące się w Nowym Jorku pisane są z perspektywy kilku postaci, zdarzenia z 1983 przede wszystkich z perspektywy matki sióstr. Poprzez zaplątanie intrygi w przeszłość historia nabiera spokojnego, melancholijnego rytmu, a skupienie koncentruje się nawet nie tyle na samych zdarzeniach, co na emocjach, wspomnieniach i pamięci postaci. Język, jakim powieść jest pisana, jest bardzo przystępny, zarówno dialogi, jak i wewnętrzne przemyślenia postaci wypadają bardzo naturalnie. W tekście czasami pojawiają się fragmenty wiadomości, co jest odpowiednio zaznaczone. To wszystko składa się na książkę, którą czyta się łatwo, szybko i przyjemnie.
 
Mocny kryminalny akcent, od którego rozpoczyna się historia, zdaje się być tylko pretekstem, by odkryć przeszłość, sekrety i niedopowiedzenia, jakie narosły w tej jednej rodzinie przez lata. Bardzo szybko zatem narracja kieruje się w stronę dramatu rodzinnego i dwóch zdarzeń, wokół których na przestrzeni lat wyrósł mur milczenia i tajemnicy. To on powoduje emocje toksyczne - poczucie winy zbudowane na samych domysłach i oscylujące wokół egocentryzmu człowieka, bo przecież czyż nie jest tak, że osoby wrażliwe to siebie widzą jako przyczynek nieszczęść narastających dookoła? Tak jest z Lucy, późnym dzieckiem w tej rodzinie, jedyną z całej trójki, która wymagała zawsze opieki szczególnej przez synestezję dotykową, na którą cierpi. Wątek tej przypadłości wprowadza w historię ciekawy element fabularny i emocjonalny - poprzez niego empatia staje się zjawiskiem fizycznym, co wpływa na sposób funkcjonowania bohaterki. Jednak to nie jedyny powód jej obniżonego poczucia własnej wartości, a poprzez tę opowieść powoli, acz skutecznie będziemy docierać do sedna problemu.
“(...) tkwię uwięziona w pułapce tego, kim jestem, przeszłość i teraźniejszość walczą o moją uwagę.”
Choć Lucy przez narrację pierwszoosobową wydaje się czytelnikowi najbliższa, to jednak nie tylko ona zasługuje na uwagę. Tuż za nią ląduje Susanna, najstarsza siostra, pewna siebie, samowystarczalna, kobieta, która tak łatwo zawsze przejmuje ster i dba o swoją karierę - jest nagradzaną pisarką, która podporządkowała swoje życie tworzeniu opowieści, która poświęciła dla tego sukcesu wiele. Poprzez jej postać autorka ma szansę wpleść trochę motywów oscylujących wokół tworzenia literatury i priorytetów, bez których trudno jest współcześnie coś osiągnąć, a które mimo wszystko tak łatwo zacierają właściwe granice.
"Zawsze wydawało mi się, że istniało jakieś „przedtem”, gdy nasza rodzina była idealna jak na obrazku, i „potem”, gdy wszystko się popsuło.”
Trzecia, środkowa siostra wydaje się czarną owcą rodziny. Zbuntowana, kiedyś i teraz żyjąca na przekór, trzymająca się złych emocji, które utrudniają jej bliskie relacje z siostrami. Jej z całej trójki poświęcamy najmniej uwagi, a jednak przez tę swoją zadziorność i nieobecność jej rola w fabule mimo wszystko jest znacząca i wyrazista.
"Nasza rodzina miała życie przede mną.”
Każda z postaci otoczona jest kłębkiem toksycznych emocji, każda zdaje się odgrywać rolę, w jakie lata temu dały się wtłoczyć, a przez brak komunikacji pozwoliły frustracji, niedopowiedzeniom i szufladkowaniu narastać. Relacje siostrzeńskie przeplatane są zawiłością związków małżeńskich i to w dwóch perspektywach - teraz i kiedyś. Dlaczego w imię miłości tak łatwo idziemy na ustępstwa, zapominamy o swoich potrzebach, zatracamy się w drugiej osobie, a gdy orientujemy się, że jednak i my jesteśmy ważni, bardzo często okazuje się, że na zmiany jest już za późno?
 
No właśnie, wszystko sprowadza się tak naprawdę do decyzji. Błahych, podejmowanych w biegu, pod wpływem emocji, które nagle okazują się punktem zmieniającym całą przyszłość. Decyzji, których często się wstydzimy, które skrywamy, a to właśnie jest baza pod mur, z którego wyrastają toksyczne relacje pełne poczucia winy i niezrozumienia.
"(…)  zastanawiam się nad nieprzewidzianymi konsekwencjami pozornie prostych wyborów. Jak wybory podjęte pod wpływem impulsu mogą wszystko zmienić."
Cała ta opowieść toczy się na tle małej, irlandzkiej nadmorskiej wioski, gdzie życie płynie inaczej niż w Dublinie. Bliskość natury, surowość krajobrazu, który z daleka zdaje się piękny, a z bliska może okazać się zabójczy, wprowadzają ciekawy nastrój, tworzą dobre tło uwidaczniające ostre rysy rodzinnych relacji.
"Patrzysz na to z perspektywy osoby dorosłej. Przypomnij sobie, jak to jest być dzieckiem."
No koniec wróćmy do samej budowy powieści. Akcja prowadzona jest tempem spokojnym, w którym wspomnienia i refleksje zdają się liczyć mocniej niż to, co dzieje się teraz. Autorka dobrze czytelnika przez historię prowadzi - kończy rozdziały w odpowiednich miejscach, sprawnie korzysta z przeskoków czasowych tak, by czytelnik cały czas na coś oczekiwał. Jedne tajemnice narastają, inne się częściowo wyjaśniają, a intryga z kartki na kartkę robi się coraz bardziej rozbudowana. Jedynie samo zakończenie łatwo wpada w schematy, jest szybkie i zaskakująco sensacyjne jak na tak refleksyjny, podszyty mocnym wątkiem obyczajowym thriller.
 
Podsumowując, “Kłamstwa między nami” to dobry przedstawiciel gatunku thrillera psychologicznego, w którego centrum stoi rodzina. Jen Bray z dużym wyczuciem przygląda się trudnym emocjom, jakie w tej podstawowej komórce społecznej narastają, jak łatwo przemilczenia i uniki tworzą mur trudny do przebicia, a równocześnie zbroję, która po odpowiednio długim czasie zaczyna nas definiować. Ciekawa cecha jednej z bohaterek, wątek literacki i piękne surowe tło południowej Irlandii dodają historii charakteru, a przyjemnie prowadzona narracja zapewnia płynność i lekkość lektury. Debry debiut, dobra rozrywka, która zmusza do kilku refleksji - to thriller psychologiczny, jaki lubię. Czekam na więcej!
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w papierze dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 17, 2026

"Zbrodnia, której nie było" Katarzyna Gacek

"Zbrodnia, której nie było" Katarzyna Gacek

Autorka: Katarzyna Gacek
Tytuł: Zbrodnia, której nie było
Cykl: Jaśminowy Dwór, tom 2
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 368
Gatunek: kryminał cosy crime
 
Katarzyna Gacek po skończonej psychologii wzięła się za… pisanie. Jest autorką scenariuszy polskich seriali telewizyjnych i filmowych, jak i powieści obyczajowych, kryminalnych i skierowanych do młodszego czytelnika. Swoją karierę literacką rozpoczynała w duecie z Agnieszką Szczepańską w 2008 roku, a dopiero dekadę później debiutowała solo z “W jak morderstwo”, które trzy lata później doczekało się ekranizacji. Na ten moment w dorobku literatury kryminalnej skierowanej do dorosłego czytelnika jest autorką trzech cykli: z Magdaleną Borowską, Agencja Detektywistyczna Czajka i Jaśminowy Dwór, co razem daje jej osiem powieści. Dwa pierwszy cykle zamknięte zostały w trylogii, zobaczymy, czy taki los czeka też Jaśminowy Dwór. Na ten moment liczy on dwie powieści: “Wypadek? Nie sądzę” (recenzja - klik!) z 2025 roku i “Zbrodnia, której nie było”, która ukazała się na polskim rynku właśnie teraz.
 
Do Nałęczowa zawitało lato. Gabriela Cybulska, która na prośbę rodziców kilka miesięcy temu przyjechała wspomóc ich w prowadzeniu pensjonatu Jaśminowy Dwór, teraz zdaje się coraz lepiej odnajdywać w nowej codzienności, ból po stracie męża już nie odbiera jej tchu, powoli też zaczyna patrzeć z nadzieją w przyszłość. Zresztą życie w spokojnym Nałęczowie nie stawia przed nią wielu wyzwań, ma więc czas, by z wszystkimi zmianami dobrze się oswoić. Pewnego wieczoru zaproszona przez przyjaciółkę Gosię udaje się na spotkanie lokalnego klubu książki. Gabi jest potrzebna jako ekspertka - ma na chorwacki kryminał spojrzeć okiem byłej policjantki. Kiedy kilka dni później w wypadku samochodowym ginie jej lekarka, Gabi zaczyna dostrzegać detale, które śledczy przegapili - czyżby to nie był wypadek, a dokonane z zimną krwią, okrutne morderstwo? Morderstwo, które mógł zapoczątkować wieczór z członkami Klubu Książki?
 
Książka rozpisana jest na prolog i 59 kilkustronicowych rozdziałów pisanych w większości z perspektywy Gabrysi w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego, która równie mocno skupia się na zdarzeniach, co na przeżyciach wewnętrznych głównej bohaterki i towarzyszących jej postaci. Styl powieści jest prosty, klarowny, zdania są krótkie, a mimo to czuć, że autorka podchodzi do książki z dbałością o słowa, o to, jak układają się w zdania, jakie dają wrażenie. Dialogi wypadają przyjemnie, pozbawione są przekleństw, a słowa stosowane zamiennie, wzbudzają rozbawienie. Autorka prowadzi czytelnika przez tekst z lekkością i bardzo dobrym wyczuciem łączącym subtelny humor z poważnymi społecznie zagadnieniami.
"(…) to traumy najczęściej wprowadzają zaburzenia i blokady. A kiedy czakra trzeciego oka jest zablokowana, przestajemy ufać swojej intuicji, tracimy wiarę w marzenia i czujemy się bardzo samotni i zagubieni."
Mimo że jest to drugi tom serii, autorka zadbała o czytelników, którzy jeszcze z Jaśminowym Dworem się nie spotkali - w historię drugiego tomu wplecione są wzmianki o zdarzeniach z tomu pierwszego, wyjaśnione relacje i dylematy emocjonalne, przez co czytelnik dołączający do serii w tym momencie nie będzie czuł się zagubiony. W pewnym momencie wydało mi się nawet, że wzmianek o zdarzeniach przeszłych jest minimalnie za dużo, kilka razy powtórzone jest to samo, co może łatwiej wyłapać tym czytelnikom, którzy już z serią mieli do czynienia.
 
Podobnie jak w tomie pierwszym, tak i w drugim autorka mocno skupia się na głównych postaciach, na ich codzienności, emocjach, problemach i lękach, z jakimi się borykają, na zachwianej wierze w siebie. Problem z tym bezsprzecznie ma Gabi, która w ostatnim czasie dużo przeszła, a teraz staje przed wyzwaniem jak pogodzić w sobie dawną i aktualną ja. Problem z tym ma też jej przyjaciółka Magda, bibliotekarka, która swoje zamiłowanie do literatury posuwa o krok dalej i sama pisze kryminał. Dzięki temu autorka może wprowadzić czytelnika w świat lęków autora, pokazać, że pisanie wcale nie wiąże się z pewnością siebie, a jest ciągłym pasmem pytań i wątpliwości, z którymi walczy się dużo łatwiej mają obok siebie wsparcie drugiej osoby.
“Czuła, że zaczyna ją osaczać lęk. Ten sam, z którym walczyła przez ponad dwadzieścia lat. Lęk bycia niewystarczającą. Kiepską. Niezdolną. Lęk przed porażką. A może - lęk przed sukcesem?”
Bo te wsparcie jest w historii ważne. Tu za głównymi postaciami stoi ktoś (przyjaciel, rodzina), kto zawsze jest w stanie pomóc, interweniować, a czasami po prostu złapać za rękę, kiedy jest źle. Poczucie bycia kogoś tuż obok, daje siłę, której czasami sami w sobie nie czujemy, ale ma też drugą stronę medalu - czasami to właśnie przez brak tego poczucia, przez samotność, ludzie popełniają nierozważne czyny. Czyny, których w aktualnych czasach jesteśmy bardziej niż kiedyś świadomi, które czasami powodują nadwrażliwość, pochopne oceniania intencji innych. To bardzo trudne znaleźć środek, z jednej strony nie pozwolić sobie na naiwność, z drugiej na nadmierną podejrzliwość.
“Samotność sprawia, że człowiek staje się bezbronny i łatwo nim manipulować.”
Pojęcie rodziny analizowane jest też od innej strony - nie wszystkie rodziny są przecież szczęśliwe i bliskie, a nawet te dopada często proza codzienności. Toksyczne relacje, nierealne oczekiwania, różnice pokoleniowe, problemy, które dopadają człowieka z wiekiem, jak na przykład początki demencji, choć czasami są okryte dawką humoru, są ukazane dosadnie, nie pudrują rzeczywistości. Tutaj też lęki mają sporo możliwości przejęcia kontroli, lęki o dobro bliskich, lęki o to, jak zaakceptować zmiany. Poprzez próby postaci poradzenia sobie z nimi czytelnik może poczuć pewnego rodzaju wsparcie - nie jesteś sam z taką codziennością, inni też się boją, najważniejsze jest to, by nie dać się tym lękom sparaliżować.
“Nie ma miłości bez lęku, trzeba się z tym pogodzić. To koszt, jaki ponosimy.”
Jest jednak też i inny lęk, lęk, nad którym nie da się zapanować - fobia. W tej powieści autorka porusza coś, co dla wielu czytelników może ukazać się niekomfortowe - przez historię bardzo sugestywnie przewijają się pająki i fobia, jaką wywołują, tj. arachnofobia. Widać, że autorka dobrze ten wątek zgłębiła i dobrze przemyślała, mocno wplatając go w intrygę kryminalną i wątek literatury, jaki przez tę powieść się przewija.
 
A właśnie, a co z intrygą kryminalną? Oczywiście to ona stanowi bazę fabularną. Prowadzona jest w klasycznym stylu, z ukierunkowaniem na dobrą, trudną do rozwikłana zagadkę, która w tym wypadku toczy się dwutorowo - jest śledztwo, które w Lublinie prowadzi były partner Gabrysi, a o którym ona dowiaduje się dlatego, że związane jest ze sprawą, którą prowadzili kiedyś razem, jest też i prywatne śledztwo Gabi, która przygląda się sprawie wypadku samochodowego jej lekarki, który bardzo możliwe, że jednak wypadkiem nie był… Intryga jest dobrze rozpisana, jest ciekawa, niełatwa do przewidzenia i dobrze wpisana w zagadnienia społeczne i obyczajowe, jakie się przez tę opowieść przewijają.
“(...) ciągle obwiniasz siebie, a że nie da się na dłuższą metę żyć z takim ciężarem (...). Najpierw wybacz sobie, a potem wszystko się ułoży, zobaczysz.”
“Zbrodnia, której nie było” to subtelna historia kryminalna, w której wątki obyczajowe są równie ważne co sama intryga, w której wyraźnie czuć poczucie bliskości, a równocześnie tęsknoty, z którymi na różnych etapach życia się zmagamy. Jak budować pewność siebie, jak wybierać dobry kierunek podążania, rozwoju? Autorka nie mydli czytelnikowi oczu, nie twierdzi, że wyzwania codzienności są łatwe, ale poprzez to, z czym zmagają się jej postacie, daje poczucie, że nie wszystko trzeba tak mocno analizować, czasami po prostu warto sobie zaufać. Humorystyczne wstawki, za które w dużej mierze odpowiadają goście pensjonatu, nadają lekturze lżejszy ton, przez co określenie cosy crime nadal ma to swoje zastosowanie, choć mam wrażenie, że z wszystkich książek autorki, jakie czytałam, ta wydała mi się najpoważniejsza. Bez względu na proporcje powagi i humoru podoba mi się styl, w jakim autorka tworzy, jej przenikliwość, z jaką oddaje portrety psychologiczne i bolączki swoich postaci.
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 16, 2026

"Anatomia morderstwa" Jo Murray

"Anatomia morderstwa" Jo Murray

Autorka: Jo Murray
Tytuł: Anatomia morderstwa
Tłumaczenie: Tomasz Szlagor
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller prawniczy / psychologiczny
 
“Anatomia morderstwa” to debiut Jo Murray, który na rynku polskim wydany został niecały miesiąc po premierze w rodzimym kraju autorki - Wielkiej Brytanii, gdzie w kilka dni osiągnęła status bestsellera, a jeszcze przed swoją premierą prawa do jej ekranizacji zostały zakupione przez AppleTV+, które zdecydowało się stworzyć z tej historii drugi sezon serialu “Uznany za niewinnego”. Jego premiera zapowiedziana jest już na jesień tego roku!
Sukces literacki tej autorki ma dobre podłoże - po studiach z literatury klasycznej i prawa, sama przez jakiś czas stawała przed sądem jako adwokatka karna. To właśnie z tych doświadczeń korzystała pisząc swoją pierwszą powieść w czasie, gdy z kariery prawniczej zrezygnowała na rzecz wychowania dwójki dzieci.
 
Anglia, Newcastle, 9 września 2024 roku. Trzydziestokilkuletnia adwokatka karna Leila Reynolds wraca po ciężkim dniu w sądzie do kancelarii prawnej, dla której pracuje. Jest jednak przekonana, że to teraz czeka ją trudniejsze zadanie - musi wziąć udział w przyjęciu, jakie właśnie tam teraz się odbywa. Atmosfera zdaje się jednak pasować do jej nastroju - jest dziwnie cicho, ludzie są smutni. Dlaczego? Bo zginął jeden z nich. Zaledwie trzy dni temu zamordowany został sędzia Sądu Koronnego, człowiek sprawiedliwy, poważany i praworządny. I właśnie teraz Leila dowiaduje się, że to ona bronić ma oskarżonego. Oskarżonego, którego dobrze zna, którego kilka lat temu broniła z marnym skutkiem za inne przestępstwo. Nie sama sprawa jest jednak najgorsza, a przeciwnik, który będzie stał po drugiej strony sali sądowej. Oskarżającym będzie Julian Kesler, jeden z najlepszych prawników i radców koronnych kraju, jej własny mentor i… mąż.
“Lubię obserwować ludzi. To poniekąd część mojej pracy. Człowiek staje się bardzo wyczulony na zachowania innych. Bycie adwokatem zmienia cię w domorosłego psychologa. Często te najdrobniejsze szczegóły obnażają największe sekrety.”
Książkę otwiera spis podstawowych zagadnień prawnych tj. morderstwo, ława oskarżonych czy adwokaci, po czym rozpoczyna się akcja rozpisana na prolog, dwie części (przed procesem i proces) oraz epilog. Części rozpisane są na krótkie, kilkustronicowe rozdziały, których w sumie jest 74. Pisane są naprzemiennie z perspektywy Leili z określeniem czasowym (w pierwszej części to odliczanie do procesu, w drugiej dni procesu z dokładnością do godziny) oraz tajemniczej postaci kryjącej się pod określeniem Świadek X. Obydwie postacie przedstawiają historię w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego, a język, jakim się posługują, jest swobodny, zagadnienia prawnicze, jeśli się pojawiają, są jasno tłumaczone albo przez same postacie, albo w przypisach. Styl jest płynny, mocno skoncentrowany na psychologicznych aspektach powieści, a jedyne, czego w nim brakuje to feminatywy. 
“Większość ludzi woli myśleć, że w niczym nie przypomina kryminalistów, o których się słyszy. Prawda jest jednak taka, że dzieli nas tylko parę kroków od skończenia na ławie oskarżonych.”
Poprzez narrację pierwszoosobową tym, co mocno przyciąga uwagę, są kreacje psychologiczne postaci. Leila, główna bohaterka, zdaje się być jedyną kobietą w bardzo męskim towarzystwie, która na każdym kroku musi znosić lekceważenie jej umiejętności i doświadczenia, mimo faktu, że w swojej jedenastoletniej prawniczej karierze już zdołała wiele osiągnąć. Jednak to właśnie ta sprawa będzie dla niej największym wyzwaniem - nie tylko ze względu na kaliber zbrodni, ale też fakt, że przez najbliższe sześć miesięcy będzie przeciwniczką dla własnego męża. I tak jej związek wchodzi o oko fabuły - obserwujemy, jak wygląda jej relacja z Julianem, mężczyzną pewnym siebie, który ma niesamowitą charyzmę i dar urzekania wszystkich, w tym oczywiście ławy przysięgłych. Co prawda, Leila zna jego sztuczki, którymi dzielił się z nią w czasie, w którym był jej mentorem, jednak czy na pewno poznała wszystkie?
“W sali sądowej milczenie jest złotem. Pauza w odpowiednim momencie ma większą moc niż sto nieprzemyślanych słów.”
Tak naprawdę każda kreacja postaci jest doskonale wyważona psychologicznie - dopracowana i spójna, a zarazem przedstawiona tak, że bardzo łatwo jej postrzeganie poddać manipulacji. Tak naprawdę nikt nie jest tu jednoznaczne dobry czy zły, nawet jeśli właśnie takim z początku się wydaje.
“Niestety, życie nie jest czarno-białe, ale ma pełne spektrum szarości. Złożone, skomplikowane, pełne niuansów. I taki też jest ten proces.”
Największą zagadkę postaci stanowi jednak ktoś określany mianem Świadka X, ktoś, kogo bardzo trudno jednoznacznie do odgrywanego przez niego miejsca w intrydze przypisać, a kto podświadomie od początku budzi niepokój. Jasne jest, że ten ktoś mocno namiesza, że ma jakiś niekoniecznie chwalebny cel. To rewelacyjnie poprowadzona postać, którą umiejętnie autorka w fabule mataczy.
“To jest klucz; kiedy ludzie zaczynają mówić do kogoś, kto jest chętny słuchać, wyjawią wszystko. Wszyscy chcemy zostać wysłuchani, nawet za cenę zdradzenia naszych własnych sekretów.”
Intryga powieści jest wielowątkowa, skupia się przecież nie tylko na przygotowaniu do procesu, prywatnym śledztwie i psychologicznych manipulacjach adwokatki i oskarżającego, ale też na ich związku i uczuciu osaczenia, które Leila coraz mocniej zaczyna odczuwać. Nie można też zapomnieć o Świadku X, którego rola bardzo długo jest niejasna. Autorka prowadzi czytelnika przez te zawiłości fabularne z gracją i wyczuciem - choć sama akcja nie toczy się w zawrotnym tempie, to wszystkie chwyty na przyciągnięcie uwagi czytelnika są odpowiednio wykorzystane. A choć po drodze w fabule zaskoczeń nie brakuje, to i tak na szok, w jaki wprowadza czytelnika rozwiązanie zagadki, przygotować się nie sposób. Jestem pod wrażeniem stopnia zaplątania wątków fabularnych, manipulowania nimi tak, że niełatwo samemu wpaść na właściwy trop (a przynajmniej właśnie tak było w moim przypadku).
“Na tym świecie nie brakuje ludzi, którzy potrafią dobrze kłamać, ani takich, których łatwo omamić. Zbierz ich razem i masz niebezpieczną sytuację. Takim można wmówić wszystko.”
Mimo świetnie rozpisanej fabuły i psychologicznych kreacji postaci, książka nie byłaby tak dobra, gdyby nie refleksje, do jakich zmusza. Tu wszystko zdaje się mieć dwie strony medalu, które zauważa się w zależności od przybranej perspektywy. Autorka porusza takie kwestie jak wpływ innych ludzi na nas samych - wychowanie, nauczanie, ludzie, których podziwiamy w innym świetle mogą stać się kimś, kim będziemy pogardzać. Czy człowiek może się zmienić, czy po prostu zmienia się to, jak się go postrzega? A może tak naprawdę w każdym z nas kryją się patologiczne, toksyczne skłonności?
“Technika przesłuchania krzyżowego (...). Spraw, żeby spanikowali, wpędź ich w stan zagrożenia, następnie przywróć im poczucie bezpieczeństwa, a większość ludzi da ci, czego tylko chcesz.”
Nie można też nie wspomnieć o stronie prawnej powieści, w końcu cała historia rozgrywa się wśród prawników, a spora jej część toczy się na sali sądowej. I to coś nowego dla polskiego czytelnika, a przynajmniej dla mnie samej - do tej pory wszystkie thrillery prawnicze, jakie czytałam, rozgrywały się w USA lub w Polsce, z prawem UK jeszcze do czynienia nie miałam. A przecież w każdym kraju prawo wygląda nieco inaczej, bo choć podobieństwa są, to i różnice są zauważalne. Tu autorka wprowadza nas w świat prawników przywdziewających niewygodne peruki i togi, których materiał świadczy o zawodowych zasługach. Prawników, którzy ze względu na specyficzne prawo, mimo pracy w jednej kancelarii, mogą stanąć po przeciwnych stronach barykady.
„Jestem adwokatem, moją bronią są słowa. Uważnie dobrane słowa w odpowiednich okolicznościach potrafią znokautować.”
Podsumowując, debiut Jo Murray robi ogromne wrażenie bez względu na to, czy rozpatruje się go w kontekście thrillera prawniczego, czy psychologicznego. Bo tu po prostu wszystko się ze sobą zgadza, wszystko pasuje, wszystko się zazębia, a jednocześnie nic nie jest po prostu czarno-białe - ani postacie, ani zdarzenia, dla których wystarczy niewielka zmiana perspektywy, dorzucenie kilku detali, by na wszystko można było spojrzeć inaczej. Wielowątkowa fabuła zdaje się nie mieć słabych punktów, od początku do końca wzbudziła we mnie duże zaangażowanie. Poza samą rozrywką można też dopatrzeć się kilku ciekawych społecznych i psychologicznych analiz, kilku refleksji na temat funkcjonowania człowieka w społeczeństwie i pojęcia sprawiedliwości. Jeśli tylko Jo Murray zdoła w swojej drugiej książce utrzymać podobny poziom, co w “Anatomii morderstwa”, może okazać się, że najwięksi męscy przedstawiciele tego gatunku mają w niej sporą konkurencję!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 15, 2026

"Krótki pobyt w piekle" Steven L. Peck

"Krótki pobyt w piekle" Steven L. Peck

Autor: Steven L. Peck
Tytuł: Krótki pobyt w piekle
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 128
Gatunek: literatura piękna / horror egzystencjalny
 
Steven L. Peck po dwóch dekadach od literackiego debiutu pojawił się w końcu na polskim rynku książki! To autor, który lubi krótkie formy - nowele, opowiadania przeważają w jego twórczości, choć kilka powieści również w jego dorobku się znajdzie. Uważany jest za jednego z najlepszych żyjących pisarzy mormonizmu, co potwierdzają nagrody, jakie na przestrzeni lat otrzymał. Jednak to nie literatura jest jego bazą zawodową - na co dzień wykłada na uniwersytecie w Utah bioetykę i filozofię nauk przyrodniczych. W swoich książkach często porusza temat ewolucji i religii, wikła się w zagadnienia filozoficzne. Dobrym przykładem tego jest nowelka “Krótki pobyt w piekle”, jedna z jego pierwszych wydanych książek, która w USA pojawiła się w 2012 roku. Polski czytelnik musiał więc na nią trochę zaczekać, na szczęście jest to jeden z tych tytułów, które na swojej aktualności wraz z upływem czasu nic nie tracą….
 
Ziemskie życie Sorena Johanssona zakończyło się wskutek choroby po czterdziestu pięciu latach. Podczas jego trwania jednak specjalnie o to, co po śmierci, się nie martwił - był przykładnym mormonem, dobrym mężem i ojcem. A jednak teraz okazało się, że to nie wystarczyło. Trafił do piekła, jednak piekła, które nie zakłada wiecznego potępienia - człowiek trafia tam, by się czegoś nauczyć, wyciągnąć wnioski, a równocześnie to wcale nie wyklucza trafienia do nieba. Jest zatem nadzieja. Nadzieja, która z początku uspokaja, że wcale nie będzie tak źle. Jest jedno zadanie, wokół inni ludzie, z którymi można wejść w interakcję. Każdy z nich musi tylko znaleźć w bibliotece niewyobrażalnych, acz skończonych rozmiarów tę jedną książkę, która będzie jego nieprzekłamaną biografią. Opisem jego życia ziemskiego chwila po chwili. Jeden zapis jednego życia wśród trudnej do objęcia umysłem ilości książek, w których zapisany jest każdy możliwy zbiór znaków. Naprawdę każdy. Jak więc wśród tego bełkotu ubranego w dokładnie takie same okładki i rozmiary, znaleźć tę jedną, właściwą?
“Oczekiwanie jest darem. Być może nie ma większego. Oczekiwanie rodzi się z nadziei. Ba, jest jej najwspanialszym wyrazem. Jednak w utracie nadziei kryje się największa rozpacz.”
Książka rozpisana jest na prolog, pięć tytułowanych części i załącznik, który do zagadnienia opisanej biblioteki podchodzi w sposób matematyczny. Każda część opisuje zdarzenia z innego okresu pobytu w Bibliotece, prócz prologu chronologiczna linearność czasu jest zachowana. A zatem narrator, Soren, z przyszłości opowiada o swojej przeszłości w pierwszej osobie czasu przeszłego. To jego historia, historia pobytu w Piekle. Styl powieści na pierwszych stronach może przestraszyć - daje wrażenie mocno filozoficzne, naukowe. Na szczęście po tylko pierwsze wrażenie, które rozmywa się, gdy bohater zaczyna opowieść od początku, do chwili, gdy do Piekła trafił. Od tej chwili język jest dużo bardziej przystępny, słowa dla zwyczajnego czytelnika zrozumiałe, zdania proste. W Piekle obok Sorena znajdują się też inni ludzie, więc nie brakuje w tekście dialogów. Słowa użyte są z rozmysłem, czasami zdarza się autorowi sięgać po coś z wyższej półki, jednak nawet, jeśli czytelnik nie znałby znaczenia, nie wpłynie to na całościowy odbiór lektury. Książkę czyta się płynnie, bez stylistycznych potknięć.
“Istnieje rozpacz, która sięga głębiej niż istnienie; przenika do szpiku świadomości, do siedziby duszy.”
Bazą, z której Peck w tej powieści wychodzi, jest opowiadanie innego autora z roku 1941, z którego Peck zaczerpnął pomysł biblioteki. Pomysł jednak, by uczynić ją piekłem, jest czymś ciekawym, zaskakującym. Bo czym naprawdę jest piekło? W różnych religiach przedstawiane jest inaczej, skupia je jednak stałość i cierpienie. Peck od tego ucieka. Człowiek w wymyślonym przez niego Piekle tak naprawdę wiedzie żywot całkiem przyzwoity, jego podstawowe potrzeby są zapewnione. Nie ma tutaj więc cierpienia jako takiego, są inni ludzie i jest jedno zadanie - karkołomne i bardzo monotonne, ale choć prawdopodobieństwo trafienia na właściwą książkę jest niskie, to w ostatecznym rozrachunku gwarantowane. To bardzo ciekawa baza do refleksji, do obserwowania ludzkich zachowań. Jak długo człowiek jest w stanie zajmować się każdego dnia ciągle tym samym? Jak funkcjonuje człowiek w pojedynkę skupiony na jednym celu, a jak, kiedy znajduje się w otoczeniu innych?
“Po raz pierwszy od przybycia znów pomyślałem o modlitwie. Potrzebowałem pomocy wykraczającej poza to, nad czym potrafiłem zapanować, i modlitwa wydawała się jedynym środkiem, po który mogłem sięgnąć.”
Autor w tej krótkiej nowelce zdaje się badać podstawy człowieczeństwa, powstawania i funkcjonowania nowych cywilizacji, historii, która zatacza koło. Zaskakujące jest tak naprawdę to, jak bardzo człowiek skłonny jest, by samemu sobie stawać na drodze, jak mocno inni są w stanie wpływać na prywatną realizację celu. W tej króciutkiej historii przewija się wiele emocji, bardzo dla siebie skrajnych, ale nie może w niej zabraknąć miejsca na miłość, która zdaje się najpotężniejsza z wszystkich. A to sprawia, że tak książka staje się opowieścią właśnie o miłości.
“Mijają wieki wszechświatów, a ja przeglądam księgi pełne nonsensu i wciąż myślę i myślę o miłości tak odległej w czasie, że wydaje mi się niewiarygodne, by w ogóle była prawdziwa. Czym jest miłość, że ma taką moc? Czymkolwiek jest, mało prawdopodobne, by Bóg, który mnie tu umieścił, cokolwiek o niej wiedział. Czy gdyby choć odrobinę mnie kochał, skazałby mnie na taki los?”
Pomiędzy nią jednak pojawiają się pytania o religię, wiarę, sens istnienia, o funkcję ludzkiej pamięci i czas. Podoba mi się koncept Boga, który autor tu proponuje - nie jest to starotestamentowy Bóg, mściwy i okrutny, nie jest to Allah każący poświęcać własne życie w imię dobra wyższego. Takich bogów tworzą ludzie nadając im swoje potrzeby, swoje uczucia i emocje. Bóg Pecka nawet w najczarniejszej chwili daje nadzieję - daje cel i obietnicę, że po jego spełnieniu będzie lepiej.
“Czy masz pojęcie, jak długa jest wieczność? Dobry Boże, ależ wy, ludzie, macie wyobraźnię. Jaki Bóg kazałby ci płonąć na zawsze? (...) To szaleństwo. Stworzyć kilka istot, a kiedy są nieposłuszne, piec je na wieki?”
Wiara w powodzenie misji mocno spręża się z pojęciem czasu, dając to, co jest piekłem prawdziwym - ciągłą powtarzalność, brak różnorodności, brak nowych bodźców, które na dłuższą metę stają się nieznośne. Nie bez znaczenia jest też poczucie sensu - w świecie, w którym sens zostaje odebrany, najmniejszy jego przejaw jawi się jako czyste objawienie.
“(...) to jest Piekło; wieczność w otoczeniu książek, które są stekiem bzdur.”
“Krótki pobyt w piekle” to nie jest lektura do recenzji łatwa - jak z takiej niewielkiej książeczki wyciągnąć esencję, a równocześnie nie zdradzić za wiele? Autor na tych niecałych stu trzydziestu stronach dociera do rdzenia człowieczeństwa, poprzez historię Sorena pyta o podstawowe zagadnienia filozoficzne - o sens życia, o potrzeby, o emocje, uczucia, o funkcję wiary, świadomości, że jest ktoś, kto wpływa na to, jak wygląda wszechświat, ktoś potężniejszy od nas. To nowelka poruszająca, momentami przeraźliwie smutna, bo czymże jest człowiek w zderzeniu z nieskończonością czasu? Czy tak naprawdę wieczne życie, nieśmiertelność duszy faktycznie jest tym, czego chcemy? I co przy takim życiu może nas utrzymać? Jaka jest siła miłości, nadziei? To fundamentalne pytania, które mogą zmienić sens postrzegania swoich pragnień i potrzeb. Niewielka proza, a potężna w przekazie.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w papierze dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 15, 2026

Wygraj "Zazdrościsz mi?"! Konkurs patronacki

Wygraj "Zazdrościsz mi?"! Konkurs patronacki

Kiedy zaraz nad morze ściągną tłumy, my w wyobraźni udajmy się tam po sezonie, kiedy plaże świecą pustkami, woda jest idealna do morsowania, a cisza i spokój... zakłócone sprawą kryminalną, w którą przypadkowo wplątuje się Zuzanna Kruk! Tak właśnie zaczyna się nowa książka Agnieszki Peszek pt. "Zazdrościsz mi?", którą dzisiaj chcę się z Wami podzielić w konkursie. 

"Zazdrościsz mi?" to drugi tom serii z Zuzą Kruk (więcej o książce w recenzji - klik!), jednak dotyczy oddzielnej, zamkniętej sprawy kryminalnej, więc równie dobrze da się czytać go od pierwszego tomu niezależnie. Bez względu na to, na jaką kolejność się zdecydujecie, warto! Nie tylko dla dobrej zagadki kryminalnej świetnie umotywowanej pod kątem psychologicznym, nie tylko dla samego miejsca akcji, czy lekkiego, spokojnego stylu autorki. Ale także, a może właśnie przede wszystkim, dla głównej bohaterki, Zuzanny Kruk, policjantki w spektrum autyzmu, postaci ciekawej, odświeżającej, nieszablonowej i uwrażliwiającej na inność drugiego człowieka. A skoro o takiej postaci mowa... 

By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Oryginalny, myślący inaczej niż wszyscy bohater literacki – kto pierwszy przychodzi Ci do głowy i dlaczego właśnie on tak mocno zapadł Ci w pamięć?


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 15 do 19 czerwca, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 26 czerwca.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze kierować się będę również stałą aktywnością uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka PACZKOMATEM tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 12, 2026

"Miss Bee i duch ambasady" Alessia Gazzola

"Miss Bee i duch ambasady" Alessia Gazzola

Autorka: Alessia Gazzola
Tytuł: Miss Bee i duch ambasady
Cykl: Miss Bee, tom 3
Tłumaczenie: Joanna Kluza
Data premiery: 27.05.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść obyczajowa / historyczna / cozy mystery
 
Alessia Gazzola to znana włoska autorka literatury kobiecej, która tworzy już od piętnastu lat, od niecałej dekady zajmuje się tym w pełni zawodowo. Na koncie ma ponad dwadzieścia powieści, a jej debiutancka seria o medyczce sądowej (z którą dzieli wyuczony i przez kilka lat praktykowany zawód) doczekała się serialowej adaptacji. Sukces krajowy zagwarantował jej również zainteresowanie za granicą, choć w Polsce długo była autorką mało znaną. Dopiero pod koniec roku 2025 Wydawnictwo Sonia Draga podjęło się publikacji jej najnowszej serii z Miss Bee (recenzje - klik!), która trochę z jej twórczości się wyróżnia - to nie typowy chick lit, raczej powieść, w której wątki historyczne, obyczajowe i kryminalne splatają się w jedno. Aktualnie seria na polskim rynku liczy trzy tomy, na rynku włoskim cztery, premiera piątego zapowiedziana jest na jesień tego roku. Warto też wspomnieć, że Alessia Gazzola w tym roku odwiedziła Polskę - pojawiła się wiosną na Targach Książki w Poznaniu.
 
Londyn, marzec 1925 rok. Dwudziestokilkuletnia Włoszka Beatrice Bernabò po rozczarowaniu miłosnym, jakiego doświadczyła zimą, podjęła pracę we włoskiej ambasadzie. Nie jest to coś, co mogłoby ją uszczęśliwić, jednak dzień w dzień zjawia się za swoim biurkiem - dzięki temu jej ojciec jest spokojniejszy, a ich życie finansowe łatwiejsze. Po kilku miesiącach od zatrudnienia w końcu zaczyna się coś dziać! Przyjeżdża kilku gości z Włoch, w tym syn ambasadora z narzeczoną i dyrektor florenckiej galerii w poszukiwaniu zaginionej rzeźby. Jednak to nie ich wizyta wzbudza sensację, a dziwne zjawiska, które w tym czasie zaczynają niepokoić gości… Czyżby legenda o duchach w ambasadzie była prawdziwa? Beatrice w to nie wierzy, więc w sprawę angażuje znajomego komisarza Archera Blackburna, które wydaje się jej coraz bliższy. Ona jednak nadal nie potrafi zapomnieć o hrabim Warthmore, choć on dał jej jasno do zrozumienia, że nigdy nic ich nie połączy.
 
Książkę otwiera cytat z “Pani Bovary” i spis postaci w powieści występujących. Historia rozpisana jest na 27 tytułowanych rozdziałów i epilog, wszystkie pisane są w narracji trzeciosobowej czasu przeszłego, a perspektywą wiodącą jest ta przedstawiona oczami Beatrice. Język powieści jest delikatnie stylizowany odpowiednio do czasu akcji, co przejawia się nie tylko w specyficznych słówkach (w pełni jednak do współczesnego czytelnika zrozumiałych), ale też w dialogach, sposobie, w jaki zwracają się do siebie postacie, jak choćby równolatki rozmawiające na pan/pani i podkreślające właściwe funkcje czy tytuły szlacheckie. Autorka ma specyficzny styl budowy zdań, do czego trzeba przywyknąć, wpaść w rytm lektury, by ta mogła toczy się sprawnie. Kiedy już się to stanie, lektura okazuje się lekka i przyjemna.
“- (...) Ale nawet sobie nie wyobrażasz, co się wydarzyło w ambasadzie.
- Moja wyobraźnia tu nie wystarczy, twoje życie to jak powieść przygodowa.”
Każdy tom serii, choć połączony postaciami i ich nieustannie zmieniającymi się relacjami, stanowi historię odrębną - przede wszystkim w kontekście kryminalnym, przez co czytelnik do lektury serii może dołączyć w wybranym przez siebie momencie. Tom trzeci “Miss Bee i duch ambasady” zdaje się wracać do proporcji fabularnych, jakie prezentował tom pierwszy - przeważają wątki obyczajowe, romansowe i historyczne nad kryminałem. Ten ostatni pojawia się w historii dość późno, stanowi raczej motyw poboczny, który spina historię w jedną, zamkniętą całość. Mimo to zagadka prowadzona jest sprawnie i ciekawie, autorka dobrze osadza ją w czasach, w których toczy się akcja, ale też sprawnie manipuluje granicą pomiędzy tym, co realne, a tym, co pozostaje w strefie nadprzyrodzonej.
“Na własnej skórze doświadczała, że śledzenie jest nawet bardziej skomplikowane i pełne napięcia niż w powieściach kryminalnych.”
Wraz z kryminałem, na uwagę zasługują wątki historyczne i obyczajowe, które mocno bazują na podziałach, jakimi wtedy rządziło się społeczeństwo. Nierówności i dyskryminacje są tutaj spotykane na każdym kroku i nie oszczędzają tak naprawdę nikogo: dotyczą płci, obywatelstwa, majątku i statusu społecznego. Nie inaczej jest z wątkiem historycznym, dla którego nie bez znaczenie jest narodowość Beatrice i jej rodziny. Bo choć historia toczy się w jeszcze ciągle bezpiecznej Anglii, to w ich kraju pochodzenia czuć już ten coraz wyraźniej do głosu dochodzący polityczny niepokój. Rodzina Beatrice może mieszkać w Anglii tylko dlatego, że jej ojciec został oddelegowany na angielską uczelnię, problem w tym, że właśnie teraz kończy mu się kontrakt. I to on dobrze wie, że sytuacja jest poważna, nieustannie staje przed moralnymi dylematami - czy udawać, że przystaje na faszystowską politykę swojego kraju, czy jednak żyć w zgodzie z sobą, ale tym samym może narazić się na karny powrót do kraju? Beatrice i jej siostry mają w tym czasie na głowie inne problemy, ciągle wydaje się, że groza sytuacji politycznej jeszcze do nich tak do końca nie dotarła.
“Dla niego Anglia była więcej niż snem, była miejscem, które zaspokajało wszelkie wymagania intelektualne i osobiste.”
Bo siostry Bernabò zajęte są własnymi problemami. Starsza siostra Beatrice przechodzi okres załamania po tym, jak o włos uniknęła śmierci. Na jej przykładzie obserwujemy z czym w ówczesnych czasach zmagały się kobiety, jaki wstyd musiały w sobie nosić, choć tak naprawdę nie były niczemu winne. Beatrice z kolei zmaga się z rozczarowaniem miłosnym, w którym powinności klasowe zwyciężyły nad uczuciem. Bee to kobieta silna i wolna, zdająca się wyprzedzać swoje czasy, która jednak nie jest nieczuła na męskie zainteresowanie…
“Jakież błędy czasem się popełnia, gdy człowieka zaślepią przekonania, których świadomie nie chce podważać.”
I tak przechodzimy do wątku romansowego, który w tym tomie jest wyjątkowo wyraźny, tak naprawdę niewiele jest tu scen, który wydają się go pozbawione. Choć romanse nie są ostentacyjne (przynajmniej w większości), to jednak są stale wyczuwalne w gestach, spojrzeniach, krążącej pomiędzy dwójką ludzi energii. Beatrice to w końcu młoda kobieta, która ciągle jeszcze nie doświadczyła wielkiej miłości, a choć dobrze wie, że nie ma co liczyć na romans jak z książek Jane Austen (których, swoją drogą, nie cierpi), to jednak ciągle tli się w niej nadzieja, że uczucie potrafi zwyciężyć wszystko.
“To nie jest trudne: dokonujesz wyboru i się go trzymasz. I usiłujesz nie dręczyć osoby, która musiała ów wybór zaakceptować.”
“Miss Bee i duch ambasady” to powieść, z którą miło spędzi się niezobowiązujący wieczór, pozycja, którą przyjemnie jest poczytać w przerwie na kawę - nie trzeba się przy niej nadmiernie skupiać, nie trzeba śledzić z uwagą każdego detalu fabularnego, by wyciągnąć z niej zwyczajną przyjemność lektury. Pod tym kątem powieść dobrze wpisuje się w gatunek, w którym autorka czuje się najlepiej - lekką powieść kobiecą, w której warstwa obyczajowa i romansowa absorbują uwagę czytelnika. Jednak mimo to nie da się nie zauważyć, że głębiej kryje się coś jeszcze - dobry wątek kryminalny i historyczny, który mimo lekkiego wydźwięku całości, jasno obrazuje grozę sytuacji politycznej, społecznej, jaka w 1925 roku w środowisku włoskich emigrantów była już bardzo wyraźnie wyczuwalna. Prywatnie trochę żałuję, że w tym tomie wygrał romans nad kryminałem, mimo to doceniam zaangażowanie, z jakim autorka odwzorowuje cały ten międzywojenny świat. A teraz czekam, gdzie z Miss Bee spotkamy się w tomie czwartym jej przygód!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!