Autorka: A.R. Torre
Tytuł: Dobre kłamstwo
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller kryminalny /
psychologiczny
A.R. Torre i Alessandra Torre to tak sama
osoba, która w ten sposób rozdziela dwa gatunki literackie, w jakich tworzy.
A.R. Torre pisze thrillery, Alessandra romanse i właśnie od tych drugich swoją
pisarską karierę w 2012 roku rozpoczynała. Teraz na koncie ma ponad dwadzieścia
powieści, które gatunkowo dzielą się mniej więcej po równo - w początkowych
latach swojej działalności wydawała przede wszystkim romanse, teraz skupia się
głównie na thrillerach, w których jednak też można się natknąć na wątki romansowe.
Jej książki cieszą się popularnością w kraju i za granicą, dostępne są w 30
krajach, tłumaczone na 18 języków, a jeden z romansów doczekał się prawie
dekadę temu ekranizacji („Hollywood dirt”). Jednak jej wkład w branżę literacką
na tym się nie kończy - kilka lat temu założyła społeczność i szkołę online
wspierającą początkujących, jak i tworzących już autorów, w ostatnich latach
również zaangażowała się w temat AI, którą autorzy mogą wykorzystywać jako
wsparcie w procesie tworzenia i edycji swoich książek.
W Polsce do tej pory autorka obecna była jako
Alessandra Torre, w 2019-2021 ukazały się jej trzy książki przetłumaczone na
polski: dwa romanse i jeden thriller. Teraz, po pięciu latach przerwy autorka
wraca do polskiego czytelnika z jednym z nowszych thrillerów - z “Dobrym
kłamstwem” w oryginale wydanym w 2021, który ukazał się u nas podpisany tak,
jak na jej własnym rynku książki: A.R. Torre, co jasno umiejscawia tę powieść w
gatunku thrillera.
Los Angeles od pewnego czasu żyje w strachu -
na ulicach miasta grasuje seryjny morderca zwany Krwawym Rzeźnikiem, który
porywa nastoletnich, bliskich dorosłości chłopców, przez kilka tygodni ich
przetrzymuje, torturuje, wykorzystuje, a potem zabija. Właśnie mija siódmy
tydzień od porwania szóstej ofiary Scotta Hardena, kiedy chłopak zjawia się w
swoim domu. Twierdzi, że udało mi się uwolnić i uciec, a jako swojego oprawcę
wskazuje nauczyciela z ekskluzywnego liceum Beverly Hills, do którego sam
chodzi. Kiedy jednak emocje opadają, matka Scotta przygląda mi się uważniej -
czy jego relacja na pewno się zgadza? W tym czasie oskarżony Randall Thompson
siedzi w areszcie, a jego obrony podejmuje się renomowany prawnik Robert Kavin.
To kolejny temat, który burzy media - Robert jest przecież ojcem szóstej ofiary
Krwawego Rzeźnika, twierdzi jednak, że Randall jest niewinny, a on broni go po
to, by niewinny człowiek nie poszedł siedzieć. Zanim jednak cała wrzawa z
obroną Randalla wybuchnie, Robert wpada w podrzędnym pubie na Gwen Moore, psychoterapeutkę
specjalizującą się w leczeniu osób przejawiających mordercze zapędy. Właśnie
umarł jeden z jej pacjentów, którego podejrzewa o to, że przed samobójstwem
zamordował swoją żonę, choć policja jej śmierć uznała za naturalną. Ale może
się myli? Gwen nikomu nie powiedziała, że jej klient miał natrętne myśli na
temat zabójstwa żony… I to te poczucie winy zalewa w podrzędnym barze, gdy
poznaje się z Robertem, który od razu wpada jej w oko. Po zacieśnieniu
znajomości Robert prosi ją o pomoc w sprawie Randalla - chce, by stworzyła
profil sprawcy. Gdzie ich ta sprawa zaprowadzi? Czy faktycznie uda im się
postawić przed sądem tego, kto stoi za tymi bestialskimi zbrodniami?
"Zginęło sześciu młodych, dobrze się zapowiadających chłopców. Sześć rodzin doświadczyło niewyobrażalnej tragedii, która przez resztę życia nie przestanie wpływać na ich członków – rodziców, dziadków, rodzeństwo. I wszystko to po to? Dla spaczonej przyjemności jakiegoś chorego osobnika?"
Książka rozpisana jest na 44 rozdziały, z
których część dzielona jest na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w
trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Roberta i Nity (matki Scotta)
oraz w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Gwen. Ich relacje ułożone są
naprzemiennie, jednak bez wątpliwości to Gwen jest tą, której perspektywa
pojawia się najczęściej. Narrator prócz zdarzeń bierze również pod uwagę emocje
postaci, co widać przede wszystkim w postaciach kobiecych, Robert jest w
porównaniu do nich dużo bardziej enigmatyczny. Język, jaki powieść jest pisana,
jest codzienny, momentami potoczny, czasami pojawiają się bardziej dosadne,
czasami wręcz brutalne opisy czy wyrażenia. Mimo tego, cała książka pod kątem
stylu wypada nieźle - czyta się sprawnie i płynnie, bez wysiłku.
Akcja powieści rozpisana jest na trzy wątki
kryminalne: jeden z nich skupia się na kliencie Gwen, wokół którego, mimo
odprawionego pogrzebu, nadal węszy policja. To przez tę śmierć i dociekania,
Gwen zaczyna wątpić w swoje umiejętności, waha się, czy jako psycholożka nie
przeoczyła czegoś, co podczas sesji zdradził jej John Abbott. Bo może mogła tej
śmierci zapobiec? W takim momencie słabości poznaje ją Robert, jednak mimo iż
obydwoje zaczynają się zajmować sprawą Krwawego Rzeźnika, wątek Abbotta nie
znika.
"Prawda bowiem jest taka, że życzenie bliźnim śmierci albo fantazjowanie o skrzywdzeniu ich należy do standardowego repertuaru mentalnego człowieka. Może żyją na ziemi święci, co to nigdy nikomu źle nie życzyli, ale dwadzieścia procent ludzi na jakimś etapie swojego życia roztrząsało kwestię morderstwa."
Drugim wątkiem kryminalnym jest ich współpraca
- Roberta z Gwen, każdy w swoim gabinecie pochyla się nad aktami sprawy tego
brutalnego, bezwzględnego mordercy. Dzięki Gwen czytelnik ma wgląd w
psychologiczne informacje o seryjnych mordercach, a choć nie są one szczególnie
mocno rozwinięte, to jednak trochę ciekawostek fani kryminałów i true crime z
tego wyciągną. W tym wątku podejścia ciekawe są dwa: Gwen podchodzi do sprawy
czysto zawodowo, jak psycholożka, która ma możliwość zbadania seryjnego
mordercy, jednego z najgroźniejszych, który grasował po ulicach Los Angeles,
Robert z kolei ujęty jest jako ojciec ofiary uparcie wierzący w niewinność
oskarżonego. Poprzez niego na zbrodnię spoglądamy okiem ofiary, jej bliskich,
którzy po dokonanej zbrodni nie pragną niczego innego, jak tylko
sprawiedliwości. Tylko jaka sprawiedliwość może być dla wielokrotnego
gwałciciela i mordercy młodych chłopców?
"Prowadziłam terapię kilkorga rodziców po stracie dziecka. Wiedziałam, że żałoba Roberta nie minie. Że tylko rozcieńczy się w jego spojrzeniu. On sam nabierze wprawy w jej ukrywaniu, maskowaniu, lecz ona nigdy nie zniknie. Stratę dziecka można porównać do utraty kończyny. Pamięta się o niej przy każdym ruchu, dopóki przyzwyczajenie nie stanie się częścią człowieka."
Trzeci wątek jest równie ciekawy, może nawet
pod kątem psychologicznym najciekawszy. To wątek Scotta, który uciekł sprawcy.
Spoglądamy na niego oczami jego matki, która przejawia ambiwalentne uczucia -
ulga po odzyskaniu syna jest oszałamiająca, a jej obsesja zapewnienia mu
bezpieczeństwa wypiera z jej życia wszystkie inne potrzeby. A jednak jako matka
jak nikt inny zna swojego syna, wie kiedy kłamie i widzi to, gdy chłopak
opowiada o swojej ucieczce. Trzeba przyjrzeć się jeszcze baczniej, może wtedy
wpadnie na to, co tak mocno jej się nie zgadza?
"Tak naprawdę najgroźniejsi są ci najmilsi. (…) W przypadku wielu morderców część zabawy stanowi udawanie niewiniątka, ukrywanie swojej potwornej natury, wodzenie za nos reszty, co ich zdaniem tylko dowodzi, że są mądrzejsi od współobywateli."
Te trzy nakładające się i przenikające się ze
sobą wątki sprawiają, że ciekawość czytelnika nieustannie jest podsycana, a
czujność wzmożona, co zapewnia mocne zaangażowanie w akcję, która od początku
nie stoi w miejscu, a gdzieś za połową wyraźnie przyspiesza raz po raz
zarzucając czytelnika twistami. Jednak mam też wrażenie, że przez rozdzielenie
uwagi na trzy wątki, każdy z nich potraktowany jest dość powierzchownie -
jasne, każdy jest ciekawy, ale brakuje miejsca, by w każdy z nich faktycznie
solidnie psychologicznie się zagłębić. Szczególnie mocno odczuwalne jest to w
drugiej połowie powieści, gdzie autorka bardziej stawia na zaskakiwania
czytelnika niż na solidne uzasadnienie i motywowanie zdarzeń. Choć nie znaczy
to, że finał wyssany jest z palca - wręcz przeciwnie, intryga zaskakująco
dobrze spina się w całość.
"Drudzy zaliczają się do socjopatów, w których oczach inni ludzie się nie liczą. Morderstwo nie przynosi im radości, lecz stanowi rozwiązanie. Kiedy ktoś staje im na drodze albo ich denerwuje, rozprawiają się z nim w ten sam sposób, w jaki większość z nas traktuje komary – celny strzał, strzepnięcie trupka i jedziemy dalej. Tacy mordercy nie mają wyrzutów sumienia, nie czują żalu – ani satysfakcji – nie wracają do swego czynu w myślach, chyba że przyniósł konsekwencje lub wymaga uprzątnięcia śladów."
Poza wątkami kryminalnymi, nie brakuje też
wstawek z życia Gwen, które nie do końca mają z nimi związek. Czytelnik
obserwuje jej relacje z przyjaciółmi, z pacjentami, które momentami mogą wydać
się podkoloryzowane na potrzeby zwiększenia poczucia podskórnego lęku
czytelnika. Nie do końca jest to zabieg trafiony, mam wrażenie, że chwilami
autorka przesadziła, przez co niektóre sceny wypadły dość karykaturalnie. Poza
tym przez powieść przewija się też wątek romansowy, w historii przez sporą
część czasu czuć napięcie seksualne - odbiór tych fragmentów będzie zależeć od
preferencji czytelnika, sama takich wstawek nie lubię, a te prowadzone są dość
standardowo, więc nie wzbudziły mojego entuzjazmu. Zastanawiam się też, czy na
pewno były potrzebne, czy nie podziałały na historię odwrotnie niż powinny -
zamiast podsycać napięcie, przytępiały odbiór wątków kryminalnych.
“Dobre kłamstwo” to historia złożona, w której
przewija się sporo ciekawych psychologicznie tematów. Przyglądamy się rodzicom,
którzy stracili swoje dziecko na zawsze i rodzicom, którzy je odzyskali, a
sprawę brutalnego mordercy traktujemy dwojako - przede wszystkim jako opowieść
o wstrząsającej zbrodni, ale też i od strony technicznej - co powoduje sprawcą,
że dopuszcza się takich czynów? Czy da się jego ciemną stronę dostrzec, jeśli
wie się, gdzie patrzeć? A może wszystko to, to tak naprawdę jedno wielkie
kłamstwo? Niemniej jednak mam wrażenie, że to nie aspekt psychologiczny jest w
tej powieści najważniejszy, a prym wiedzie fabuła, która ma na celu zaskakiwać.
Dlatego myślę, że książkę najlepiej potraktować jako rozrywkowy thriller
kryminalny - nie nastawiać się na głębokie psychologicznie analizy, a po prostu
na dobrą rozrywkę, która gdzieś tam pod spodem sygnalizuje kilka ciekawych
refleksji.
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!




.jpg)






