lipca 17, 2026

"Klan" Pascal Engman

"Klan" Pascal Engman

Autor: Pascal Engman
Tytuł: Klan
Cykl: Klan, tom 1
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Data premiery: 01.07.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 432
Gatunek: powieść kryminalna
 
Pascal Engman ma szwedzko-chilijskie korzenie, co w pewien sposób wpływa na jego twórczość - akcja jego powieści dzieje się w Szwecji i najczęściej kręci się wokół przestępczości zorganizowanej, wojen gangów, które od ponad dekady przyjmują w tym kraju zatrważające rozmiary, ale sam autor, po solidnym researchu, tworzy je pomieszkując w Chile. Swoją karierę zawodową od zawsze wiązał ze słowem pisanym, początkowo jednak pracował w szwedzkiej gazecie. W 2016 z kraju wyjechał, by napisać swoją pierwszą powieść wydaną rok później pt. “Patrioci” (w Polsce ukazała się w 2018 roku nakładem Wydawnictwa Sonia Draga). Od tego czasu stworzył kilkanaście powieści, składające się na trzy cykle - pierwszy z policjantką Vanessą Frank, która przyniosła mu światową rozpoznawalność (w Polsce wydany został tylko tom pierwszy przez Wydawnictwo Amber), drugi z Tomasem Wolfem pisany w duecie z Johannesem Selåkerem (w Polsce wydane zostały dwa pierwsze tomy przez Wydawnictwo Czarna Owca) oraz najnowszy Klan, liczący na ten moment dwa tomy w rodzimym języku autora, którym na polskim rynku zaopiekowało się Wydawnictwo Dolnośląskie. Twórczość Engmana cieszy się dużą popularnością, prawa do ekranizacji części książek zostały sprzedane, a ilość egzemplarzy liczona jest już w milionach. Autor na koncie ma też kilka nagród literackich. Trochę dziwi więc fakt, że jego twórczość na polskim rynku jakoś nie potrafi zagrzać miejsca - mam nadzieję, że seria Klan to zmieni!
 
1 września 1997 roku w sztokholmskim szpitalu spotykają się dwie kobiety, które właśnie urodziły - Fatima i Michaela. Fatima trzyma w ramionach Josefa i czeka na wizytę jego ojca, choć z każdą kolejną chwilą coraz mocniej uświadamia sobie, że została w swojej biedzie sama. Michaela tuli Antonię - ich życie ma potoczyć się całkiem inaczej, pełna rodzina, dobra sytuacja finansowa mają pozwolić dziewczynce na wygodne życie.
Dekadę później życie dzieciaków wchodzi na nowe tory - Josef dorasta, coraz wyraźniej widzi, jak wiele sił i zdrowia kosztuje jego matkę zapewnienie im bytu, kiedy tuż obok młodzi gangsterzy biegają z kieszeniami pełnymi pieniędzmi. On jednak nie zamierza do nich dołączać, tylko co może zrobić, by odmienić ich los i by w końcu nie czuć się takim samotnym? Antonia z kolei mimo finansowego dostatku też mierzy się z samotnością, jednak jest to samotność innego rodzaju - w szkole jej rówieśnicy coraz mocniej jej dokuczają, ale przepełniona wstydem nikomu nie chce tego zdradzić. Do czego te poczucie samotności i bezsilności ich doprowadzi?
Tuż obok rok młodsza Zara wiedzie jeszcze szczęśliwe dzieciństwo w rodzinie Mansourów, wielkiego arabskiego klanu, który terroryzuje kluczowe miasta Szwecji i Niemiec. Falę przemocy obserwuje młody policjant, Hjalmar, któremu nie zależy na awansach - chce po prostu spełniać dobrze swoją społeczną rolę, zapewniać bezpieczeństwo tym, którzy nie są w stanie sobie go zapewnić.
 
Książka rozpisana jest na prolog i pięć części, z których każda składa się z osobno numerowanych rozdziałów. Każda część opisuje zdarzenia z kolejnych lat dorastania bohaterów, a każdy rozdział jest przypisany do określonego miesiąca. Dodatkowo rozdziały dzielone są na krótsze fragmenty, których narracja trzecioosobowa narracja czasu teraźniejszego rozłożona jest naprzemiennie. Styl powieści jest prosty, zdania krótkie, mają specyficzny rytm, do którego początkowo trzeba się przyzwyczaić. Jako że historia toczy się w różnych środowiskach, to od czasu do czasu pojawiają się wtrącenia w innym języku, najczęściej arabskim lub angielskim, które od razu są w przypisach tłumaczone. Przez osadzenie części akcji w środowisku gangsterskim nie brakuje w dialogach wulgarnych określeń, jednak autor używa ich rozważnie, oszczędnie, tylko na tyle, by oddać charakter opisywanej społeczności. Po początkowym zaznajomieniu się ze stylem autora, książkę czyta się bardzo łatwo, szybko i płynnie - dwa czy trzy razem zrobiłam przystanek, by zastanowić się nad doborem słowa przez tłumaczkę, to jednak w żaden sposób nie wpłynęło na moje zaangażowanie w lekturę.
„Hjalmar wie, że jeśli ten dzieciak nie otrzyma pomocy, z czasem jego rozgoryczenie przerodzi się w nienawiść do innych. Zastanawia się, ilu takich Josefów jest w tej chwili w Sollentunie, w Sztokholmie, w całej Szwecji. I jaką cenę zapłaci społeczeństwo oraz rodziny tych chłopców, kiedy oni dorosną.
Ludzie nie chcą żyć w strachu.
Łatwiej im obrócić strach we wściekłość na cały świat. To o wiele prostsze.”
Tak naprawdę ciężko tę książkę nazwać kryminałem - to po prostu obraz kilku dzieciaków dorastających w dzielnicy Sztokholmu znajdującej się pod władzą jednej gangsterskiej rodziny. Dzielnicy, w której tuż obok ludzi normalnie żyjących, mieszkają ci, co ledwo wiążą koniec z końcem, Szwedzi tuż obok imigrantów pochodzenia arabskiego, afrykańskiego czy z Ameryki Południowej. Dzielnicy, w której już na początku drugiego tysiąclecia policja nie ma za wiele do gadania, a z kolejnymi upływającymi latami jest coraz gorzej. Poprzez ten obraz autor przygląda się temu, z czym borykają się tacy chłopcy jak Josef, dobry dzieciak, który ze wszystkich sił stara się nie mieszać w sprawy gangsterów, nie stawać na drodze przemocy, która obecna wokół sprawia, że ani na chwilę nie czuje się bezpieczny.
„Pragnąłby, żeby Josef zrozumiał, że nie ma drogi na skróty. I że wybory, jakich właśnie dokonuje, naznaczą całe jego przyszłe życie. A nawet życie jego dzieci, jeśli się na nie zdecyduje.”
Poprzez osadzenie historii w takim środowisku, autor kusi się o wyraźny komentarz społeczno-polityczny. Pochyla się nad tym, co Szwecję od ponad dekady mocno boli - wojny gangów, przemoc, ciągle strzelaniny, strach zwyczajnych mieszkańców to problemy, z którymi faktycznie społeczeństwo szwedzkie się mierzy, a autor dobrze oddaje mechanizmy dojścia do władzy, sposób funkcjonowania takich grup przestępczych. Bezsilność zwyczajnego społeczeństwa daje do myślenia, choć nie są to przemyślenia wesołe.
„Społeczeństwo ją zawiodło.
A powinno ją chronić.
Musi ją chronić.
„Ale społeczeństwo to ja” – myśli Hjalmar.”
Niemniej to nie jedyny problem, jaki w powieści się pojawia. Poprzez obraz dwóch dziewczyn pochylamy się również nad problemem uzależnienia od narkotyków, hejtu i prześladowania oraz bezwolności kobiet w arabskim świecie.
 
Tym, co buduje całą powieść, co sprawia, że czuje się ją całym sobą, są kreacje postaci. Stopień ich dopracowania psychologicznego zrobił na mnie ogromne wrażenie, a dzięki temu, że towarzyszymy im od lat dziecięcych, możemy w pełni wczuć się w ich sytuację, dobrze zrozumieć ich emocje i motywacje. Te postacie, choć znajdujące się w bardzo różnych punktach na społecznej drabinie, są połączone samotnością, bezsilnością i gniewem na to, jak świat, w którym żyją ,wygląda. Tylko co z tą złością mogą zrobić? Na ich przykładzie autor rysuje poruszający obraz społeczeństwa, które terroryzowane jest przez jedną grupę ludzi, jedną rodzinę, która zebrała całą władzę, sieje postrach i rozprowadza zło w postaci broni i narkotyków w całej dzielnicy. Nie zliczę ile razy podczas lektury czułam złość, wściekłość wręcz, ile razy płakałam nad losem postaci, tych młodych ludzi, którym miejsce życia zdeterminowało ich ścieżki życiowe.
„– Jedno życie – powtarza. – Każdy ma tylko jedno życie.”
A co z samą akcją, intrygą? Dzięki naprzemiennej narracji historia jest dynamiczna, a dzięki przeskokom czasowych, historii rozciągniętej na kilkanaście lat, czytelnik ma wrażenie, że cały czas coś się dzieje - w końcu zatrzymujemy się w sytuacjach znaczących, które coś w losie postaci zmieniają. Poprzez emocjonalne zaangażowanie czytelnika książka z czasem staje się nieodkładalna, a finalny twist faktycznie zaskakuje. Historia jednak nie jest zamknięta - w kolejnych tomach poznamy dalsze zmagania z życiem tych postaci.
 
Wilki na okładce powieści „Klan” nie są tylko chwytem marketingowym - to metafora, którą można rozpatrywać na kilku poziomach. Hasło “człowiek człowiekowi wilkiem” dobrze obrazuje relacje pomiędzy gangami, pomiędzy gangiem i zwyczajnymi szwedzkimi obywatelami. A wilki przecież żyją w watasze, w mocno zhierarchizowanej grupie - dokładnie tak jak rodzina Mansourów, gang narkotykowy trzęsący częścią Sztokholmu. To nie jest jednak powieść gangsterska - to opowieść o trójce nastolatków, który los zdeterminowany jest przez miejsce zamieszkania. Powieść bogatych kreacji psychologicznych i skrajnych emocji, które raz po raz ściskają gardło tak, że w niektórych momentach z żalu nie da się oddychać. Pozostaje mi tylko zapytać - dlaczego pod ręką nie mam od razu tomu drugiego?!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 16, 2026

"Ostatnie cięcie" Andrea Camilleri

"Ostatnie cięcie" Andrea Camilleri
Autor: Andrea Camilleri
Tytuł: Ostatnie cięcie
Cykl: komisarz Montalbano, tom 24
Tłumaczenie: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Data premiery: 01.07.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 240
Gatunek: powieść kryminalna
 
Andrea Camilleri uznawany jest za jednego z najwybitniejszych pisarzy włoskich XX i XXI wieku. Na rynku powieściowym debiutował dobrze po pięćdziesiątce, serię, która przyniosła mu światową sławę, jak i miano fenomenu czytelniczego rozpoczął jeszcze później, już zbliżając się do siedemdziesiątki i tworzył ją do samego końca swojego życia, a ostatnie jej tomy zostały wydane pośmiertnie. To seria z komisarzem Montalbano, duma Sycylii, którą pokochały całe Włochy, czemu dali wyraz nie tylko w milionowych nakładach sprzedanych egzemplarzy, ale też i uwielbianych przez nich ekranizacjach. Podobno do teraz w sycylijskich hotelach i pensjonatach na półce można znaleźć co najmniej kilka tomów tej serii.
Do Polski komisarz Montalbano trafił kilka lat po premierze włoskiej. “Kształt wody”, czyli tom pierwszy w naszym kraju pojawił się w 2001 roku i od tego czasu znajduje się pod opieką wydawniczą Oficyny Literackiej Noir sur Blanc. Teraz, ponad dwadzieścia lat później, pierwsze tomy serii doczekały się systematycznie ukazujących się wznowień, a cała seria jeszcze nie dotarła do końca - u nas właśnie pojawił się tom dwudziesty czwarty z dwudziestu ośmiu, jakie Camilleri zdążył napisać. Przy takiej ilości oczywiste jest, że każdy tom można czytać od pozostałych niezależnie.
 
Mała sycylijska miejscowość Vigata od pewnego czasu boryka się z poważnym problemem. Co noc do portu przybijają statki wypełnione muzułmańskimi uchodźcami. Obsługa portu plus kilkuosobowa załoga lokalnego komisariatu nie radzą sobie z taką ilością osób, których trzeba przypilnować, skierować we właściwe miejsce, uspokoić. Czasem też wsadzić do więzienia - podczas ich przepraw nieraz dochodzi do dramatycznych przestępstw. Tak wygląda każda noc, a przecież w ciągu dnia policjanci potrzebni są w komisariacie. Tak przecież nie da się funkcjonować, prawda? W tym wszystkim partnerka Montalbana wysyła go jeszcze do krawcowej! Bo przecież ludzkie tragedie ludzkimi tragediami, ale życie sycylijczyków i Włochów kręci się dalej - wkrótce mają się wybrać na odnowienie przysięgi małżeńskiej bliskich znajomych, więc Montalbano musi się dobrze prezentować! Problem w tym, że zanim jego garnitur będzie gotowy, w pracowni krawieckiej dochodzi do zbrodni.
 
Książka rozpisana jest na osiemnaście rozdziałów, które nie są pisane jednym ciągiem - każdy z nich dzielony jest na krótsze, wygodne fragmenty, pojedyncze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Montalbana, którego poznajemy nie tylko czyny, ale też i myśli. Styl powieści jest dla serii charakterystyczny - lekki i zadziorny, w którym przekleństwa przewijają się tuż obok cytowanej poezji. A mimo to określiłabym go jako wyważony i uniwersalny, przyjemny w odbiorze niezależnie od wieku czytelnika.
Ogromnym atutem całej serii jest umiejętność Camilleriego do budowania nieszablonowych, ciekawych, a zarazem ludzkich postaci, które rozmawiają ze sobą lekko, naturalnie, a zarazem z dobrym, momentami wyraźnie sarkastycznym poczuciem humoru. Każda postać wypowiada się w nieco inny sposób, każda ma własne tempo i cechy, którymi zwraca uwagę. Może to naleciałości autora z czasów, gdy wystawiał sztuki na scenie teatralnej? Powieściowe dialogi to praktycznie gotowe scenki do zagrania przed szerszą publicznością.
„(…) gdy już urzeczywistniliśmy wspaniały sen o zjednoczonej Europie, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby zniszczyć ją od podstaw. Spieprzyliśmy historię, politykę, a nawet gospodarkę. Jedyne, czego się nie tknęliśmy, to idea pokoju. Bo wyżynaliśmy się nawzajem przez stulecia i mieliśmy już tego dość. Zdążyliśmy jednak zapomnieć, jak to było, dlatego wykręcając się uchodźcami, wróciliśmy do granic,starych i tych nowych z drutu kolczastego. Mówią, że wśród uchodźców kryją się terroryści, zamiast powiedzieć, że ci nieszczęśnicy właśnie przed terrorystami uciekają.”
W centrum powieści stoją postacie, a zatem i ten, który jest bohaterem głównym całej serii - komisarz Montalbano. To postać z charakterem, sycylijskim temperamentem, który mimo to wie, kiedy przytaknąć, ale i tak robić swoje. I choć takie zagrania dotyczą przede wszystkim życia zawodowego, to i w prywatnym też mu towarzyszymy. W jego wieloletnim związku z Livią, w jego przymiarkach u krawcowej czy posiadówkach w restauracji - bo trzeba zaznaczyć, że jedzenie w tej powieści, w ogóle w całej serii odgrywa bardzo ważną rolę. A choć w tym tomie nie ma szczegółowych opisów, to same nazwy dań sprawiają, że chciałoby się wyszukać wszystkie przepisy i samemu je przetestować. Montalbano jest więc postacią pełną, która w całej swojej karierze policyjnej zachowała czułość, wrażliwość i pogodę ducha, co sprawia, że mimo jego pomniejszych uszczypliwości i paru dziwactw, nie da się go zwyczajnie nie polubić.
Z policją jest jak z medycyną: funkcjonariusze utracili intuicję i biernie przyjmują naukowe wyniki, tak jak lekarze utracili zmysł diagnostyczny i zawierzyli jedynie analizom. A wszystko w kraju, gdzie każdy uważa się za policjanta, lekarza sądowego, sędziego i prokuratora, stając po jednej albo po drugiej stronie z zapalczywością równą kibicom, którzy udają się na mecz piłki nożnej.”
Samo miejsce akcji ma duże znaczenie. Niewielkie miasteczko, bliskość morza, którego szum słychać na kartach powieści, mewy i turyści zapewniają dość wakacyjny klimat, a jednak w tym wszystkim nie brakuje dobrze oddanego tła społecznego, klimatu społeczności sycylijskiej, która we współczesnej dobie wcale już nie składa się z samych Włochów. Ta wielokulturowość jest dobrze odczuwalna, a zarazem wśród mieszkańców nienachalna - dopiero poznając postacie bliżej możemy zorientować się jakiej są narodowości.
„(…) zaczął się zastanawiać, jak wielki altruizm i uczynność marnują się w tragedii, która powtarza się noc w noc.
Flecista zrezygnował z wygodnego życia, z dala od zagrożeń, wyrzekł się oklasków, wyrzekł się swej sztuki, żeby biec na ratunek rodzinie, choć i jemu groziło niebezpieczeństwo — mógł skończyć w więzieniu jak brat.
Wraz z ofiarami na dno szła najlepsza cząstka człowieka.”
Bo tak naprawdę nie jest to po prostu powieść kryminalna. Obok zagadki i funkcji dostarczania czytelnikowi rozrywki, mocno angażuje się we współczesne problemy świata, w tym przypadku tematem, który zaprząta uwagę, jest problem uchodźczy, który przecież Polakom nie jest wcale obcy. Montalbano wraz z całym pozostałymi funkcjonariuszami policji co noc odbiera z portu nielegalnych imigrantów, boryka się z lokalną polityką i zwyczajnym brakiem sił na to wszystko. To baza do tego, by pogadać o problemie, by pochylić się nad ludzką krzywdą, ludźmi, którzy w jednej chwili tracą wszystko, muszą ruszać w nieznane, by przeżyć, a mimo to tam, gdzie trafiają, traktowani są jak przestępcy. Tym wątkom dużo uwagi poświęcamy z początku powieści, powoli kierując się w stronę kryminału, a jednak to one poruszają najmocniej.
„— Do więzienia? Nasze ojczyźniane pudła pękają w szwach od tych nieszczęśników.
— Komisarzu, ale tu chodzi o usiłowanie zabójstwa!
— Jasne, Fazio, ale podyktowane przez niedostatek i rozpacz. Czy kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, gdzie się znajdują organizatorzy tego procederu? A w Unii Europejskiej nic tylko debatują nad rozwiązaniem kwestii nielegalnej migracji podczas bankietów, przy suto zastawionym stole, na którym królują nasze ryby.”
Mimo że początek powieści wydaje się dość obyczajowy, to jednak autor od początku buduje fabułę pod kryminał. Gdy już do zbrodni dochodzi, śledztwo prowadzone jest w spokojnym, nawiązującym do klasyki tempie, w którym jest czas na człowieka i jego emocje. Dla Montalbana ta zbrodnia wydaje się szczególnie poruszająca, co jego samego dziwi, a jednak poprzez to, jak i wyczerpanie spowodowane brakiem snu śledztwo nie idzie mu tak sprawnie, jak by sobie życzył, jest ewidentnie zdekoncentrowany. By rozwiązać zagadkę musimy poznać ofiarę, kim była, jakie życie prowadziła, jak była odbierana przez innych i jakie tajemnice skrywała. Pomóc w tym może tylko rozmowa z jej otoczeniem, obserwacja i dedukcja – do tego wszystkiego potrzebny jest spokój, możliwość koncentracji, a jak to zrobić, gdy co chwilę w porcie pojawia się nowy problem?
Na rozwiązanie zagadki czytelnik nie będzie raczej w stanie sam wpaść, choć bardzo subtelne tropy do niego wiodące są po historii rozrzucone. Trochę mnie to rozczarowało, w tego typu kryminałach lubię mieć możliwość złożenia wszystkim kawałków układanki samodzielnie - czasami równoważy to zaskakujące i dobrze rozpisane zakończenie, ta sprawa jednak wydała mi się rozwiązana trochę za szybko i bez dużego efektu wow. Nie da się jej jednak odmówić, że jako dramat jednostki od strony psychologicznej przedstawiona jest doskonale.
Dzięki wypracowanej dyscyplinie policyjnej robił to, co było do zrobienia, ale jego ludzka dusza nie potrafiła w sobie pomieścić ogromu tragedii.”
Ciężko mówić o przesłaniu powieści bez zdradzania na czym opiera się cała zagadka kryminalna. Może zatem ogólnie? Autor pochyla się nad postaciami, które pozornie otwarte, niewiele tak naprawdę o sobie zdradzają, co zmusza do dość klasycznych pytań: jak dobrze znasz bliską ci osobę? Czy podczas spotkań interesujesz się tym, kim jest naprawdę, a może wolisz przymykać oko, bo łatwiej jest nie dociekać, nie wyciągać niewygodnych tematów na wierzch? Prywatne dramaty są tym mocniej wyraziste, bo przecież rozgrywają się w świecie w pewien sposób pochłoniętym wojną, a zatem na tle dramatów całych narodowości. Jak w takiej rzeczywistości budować związki oparte na miłości i zaufaniu? Jak długi termin ważności w takich warunkach może mieć miłość?
(...) to najwspanialsza lekcja, jaką otrzymałem od Eleny: jak być zawsze gotowym na życie i jak przyjmować to, co ono ofiarowuje.”
Mimo niewielkich rozmiarów, “Ostatnie cięcie” jest powieścią bardzo pojemną: to nie tylko kryminał, ale też i komentarz społeczny, jak i humorystyczna powieść obyczajowa, a wszystkie jej elementy są odpowiednio wyważone. Gorący temperament sycylijczyków czuć w każdym dialogu, nie brak też i momentów zadumy, a nawet złości na to, jak wygląda ówczesny świat. Mimo tego po skończonej lekturze pozostaje wrażenie powrotu z wakacji - w końcu w sycylijskim słońcu, a dużą ilością dobrego jedzenia pod ręką nie da się nie odpocząć!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach maratonu czytelniczego #montalbanonatalerzu (IG -klik!, FB - klik!) organizowanego we współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 15, 2026

"Dotyk śmierci" Lisa Regan - zapowiedź patronacka

"Dotyk śmierci" Lisa Regan - zapowiedź patronacka
Po półrocznej przerwie powraca Josie Quinn! Już 29 lipca, dokładnie za dwa tygodnie, w polskich księgarniach zagości dwunasty tom serii z tą bohaterką pt. „Dotyk śmierci”! Książka, jak i pozostałe tomy, została objęta patronatem Kryminału na talerzu.

Po dramatycznych przeżyciach Josie Quinn wraca do pracy w wydziale policji w Denton. Już pierwszego dnia rozpoczyna dochodzenie w sprawie zaginięcia kobiety. Bez śladu zniknęła Krystal Duncan, matka jednego z dzieci, które poniosły śmierć w wypadku szkolnego autobusu. Wkrótce ciało Krystal zostaje znalezione przy grobie córki. Usta zmarłej są pełne wosku.
Badania wykazują, że wosk może pochodzić ze świecy zapalonej ku pamięci ofiar katastrofy. Ten trop prowadzi Josie do grupy wsparcia dla pogrążonych w żałobie rodziców. Z czasem okazuje się, że żaden z jej członków nie mówi prawdy o tamtym tragicznym dniu. Gdy w pobliżu miejsca wypadku detektywka odkrywa ciało kolejnej zamordowanej matki, wie, że musi działać szybko. Tylko wówczas zdoła ocalić ludzi, którzy już raz stracili to, co najcenniejsze…

Oczywiście nie musicie serii znać, by sięgnąć po tom najnowszy – Lisa Regan chyba od początku przeczuwała, że przygody Josie nie będą się ograniczać do kilku tomów, bo pisze je tak, że czytelnik może dołączyć do nich w każdym momencie. Seria jest też bardzo uniwersalna – każdy fan kryminału znajdzie w niej coś dla siebie! Dynamiczne śledztwa, ale też dobra psychologia postaci sprawiają, że po prostu nie można się od tych historii oderwać! Jeśli macie ochotę poczytać więcej o poprzednich tomach, to zapraszam na recenzje, znajdziecie tu - klik!

A co przyniesie najnowszy tom? Bardzo emocjonujące śledztwo! Nie będzie łatwo, bo sprawa dotyczy matki pogrążonej w żałobie – zniknęła kobieta, która niedawno straciła dziecko w wypadku autobusu szkolnego. Wypadku, w którym wiele maluchów straciło życie… Josie, sama po niedawnych trudnych przeżyciach, będzie więc musiała się zmierzyć z bólem osób, które doświadczyły czegoś tak niewyobrażalnego, że nie ma na to nawet określenia w słowniku. Lisa Regan dobrze gra na emocjach czytelnika, absorbując tak, że od książki zwyczajnie nie można się oderwać!

Autorka: Lisa Regan
Tytuł: Dotyk śmierci
Cykl: Josie Quinn, tom 12
Tłumaczenie: Marta Czub
Data premiery: 29.07.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 336
Gatunek: kryminał

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim. 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 14, 2026

"W gąszczu kłamstw" Tommaso Pagano

"W gąszczu kłamstw" Tommaso Pagano

Autor: Tommaso Pagano
Tytuł: W gąszczu kłamstw
Tłumaczenie: Lucyna Rodziewicz-Doktór
Data premiery: 24.06.2026
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 282
Gatunek: powieść kryminalna
 
Kiedy sycylijski prokurator bierze się za pisanie powieści kryminalnych, czytelnicy mogą być spokojni - dostaną coś nietuzinkowego! Tommaso Pagano, Włoch mieszkający od kilkunastu lat na Sycylii, pracuje jako zastępca prokuratora w Syrakuzach. Od sześciu lat może też nazywać się pisarzem - debiutował w 2020 roku powieścią “Il bambino che disegnava le anime” (na pol. Dziecko, które rysowało dusze), która została ciepło przyjęta nie tylko przez czytelników, ale też i krytykę - zdobyła kilka ciekawych nominacji do literackich nagród. A mimo to autor czekał pięć lat ze swoim drugim tytułem. Dopiero w 2025 roku na rynku włoskim wydana została powieść “W gąszczu kłamstw”, która właśnie teraz ukazała się w Polsce. To tym tytułem autor u nas debiutuje i robi to w doskonałym stylu!
 
Dziesięć lat temu zmarła policjantka Anna Musumeci - znalazł ją jej własny ojciec, powieszoną, ubraną w samą halkę, co sprawiło, że od razu zaczął wątpić, że zrobiła to sama sobie. Policja była jednak nieugięta - w jej kieszonce znaleziono kilka słów, list pożegnalny, śledztwo zostało więc zaraz zamknięte. Mimo to nikt z jej bliskich się z tą śmiercią nie pogodził: ani jej ojciec, ani mąż, ani przyjaciel, który wtedy był jej podwładnym. Nawet syn, który w chwili jej śmierci miał trzy lata. Teraz mija dekada od tego zdarzenia, na Sycylii oznacza to, że, jak określa to 13-letni Tommaso, kości zostaną wymieszane z ziemią. To ostatni moment na to, by ponownie zbadać ciało jego matki, przekonuje więc dziadka, by spróbowali samodzielnie przeprowadzić śledztwo. W końcu podstawowe informacje mają, prawda? Wiedzą, że Anna pracowała wtedy nad sprawą, która mogła przysporzyć jej kłopotów… Muszą wykonać pracę policji, która, mimo iż nękana przez Tommasa anonimami, ewidentnie nie zamierza przyjrzeć się sprawie ponownie.
A jednak pod tym względem nie ma racji - policjant Vito też nie może o Annie i swoich wątpliwościach w stosunku do jej śmierci zapomnieć. Ma pewien punkt zaczepienia, mało obiecujący, ale jednak - zamierza nim podążać z pomocą swoich podwładnych.
Zastanawia się, który z nich ma gorzej. Czy bardziej bolą wspomnienia, które się ma, czy te, których się nie ma.”
Książka rozpisana jest na trzydzieści jeden kilkustronicowych, tytułowanych rozdziałów, które dzielone są zapisem nagrań z dyktafonu Tommasa - te fragmenty zatytułowane są po prostu “Klik”, w sumie jest ich pięć. Narracja prowadzona jest z perspektywy Tommasa i Vita w trzeciej osobie czasu teraźniejszego (oczywiście poza nagraniami, które pisane są w osobie pierwszej), od czasu do czasu pojawia się i trzecia perspektywa kogoś z postaci drugoplanowych. Co ciekawe, dłuższe rozmowy zamknięte są w rozdziały - pisane bez komentarzy, bez didaskaliów, bo skoro rozmówców jest dwóch, to więcej komentować nie trzeba. W tych rozdziałach emocje zamykają się w słowach i wielokropkach, które oznaczają ciszę. Język w powieści użyty jest z rozmysłem, a jednak nie brakuje w nich mocniejszych słów, przekleństw, które według Vita są nieodłączną częścią sycylijskiej mentalności.
Styl jest bardzo lekki, momentami zabawny na tyle, że kilka razy zaśmiałam się w głos, a jednak stylistycznie mocno dopracowany, momentami, szczególnie w krótkich opisach, na tyle subtelnie metaforyczny, liryczny, że brzmi pięknie, ale nie odciąga uwagi od tego, co naprawdę ważne - od postaci, ich relacji, ich przeżyć.
Niektóre myśli są cierpliwe jak jaguary. Potrafią czai się w cieniu przez wiele godzin, miesięcy, lat, w ciszy za lianami, żeby obserwować ofiarę i poznawać jej zwyczaje.
Sądził, że myśli dotyczące śmierci jego córki, wątpliwości w kwestii jej samobójstwa odeszły w dal, że się zmęczyły, że zrezygnowały z polowania. Ale nie, były tam, gdzie zawsze, ukryte w listowiu, dzień po dniu coraz bardziej głodne, i czekały na właściwy moment, a teraz, kiedy od nadszedł, znowu wyskakują z mroku, są wszędzie, na ulicach Ortygii, w domu, w pytającym spojrzeniu wnuka. Znowu wyskakują, żeby zanurzyć w nim swe zębiska.”
Bo jest to historia o żałobie, próbie uporania się ze stratą po kimś, kto zajmował w życiu drugiej osoby bardzo ważne miejsce. To codzienna walka z poczuciem pustki, której nie da się zapełnić, walka o to, by mieć siłę, by żyć samodzielnie. To też refleksja na temat tego, czy łatwiej jest pamiętać, czy nie - na przykładzie dziadka, ojca zmarłej i wnuka, który, gdy kobieta zmarła, miał 3 latka, a zatem w ogóle jej nie pamięta. O jednak taka strata i tak odcisnęła się na jego życiu - on zna matkę tylko z opowieści, a dziadek i jego ojciec mogli ją poznać naprawdę. Mimo że o tym się nie mówi, taka pustka też jest okrutna, trudna do pogodzenia, choć odbiera się ją całkiem inaczej niż tą, którą czują jego bliscy. Ważnym zagadnieniem jest też życie z poczuciem winy, które czuje rodzina osoby popełniającej samobójstwo. Dlaczego nie dostrzegli czegoś wcześniej? Dlaczego nie uchronili tej osoby przez krokiem ostatecznym? Czy nie podobali odpowiedzialności, jak wiąże się z tak bliskimi relacjami, odpowiedzialności za drugiego człowieka? A co z kłamstwami? Czy nie każdy w jakiś sposób nimi się otacza, by codzienność była łatwiejsza do zniesienia? Czy są kłamstwa wybaczalne, czy bez względu na motywacje, wszystkie są tak samo haniebne?
„- Czy według Kościoła ktoś, kto okłamuje własnego tatę, popełnia grzech śmiertelny?
- Nie, raczej nie.
- A nie jest to straszne kombo “nie mów fałszywego świadectwa”, ósme, i “czcij ojca swego i matkę swoją”, czwarte?
- No wiesz…
- No może chodzi o podwójny grzech? Taki superśmiertelny?
- Ja bym tego tak nie traktował. Powiedzmy, że to zależy.
- Od czego?
- Cóż. Moim zdaniem od tego, w jakim celu się kłamie, z jakim zamiarem.
- A moim zdaniem albo coś jest grzechem, albo nie. To są przykazania, a nie sugestie.”
Wątek kryminalny podzielony jest na dwa śledztwa: wnuka i dziadka oraz policji. A choć mocno się od siebie nastrojem różnią, to jednak mają punkt wspólny - w każdym z nich w centrum stoi człowiek, jego emocje, uczucia. Mimo tego, że wątek policyjny oscyluje wokół tematyki przekrętów gospodarczych, nielegalnych transakcji, wręcz gangsterki, to jednak nie przybiera on formy sensacji, bo głowę zaprzątniętą mamy dylematami Vita, wątpliwościami dotyczącymi śmierci Anny, które nadal go napędzają, ale też i aktualnymi zmaganiami, jakie funduje mu rola męża Alice. Obok niego pojawiają się trzy inne ciekawe kreacje - każda wyrazista, mimo tego, że drugoplanowa.
Ale nie czuje złości.
Czuje jedynie ból identyczny do tego, który widzi przed sobą po drugiej stronie biurka.
Ból niewytłumaczalny, nieuleczalny, dziesięcioletni, przekazywany z pokolenia na pokolenie.”
Śledztwo prowadzone przez dziadka i wnuka mocno osadzone jest na ich bliskiej relacji. Swoboda, z jaką się porozumiewają, w jaki sposób żartują, łapie za sercu, ich bliskość jest wręcz namacalna. Dziadek Tommasa to postać mocno ekscentryczna, człowiek, który stracił już wiele z tych, do których się przywiązał. Został mu tylko wnuk i wspomnienia z przeszłości, które czasami wygrywają, przejmują kontrolę, a smutek nie pozwala normalnie funkcjonować. To poruszająca postać, nie inaczej jest też z jego wnukiem. Autor wybrał mu bardzo odpowiedni wiek - trzynaście lat to czas pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, przez co niektóre wypowiedzi postaci wydają się bardzo dojrzałe, inne pytania z kolei dziecinne. Ale to dobrze, dzięki tej prostocie na pewne sprawy możemy spojrzeć inaczej.
- I zwracam ci uwagę, że twoja wycieraczka leży na odwrót.
- A ja ci zwracam uwagę, że to świat ma mnie witać za każdym razem, gdy wychodzę, a nie na odwrót.”
Sama akcja powieści toczy się spokojnym rytmem, w którym jest miejsce na codzienność postaci, ich własne, prywatne dylematy, jasno zasygnalizowane, ale opisane w sposób bardzo skondensowany, dzięki czemu nie tracimy z oczu rdzenia fabuły. Dzięki dwóm różnym perspektywom ciekawość czytelnika utrzymana jest na stałym poziomie, a równocześnie nie przytłacza typowo kryminalnym, dusznym klimatem - zabawne wstawki dziadka i wnuka dobrze rozluźniają te nieznośne napięcie. A jednak w jakiś sposób autor przemyca powagę sytuacji, której przez większą część lektury się nie czuje, ale która jest cały czas obecna i która przejmuje kontrolę pod koniec historii - zakończenie po prostu ogłusza, zostałam po nim bez słów.
Vito patrzy na niego, na jego sztywną białą koloratkę w kołnierzyku koszuli i myśli, że kapłan ma za zadanie coś całkiem przeciwnego: musi zawsze myśleć dobrze, z całych sił, i szerzyć dobro.
Dochodzi do wniosku, że to gorszy los niż jego.”
“W gąszczu kłamstw” to niesamowita lektura. Przez większą część bawi doborem postaci, ich ekscentrycznych, a zarazem tak wzruszająco bliskich relacji, by w momencie, kiedy czytelnik się tego nie spodziewa, przypomnieć, co jest bazą tej historii - strata, cierpienie, lęk przed utratą najbliższych, który, gdy przybiera fizyczną formę, kiedy w końcu się spełnia, przejmuje nad życiem kontrolę. Mimo zabawnych sytuacji to gorzka opowieść o zaufaniu, obezwładniającej miłości, która jest silniejsza niż śmierć. To powieść o nadziejach i rozczarowaniach przedstawionych oczami nie tylko dorosłych, ale i dziecka. Podana w pięknym stylu, dopracowanym do perfekcji, ale tak swobodnie, że tego ciężaru słów w ogóle się nie odczuwa. Jestem pod ogromnym wrażeniem! I teraz pozostaje już tylko mieć nadzieję, że Oficyna Literacka Noir sur Blanc ma w planach wydanie debiutu autora, jak i że sam autor już coś dalej pisze - nie mogę się doczekać, by ponownie spotkać się z jego prozą!
Ale w pewnym momencie wszystko i tak się skończy.
Ludzie, medale, koty, olimpiady, misje.
Są tylko dwa wyjścia.
Albo ty się skończysz razem z nimi, albo będziesz żyć dalej. Zależy od ciebie.”
Moja ocena: 8,5/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Oficyną Literacką Noir sur Blanc.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 14, 2026

Book tour z "Jeszcze nie teraz"!

Book tour z "Jeszcze nie teraz"!

Po niedzieli spędzonej pod szyldem wywiadu z Arturem Żurkiem, autorem powieści "Jeszcze nie teraz" (znajdziecie go na Facebooku: cz.1, cz.2; na Instagramie: cz.1, cz.2 ; TikToku: cz.1, cz.2) czuję, że moja ciekawość kulis powstania tej historii została zaspokojona. Podejrzewam jednak, że na czytelników, którzy jeszcze jej nie poznali, wywiad zadziałał odwrotnie - pobudził Waszą ciekawość? Tym mocniej chcecie po ten tytuł sięgnąć? Mam taką nadzieję, bo dzisiaj wychodzę tej potrzebie naprzeciw - zapraszam na book tour z "Jeszcze nie teraz"!

Dla kogo jest to książka? Dla miłośników powieści kryminalnych, w których najważniejsza jest warstwa psychologiczna – zarówno chodzi o zachowanie postaci, jak i sam proces podejmowania przez nich decyzji. Oczywiście i akcji nie brakuje, autor serwuje nam podwójne śledztwo i kilka dobrych zaskoczeń. Znajdzie się też wątek dla miłośników czworonogów – pies Cywil to jedyny bohater, który swoimi intencjami nie budzi wątpliwości. Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam na moją recenzję, którą znajdziecie tu - klik! Nie zwlekajcie też z przesłuchaniem wywiad - dzięki niemu odbiór tej historii może być jeszcze pełniejszy!  

Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autora oraz Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście w środę.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autora książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @mamazaczytana
2. @malgorzatanocon
3. @zaczytana_zbrodnia
4. @olap3474
5. @z_ksiazka_mi_po_drodze
6. @danutabobrowicz
7. @handmadebygrazkam
8. @zaczytanamatkapolka
9. @sandrula2008
10. @rrramona
11. @zaczytana_panna
12. @zaczytane_matka_z_corka
13. @alexa.miedzy.stronami
14. @izabelawatola
15. @_do_zaczytania_jeden_krok
16. @mirkowo3

lipca 13, 2026

"Rajska wyspa" Marta Bielawska

"Rajska wyspa" Marta Bielawska

Autorka: Marta Bielawska
Tytuł: Rajska wyspa
Data premiery: 01.07.2026
Wydawnictwo: Chmury
Liczba stron: 306
Gatunek: powieść obyczajowa
 
Marta Bielawska to autorka dziewięciu powieści oscylujących wokół szeroko pojętej literatury obyczajowej i romansu. Na co dzień zajmuje się zwierzętami jako techniczka weterynarii, wcześniej przez wiele lat pracowała w przedszkolu. W swoich powieściach wykorzystuje doświadczenie nabyte jeszcze wcześniej - poza pedagogiką, studiowała również psychologię. I to w jej najnowszej powieści widać - choć kreacje postaci w “Rajskiej wyspie” są lekko uproszczone, to jednak zaskakują spójnością i naturalnością. To jeden z największych atutów tej powieści!
 
Emilia i Natalia przyjaźnią się od zawsze. Teraz, gdy obydwie doświadczyły straty, zakończyły pewien etap swojego życia, udają się razem na wakacje - lecą na Zanzibar, by trochę odpocząć, opróżnić głowy z toksycznych, niepożądanych emocji, odreagować. A choć wyspa wita ich inaczej niż oczekiwały (upał przy tak wysokiej wilgotności jest nieznośny!), to jednak są pełne nadziei na zmianę. Emilia nadal nie potrafi pisać, wrócić do tworzenia powieści, co tak ją absorbowało przez ostatnie lata, ale powoli zaczyna się odblokowywać - na razie tylko przez rysunki, ale to zawsze jakiś krok w twórczą stronę. Natalia z kolei żądna jest przygód - dla siebie, ale też i swojej przyjaciółki, którą bardzo chce wyrwać z miłosnego dołka, w którym Emilia kilka miesięcy temu się znalazła. W oko wpada jej menadżer hotelu, Danny - czyż to nie idealna odskocznia dla jej przyjaciółki? Zaprzątnięte swoimi sprawami bagatelizują doniesienia z zewnątrz - ktoś wspomina o problemach finansowych właściciela hotelu, ktoś o dziwnych zaginięciach lokalnych chłopców. Czy na pewno są to tematy, które powinny ignorować?
„(…) tu, na tej tropikalnej wyspie, czułam się chwilowo zwolniona z podejmowania jakichkolwiek życiowych decyzji. Tu, dla odmiany, czekały na mnie problemy możliwe do rozwiązania. Biorąc pod uwagę bilans minionego roku, jawiło się to niemal jak wybawienie.”
Książka rozpisana jest na prolog, 15 rozdziałów i epilog. Każdy rozdział dzielony jest na kilkustronicowe podrozdziały (które od czasu do czasu dzielone są na jeszcze krótsze scenki) zatytułowane imieniem bohaterki, z perspektywy której historię poznajemy - Natalia i Emilia relacjonują ją czytelnikowi naprzemiennie, dzięki czemu akcja nie wydaje się mocno statyczna. Narracja obydwu bohaterek prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, co sprawia, że to wewnętrzna strona postaci jest tym, co najmocniej nas absorbuje. W rozdziałach pisanych z perspektywy Emilii autorka stosuje zabieg książki w książce - czytelnik ma wgląd we fragmenty powieści, jaką w czasie pobytu na Zanzibarze tworzy bohaterka. Nie jest to pełnoprawna powieść, raczej kilka scen, kilka fragmentów. Styl powieści jest lekki, spójny i płynny, książkę czyta (a raczej w moim przypadku słucha) się bez problemów, choć sam język nie jest celem samym w sobie - to po prostu nośnik historii. Dialogi prowadzone są naturalnie, od czasu do czasu pojawia się jakieś wtrącenie w suahili, co nadaje powieści lokalnego kolorytu, ale też jasno pokazuje barierę językową i potencjalne próby jej przełamania. Moje wątpliwości jednak wzbudziło słowo “tubylcy”, które autorka namiętnie stosuje, a to wydaje się nacechowywać je negatywnie. W dzisiejszych czasach, w których przywiązujemy tak dużą wagę do słów i ich znaczeń, sama wybrałabym bardziej neutralne odpowiedniki, więc podczas lektury te określenie lekko mnie uwierało.
„Chyba na tym polega cała trudność, że człowiek nigdy nie wie, kiedy robi coś po raz ostatni. Nie może należycie tego przeżyć, zapamiętać ze szczegółami.”
Jako powieść obyczajowa książka dobrze sprawdzi się w formie wakacyjnej, lekkiej lektury, w której wątki typowo obyczajowe przeplatają się z bardzo subtelnym wątkiem romantycznym. Tym, co w powieści najlepsze, to dwie główne bohaterki, kontrast, jaki razem tworzą. Dzięki temu możemy dostrzec jak wiele w życiu zmienia postrzeganie, nastawienie i po prostu charakter. Emilia to ta poważniejsza połówka, kobieta twardo stąpająca po ziemi. Natalia jest lekkoduchem, szybko się do swoich bardziej lub mniej ekstremalnych pomysłów zapala. Otwarta, rządna przygody, zdaje się nie dostrzegać potencjalnego niebezpieczeństwa. Emilia z kolei do wszystkiego podchodzi z nadmierną rozwagą, a zmiana otoczenia jest dla niej dużym wyzwaniem. Jak tak dwie różne kobiety pozostały w bliskiej przyjaźni przez dwadzieścia lat? W końcu przeciwieństwa się przyciągają, podejrzewam jednak, że nie bez znaczenia jest fakt, że ich przyjaźń narodziła się jeszcze w czasach nastoletnich, a więc dzięki dobrej znajomości własnych charakterów w życiu dorosłym wiedzą, czego mogą od siebie nawzajem oczekiwać.
Teraz obydwie znalazły się w dość trudnym momencie życia, obydwie właśnie zakończyły wieloletnie związki. I zgodnie z mocno odmiennymi charakterami, różnie na to reagują - Natalia nie ma oporów przed wakacyjnym flirtem, Emilia ma jakąś blokadę. Jednak wyspa wraz z Natalią mają jednak dla niej swój plan, dzięki czemu (jak i swojej na nowo odkrywanej twórczości) kobieta podczas tej historii przechodzi ciekawą przemianę. Natalia zresztą też poznaje siebie od innej strony, bardziej troskliwej, opiekuńczej. Ich relacja, ich reakcje i sposób, w jaki same je sobie tłumaczą, oddane są w sposób przekonujący, ich charaktery są spójne, choć oczywiście lekko uproszczone - w tego typu literaturze obyczajowej jest to jednak jak najbardziej dopuszczalne.
„Ta godzinka z rana to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy mogę pobyć ze sobą sam na sam. Ludzie zbyt często zapominają, jakie to ważne.”
Dzięki postaci Emilii dostałam też wątek, który bardzo lubię - wątek tworzenia, pisania, wątek snucia opowieści, kreowania świata fikcyjnego w fikcyjnym przecież już świecie powieści. Emilia zmaga się z blokadą twórczą, wykorzystuje też twórczość, by odreagować, przemielić swoje emocje - tego właśnie z nią tu doświadczamy. I znowu - nie jest to mocno pogłębiony psychologicznie wątek, ale wystarczająco na lekką powieść obyczajową.
 
Akcja toczy się leniwie - uwaga czytelnika raczej skupia się na wnętrzu postaci. Niemniej jednak coś w tej historii musi się dziać, a poza subtelnym wątkiem romantycznym, pojawia się też kryminalny, który jest swoistą klamrą - otwiera i zamyka powieść, jednocześnie pozostawiając otwartą furtkę dla kontynuacji. Wątek kryminalny nie jest zakończony, a zdarzenia, które zostały pod tym kątem opisane, na razie nie są specjalnie umotywowane. Ciekawe jest w nim to, że autorka łączy go z lokalnymi wierzeniami, za to rozczarowało mnie zakończenie, które w tym wątku tak naprawdę nic nie wyjaśnia.
 
Uwagę przyciąga też miejsce akcji, które zbudowane jest na zasadzie kontrastów: ośrodek, w którym mieszkają bohaterki, jest typowo turystyczny - pokazy lokalnych tradycji, jedzenie, kontakt z mieszkańcami wyspy ewidentnie tworzone są od turystów, z których spora część to właśnie Polacy mieszkający w hotelu prowadzonym przez rodaka. To turystyczna bańka, bo życie na Zanzibarze wygląda inaczej - nieopodal położona jest niewielka wioska, którą wraz z postaciami odwiedzamy. I tu doświadczamy lokalności, poznajemy jak wygląda prawdziwe życie na wyspie - jakie są podziały ról, z czego mieszkańcy tej wioski się utrzymują, jak wyglądają ich relacje. Nie mnie oceniać ile w tym prawdy, obraz jednak jest spójny i pasuje do ogólnego obrazka, jaki autorka w tej powieści rysuje.
Oczywiście Zanzibar to nie tylko jego mieszkańcy, ale też i przyroda - piękne, białe plaże, tropikalna roślinność, inne temperatury i ich odczuwanie tak różne od tego, czego doświadczamy w Polsce. To wszystko tworzy przyjemny, wakacyjny klimat, który można poczuć nie ruszając się z domu.
„– Przecież to jeden z nich! A co, jeśli potrzebuje pomocy? Naprawdę nie mają…
– Nie próbuj oceniać ludzi, których nie znasz. (…) Przyjezdni mają do tego zadziwiającą tendencję. Włażą do świata, którego nie rozumieją, i usiłują urządzać go po swojemu.”
“Rajska wyspa” to niezobowiązująca, lekka powieść obyczajowa, której akcja nie jest specjalnie dynamiczna czy usiana wielkimi fabularnymi twistami. Ba! Niektóre jej wątki nawet nie zostają rozwiązane, co przyznam, że przez chwilę mnie zasmuciło. Niemniej jednak w chwili, kiedy potrzebowałam momentu przerwy od kryminału i ciemnych stron ludzkiego umysłu, ten tytuł okazał się dla mnie dobrym wyborem - słuchając refleksji obydwu bohaterek, towarzysząc im w tak różnym, kontrastowym odkrywaniu wyspy, doświadczając ich przyjaźni, w której zrozumienie i akceptacja jest podstawą, bawiłam się dobrze. Co samą mnie zaskoczyło, bo do tej powieści podchodziłam bardzo ostrożnie.
 
Moja ocena: 7/10


Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Chmury.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lipca 10, 2026

"Martwy świadek" Robert Bryndza

"Martwy świadek" Robert Bryndza

Autor: Robert Bryndza
Tytuł: Martwy świadek
Cykl: Erika Foster, tom 7
Tłumaczenie: Łukasz Hajdrych
Data premiery: 17.06.2026
Wydawnictwo: Chmury
Liczba stron: 400
Gatunek: kryminał
 
O angielskim autorze Robercie Bryndzie cały świat usłyszał dzięki serii kryminalnej z inspektorką policji Eriką Foster. Pierwszy tom jej przygód, a zarazem pierwsza próba autora w gatunku kryminalnym, wydany został w roku 2016 zarówno na rynkach anglojęzycznych, jak i w Polsce, i okazał się sukcesem międzynarodowym - w przeciągu kilku pierwszych miesięcy sprzedaż książki przekroczyła milion egzemplarzy. Teraz seria liczy już dziewięć tomów w języku angielskim, w polskim właśnie ukazał się tom siódmy, a przy okazji wznowienie wszystkich poprzednich sześciu części.
To jednak nie jedyne tytuły tego autora. Debiutował w 2012 roku komedią romantyczną wydaną w ramach self-publishingu i przez kilka pierwszych lat właśnie w tym gatunku tworzył. Po nastaniu ery kryminałów i Eriki Foster, pojawiły się też inne serie: z Kate Marshall (dwa pierwsze tomy w tym roku zostały wydane również w języku polskim) i z Jamiem Day oraz kilka powieści pojedynczych. Aktualnie nakład sprzedaży jego książek przekroczył już siedem milionów, tłumaczony jest na ponad 30 języków, a ostatnio wrócił do korzeni - założył swoje własne wydawnictwo, które prowadzi ze Słowacji wraz z mężem.
 
Londyn, druga połowa października 2018 roku. Erika Foster właśnie wprowadziła się do swojego nowego domu w dzielnicy Blackheath. Brak mebli i ogrzewania, wszędzie kartony i uporczywa siostra domagającej się telefonicznie rozmowy wideo to trochę dla niej za dużo - by chwilę odetchnąć rusza do baru na rybę z frytkami. Pokrzepiona posiłkiem w drodze powrotnej słyszy krzyk. To kobieta, która właśnie w mieszkaniu odkryła zwłoki swojej zamordowanej siostry. Erika działa szybko - wzywa policję i karetkę, a po przekazaniu kobiety w ręce sanitariuszy rusza sprawdzić z czym mają do czynienia. To brutalne morderstwo popełnione ewidentnie w dużym emocjach, a ofiara to zbliżająca się do trzydziestki kobieta, aspirująca aktorka, która w wolnych chwilach pracowała w restauracji u siostry i nagrywała podcast. Śledczy na klatce schodowej natykają się na jej sąsiada - mężczyzna zachowuje się dziwnie, w ręce trzyma worek na śmierci, ale maniakalnie odmawia przekazania go policji. Czyżby tak łatwo udało im wpaść na pierwszy trop prowadzący do rozwiązania zagadki tej zbrodni?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 63 rozdziały i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przede wszystkim z perspektywy Eriki, jednak od czasu do czasu uwagę narratora przejmują inne, drugoplanowe postacie. Język, w jakim pisana jest powieść, jest bardzo prosty, zdania krótkie, są po prostu nośnikiem, a nie elementem historii samym w sobie. Pozornie stylistyka jest poprawna, a jednak miałam wrażenie, że nie czyta mi się tej książki tak do końca płynnie, choć nie jestem w stanie stwierdzić z czego tak naprawdę to wynikało. Może chodzi o skoncentrowanie uwagi po prostu na zdarzeniach bez głębszego zajrzenia w aspekty psychologiczne postaci i ich zachowań?
„– Pralnia, z której korzystałam, gdy mieszkałam jeszcze w Forest Hill, zawsze była zamykana, gdy umierała któraś z pracujących tam starszych pań.
– Może po prostu chodzi o to, że starsze pokolenie bardziej szanuje i ceni życie.”
Choć to nie postacie są na planie pierwszym, to jednak w ich kreacjach jest duża siła powieści. Książkę rozpatruję w kategoriach czystej rozrywki, a więc uproszczenia w budowie charakterów mi nie przeszkadzają, wystarczy, że wywołują odpowiednie emocje. Erika to postać sympatyczna, jak na tom siódmy przystało, jest już po niezłych przejściach. Teraz zdaje się zaczynać swoje prywatne życie na nowo, nowy dom przynosi jej dużo wyzwań, na które nie ma czasu przez absorbujące śledztwo. A mimo to okruchy prywatności przez historię się przebijają, dzięki czemu bohaterka staje się czytelnikowi bliższa. Jej zażyłość ze współpracownikami również wywołuje pozytywne emocje, a bezkompromisowość w pracy zapewnia, że czytelnik może jej ufać. Oczywiście nie byłaby człowiekiem, gdyby nie popełniała błędów, a te częściowo napędzają fabułę powieści.
 
A fabuła oparta jest o ciekawe tematy - aktorstwo, podcast true crime i zbrodnie z przeszłości. Historia zaczyna się mocną sceną brutalnego zabójstwa, w trakcie powieści pojawia się jeszcze kilka niesmacznych opisów, a jednak samo śledztwo prowadzone jest fajnym, umiarkowanym rytmem ze skupieniem na tym, co nakazuje klasyka powieści detektywistycznej - na rozmowach ze świadkami, na przegrzebywaniu się przez dokumenty i dedukcję. Nie wydaje mi się jednak, by możliwe było znalezienia rozwiązania bez pomocy autora, za mało tropów podrzuca, by czytelnik miał szansę z zagadką samodzielnie się zmierzyć. Zakończenie zatem, chcąc nie chcąc, jest zaskakujące. Napięcie w czasie lektury nie jest mocno wyczuwalne, ale utrzymane jest na stałym poziomie.
„I to jest właśnie problem z ucieczką na koniec świata. Nie ma już gdzie uciekać (…)."
Tym, co przyciąga uwagę, jest samo miejsce akcji. Historia toczy się w Londynie, którego jesienny klimat dobrze da się wyczuć. Angielskie puby, restauracje, ciemne uliczki, nieopodal wrzosowiska - to wszystko dobrze buduje lekko zamglony nastrój.
„– Wspominała może o jakichś podejrzanych osobach kręcących się w okolicy? – zapytała Moss.
– To Londyn. Dziwnych ludzi jest tu tak samo dużo jak miłych, trzeba przywyknąć.”
Robert Bryndza wie, jak czytelnika zabawić. Bierze garść rysowanych mocną, momentami lekko komiksową kreską postaci, wikła je w brutalną zbrodnię, w której użycie przemocy szokuje (może dlatego, że psychologiczne aspekty czynów i decyzji postaci nie do końca autora zaprzątają), ale rozwiązuje ją bez dzikich pościgów, czy innych rodem z filmów akcji scen, a spokojnie, po cichu, poprzez rozmowy i dedukcję. Przyjemne angielskie tło zdarzeń z dobrze zaznaczoną wielokulturowością, szczypta prywatności głównej bohaterki, wystarczająca, by czytelnika przywiązać, trochę mocnych kolorów, zaskoczeń może i nie do końca prawdopodobnych, a jednak do całego tonu powieści pasujących, i proszę bardzo - mamy powieść kryminalną, którą można traktować jako czystą, niezobowiązującą rozrywkę. I tak właśnie odebrałam “Martwego świadka” - to po prostu dobre, kryminalne czytadło.
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Chmury.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!