maja 26, 2026

Kilka pytań do.... Joanny Rutkowskiej-Marchewki, redaktorki prowadzącej Wydawnictwa Kropka

Kilka pytań do.... Joanny Rutkowskiej-Marchewki, redaktorki prowadzącej Wydawnictwa Kropka

Od kiedy prowadzę Kryminał na talerzu, na książkę patrzę szerzej nie tylko jako na historię zamkniętą na kartach powieści przez samego jej autora, ale też jako na produkt, w którego powstanie angażuje się spora liczba ludzi pracujących w wydawnictwie. A kto współpracuje z autorem najbliżej, a zatem ma największy wpływ na to, co zmienia się w książce przygotowanej przez autora? Redaktor. To zawód, który wzbudza moją ciekawość i wiem, że Waszą też. Już nieraz wymieniając się komentarzami dochodziliśmy do wniosku, że fajnie byłoby pogadać kiedyś z osobą zajmującą właśnie takie stanowisko w wydawnictwie. I w końcu pojawiła się ku temu okazja! 

Zapraszam na wywiad z redaktorką prowadzącą Wydawnictwa Kropka Joanną Rutkowską-Marchewką, która opowie między innymi o tym, na czym polega praca redaktora przygotowującego polskie wydanie zagranicznej książki i jaka jest różnica pomiędzy redaktorem prowadzącym a językowym. O dwóch seriach detektywistycznych, przy których ostatnio pracowała: Detektywce w podróży i Agacie Szajbie, i o tym, czym wyróżniają się one na tle pozostałych powieści tego gatunku skierowanych do młodszych czytelników. O tym, jak trudno rozstać się z Detektywką w podróży i kiedy możemy spodziewać się finału Agaty Szajby. A także o tym, co młodszy fan powieści detektywistycznych wydawanych przez Kropkę ma zrobić, gdy już obydwie trylogie przeczyta. 

fot. Wydawnictwo Kropka
Joanna Rutkowska-Marchewka, notka biograficzna:
Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie zakochała się w edytorstwie. Zaczynała w założonej wraz z przyjaciółmi gazecie studenckiej, ale jej prawdziwą miłością okazała się literatura dziecięca. Współpracowała m.in. z wydawnictwami Natuli, SBM i Dwukropek. Fanka Kazika Staszewskiego, czarnej kawy i gór.

Kryminał na talerzu: Większość czytelników wie, że redaktor to ktoś, kto pracuje z autorem nad książką – sprawdza fakty, pilnuje zarówno logiki fabuły, jak i każdego szczegółu merytorycznego powieści. Po prostu podpowiada, co zrobić, by książka była lepsza. Ale to dzieje się na poziomie jej powstawania. A co robi redaktor powieści, która już jest wydana, czyli redaktor pracujący nad tekstem zagranicznym?

Joanna Rutkowska-Marchewka: W dużej mierze to samo! Choć oczywiście nie tylko, bo praca nad przekładem niesie też inne wyzwania. Redaktor musi dbać o poprawność przekładu, czyli o to, czy tłumacz właściwie oddał sens zdania. Czy dobrał odpowiednie słowo. Czy do tekstu nie wkradły się kalki językowe. Jeśli podczas czytania redaktorowi pojawia się w głowie myśl: „Hmm? Na pewno?”, to to jest moment, by sięgnąć do oryginału. Bo jak mówi hasło Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury: „Tłumacz też autor”. I on też – podobnie jak autor – potrzebuje redaktora.


W serii Detektywka w podróży Pani nazwisko na karcie redakcyjnej pojawia się dwa razy: jako redaktorki prowadzącej i redakcji. Czym te dwa stanowiska się różnią?

Redaktor prowadzący odpowiada za projekt, czyli dba o to, by książka w odpowiednim czasie przeszła wszystkie procesy, które prowadzą do jej wydania. By przekład – jeśli mówimy o książce tłumaczonej – trafił do odpowiedniego tłumacza. Odpowiedniego, czyli takiego, który dobrze czuje się w danej tematyce, danym stylu. Potem – by trafił do redaktora językowego, który pomoże autorowi lub tłumaczowi dopracować tekst. Następnie redaktor prowadzący ustala ze składaczem wygląd książki – format, fonty, układ ilustracji… No, dużo tego. Dalej trzeba zadbać o korektę i przekonać składacza, że to już na pewno ostatnia tura poprawek. 😊 A potem przekonać siebie, że to najlepsza wersja tekstu, i już nic nie ruszać. 😊 Redaktor prowadzący bierze też udział w ustalaniu z dyrektorem wydawniczym oraz działami produkcji i sprzedaży parametrów technicznych książki – papieru, uszlachetnień okładki, choć oczywiście w różnych wydawnictwach może to wyglądać nieco inaczej. Nie chcę, żeby zabrzmiało to, jakby redaktor prowadzący sam wszystkim zarządzał, bo absolutnie tak nie jest – to po prostu człowiek, który musi wszystko spiąć. Musi wiedzieć, pilnować terminów, trzy razy dopytać. 
A redaktor językowy to po prostu człowiek, który współpracuje z tłumaczem albo autorem przy przygotowaniu językowym i merytorycznym książki. Czyli człowiek, który gra z autorem lub tłumaczem do jednej bramki. 😉


Przejrzałam sobie wszystkie książki Państwa wydawnictwa, jakie mam w swojej biblioteczce, i Pani podpisana jest w każdej z nich jako redaktorka prowadząca, czasami również jako osoba odpowiedzialna za redakcję. Wnioskuję więc, że ma Pani duże rozeznanie w powieściach dla dzieci. Czym seria z Detektywką w podróży Pani specjalistycznym okiem się wyróżnia na tle pozostałych powieści? 

Moim zdaniem to seria, która doskonale przedstawia realia epoki, czyli lata 20. XX wieku w Europie i Ameryce. A był to bardzo barwny czas, z jednej strony fascynacja nowoczesnością, rozwój kina, teatru, techniki, miast, przemysłu, z drugiej – coraz bardziej dostrzegalne rozwarstwienie społeczne, migracje w poszukiwaniu lepszych warunków życia, konsekwencje rewolucji w Rosji. To wszystko mamy na kartach tej serii. To wspaniała lekcja historii, w dodatku pełna ciekawostek, ubrana we wciągającą fabułę. Czytelnik chłonie wiedzę przy okazji, po prostu śledząc losy Pepper i jej przyjaciół. Poza tym ważnymi elementami tej serii są nie tylko dobre intrygi i ciekawie, realistycznie odmalowany świat, ale też trudne, bardzo ludzkie emocje. W pierwszej części dotyczące Pepper i jej relacji z ojcem, w drugiej związane z pojawieniem się nowej kobiety u boku ojca, w trzeciej pokazujące charakterek Pepper – momentami wręcz jej zaborczość i zawziętość. 


Czy któryś z trzech tomów serii lubi Pani szczególnie mocno? 

Tak. Najbardziej podobał mi się pierwszy tom. Relacja Pepper z ojcem, trudna, wręcz bolesna, skradła moje serce. Musiałam szybko mrugać, czytając niektóre akapity…


Co okazało się największym redaktorskim wyzwaniem przy pracy nad tą serię, a co sprawiło Pani najwięcej przyjemności?

Praca nad tą książką była przede wszystkim przyjemnością dzięki świetnemu przekładowi pani Moniki Wiśniewskiej. Gdyby nie jej styl, sięganie po nieoczywiste słowa, czasem te już nieco zapomniane, nie mielibyśmy poczucia, że towarzyszymy Pepper w jej świecie, że w nim jesteśmy! 
Wyzwaniem było natomiast dbanie o to, by z jednej strony dać czytelnikowi odczuć, że za sprawą książki znalazł się w innej epoce i na innym kontynencie, z drugiej – nie zasypać go archaicznymi wyrażeniami czy obcymi słowami, które w nadmiarze mogą utrudnić czytanie czy wręcz zabić całą radość. 


Detektywka w podróży to trylogia, więc na Aferze w Paryżu nasza przygoda z Pepper i jej przyjaciółmi się kończy. Czy i Pani związała się z tym postaciami tak mocno, że trudno jest się teraz rozstać? A może jednak jest jakaś nadzieja na kontynuację serii? 

Na pewno czuję spory niedosyt. W ostatniej części ojciec Pepper, który w pierwszym tomie był przecież postacią pierwszoplanową, zupełnie zniknął. Bardzo bym chciała, żeby Pepper spotkała się ponownie z Tobym, bo ta relacja zapowiadała się bardzo ciekawie. Widzę więc olbrzymi potencjał! Ale niestety nie mamy na razie żadnych informacji o tym, żeby seria miała być kontynuowana. 


W tym roku w Wydawnictwie Kropka pojawiła się nowa seria kryminalna – to trylogia o Agacie Szajbie. Czy ona już bardziej wpisuje się w kanon aktualnie dostępnej kryminalnej literatury dziecięcej, czy może też, jak Detektywka w podróży, wyraźnie się wyróżnia?

Seria o Agacie Szajbie z pewnością nie jest typową książką detektywistyczną, bo mamy tu nie tylko dedukcję i genialnego detektywa, ale też nowoczesną technologię i naukę. Liam, przyjaciel Agaty, to komputerowy geek, a Brianna, przyszła specjalistka w dziedzinie kryminalistyki, i jej tajne laboratorium to dodatkowe wsparcie dla Agaty. To naprawdę niesamowita ekipa. Książka świetnie pokazuje więc interdyscyplinarność, niezbędną do rozwiązywania najtrudniejszych spraw, oraz różnorodność, to że wspaniale się dopełniamy, gdy potrafimy wykorzystać nasze talenty do jednego celu. 


Ważną rolę w obydwu tomach pełni miejsce akcji, co w polskim wydaniu Wydawnictwo (za sprawą Jarosława Marchewki) podkreśla zamieszczoną na pierwszych stronach mapką najważniejszych przystanków na trasie Agaty. Najciekawsze jest jednak to, czego nie widać, czyli cały wątek trylogii rozgrywający się w podziemiach Londynu nadający jej klimat, który swoją ekskluzywnością skojarzył mi się z tym, co czułam kiedyś, dawno temu, podczas czytania Harry’ego Pottera. Czy dzieciom właśnie takie tajemnicze, sekretne, niewidoczne dla oczu dorosłych wątki są potrzebne nawet w sytuacji, gdy mówimy o bardzo racjonalnym gatunku literatury kryminalnej?

Głównym tematem każdej książki detektywistycznej jest właśnie tajemnica! To, co zakryte, z pozoru niedostępne albo nawet niemożliwe. To jeden z uniwersalnych motywów literatury. Wszyscy uwielbiamy dociekać prawdy, szukać, tropić – szczególnie głównego złola. 😊 Dzieci też mają w sobie tę ciekawość. Myślę, że między innymi dlatego seria o Agacie cieszy się taką popularnością – jest w niej wszystko to, co zachęca do czytania i wciąga od pierwszej chwili: nietuzinkowa bohaterka z niebanalną przeszłością, grupa równie niebanalnych przyjaciół i tajemnice, które dorośli skrzętnie próbują ukryć przed dziećmi. Oczywiście bezskutecznie. 😊


Przy serii z Agatą Szajbą pracuje Pani jako redaktorka prowadząca, ale już redakcją językową zajmuje się ktoś inny. Ciekawa jestem więc, jakie przy tej serii miała Pani najtrudniejsze, a może najciekawsze wyzwania.

Zdradzę Pani sekret: nie da się przestać być redaktorem językowym. Dlatego wszystkie moje książki przechodzą dwie redakcje. I czasem to właśnie jest największym wyzwaniem – odpuścić, zaufać, że inny redaktor, którego przecież sama wybieram, też zadba o książkę. Inna sprawa, że nie każda książka jest wyzwaniem – czasem jest po prostu pracą i wyraźnym potwierdzeniem, że bardzo lubię to, co robię. 


Jak już wspominałam, seria z Agatą to trylogia, a więc czekamy na jeszcze jeden, ostatni tom. Czy prace nad nim w Wydawnictwie Kropka już trwają? Co może nam Pani o nim powiedzieć i czy długo będziemy musieli na niego czekać?

Tak, prace trwają już od dłuższego czasu, przekład jest prawie gotowy. Książka ukaże się pod koniec wakacji i będzie miała tytuł Srebrny Wąż. To pierwsza sprawa, którą poprowadzi Agata jako członkini Gildii Strażników, więc zrobi naprawdę poważnie. 


Przyznam, że sama czekam z niecierpliwością na ten ostatni tom, ale z drugiej strony wcale nie chcę, by seria się skończyła, z Agatą będzie się równie trudno rozstać, co z Pepper! Ale może ma Pani dla nas jakieś pocieszenie, czy Wydawnictwo Kropka ma już na oku jakąś kolejną serię, a może pojedyncze powieści detektywistyczne, które będą dobrym następstwem tych dwóch bohaterek? 

Oczywiście w Kropce nie może zabraknąć książek dla wielbicieli tajemnic i odrobiny dreszczyku. Już po wakacjach mamy dla Kropkowych czytelników nową serię. Jej główni bohaterowie, Caleb i Zen, to nastoletni agenci, którzy popadają w konflikt z groźną organizacją przestępczą. To połączenie klasycznych elementów powieści szpiegowskiej i przygodowej z nowoczesnym high-tech thrillerem – mamy tu cybernetykę, nanotechnologię, robotykę, łamanie szyfrów, drony, agentów CIA, speców od cyberbezpieczeństwa i zawrotne tempo – jednym słowem wszystko, co sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem. Jak zawsze u nas będzie się działo!  


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę wielu ciekawych wyzwań na redaktorskiej drodze! 

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Kropka.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 25, 2026

"Kabała" Piotr Gajdziński

"Kabała" Piotr Gajdziński

Autor: Piotr Gajdziński
Tytuł: Kabała
Data premiery: 20.05.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416
Gatunek: thriller / kryminał
 
Piotr Gajdziński to polski historyk i dziennikarz, który w ostatnich latach rozsmakował się w beletrystyce. Wcześniej znany jako autor biografii polityków PRL-u, w 2023 roku debiutował na rynku literatury sensacyjnej “Sierocińcem janczarów”, który był pierwszym tomem liczącego teraz już sześć książek cyklu z dziennikarzem Terleckim (recenzje - klik!). W tym czasie autor przyzwyczaił czytelników, że swoje historie mocno osadza w polskiej polityce - początkowo tej dotyczącej przeszłości, w ostatnich czasach zwróconej jednak mocno ku czasom współczesnym. W “Kabale”, swojej siódmej powieści, robi jednak coś innego - niechlubną historię Polski, ciągnącą się od czasów II wojny światowej aż do teraz, ubiera w dramat rodzinny, w małomiasteczkową powieść kryminalną, w której zdarzenia teraźniejsze wymuszają odkrycie zagadek przeszłości.
 
Maj rok 2023, Warszawa. 41-letni Marek Wirst, szef departamentu prawnego dużej firmy finansowej właśnie odmówił podpisania dokumentu, który wystawiłby jego moralność na próbę. A to oznacza, że po raz pierwszy od kilkunastu lat za chwilę będzie bezrobotny, nie przeszkadza mu to jednak, zabezpieczenie finansowe ma, a od jakiegoś czasu miał już dość obowiązków zawodowych. Pora postawić przed sobą nowe wyzwania. Zanim jednak ma szansę zastanowić się, co powinien robić teraz, dzwoni do niego sąsiadka jego matki, z którą nie miał kontaktów od lat, która porzuciła jego i brata w dzieciństwie. A mimo to sąsiadka twierdzi, że Elżbieta nieustannie o ich życiach opowiadała. Teraz leży w szpitalu po rozległym zawale serca, lekarze mówią, że walczy o życie. Zatem Marek jedzie, niechętnie, ale przecież jest jedyną osobą, która może się wszystkim zająć. Nie spodziewa się jednak aż takich rewelacji, jakie wkrótce na miejscu odkrywa. Jego matka, kobieta o poglądach mocno radykalnych, wielbiona w Miastku, w pokoju zamkniętym na klucz ukrywała obraz przedstawiający roześmianych Żydów, a w biurku w tym samym pokoju zamknęła testament sugerujący, że stopień jej zamożności sięga setki milionów… Jak to możliwe? Marek wiedział, że jej firma budowlana miała się dobrze, ale takie bogactwo jednak nie jest możliwe do osiągnięcia tylko z jednego źródła. Skąd zatem pochodzą te pieniądze? Kim tak naprawdę jest jego matka i jaka mroczna historia jego rodziny skrywa się w przeszłości?
 
Książka rozpisana jest na 45 rozdziałów, których akcja rozgrywa się w przeciągu miesiąca. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Marka, a linia chronologiczna akcji nie jest całkowicie płynna - narrator nieraz znajdując się w czasie aktualnym, opowiada o tym, co działo się niedawno, dzień czy kilka dni, ale czasem i lat wcześniej. Czasami takie fragmenty wprowadzane są jako uzupełnienie fabularne, czasami jako wspomnienia głównego bohatera, a przez to każdy rozdział dzielony jest na krótsze fragmenty, które czasami liczą zaledwie kilka zdań. Język, jakim pisana jest powieść, jest staranny i w pełni zrozumiały nawet we fragmentach odnoszących się do zawiłości historycznych czasów polityki. Odniosłam jednak wrażenie, że pewna chronologia prywatna postaci została zaburzona, wkradł się w tekst błąd merytoryczny bądź pewna niejasność stylistyczna, która powoduje takie wrażenie, co w tak dopracowanej powieści nie powinno mieć miejsca. W porównaniu do serii z Terleckim, “Kabałę” czyta się łatwiej, poprzez prywatną perspektywę bohatera odkrywającego swoją własną historię, książka jest bardziej przyjazna czytelnikowi niż sensacyjne intrygi rozgrywające się na wysokich szczeblach władzy, do czego przyzwyczaił nas Terlecki, choć i w “Kabale” takich wątków nie brakuje.
"(…) prawda okazała się być znacznie bardziej brutalna i bolesna, mamy jako naród wiele na sumieniu, ale nie chcemy się z tym pogodzić, a nawet przyjąć do wiadomości. Wielu z nas nie tylko nie zachowywało się podczas okupacji heroicznie, co wobec niemieckiego bestialstwa łatwo zrozumieć, ale bardzo wielu zachowywało się nieprzyzwoicie. Delikatnie mówiąc…"
Cała intryga prowadzona jest z dużym rozmysłem. Już w pierwszym rozdziale autor jasno sygnalizuje czytelnikowi z jakim bohaterem ma do czynienia - Marek odmawia czegoś, co mogłoby przynieść mu dużo pieniędzy, ale wiązałoby się z pewną gimnastyką moralną. Na to bohater nie jest w stanie przystać, a to stawia go w dobrym świetle - to postać mająca kręgosłup moralny we właściwym miejscu, która każdego człowieka na ziemi traktuje jak równego sobie. Dlatego tak mocno dziwi historia, jaką odkrywa i jaka przynosi mu kolejne pytania natury moralnej - jego matka uwikłana jest w grupy mocno radykalne, popierające współczesny szerzący się antysemityzm i wszelkiego typu uprzedzenia czy to związane z narodowością, religią czy orientacją seksualną. Poprzez ten kontrast moralny historia jego matki ciekawi jeszcze mocniej - jak to się stało, że tak zradykalizowana kobieta powiesiła żydowski obraz w swoim gabinecie?
 
Ten wątek tajemnicy trzyma w odpowiednim napięciu przez całą opowieść. Bohater coraz mocniej zgłębia się w niechlubną przeszłość swojej rodziny, dzięki czemu czytelnik poznaje wojenną i powojenną historię Polski, o której się nie mówi. W końcu tak długo walczyliśmy, by obozy koncentracyjne i obozy śmierci nie były nazywane polskimi, prawda? I teraz mielibyśmy się przyznać do tego, że część Polaków jednak brała udział w tej rzezi, w jakiś sposób się do niej, do piętnowania Żydów przyczyniła? Autor mocno opiera się o prawdę historyczną, przytacza wstrząsające zdarzenia z przeszłości wojennej i PRL-u, które choć osadzone w fikcję, mają bardzo realistyczne podłoże. I to wstrząsa tak mocno, że sama nieraz podczas tej lektury płakałam.
“(...) dzisiaj, blisko osiemdziesiąt lat po zakończeniu wojny, Polacy zdawali się wierzyć, że cały naród był w partyzantce. Westchnął, zastanawiając się, dlaczego historycy zadowalają się pielęgnowaniem narodowych mitów, zamiast poruszać kontrowersyjne tematy.”
Ale jak przeszłość ma się do teraźniejszości? Czy nie lepiej zostawić ją w przeszłości? Autor jasno uświadamia, że o tym, co było, musimy pamiętać, by ustrzec się przed powtórką. Obraz, jaki tworzy rysując współczesną politykę, grupy polityczne wyrażające poglądy bardzo bliskie temu, z czego kiedyś narodzili się naziści, jest przerażający, ale równocześnie bardzo prawdziwy. Autor doskonale uchwycił wszystkie mechanizmy, jakie współcześnie odpowiadają za powstawanie takich grup i jak trudno jest je potem zatrzymać. Jak łatwo szerzy się nienawiść, jak bardzo ludzie potrzebują mieć kogoś, kogo można obwinia. I tak rodzi się pytanie: czy niczego historia nienawiści szerzącej się z ramienia Hitlera nas nie nauczyła? W jaki sposób ludzie świadomi niewyobrażalnych krzywd II wojny światowej mogą współcześnie kierować się w bardzo podobną stronę? Ta ciągłość nienawiści, ludzkiej żądzy władzy, zwyczajne okrucieństwo są przerażające, a oddziałują na czytelnika tym mocniej, bo autor przedstawia je w pełnej realności.
"Antysemityzm nie był przeszłością. On był teraźniejszością. (…) Tu nie chodziło tylko o usprawiedliwienie przeszłości własnej rodziny, grzechów popełnionych przez dziadków lub rodziców w ponurych, tużpowojennych latach. Chodziło o nienawiść rasową."
Mimo tematyki, która jest zarówno osadzona w polskiej historii, jak i (niestety!) polskiej współczesności, bazą powieści jest fikcyjna zagadka, tajemnica rodziny głównego bohatera. Intryga prowadzona jest z dużym wyczuciem, autor w odpowiednich momentach przyspiesza i zwalnia tempo, w odpowiednich momentach serwuje twisty fabularne, które nieraz powodują szybsze bicie serca i zgrabnie łączy wątki społeczne, historyczne, polityczne i religijne, a nawet i artystyczne. Przy takiej ich ilości i tak dobrze budowanemu napięciu przyznam, że spodziewałam się bardzo mocnego finału, więc to, co faktycznie autor zaserwował nie do końca tym oczekiwaniom sprostało. Przede wszystkim zakończenie następuje w mig, tak skrzętnie budowane wątki mają szybkie i nie do końca współgrające z całą intrygą zakończenie. Ale może tak miało być? W końcu mimo fikcyjności fabuły, historia mocno osadzona jest w naszej realności, a przecież w życiu właśnie tak bywa - czasem nie wszystkie pytania zyskują odpowiedzi, a czasem odpowiedzi okazują się banalne.
 
Warto na koniec zwrócić też uwagę na miejsce akcji, w którym historia się rozgrywa. Miastko to niewielka miejscowość, w której wszystkie mechanizmy zamkniętej społeczności mają się bardzo dobrze. Tajemnice pilnie strzeżone przed obcymi, zmowa milczenia i religijny fanatyzm dobrze wpisującą się w zagadkę kryminalną, a równocześnie są obrazem tego, co nieraz można doświadczyć w podobnych tego typu miejsca na terenie nawet nie tylko samej Polski, ale i sporej części świata. To wprowadza też element niepewności w stosunku do tego, komu w tej powieści tak naprawdę można ufać…
"(…) potomkowie tych ludzi wciąż tu żyją. Dla nich to nie jest historia. Oni wcale nie zamierzają rozliczyć się z przeszłością, nie uważają, że zrobili coś złego, a jeśli nawet, to nie chcą, aby ktoś się o tym dowiedział. Przeciwnie, bronią swojej przeszłości wszelkimi możliwymi sposobami, dalej w nią brną."
Podsumowując, “Kabała” to powieść, która zasługuje na uwagę z prostego powodu - porusza zagadnienia historyczne i niestety również bardzo współczesne, które Polaków nie napawają dumą. Ale czy dlatego powinny zostać zapomniane? Takie bestialstwo, jakie przez tę powieść się przewija, powinno być wyryte na stałe w ludzkiej świadomości, by już nigdy więcej do czegoś takiego nie doszło. A dojść może, co jasno autor obrazuje przedstawiając współczesne uprzedzenia, sposób funkcjonowania radykalnych grup, które nieraz wywodzą się z tej niechlubnej przeszłości. Cała ta niełatwa opowieść osadzona została w bardzo bliskie, znajome ramy rodziny, która może i została w przeszłości rozerwana na pół, jednak więzy krwi, ich świadomość, jakieś wynikające z nich poczucie odpowiedzialności przetrwały. I tak Marek wraz z bratem prezentują dwa różne podejścia do tej jednostki społecznej, a równocześnie poruszają temat winy, grzechów przodków pytając o to, czy i one podlegają dziedziczeniu. “Kabała” jest czymś innym od tego, co Gajdziński serwował czytelnikom do tej pory, to proza bardziej kameralna, bardziej emocjonalna, która zostawia głębsze rysy w sercu czytelnika. Dobrze nada się zatem i na start w twórczość tego autora oraz jako drugą próbę dla tych, którym historie z Terleckim nie przypadły do gustu.
"Świata nie naprawimy, ale możemy zrobić coś dobrego (…)."
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 23, 2026

Book tour z "Trucizną"!

Book tour z "Trucizną"!

Zimne, sterylne laboratorium to dobre miejsce akcji kryminału, prawda? Z tego pomysłu w swoich powieściach chętnie korzysta Klaudia Muniak! Mimo tego, że w "Truciźnie" ofiara znaleziona zostaje we własnym domu, to śledczy szybko kierują swoje kroki do laboratorium. To miejsce pracy zamordowanej, ale też nie można zapomnieć o laboratorium kryminalistycznym, w którym właśnie pracę rozpoczęła bohaterka nowej serii Julia Przybysz! A pierwszy tom nowej serii to dobry moment dla tych, co twórczości autorki jeszcze nie znają, prawda? Zatem zapraszam na book tour z tym tytułem! 

Dla kogo "Trucizna" okaże się dobrym wyborem? Dla fanów powieści kryminalnych prowadzonych tempem umiarkowanym, w których ważne są motywy sprawcy, a także jego własna psychologia zdarzeń. Część historia pisana jest oczami sprawcy, co sprawia, że kryminał miesza się z thrillerem psychologicznym w przyjemnej, rozrywkowej odsłonie. Więcej o tym tytule znajdziecie w mojej recenzji - klik, jak i krótkim wywiadzie  autorką, który dostępny jest na Instagramie (klik!), Facebooku (klik!) i TikToku (klik!)


Zasady uczestnictwa w book tourze:
  1. Książkę możecie trzymać maksymalnie 2 tygodnie od daty jej otrzymania, później wysyłacie ją dalej (adres kolejnej osoby otrzymasz ode mnie lub bezpośrednio od kolejnego uczestnika)
  2. Recenzję/opinię/film (zależy gdzie się udzielacie) proszę zamieście maksymalnie do 3 tygodni od daty otrzymania książki. Oznaczcie mój blog/IG/FB, profil autorki oraz Wydawnictwa Dolnośląskiego w swoim poście, wykorzystajcie któryś z hasztagów: #kryminalnatalerzu, #kryminalnatalerzupoleca, #czytajzkryminalnatalerzu, a jeśli platforma, na której publikujecie, na to nie pozwala, to po prostu wspomnijcie, że jest to książka czytana w ramach book touru organizowanego przez kryminalnatalerzu.pl. Możecie też oznaczyć autorów i autorki antologii - na pewno będą chcieli poznać Wasze wrażenia!
  3. Książkę możecie wysłać pocztą, kurierem, paczkomatem – jak Wam i odbiorcy najwygodniej, ważne, żeby przesyłka miała numer, by się nie zgubiła! Jej numer po wysłaniu od razu koniecznie wyślijcie do mnie!
  4. Książka jest do Waszej dyspozycji – możecie po niej pisać (doradzam, by używać czegoś wyraźniejszego niż ołówek), zakreślać, zaznaczać. Proszę jednak o jej poszanowanie, czyli bez gniecenia i rozrywania 😉
  5. Zostawcie w książce po sobie ślad – z przodu książki przygotuję do tego miejsce oraz wkleję małą mapkę, na której oznaczymy trasę książki – nie zapomnijcie dorysować swojego punkcika! Będę mogła sobie później powspominać! 😊
  6. Do wysyłanej paczki dorzućcie coś od siebie (herbatkę, coś słodkiego czy tym podobne przyjemności), tak by kolejnemu uczestnikowi było miło.

Zgłaszać się możecie w komentarzu pod postem tu na blogu, pod postem na IG i FB oraz w prywatnych wiadomościach na IG i FB oraz mailowo: kryminalnatalerzu@gmail.com. Kolejność uczestnictwa zapisywać będę według kolejności zgłoszeń (oczywiście później uczestnicy mogą dogadać zmiany w kolejności między sobą).

Listę uczestników zapiszę w tym poście we wtorek.
Książka ruszy w podróż w przeciągu tygodnia, ale listy uczestników nie zamykam, można zgłaszać się także w trakcie trwanie book touru. Zastrzegam sobie jednak możliwość zamknięcie listy, w chwili kiedy liczba uczestników przekroczy 30 osób.
W book tourze nie będą uwzględniane osoby, które trzy razy przekroczyły terminy wysyłki książki lub trzy razy nie wystawiły opinii w moich wcześniejszych BT.


Zachęcam też do udostępniania wiadomości o book tourze na swoich profilach - wystarczy, że udostępnicie post o bt, który ukazał się u mnie na IG i FB, a także do polubienia profili wydawnictwa, autorki książki i moich własnych 😊


W razie pytań jestem dostępna na IG i FB oraz oczywiście mailowo.


Serdecznie zapraszam do zgłoszeń, a uczestnikom życzę przyjemnej lektury!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

Lista uczestników:
1. @zaczytana_zbrodnia
2. @z_ksiazka_mi_po_drodze
3. @mirkowo3
4. @just_to_books
5. @rrramona
6. @zaczytana_panna
7. @po_prostu_o_ksiazkach
8. @zaczytane_matka_z_corka
9. @ahywka_p
10. @przeczytajki
11. @sandrula2008
12. @olciagamesmol
13. @ksiazkara_kasia
14. @marza.czyta
15. @izabelawatola
16. @ogrodove.love.i.ksiazkove.mole
17. @fruda872025
18. @kobiecy_chaos
19. @zakochani.wksiazkach
20. @danutabobrowicz
21. @olap3474
22. @w_swiecie_zbrodni_
23. @poczytane_zapisane
24. @sylwiaaa
25. @czytajzpaula

maja 22, 2026

"Bez litości" Grzegorz Kapla

"Bez litości" Grzegorz Kapla

Autor: Grzegorz Kapla
Tytuł: Bez litości
Cykl: Olga Suszczyńska, tom 6
Data premiery: 13.05.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 392
Gatunek: thriller szpiegowski / powieść kryminalna
 
Grzegorz Kapla to człowiek, który nieustannie jest w drodze. Zwiedził ogromną liczbę krajów, chłonął zwyczaje różnych społeczności, a równocześnie cały czas posługiwał (i posługuje nadal!) się przy tym słowem pisanym. Pisze książki non-fiction i kryminalne, przeprowadza wywiady i tworzy artykuły. Na scenie literackiej w gatunku kryminału po raz pierwszy swoich sił spróbował w roku 2018 - debiutował pierwszym tomem serii z Olgą Suszczyńską (recenzje - klik!), która teraz właśnie rozrosła się już do sześciu tomów. Aktualny wydawca autora w poprzednim roku rozpoczął kompletowanie nowych wydań tej serii, tak by teraz, przy premierze “Bez litości”, całość dostępna była w spójnej oprawie graficznej. Poza tymi powieściami, autor w gatunku kryminału ma także dwa osobne tytuły: “Krwawą Toskanię” (klik!) i “Ziarno zła” (klik!).
 
Początek roku 2022. Na jednej z polskich autostrad dochodzi do zamachu na życie polskiego prezydenta, w którym ranny zostaje Bielski. Nikt jednak ze służb nie orientuje się, że karambol, jaki w wyniku tego zdarzenia miał miejsce, nie był wynikiem zwykłego przypadku.
Niewiele później na Kremlu od dawna uśpiony szpieg wkracza do akcji. Wykrada tajne dokumenty, dosłownie minuty dzielą go od momentu, w którym ich brak zostanie zauważony. Od lat szkolił się przecież w tym, by teraz stanąć na wysokości zadania, ale czy mimo wszystko jego misja zakończy się powodzeniem?
W tym czasie Olga Suszczyńska wraz z policyjnym partnerem Kosińskim borykają się ze zmianą władzy, która wpływa na ich zawodowe obowiązki. Na przykład teraz mają za zadanie obserwację budynku, w którym prawdopodobnie znajduje się rosyjski (a może ukraiński? Nikt tego tak naprawdę nie wie) groźny, bezwzględny przemytnik. Po kilku godzinach nudy w końcu mężczyzna się pojawia, a w nich krew zaczyna buzować - a może by tak aresztować zbira tylko w duecie?
“Teraz jesteśmy kolekcjonerami dowodów, a nie detektywami. Teraz wydaje nam się, że to naukowe podejście wsparte przez sztuczną inteligencję rozwiąże wszystkie zagadki.”
Książka rozpisana jest na prolog i pięć części, które dzielą się na trzydzieści siedem rozdziałów - w zależności od tempa akcji niektóre opisują jedną, ciągłą scenę, inne zmieniają perspektywy. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a uwaga narratora raz po raz przenosi się na inne grono postaci. Stałymi punktami narracji są przede wszystkim Olga, Bielski i Wiktor, szpieg, który właśnie ewakuuje się z Moskwy.
“Dziewczynka dała jej drugą szansę. Dzieci są w tym lepsze niż życie.”
Styl powieści jest cechą charakterystyczną serii - czuć w nim dbałość o język, o naturalność wypowiedzi postaci, które osadzone w środowisku rosyjskim nieraz posługują się obcym dla nas językiem. Te zwroty nie są tłumaczone, co czasami wynika z tego, że bardzo łatwo się znaczenia domyśleć, a czasami dlatego, że postacie, z perspektywy których dany fragment obserwujemy, też tego języka nie rozumieją. Autor bardzo biegle posługuje się słowem, momentami oscyluje na granicy liryki, by za chwilę przedstawić narrację z brutalną bezpośredniością. Czasami ucieka się do długich zdań, które przypominają strumień świadomości, bardzo trafny zresztą w porównaniach i skojarzeniach, które wypadają niesamowicie naturalnie (a przynajmniej zgadzają się z moim tokiem rozumowania), czasem, w chwilach dużego dynamizmu, skraca nie tylko zdania, ale i przemienność perspektywy. Język jest więc plastyczny, podatny na wolę autora, oddaje dokładnie to, czego w danej chwili potrzeba. O przywiązaniu autora do samej formy narracji, wypowiedzi, świadczy też zabieg, który stosuje już od kilku tomów - ostatnie zdanie zamykające rozdział i pierwsze otwierające kolejny brzmią tak samo lub bardzo podobnie, ale obydwa opisują za każdym razem całkowicie inne sytuacje. To prosty, acz pomysłowy zabieg, który unaocznia jak duże znaczenie dla języka ma kontekst sytuacyjny.
“Mamy zdezorientowane, podzielone społeczeństwo, które od sprawy smoleńskiej nie potrafi sobie poukładać świata. Ludzie skaczą sobie do gardeł. A za granicą wojna.”
Fabuła “Bez litości” od samego początku, od dosłownie pierwszej strony prowadzona jest w dynamicznym tempie - historia rzuca nas w wir akcji, od razu kreuje napięcie, które z kolejnymi stronami lektury wcale nie maleje. Sprawnie połączone wątki sensacyjne i szpiegowskie przeplatają się z thrillerem politycznym, a choć przyznaję, że taka kombinacja do moich ulubionych nie należy, to jednak Kapla robi coś, co moje podejście do nich zmienia - każdą scenę, każdą część fabuły przedstawia od strony emocji człowieka, które zna każdy z nas. Tutaj ani świetna policjantka, ani przez lata szkolony szpieg nie są wszechwiedzący.
“Nie mógł zrobić zdjęcia dokumentom i po prostu ich wysłać, bo w czasach deepfake i sztucznej inteligencji, która potrafi wygenerować dowolny obraz, tak jak w czasach zimnej wojny liczyły się jedynie oryginały.”
To ludzie z krwi i kości, którzy muszą podejmować na szybko decyzje, które mogą zaważyć na ich całym życiu. Decyzje, które mogą okazać się błędne, bo przecież błądzenie jest cechą ludzką. Cała intryga powieści jest dobrze zbudowana, a równocześnie nie jest przesadnie zawiła. Nie bazuje na wielkich twistach fabularnych, choć oczywiście to nie tak, że zaskoczeń brakuje, jednak to losy postaci, a nie twisty przywiązują czytelnika do lektury najmocniej. To dzięki nim od powieści zwyczajnie nie chce się ani na moment odrywać.
“Mężczyzna był zmarznięty, ale pełen satysfakcji. Zmarznięty, bo tak polska zima inna niż prawdziwa, mokra, wilgotna, jakaś chora, jak wszystko tutaj. Ani europejskie, ani słowiańskie, udawane. Tylko kobiety piękne. No i czasami wódka.”
A postacie to zarówno te znane już z wcześniejszych tomów serii, jak i te przypisane tylko do tego jednego tomu. Każda kreślona jest z dużą uwagą psychologiczną, w której nie brakuje miejsca na wątpliwości i dylematy moralne. Postać szpiega zachwyca ludzkim podejściem, w którym emocje nieustannie walczą z wyszkoleniem i wielką misją w imię całego kraju. Olga z kolei coraz mocniej gmatwa się w swoich pragnieniach, coraz trudniej jest jej godzić pracę zawodową z jej własną prywatnością, z byciem matką, która chroni swoje dziecko, która może mu zagwarantować, że to jego dobro jest dla niej najważniejsze. To nie twarda policjantka, to kobieta, która choć akcję ma we krwi, to jednak marzy po prostu o chwili dla siebie, o beztrosce, o górskich wędrówkach…
“To zły czas. W życiu, w pracy, w kraju. Miała wrażenie, że się wypaliła. Wiecznie nieszczęśliwa, zła, czasami agresywna.”
Cała opowieść rozgrywa się na wysokich szczeblach władzy, w której czuć doskonałe rozeznanie autora w polityce krajowej i zagranicznej. Wojna w Ukrainie, problem z emigrantami, ciągła niepewność związana z pomocą innych krajów są tu stale obecne. A jednak nie tylko problemy zewnętrzne Polski autora interesują. Ważniejsze nawet wydają się wewnętrzne zagadnienia, ta zmiana władzy, która po raz kolejny szarpie funkcjonalnością kraju. Autor bardzo dosadnie oddaje polskie podziały, te bezsensowne walki, które nieustannie na naszych oczach się rozrywają wśród osób, które powinny działać w imię naszego kraju zjednoczone. To bardzo trafna, choć momentami bolesna analiza polskiej społeczności, polskiej mentalności. Zresztą nie jedyna w tej powieści, wątek rosyjski też oddany jest z dużą przenikliwością.
“Moskwianie uważali się za Europejczyków, ale nie mieli o Europie pojęcia, bo wszystkiego, co wiedzieli o świecie, nauczył ich mongolski knut. Wysysali przez całe stulecia z mlekiem matek stepową kulturę niewolników przyniesioną nad Wołgę wraz z okupacją atamanów. Nauczyli się szanować tylko tego, kto potrafi im skoczyć do gardła. Przyswoili sobie zasadę oddawania czci temu, kogo się boją.”
“Bez litości” to bezsprzecznie jedna z najlepszych powieści z wyraźnym wątkiem politycznym, jakie w swoim życiu czytałam. Bo choć Kapla nie stroni od przedstawienia jej zawiłości problemów, jakie w Polsce narosły przez konflikt władzy na wysokich szczeblach kraju, jak i wojnę za progiem, to jednak robi to tak, że nie chodzi tu po prostu o politykę, a o człowieka. Człowieka, który się boi, który nie wie, która decyzja na pewno okaże się właściwa, który chce postępować dobrze i moralnie, ale który równocześnie szarpany jest przez różne emocje. To ta psychologiczna strona każdej z postaci, jej głębokie zrozumienie, a zarazem umiejętne odrysowanie na kartach powieści, sprawiają, że historię czuje się całym sobą niezależnie od tego, czy aktualnie czytana scena to leżenie pod kocem, czy dziki pościg ulicami Warszawy. Intryga łącząca wątki sensacyjne, szpiegowskie i polityczne, sklejona jest z dużym wyczuciem, a styl narracji, w jakim jest podana, swobodny i adekwatny do sytuacji powoduje, że całą opowieść przyjmuje się z dużą łatwością, a równocześnie skupieniem na tym, co naprawdę w niej ważne. To kiedy następna powieść autora?
“(...) nikt z nas nie siedzi w głowie drugiego. Wszystko, co wiemy, jest tylko naszą projekcją. Tylko wyobrażeniem.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 21, 2026

"Landsberg. Miasto z mgły" Maciej J. Dudziak

"Landsberg. Miasto z mgły" Maciej J. Dudziak

Autor: Maciej J. Dudziak
Tytuł: Landsberg. Miasto z mgły
Data premiery: 13.05.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: powieść kryminalna / kryminał retro
 
Maciej J. Dudziak to antropolog i kulturoznawca, który swoją karierę zawodową związał z działalnością akademicką. Na rynku literackim pojawia się okazyjnie - debiutował w 2019 roku kryminałem wydanym w niewielkim nakładzie (może nawet własnym nakładem autora?), który miał być początkiem trylogii. Po dwóch latach jego nazwisko pojawiło się na nowym tomie przygód Tomka Wilmowskiego, by powrócić dopiero teraz z powieścią, która jest kryminałem tylko pozornym. Bo w “Landsbergu. Mieście z mgły” autor wykorzystuje zbrodnię, by opowiedzieć o czasach, gdy zło na świecie wyraźnie zaczynało rosnąć w siłę.
 
Czasy współczesne, Gorzów Wielkopolski. Młoda dziennikarka pomaga starszej pani, która zasłabła na ulicy - odprowadza ją do domu, a ta w podzięce za jej dobroć, oferuje jej historię z dawnych lat. To opowieść z roku 1933, z czasów, gdy Gorzów był Landsbergiem. Czasów niespokojnych, w których wybrzmiewały już pierwsze nuty mrocznej przyszłości. To wtedy naziści rośli w siłę, choć świat jeszcze nie dowierzał, że taka ideologia może przejąć kontrolę nad światem. To właśnie wtedy wraz z rozpoczęciem Wielkiego Tygodnia stało się coś, za co od razu zostali obwinieni Żydzi. Doszło do makabrycznej zbrodni na dziecku, chłopcu, którego ciało zainscenizowane zostało na ukrzyżowanie. Na miasto spadł blady strach potęgowany rozciągającą się znad Warty mgłą, która stała się stałą towarzyszką zbrodni. Zbrodni, którą rozwiązać miał Carl Faber. Śledczy, który do tej pory nie poradził sobie z demonami poprzedniej wojny…
“Każde miasto ma swoje ciemne strony.”
Książka ma coś na kształt dwóch prologów i dwóch epilogów - prolog pierwszy wraz z epilogami tworzą klamrę zamykającą opowieść we współczesności, prolog drugi z kolei cofa się do wydarzeń wcześniejszych, tragicznego zdarzenia z życia zegarmistrza, który swój żal wlał w stworzone przez siebie pozytywki. Pomiędzy zapisana została historia, która jest esencją tej powieści - w trzydziestu rozdziałach, w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy Carla, ale nie tylko. Raz po raz pojawia się również perspektywa rodzin ofiar, jak i przez chwilę lekarki Anny, która angażuje się w tę sprawę. Styl powieści jest jednym z jej najważniejszych elementów. Narrator mocno skupia się na oddaniu chwili, nie liczy się dla niego akcja, a to co dookoła - zapachy, dźwięki, nastrój, fasady i wnętrza budynków. To opisami, porównaniami, metaforami stara się budować klimat opowieści, którego mgła ma być odbiciem.
“Wieczór zjawił się szybciej niż zazwyczaj, wciskając się w ciasne uliczki i wąskie zaułki.”
Słowa zdają się nadawać podniosłości chwili, jednak przyznaję, że w mojej ocenie nie do końca sprawnie to wychodzi - autor nie operuje słowem na tyle dobrze, by osiągnąć podniosły efekt, stale powtarzana maniera sprawia, że w tekst wkrada się poczucie sztucznej pompatyczności. Zdania mające oddać emocje, klimat, nieustannie budowane są na zaprzeczeniach - zamiast opisywać właściwe emocje, zapachy, czy cokolwiek na co w danym momencie narrator zwraca uwagę, najpierw zawsze pojawia się zaprzeczenie, a później dopiero to, co właściwe. To motyw powtarzalny przy każdym dłuższym opisie. Zresztą to nie jedyne powtórki, które zdają się w powieść wpisane na siłę - stałą przewijającą się jest też wątek uśpienia czegoś, co właśnie się budzi, czy czegoś, co wisi w powietrzu. To wszystko wskazuje na duszny klimat, jaki autor chce tej historii nadać, jednak przez brak szerszego zakresu przekazu językowego, bardzo trudno w niego się wczuć. A że cała powieść mocno właśnie o klimat się opiera, to styl, sposób przekazu jest jednym z najważniejszych czynników.
“Przez długą chwilę nie był w stanie odwrócić wzroku. Patrzył - nie ma obiekt, ale na jego znaczenie, które rozlewało się wokół, lepkie i ciężkie.”
Cała powieść zdaje się podporządkowana jednemu - ma ukazać miasto osnute duszną mgłą (którą z pewnością można traktować również jako metaforę zła, które z Niemiec nadciąga), które coraz mocniej osiada w mroku, w którym coraz mocniej panoszy się ideologia dla zwyczajnych mieszkańców szkodliwa, która zamiast radości, piękna codzienności, propaguje nienawiść. Wątek historyczny powieści jest wyraźny - autor mocno bazuje na dawnym nazewnictwie, miejscach charakterystycznych, wydarzeniach, które faktycznie miały miejsce. Jednak to same obrazy są tym, co wiedzie prym - duszne kluby, brudne, śmierdzące klatki schodowe, bogato zdobione kościoły duszące zapachem kadzidła, góra, która roztacza nad miastem mroczną aurę. Landsberg jako miasto zdaje się rozpadać, rozpływać w mgle. Raz po raz ukazują się pęknięcia, na wierzch wychodzi brud i beznadzieja codzienności.
“Mgła rozmywała kontury rzeczywistości. Wszystko wydawało się zawieszone między jawą a snem.”
Brud dosłowny ma też odwzorowanie w społeczności, która przez ówczesną politykę skupia się na jednym wrogu - to Żydzi, których obarcza się winą za wszystko, niezależnie od przewiny. Zbrodnie mają tu na celu podburzenie społeczności, przekształcenie strachu na nienawiść do kogoś, kogo tak łatwo można nienawidzić. Sam autor podkreśla, że zależało mu na podkreśleniu tej kultury zbiorowej nienawiści, która właśnie rośnie w siłę i jest to w powieści wyraźnie wyczuwalne.
“(...) prawdziwy lęk został zastąpiony wygodną nienawiścią, a miasto stało się polem bitwy. Prawda nie miała już żadnego znaczenia.”
Historia jednak lubi się powtarzać i stąd opowieść o przeszłości ubrana jest w klamrę teraźniejszości. To ostrzeżenie, by już nie dać się wpędzić w ślepe podążanie za większością, by dostrzec rzeczywiste zagrożenie w chwili, gdy jeszcze jest szansa, by rosnącemu złu się przeciwstawić.
“Strach potrzebował twarzy, więc stała się nią maska antysemickiej nienawiści.”
Pod wagą tych obrazów, tego przekazu, wszystko inne w powieści traci na znaczeniu i też z mniejszą uwagą jest potraktowane. Intryga jest bardzo prosta i nie jest traktowana jak w typowym kryminale - niewiele w niej faktycznego śledztwa, a wykrycie sprawcy mocno bazuje na przypadkowości i ingerencji z zewnątrz, bez której ani Carl, ani czytelnik nie są w stanie dojść do sedna zagadki. Same zbrodnie są makabryczne, wydają się wręcz przerysowane i niewłaściwe przez to, że ofiarami są dzieci. I tu jednak można dopatrzeć się symboliki niewinnych ofiar, pierwszym, którym dzieje się nieludzka krzywda w zderzeniu ze złem. Żałuję jednak, że autor lepiej nie wykorzystał swoich kryminalnych pomysłów: zarówno czas Wielkiego Postu, pozytywka, która odgrywa w sprawie pewną rolę, jak i przewijające się wspomnienie góry są raczej tylko zasygnalizowane, lekko napoczęte, kiedy mogłyby być tak dobrą bazą dla świetnie skrojonej i ciekawej zagadki kryminalnej. Szkoda, że ten potencjał nie został wykorzystany.
“Coś się działo. I to nie mieściło się już w granicach logiki. Ideologia, którą do niedawna uznawał za brednie fanatyków, rozprzestrzeniała się z przerażającą skutecznością. Przenikała szkoły, redakcje, kawiarnie. Słowa, które jeszcze rok wcześniej uznałby za niedorzeczne, teraz stawały się normą. Nienawiść przybierała formę prawa.”
Postacie pojedynczych bohaterów również giną pod warstwą obrazów miasta i zbiorowej nienawiści. Carl jest mężczyzną obarczonym wojenną przeszłością i traumą, jak z tego powodu w nim narosła, jednak krótkie przebłyski tylko sygnalizują jego problem, nie oddają w pełni stopnia psychologicznego zagmatwania. Anna, lekarka, Żydówka, która szybko się w powieści pojawia i awansuje na towarzyszkę Carla, równie szybko traci na znaczeniu, a jej własne wspomnienia równie łatwo rozmywają się we mgle. Najciekawsze postacie to tylko fragmenty - obrazy ofiar i ich rodzin, urywki codzienności, które przez zaszłe zmiany subtelnie niepokoją.
“(...) w ich świecie moralność nie była już wartością - była luksusem.”
W “Landsbergu. Miascie z mgły” wszystkie elementy fabularne zdają się podporządkowane próbie wykreowania klimatu dusznego, osnutego mgłą nienawiści miasta, które rozpada się pod wpływem zbliżającego się zła. Warstwa symboliczna, jaką autor stara się w powieści zawrzeć (o czym mówi w bardzo fajnie skrojonym posłowiu) dominuje nad historią, zagrabia uwagę narratora, przez to cała fabuła, akcja i postacie potraktowane są mocno powierzchownie. Historia, która ma tendencję do powtarzania się, głośno wybrzmiewa i ostrzega, by człowiek już nigdy nie poszedł tą drogą. Szkoda tylko, że pozostałe elementy fabularne nie zostały rozwinięte na miarę potencjału, jaki sobą niosą, bo choć wtedy powieść zyskałaby na objętości, to mogłaby stać się dobrze rezonującą w emocje czytelnika całością. Dla mnie, osoby wrażliwej na słowo, język, jakim książka jest pisana, właśnie warstwa stylistyczna była największą przeszkodą w odbiorze lektury - stała maniera i sztuczna próba nadania podniosłości chwili sprawiły, że nie mogłam w historię się wczuć, a długie, statyczne opisy szybko rozwiewały mają koncentrację. Żałuję, bo książka ma w sobie elementy, które mogłyby mnie zachwycić.
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 21, 2026

"Jeszcze nie teraz" Artur Żurek - zapowiedź patronacka

"Jeszcze nie teraz" Artur Żurek - zapowiedź patronacka
Wygląda na to, że na początku czerwca czeka nas prawdziwy wysyp perełek kryminalnych! Wśród nich znajdziecie aż dwa patronaty Kryminału na talerzu - jednym z nich jest najnowsza książka Artura Żurka pt. "Jeszcze nie teraz". To pierwszy tytuł autora wydany w Wydawnictwie Dolnośląskim, a na jego okładce znajdziecie nie tylko moje logo, ale też kilka słów polecajki! 

NAJTRUDNIEJ UCIEC NIE PRZED POŚCIGIEM, ALE PRZED SAMYM SOBĄ
Roman Zawada postanawia zakończyć swoje życie. I nagle wszystko wymyka się spod kontroli.
Niespodziewane pukanie do drzwi uruchamia lawinę zdarzeń. W jednej chwili szanowany wrocławski psycholog staje się uciekinierem podejrzewanym o zamordowanie żony.
Zawadzie udaje się ukryć. Zamknięty w czterech ścianach próbuje zrozumieć sytuację, w której się znalazł, ale każdy kolejny dzień przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Tylko jedna osoba wierzy w jego niewinność. Jednak to nie ona zna całą prawdę.
Prowadzone przez policję poszukiwania nie przynoszą efektów. Psycholog wydaje się nieuchwytny. Wówczas do gry wkracza były śledczy, Bronis, a dochodzenie przybiera zaskakujący obrót.
„Jeszcze nie teraz” to psychologiczny kryminał o winie, strachu i niebezpiecznych granicach, które łatwo przekroczyć. Gdy pościg za prawdą biegnie wśród kłamstw, sekretów i zdrad, wybranie właściwej ścieżki okazuje się ogromnym wyzwaniem.
"Jeszcze nie teraz" to pierwszy tom serii kryminalnej Koło śmierci autora, który bardzo lubi stawiać swoje postacie przed takimi dylematami moralnymi, że właściwe wyjście z sytuacji praktycznie jest niemożliwe. W tym tytule jednak nie tylko sama psychologia postaci jest ważna, ale również śledztwo kryminalne, które przybiera inne kształty niż w typowych powieściach tego gatunku. Śledztwo, w które angażuje się emeryt, a tuż przy jego nodze nierozerwalnie kroczy pies! Pies, który jest najukochańszą postacią tej powieści - nie ukrywam, skradł moje serce! Mimo tego, że psiarą nie jestem 😉 Mam nadzieję, że zwrócicie na ten tytuł uwagę - myślę, że bardzo na nią zasługuje. 

Autor: Artur Żurek
Tytuł: Jeszcze nie teraz
Cykl: Koło śmierci, tom 1
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 368
Gatunek: powieść kryminalna


Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 

We współpracy patronackiej z Wydawnictwem Dolnośląskim. 

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

maja 19, 2026

"Ostatni pacjent" Patricia G. Bertényi - recenzja przedpremierowa

"Ostatni pacjent" Patricia G. Bertényi - recenzja przedpremierowa

Autorka: Patricia G. Bertényi
Tytuł: Ostatni pacjent
Cykl: Janka Vitéz, tom 1
Tłumaczenie: Bożena Kojro
Data premiery: 20.05.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 560
Gatunek: kryminał / thriller medyczny
 
Patricia G. Bertényi to fińska autorka węgierskiego pochodzenia, od lat pracująca jako pielęgniarka na oddziale intensywnej terapii. Na swoim koncie ma sześć powieści, składające się na dwie serie kryminalne, z których nowsza jest ta z Janką Vitéz. “Ostatni pacjent” na jej rodzimym rynku wydany został w 2024 roku, a Polska jest jednym z pierwszych obcojęzycznych krajów, w których ukazało się jego tłumaczenie. Autorka, poza pisaniem powieści i pracą zawodową pasjonuje się też fotografią, którą studiowała przed przyjazdem do Finlandii w Nowym Jorku. Ewidentnie wszystkie swoje doświadczenia chętnie wykorzystuje w tworzonych przez siebie powieściach, co mocno wyczuwalne jest w “Ostatnim pacjencie”.
 
Fińskie nadmorskie miasteczko Aboa, późny listopad. Pewnej deszczowej nocy niedaleko opery dochodzi do śmiertelnego potrącenia - ktoś z premedytacją zabił światowej sławy śpiewaczkę, której śmierć wstrząsa całą społecznością. Wieści o jej śmierci szybko docierają również do szpitala, w którym oddział intensywnej terapii jest najlepszym w całym kraju, jednak tam życie toczy się tak szybko, że nikt nie ma czasu poświęcić tej informacji więcej uwagi. Do czasu aż policja nie zjawia się w szpitalu.
W tym samym czasie sześćdziesięcioletnia salowa Janka Vitéz jest świadkiem śmierci pacjenta, który właśnie przeszedł operację serca. Nikt nie dopatruje się w tym zdarzeniu nieprawidłowości, takie rzeczy się przecież zdarzają. Inaczej myśli Janka, która kilkadziesiąt lat temu, jeszcze w Węgrzech, zdobywała doświadczenie, o którym w Finlandii nikt nie wie. Janka zauważa coś, czego nikt inny nie dostrzega - wysypkę i dziwny zapach, jaki unosi się znad ciała zmarłego. Kiedy wkrótce w podobny sposób umiera drugi pacjent, salowa zaczyna węszyć - czy faktycznie ktoś w tym szpitalu mógłby zabijać pacjentów? Ale dlaczego miałby to robić?
“Śmierć stanowiła nieodłączna część ich pracy i nie zawsze traktowali ją jak wroga. Niekiedy dawała ulgę zarówno bliskim, jak i personelowi, choć nigdy nie była łatwa. Poznanie przyczyny odejścia człowieka za każdym razem pomagało.”
Książka rozpisana jest na prolog, 78 kilkustronicowych rozdziałów i epilog. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, w której główne perspektywy są dwie: Janki i pielęgniarki Dani, jednak od czasu do czasu pojawia się ktoś trzeci. Język, jakim narrator się posługuje, jest prosty, choć zdania nie należą do najkrótszych, czasami potrzeba nieco więcej skupienia podczas lektury, by nie stracić wątku. Autorka jednak dba, by czytelnik miał jasność sytuacji, nawet mocno medyczne fragmenty są pisane w taki sposób, by czytelnik nieorientujący się w zawiłościach tego zawodu nie czuł się zagubiony. Przez tak dokładne tłumaczenie dialogi momentami dają wrażenie sztuczności, choć widoczny jest wysiłek Bertényi, by wszystkie rozmowy uwiarygodnić.  W polskim tłumaczeniu czasami pojawiają się nie do końca trafnie dobrane słowa, jak i nie zostały poszanowane prawa jednej z postaci w formie odmiany czasowników. Mimo tych potknięć, książkę czyta się całkiem płynnie.
 
Bezsprzecznym atutem tej powieści jest jej główna bohaterka Janka, kobieta przez status imigrantki i zawód salowej dla pracowników szpitala w dużej mierze niewidoczna. Sceny, w których jest lekceważona, traktowana jak ktoś gorszego sortu wzbudzają oburzenie, a równocześnie uwrażliwiają czytelnika, by nigdy nie traktował kogoś z góry, nigdy nie podchodził do innych z obranymi już założeniami. Bo Janka, mimo że jest starszą, pulchniutką panią o opadających powiekach, doświadczenie naukowe ma bogate - autorka niewiele w tym tomie z jej przeszłości zdradza, jasne jest jednak, że na tematy medyczne Janka wie naprawdę dużo. To bardzo sympatyczna postać, która w literaturę kryminalną wnosi ciekawy powiew świeżości, jej troska o bliskich, ciągłe karmienie ich dobrym jedzeniem i miłość do książek wzbudzają rozczulenie. Jednak i Janka ma swoje uprzedzenia, wynikające z jej doświadczeń w przeszłości, które dobrze tłumaczą, dlaczego tak długo w sprawie węszy sama, nie angażując w nią policji.
Wiedza i umiejętność łączenia faktów bohaterki jest ubrana w lekko abstrakcyjny wątek, który w kryminale może wydać się dziwny, jednak jest w pewien sposób podobny do tego, co przewija się przez różne tego typu seriale. Można go traktować jako minus, ale równie dobrze jako po prostu cechę charakterystyczną cyklu.
 
Otoczenie Janki, wszyscy pracownicy szpitala wprowadzają w powieść klimat zażyłości, zamkniętego miejsca, w którym wszyscy się znają, a plotki przenikają szybciej niż alarmy osób wymagających interwencji zespołu medycznego. Autorka dobrze oddaje ten specyficzny klimat, który mnie samej skojarzył się z atmosferą panującą w szpitalu z serialu “Facet na święta”, choć oczywiście poza tym te tytuły nie mają ze sobą nic wspólnego. Jak zawsze w małych społecznościach, plotki plotkami, ale trudne doświadczenia, jakie skrywają postacie każdy trzyma blisko siebie, zatem jest w tym towarzystwie sporo zagadek do odkrycia. Momentami jednak postacie zdają się przedstawione na tyle powierzchownie, że ich reakcje dają wrażenie sztuczności. To wynik małej uwagi poświęconej wątkom psychologicznym, co będzie uwierać tylko tych czytelników zwracających uwagę na psychologiczne portrety postaci innych niż główne. Obcobrzmiące imiona i nazwiska będą też wymagać od polskich czytelników pewnego wysiłku, by zapamiętać kto jest kim – mnie samej nawet przy drugiej lekturze kilka postaci ciągle się ze sobą mieszało.
“Myślałaś kiedyś o tym, jak dziwną pracę wykonujemy? (...) Wgryzamy się w bebechy żywych ludzi, podłączamy urządzenia i przewody do wszelkich ludzkich otworów, a czasami robimy im dodatkowe dziury. Dokonujemy strasznych rzeczy w imię dobra. Gdybyś zrobiła komuś to samo w swojej piwnicy, uznano by cię za potwora.”
Poza Janką, imigrantką, w powieści przewija się wątek innych mniejszości, wśród których jasno zarysowują się dwie: wątek związków jednopłciowych oraz postaci zmieniającej płeć. Przede wszystkim z tym drugim autorka dobrze sobie radzi oddając perspektywę bliskich takiej postaci, dylematów, z jakimi przychodzi im się mierzyć. W wątku mniejszości przewija się również motyw romansowy, który jednak na tle pozostałych wypada nienaturalnie, a jego uzasadnienie fabularne jest bardzo nikłe. Jedynie samo zakończenie może sugerować, że to punkt zaczepienia do fabuły kolejnych tomów serii.
 
Akcja powieści prowadzona jest tempem umiarkowanym, jednak kolejne twisty fabularne rozłożone są tak, by czytelnik był stale w lekturę zaangażowany. Autorka stosuje dobre zmyłki, a każdy twist, każdy kolejny krok w śledztwie bardzo dokładnie tłumaczy nie pozostawiając już miejsca na nieścisłości czy domysły. Sam pomysł na intrygę kryminalną jest bardzo ciekawy, widać w nim dużą wiedzę medyczną, jednak stopień przypadkowości zdarzeń i zrządzenia losu wydaje się momentami podejrzanie wysoki. Niemniej zagadka prowadzona jest z wyczuciem, jest bardzo rozległa, przez co niełatwo jest złożyć jej wszystkie elementy w całość, wyjaśnienie jednak jest satysfakcjonujące.
 
Nie bez znaczenia dla fabuły jest samo miejsce akcji. Na oddziale intensywnej terapii dzieje się dużo, a życie pacjentów stale jest zagrożone, co autorka opisuje doskonale - wszystkie akcje medyczne opisane są ze znawstwem, ale i świadomością czytelnika, który musi się w nie zaangażować nie znając właściwych określeń medycznych. Fachowe nazwy są więc jasno tłumaczone, dzięki czemu można podczas lektury poszerzyć swoją wiedzę.
Idźmy jednak dalej, bo miejscem akcji jest nie tylko szpital, ale i po prostu Finlandia, ujęta w perspektywę osoby długo tam mieszkającej, a jednak kulturalnie obcej. Dla polskiego czytelnika nieczęsto spotykającego się z literaturą z tego rejonu świata, obraz społeczno-kulturowy miejsca będzie nie lada gratką.
 
“Ostatni pacjent” na pewno jest powieścią wyróżniającą się wśród innych kryminałów dostępnych na polskim rynku książki, nie tylko ze względu na miejsce akcji, ale i na sposób prowadzenia fabuły. Mimo ilości wątków i objętości książki nie jest też specjalnie wymagający, gdyż autorka dba, by każdy fabularny twist został czytelnikowi jasno wytłumaczony i uzasadniony. Dynamiczny klimat oddziału intensywnej terapii, której załoga traktuje się jak rodzinę, wprowadza w historię pewną zażyłość, z której wykluczona jest główna bohaterka. To gwiazda tej powieści, postać, która zwraca uwagę na wiele problemów społecznych, przenikliwa, sympatyczna, a mimo wszystko enigmatyczna, dzięki czemu nie wykluczam, że po kolejny tom jej przygód sięgnę. “Ostatniego pacjenta” polecam tym, dla których szpital wydaje się ciekawym miejscem akcji, jak i tym, którzy otwarci są na śledztwa prowadzone w sposób niekonwencjonalny. Dobrze prowadzona akcja, mimo objętości książki, nie pozwala na nudę!
 
Moja ocena: optymistyczne 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mando.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!