Autor: Michael Connelly
Tytuł: Gwiazda pustyni
Cykl: Harry Bosch, tom 24 / Renée Ballard,
tom 5
Tłumaczenie: Mikołaj Kluza
Data premiery: 15.07.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał
Michael Connelly od trzydziestu lat żyje z
pisania powieści kryminalnych. To właśnie Harry Bosch towarzyszy mu najdłużej,
od początku jego pisarskiej drogi, o której marzył już w czasach nastoletnich,
a na którą wszedł w ostatniej dekadzie XX wieku, po kilkunastu latach pracy
dziennikarskiej specjalizując się spraw kryminalnych. Debiutował w 1992 roku
pierwszym tomem serii pt. “Czarne echo” (w Polsce po raz pierwszy wydany został
zaledwie trzy lata później), która na ten moment liczy już dwadzieścia pięć
tomów (dwudziesty szósty zapowiedziany jest na październik). To jednak nie
wszystko - Harry Bosch zebrał wokół siebie tyle ciekawych postaci, że kilkoro z
nich doczekało się osobnych serii: jak jego przyrodni brat prawnik Mickey
Haller czy policjantka Renée Ballard, z którą dzieli część najnowszych tomów. Ale
uniwersum sięga jeszcze dalej - to już nie tylko książki, ale też ich
ekranizacje. Już w latach 90. zaczęły powstawać pierwsze filmy w gwiazdorskiej
obsadzie, ostatnie kilka lat przyniosło też seriale: z Boschem, z Ballard i
Hallerem. Michael Connelly uczestniczy w tworzeniu każdego z nich - jest
producentem wykonawczym, przy niektórych również dokłada się do tego, jaki
kształt przybiera scenariusz. Można chyba zatem przyjąć, że faktycznie będą to
ekranizacje, a nie seriale luźno z książkami powiązane.
W Polsce Michael Connelly wydawany był głównie
przez Wydawnictwo Prószyński i Ska i Wydawnictwo Sonia Draga, które jest
aktualnym polskim wydawcą autora. Mam nadzieję, że Wydawnictwo szybko wznowi
wydawanie pierwszym tomów cyklu - kilka lat temu ukazało się pięć pierwszych,
kolejne są jednak w Polsce aktualnie niedostępne. A po pierwszym spotkaniu z
tym bohaterem w “Gwieździe pustyni” jestem pewna, że będę chciała tę znajomość
kontynuować, ba! nadrobić wszystkie wcześniej wydane tomy.
Los Angeles, lato. Na życzenie i za
wstawiennictwem radnego Jacka Pearlmana powołany zostaje Zespół do spraw
Niewykrytych Zabójstw, któremu przewodzić ma policjantka Renée Ballard. Ogromne
ilości spraw wraz z nią przekopywać mają ochotnicy - to emerytowani policjanci,
prokuratorzy i cywile. Zespół nie jest duży, a każdy jego członek pojawia się
raz w tygodniu, poza Ballard oczywiście. I Harrym Boschem, który niedługo
później do nich dołącza. Jego kartą przetargową jest sprawa, która dręczy go od
lat - niewyjaśnione morderstwo czteroosobowej rodziny Gallagherów. To możliwość
ponownego rozpatrzenia tej sprawy oferuje mu Ballard za pomoc w śledztwie, które
ma przesądzić o ich być lub nie być. W śledztwie morderstwa siostry radnego, do
którego doszło w latach 90… Czy faktycznie po upływie trzydziestu lat da się
jeszcze znaleźć coś nowego, coś, co doprowadzi ich do rozwiązania i skazania
winnego?
„(...) szedł wzdłuż regałów, przesuwając palcami lewej dłoni po mijanych grzbietach. Każdy segregator zawierał niewyjaśnione morderstwo. To była dla niego uświęcona ziemia. Biblioteka zaginionych dusz. Zbyt wiele spraw, by mogli je rozwiązać. Zbyt wiele, by mogli ukoić ból.”
Książka podzielona jest na dwie tytułowane
części: Biblioteka zaginionych dusz i Uświęcona ziemia oraz epilog. Części
rozpisane są na numerowane pięćdziesiąt cztery rozdziały, których narracja
toczy się naprzemiennie - raz z perspektywy Boscha, raz z perspektywy Ballard.
Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a język, jakim
autor się posługuje, jest bardzo przystępny. Zdania są krótkie, spora część
akcji rozgrywa się w dialogach, w które sprawnie wplecione są wyjaśnienia policyjnych
czy prawnych procedur - autor bardzo pilnuje, by czytelnik dobrze działania
policji i ich legalność, zakres rozumiał, równocześnie przedstawiają je tak, by
wyszło to jak najbardziej naturalnie - w większości to się sprawdza, może tylko
raz czy dwa miałam wrażenie, że dana postać powinna wiedzieć to, co jest jej
tłumaczone. Mam wrażenie, że w tekście pojawia się tylko to, co faktycznie
niezbędne - nie ma dłużyzn, opisy są esencjonalne, a życie prywatne postaci
pozostaje w odległym od śledztw tle. W porównaniu do “Cataliny” (recenzja - klik!), czyli mojego pierwszego spotkania z tym autorem, “Gwiazdę pustyni”
czytało mi się jeszcze lepiej, po prostu przez tekst płynęłam.
„- A te kwiaty są niesamowite (...).- Gwiazdy pustyni (...). Jeden facet mówił mi, że one stanowią dowód na istnienie Boga w tym pojebanym świecie. Są nieugięte, odporne na gorąco i na zimno, na wszystko, co spróbuje je powstrzymać.”
Sprawa, a raczej dwie sprawy kryminalne są
bazą i centrum powieści. Obydwie dotyczą przeszłości, jedna dalszej, druga
mniej odległej - w rozwiązaniu obydwu pomóc ma nie tylko specjalistyczna wiedza
śledczych, ale również postęp techniki. Dzięki temu obydwie skupione są wokół
ponownego przeglądania akt, dowodów, ponownego rozpytania świadków - chodzi o
to, by na sprawę spojrzeć świeżym okiem. I coś w tych zagadkach jest, coś, co
sprawia, że pochłaniają nawet lepiej niż kryminały oparte o śledztwa dotyczące
spraw aktualnych. Może chodzi o ten wydźwięk emocjonalny? Próbę znalezienia
odpowiedzi na pytania, które od lat dręczą rodziny ofiar? To z takimi osobami
Ballard i Bosch muszą się spotykać - bliskich tych, którzy zginęli. To
poruszające momenty, a szacunek z jakim podchodzą do nich postacie jasno
obrazuje, że i dla śledczych mimo upływu lat znalezienie winnych, wymierzenie
sprawiedliwości nadal jest tym, co naprawdę ważne. A może chodzi o tempo? Akcja
w takich sprawach nie może toczyć się szybko - musi być czas na zastanowienie,
na poszukanie nowych dróg dla śledztwa.
Główną część fabuły pochłania sprawa śmierci
siostry radnego - to ta starsza sprawa, przy której można skorzystać z nowych
możliwości techniki. Autor wprowadza czytelnika w badania genealogiczne, w
techniczne nowinki badania dowodów i tego, jak po kiedyś niemożliwych do
zbadania tropach można teraz dość do celu. Sprawa Gallagherów wydaje się
dodatkiem, który potrzebuje mniej uwagi fabularnej, ale równie mocno oddziałuje
emocjonalnie - nie tylko przez okrucieństwo zbrodni, ale również przez
podejście Harry’ego, który wydaje się zdolny do wszystkiego, by w końcu dojść
do prawdy. Rozwiązania obydwu spraw są dobrze przemyślane i zaskakujące, autor
dobrze wie, jak poprowadzić fabułę tak, by nie stracić uwagi czytelnika ani na
chwilę.
„Świat jest pełen gniewu. Ludzie robią rzeczy, jakich się nie spodziewasz. Jakich sami się nie spodziewają.”
Jednak żadna ze spraw nie mogłaby zostać
ponownie otwarta, gdy nie ingerencja polityka. I w ten sposób pozornie
bezstronne prawo staje się ściśle związane z wpływami politycznymi, z
interesami tych, którzy są u władzy. Próby ingerencji w śledztwo, z jakimi musi
zmagać się Ballard też wywołują dużo emocji, a równocześnie pobudzają ciekawość
- w końcu i za tę kotarę możemy zajrzeć, zobaczyć, jak funkcjonuje cały sztab
ludzi zebrany wokół polityka.
„Dziesiątki osób stąpały po posadzce z hiszpańskich płytek, opuszczając Los Angeles albo właśnie do niego przybywając. W dłoniach miały walizki, torby i marzenia.”
Choć to wątki typowo kryminalne stoją na
pierwszym miejscu w powieści, świetnie uzupełniającym je dodatkiem są kreacje
postaci. Już sam skład Zespołu wzbudza uśmiech na twarzy, a nawet ciche
parsknięcia śmiechem, by za chwilę wywołać oburzenie. Ballard stoi naprzeciw
prawdziwego wyzwania, by nad taką ekipą zapanować!
Ale właśnie - mimo wszystko to Ballard i Bosch
grają tu pierwsze skrzypce. On jest posunięty w wieku, nie może już tyle co
kiedyś, choć przecież nadal trzyma się doskonale. Ona wyrozumiała, ale
trzymająca się zasad, dobra przyjaciółka i po prostu dobry człowiek. Obydwoje
zdeterminowani, by móc powiedzieć rodzinom ofiar: mamy sprawę, wiemy, kto
pozbawił waszych bliskich życia.
„Stracił już prawie całkowicie wiarę w ludzką dobroć. Dla niego przemoc nie stanowiła odstępstwa od normy. Ona była normą.”
Przyznam, że jestem pod dużym wrażeniem
“Gwiazdy pustyni”. Nie spodziewałam się, że dwudziesty czwarty tom serii może
się czytać z taką lekkością i łatwością bez znajomości części poprzednich, że
tak łatwe będzie wejście w ten już przecież mocno rozbudowany fabularnie świat.
A jednak autor zdaje się stawiać na prostotę: prywatność postaci zostaje na
drugim planie, najważniejsze są sprawy kryminalne, które emocjonalnie
poruszają. Całości dopełniają umiarkowane tempo akcji, jasność zasad formalnych
i próby poradzenia sobie z przeszkodami, a zarazem determinacja postaci, by
dojść do sedna sprawy, ale równocześnie zrobić wszystko, jak należy. To przede
wszystkim zadanie Ballard, bo Bosch po prostu robi, to co potrafi - angażuje
swoją spostrzegawczość, dobry zmysł i dedukcję, a także znajomość ludzkich
zachowań, by dojść do sedna sprawy. Teraz pozostaje mi już tylko zapytać -
dlaczego za tę serię wzięłam się tak późno?! Już teraz, w tym momencie, chcę
więcej!
Moja ocena: 8/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Sonia Draga.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!












