czerwca 15, 2026

"Krótki pobyt w piekle" Steven L. Peck

"Krótki pobyt w piekle" Steven L. Peck

Autor: Steven L. Peck
Tytuł: Krótki pobyt w piekle
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 128
Gatunek: literatura piękna / horror egzystencjalny
 
Steven L. Peck po dwóch dekadach od literackiego debiutu pojawił się w końcu na polskim rynku książki! To autor, który lubi krótkie formy - nowele, opowiadania przeważają w jego twórczości, choć kilka powieści również w jego dorobku się znajdzie. Uważany jest za jednego z najlepszych żyjących pisarzy mormonizmu, co potwierdzają nagrody, jakie na przestrzeni lat otrzymał. Jednak to nie literatura jest jego bazą zawodową - na co dzień wykłada na uniwersytecie w Utah bioetykę i filozofię nauk przyrodniczych. W swoich książkach często porusza temat ewolucji i religii, wikła się w zagadnienia filozoficzne. Dobrym przykładem tego jest nowelka “Krótki pobyt w piekle”, jedna z jego pierwszych wydanych książek, która w USA pojawiła się w 2012 roku. Polski czytelnik musiał więc na nią trochę zaczekać, na szczęście jest to jeden z tych tytułów, które na swojej aktualności wraz z upływem czasu nic nie tracą….
 
Ziemskie życie Sorena Johanssona zakończyło się wskutek choroby po czterdziestu pięciu latach. Podczas jego trwania jednak specjalnie o to, co po śmierci, się nie martwił - był przykładnym mormonem, dobrym mężem i ojcem. A jednak teraz okazało się, że to nie wystarczyło. Trafił do piekła, jednak piekła, które nie zakłada wiecznego potępienia - człowiek trafia tam, by się czegoś nauczyć, wyciągnąć wnioski, a równocześnie to wcale nie wyklucza trafienia do nieba. Jest zatem nadzieja. Nadzieja, która z początku uspokaja, że wcale nie będzie tak źle. Jest jedno zadanie, wokół inni ludzie, z którymi można wejść w interakcję. Każdy z nich musi tylko znaleźć w bibliotece niewyobrażalnych, acz skończonych rozmiarów tę jedną książkę, która będzie jego nieprzekłamaną biografią. Opisem jego życia ziemskiego chwila po chwili. Jeden zapis jednego życia wśród trudnej do objęcia umysłem ilości książek, w których zapisany jest każdy możliwy zbiór znaków. Naprawdę każdy. Jak więc wśród tego bełkotu ubranego w dokładnie takie same okładki i rozmiary, znaleźć tę jedną, właściwą?
“Oczekiwanie jest darem. Być może nie ma większego. Oczekiwanie rodzi się z nadziei. Ba, jest jej najwspanialszym wyrazem. Jednak w utracie nadziei kryje się największa rozpacz.”
Książka rozpisana jest na prolog, pięć tytułowanych części i załącznik, który do zagadnienia opisanej biblioteki podchodzi w sposób matematyczny. Każda część opisuje zdarzenia z innego okresu pobytu w Bibliotece, prócz prologu chronologiczna linearność czasu jest zachowana. A zatem narrator, Soren, z przyszłości opowiada o swojej przeszłości w pierwszej osobie czasu przeszłego. To jego historia, historia pobytu w Piekle. Styl powieści na pierwszych stronach może przestraszyć - daje wrażenie mocno filozoficzne, naukowe. Na szczęście po tylko pierwsze wrażenie, które rozmywa się, gdy bohater zaczyna opowieść od początku, do chwili, gdy do Piekła trafił. Od tej chwili język jest dużo bardziej przystępny, słowa dla zwyczajnego czytelnika zrozumiałe, zdania proste. W Piekle obok Sorena znajdują się też inni ludzie, więc nie brakuje w tekście dialogów. Słowa użyte są z rozmysłem, czasami zdarza się autorowi sięgać po coś z wyższej półki, jednak nawet, jeśli czytelnik nie znałby znaczenia, nie wpłynie to na całościowy odbiór lektury. Książkę czyta się płynnie, bez stylistycznych potknięć.
“Istnieje rozpacz, która sięga głębiej niż istnienie; przenika do szpiku świadomości, do siedziby duszy.”
Bazą, z której Peck w tej powieści wychodzi, jest opowiadanie innego autora z roku 1941, z którego Peck zaczerpnął pomysł biblioteki. Pomysł jednak, by uczynić ją piekłem, jest czymś ciekawym, zaskakującym. Bo czym naprawdę jest piekło? W różnych religiach przedstawiane jest inaczej, skupia je jednak stałość i cierpienie. Peck od tego ucieka. Człowiek w wymyślonym przez niego Piekle tak naprawdę wiedzie żywot całkiem przyzwoity, jego podstawowe potrzeby są zapewnione. Nie ma tutaj więc cierpienia jako takiego, są inni ludzie i jest jedno zadanie - karkołomne i bardzo monotonne, ale choć prawdopodobieństwo trafienia na właściwą książkę jest niskie, to w ostatecznym rozrachunku gwarantowane. To bardzo ciekawa baza do refleksji, do obserwowania ludzkich zachowań. Jak długo człowiek jest w stanie zajmować się każdego dnia ciągle tym samym? Jak funkcjonuje człowiek w pojedynkę skupiony na jednym celu, a jak, kiedy znajduje się w otoczeniu innych?
“Po raz pierwszy od przybycia znów pomyślałem o modlitwie. Potrzebowałem pomocy wykraczającej poza to, nad czym potrafiłem zapanować, i modlitwa wydawała się jedynym środkiem, po który mogłem sięgnąć.”
Autor w tej krótkiej nowelce zdaje się badać podstawy człowieczeństwa, powstawania i funkcjonowania nowych cywilizacji, historii, która zatacza koło. Zaskakujące jest tak naprawdę to, jak bardzo człowiek skłonny jest, by samemu sobie stawać na drodze, jak mocno inni są w stanie wpływać na prywatną realizację celu. W tej króciutkiej historii przewija się wiele emocji, bardzo dla siebie skrajnych, ale nie może w niej zabraknąć miejsca na miłość, która zdaje się najpotężniejsza z wszystkich. A to sprawia, że tak książka staje się opowieścią właśnie o miłości.
“Mijają wieki wszechświatów, a ja przeglądam księgi pełne nonsensu i wciąż myślę i myślę o miłości tak odległej w czasie, że wydaje mi się niewiarygodne, by w ogóle była prawdziwa. Czym jest miłość, że ma taką moc? Czymkolwiek jest, mało prawdopodobne, by Bóg, który mnie tu umieścił, cokolwiek o niej wiedział. Czy gdyby choć odrobinę mnie kochał, skazałby mnie na taki los?”
Pomiędzy nią jednak pojawiają się pytania o religię, wiarę, sens istnienia, o funkcję ludzkiej pamięci i czas. Podoba mi się koncept Boga, który autor tu proponuje - nie jest to starotestamentowy Bóg, mściwy i okrutny, nie jest to Allah każący poświęcać własne życie w imię dobra wyższego. Takich bogów tworzą ludzie nadając im swoje potrzeby, swoje uczucia i emocje. Bóg Pecka nawet w najczarniejszej chwili daje nadzieję - daje cel i obietnicę, że po jego spełnieniu będzie lepiej.
“Czy masz pojęcie, jak długa jest wieczność? Dobry Boże, ależ wy, ludzie, macie wyobraźnię. Jaki Bóg kazałby ci płonąć na zawsze? (...) To szaleństwo. Stworzyć kilka istot, a kiedy są nieposłuszne, piec je na wieki?”
Wiara w powodzenie misji mocno spręża się z pojęciem czasu, dając to, co jest piekłem prawdziwym - ciągłą powtarzalność, brak różnorodności, brak nowych bodźców, które na dłuższą metę stają się nieznośne. Nie bez znaczenia jest też poczucie sensu - w świecie, w którym sens zostaje odebrany, najmniejszy jego przejaw jawi się jako czyste objawienie.
“(...) to jest Piekło; wieczność w otoczeniu książek, które są stekiem bzdur.”
“Krótki pobyt w piekle” to nie jest lektura do recenzji łatwa - jak z takiej niewielkiej książeczki wyciągnąć esencję, a równocześnie nie zdradzić za wiele? Autor na tych niecałych stu trzydziestu stronach dociera do rdzenia człowieczeństwa, poprzez historię Sorena pyta o podstawowe zagadnienia filozoficzne - o sens życia, o potrzeby, o emocje, uczucia, o funkcję wiary, świadomości, że jest ktoś, kto wpływa na to, jak wygląda wszechświat, ktoś potężniejszy od nas. To nowelka poruszająca, momentami przeraźliwie smutna, bo czymże jest człowiek w zderzeniu z nieskończonością czasu? Czy tak naprawdę wieczne życie, nieśmiertelność duszy faktycznie jest tym, czego chcemy? I co przy takim życiu może nas utrzymać? Jaka jest siła miłości, nadziei? To fundamentalne pytania, które mogą zmienić sens postrzegania swoich pragnień i potrzeb. Niewielka proza, a potężna w przekazie.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Książka w papierze dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 15, 2026

Wygraj "Zazdrościsz mi?"! Konkurs patronacki

Wygraj "Zazdrościsz mi?"! Konkurs patronacki

Kiedy zaraz nad morze ściągną tłumy, my w wyobraźni udajmy się tam po sezonie, kiedy plaże świecą pustkami, woda jest idealna do morsowania, a cisza i spokój... zakłócone sprawą kryminalną, w którą przypadkowo wplątuje się Zuzanna Kruk! Tak właśnie zaczyna się nowa książka Agnieszki Peszek pt. "Zazdrościsz mi?", którą dzisiaj chcę się z Wami podzielić w konkursie. 

"Zazdrościsz mi?" to drugi tom serii z Zuzą Kruk (więcej o książce w recenzji - klik!), jednak dotyczy oddzielnej, zamkniętej sprawy kryminalnej, więc równie dobrze da się czytać go od pierwszego tomu niezależnie. Bez względu na to, na jaką kolejność się zdecydujecie, warto! Nie tylko dla dobrej zagadki kryminalnej świetnie umotywowanej pod kątem psychologicznym, nie tylko dla samego miejsca akcji, czy lekkiego, spokojnego stylu autorki. Ale także, a może właśnie przede wszystkim, dla głównej bohaterki, Zuzanny Kruk, policjantki w spektrum autyzmu, postaci ciekawej, odświeżającej, nieszablonowej i uwrażliwiającej na inność drugiego człowieka. A skoro o takiej postaci mowa... 

By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:
Oryginalny, myślący inaczej niż wszyscy bohater literacki – kto pierwszy przychodzi Ci do głowy i dlaczego właśnie on tak mocno zapadł Ci w pamięć?


Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 15 do 19 czerwca, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 26 czerwca.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę trzy, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze kierować się będę również stałą aktywnością uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka PACZKOMATEM tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu autorki (IG - klik!, FB - klik!) oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 12, 2026

"Miss Bee i duch ambasady" Alessia Gazzola

"Miss Bee i duch ambasady" Alessia Gazzola

Autorka: Alessia Gazzola
Tytuł: Miss Bee i duch ambasady
Cykl: Miss Bee, tom 3
Tłumaczenie: Joanna Kluza
Data premiery: 27.05.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść obyczajowa / historyczna / cozy mystery
 
Alessia Gazzola to znana włoska autorka literatury kobiecej, która tworzy już od piętnastu lat, od niecałej dekady zajmuje się tym w pełni zawodowo. Na koncie ma ponad dwadzieścia powieści, a jej debiutancka seria o medyczce sądowej (z którą dzieli wyuczony i przez kilka lat praktykowany zawód) doczekała się serialowej adaptacji. Sukces krajowy zagwarantował jej również zainteresowanie za granicą, choć w Polsce długo była autorką mało znaną. Dopiero pod koniec roku 2025 Wydawnictwo Sonia Draga podjęło się publikacji jej najnowszej serii z Miss Bee (recenzje - klik!), która trochę z jej twórczości się wyróżnia - to nie typowy chick lit, raczej powieść, w której wątki historyczne, obyczajowe i kryminalne splatają się w jedno. Aktualnie seria na polskim rynku liczy trzy tomy, na rynku włoskim cztery, premiera piątego zapowiedziana jest na jesień tego roku. Warto też wspomnieć, że Alessia Gazzola w tym roku odwiedziła Polskę - pojawiła się wiosną na Targach Książki w Poznaniu.
 
Londyn, marzec 1925 rok. Dwudziestokilkuletnia Włoszka Beatrice Bernabò po rozczarowaniu miłosnym, jakiego doświadczyła zimą, podjęła pracę we włoskiej ambasadzie. Nie jest to coś, co mogłoby ją uszczęśliwić, jednak dzień w dzień zjawia się za swoim biurkiem - dzięki temu jej ojciec jest spokojniejszy, a ich życie finansowe łatwiejsze. Po kilku miesiącach od zatrudnienia w końcu zaczyna się coś dziać! Przyjeżdża kilku gości z Włoch, w tym syn ambasadora z narzeczoną i dyrektor florenckiej galerii w poszukiwaniu zaginionej rzeźby. Jednak to nie ich wizyta wzbudza sensację, a dziwne zjawiska, które w tym czasie zaczynają niepokoić gości… Czyżby legenda o duchach w ambasadzie była prawdziwa? Beatrice w to nie wierzy, więc w sprawę angażuje znajomego komisarza Archera Blackburna, które wydaje się jej coraz bliższy. Ona jednak nadal nie potrafi zapomnieć o hrabim Warthmore, choć on dał jej jasno do zrozumienia, że nigdy nic ich nie połączy.
 
Książkę otwiera cytat z “Pani Bovary” i spis postaci w powieści występujących. Historia rozpisana jest na 27 tytułowanych rozdziałów i epilog, wszystkie pisane są w narracji trzeciosobowej czasu przeszłego, a perspektywą wiodącą jest ta przedstawiona oczami Beatrice. Język powieści jest delikatnie stylizowany odpowiednio do czasu akcji, co przejawia się nie tylko w specyficznych słówkach (w pełni jednak do współczesnego czytelnika zrozumiałych), ale też w dialogach, sposobie, w jaki zwracają się do siebie postacie, jak choćby równolatki rozmawiające na pan/pani i podkreślające właściwe funkcje czy tytuły szlacheckie. Autorka ma specyficzny styl budowy zdań, do czego trzeba przywyknąć, wpaść w rytm lektury, by ta mogła toczy się sprawnie. Kiedy już się to stanie, lektura okazuje się lekka i przyjemna.
“- (...) Ale nawet sobie nie wyobrażasz, co się wydarzyło w ambasadzie.
- Moja wyobraźnia tu nie wystarczy, twoje życie to jak powieść przygodowa.”
Każdy tom serii, choć połączony postaciami i ich nieustannie zmieniającymi się relacjami, stanowi historię odrębną - przede wszystkim w kontekście kryminalnym, przez co czytelnik do lektury serii może dołączyć w wybranym przez siebie momencie. Tom trzeci “Miss Bee i duch ambasady” zdaje się wracać do proporcji fabularnych, jakie prezentował tom pierwszy - przeważają wątki obyczajowe, romansowe i historyczne nad kryminałem. Ten ostatni pojawia się w historii dość późno, stanowi raczej motyw poboczny, który spina historię w jedną, zamkniętą całość. Mimo to zagadka prowadzona jest sprawnie i ciekawie, autorka dobrze osadza ją w czasach, w których toczy się akcja, ale też sprawnie manipuluje granicą pomiędzy tym, co realne, a tym, co pozostaje w strefie nadprzyrodzonej.
“Na własnej skórze doświadczała, że śledzenie jest nawet bardziej skomplikowane i pełne napięcia niż w powieściach kryminalnych.”
Wraz z kryminałem, na uwagę zasługują wątki historyczne i obyczajowe, które mocno bazują na podziałach, jakimi wtedy rządziło się społeczeństwo. Nierówności i dyskryminacje są tutaj spotykane na każdym kroku i nie oszczędzają tak naprawdę nikogo: dotyczą płci, obywatelstwa, majątku i statusu społecznego. Nie inaczej jest z wątkiem historycznym, dla którego nie bez znaczenie jest narodowość Beatrice i jej rodziny. Bo choć historia toczy się w jeszcze ciągle bezpiecznej Anglii, to w ich kraju pochodzenia czuć już ten coraz wyraźniej do głosu dochodzący polityczny niepokój. Rodzina Beatrice może mieszkać w Anglii tylko dlatego, że jej ojciec został oddelegowany na angielską uczelnię, problem w tym, że właśnie teraz kończy mu się kontrakt. I to on dobrze wie, że sytuacja jest poważna, nieustannie staje przed moralnymi dylematami - czy udawać, że przystaje na faszystowską politykę swojego kraju, czy jednak żyć w zgodzie z sobą, ale tym samym może narazić się na karny powrót do kraju? Beatrice i jej siostry mają w tym czasie na głowie inne problemy, ciągle wydaje się, że groza sytuacji politycznej jeszcze do nich tak do końca nie dotarła.
“Dla niego Anglia była więcej niż snem, była miejscem, które zaspokajało wszelkie wymagania intelektualne i osobiste.”
Bo siostry Bernabò zajęte są własnymi problemami. Starsza siostra Beatrice przechodzi okres załamania po tym, jak o włos uniknęła śmierci. Na jej przykładzie obserwujemy z czym w ówczesnych czasach zmagały się kobiety, jaki wstyd musiały w sobie nosić, choć tak naprawdę nie były niczemu winne. Beatrice z kolei zmaga się z rozczarowaniem miłosnym, w którym powinności klasowe zwyciężyły nad uczuciem. Bee to kobieta silna i wolna, zdająca się wyprzedzać swoje czasy, która jednak nie jest nieczuła na męskie zainteresowanie…
“Jakież błędy czasem się popełnia, gdy człowieka zaślepią przekonania, których świadomie nie chce podważać.”
I tak przechodzimy do wątku romansowego, który w tym tomie jest wyjątkowo wyraźny, tak naprawdę niewiele jest tu scen, który wydają się go pozbawione. Choć romanse nie są ostentacyjne (przynajmniej w większości), to jednak są stale wyczuwalne w gestach, spojrzeniach, krążącej pomiędzy dwójką ludzi energii. Beatrice to w końcu młoda kobieta, która ciągle jeszcze nie doświadczyła wielkiej miłości, a choć dobrze wie, że nie ma co liczyć na romans jak z książek Jane Austen (których, swoją drogą, nie cierpi), to jednak ciągle tli się w niej nadzieja, że uczucie potrafi zwyciężyć wszystko.
“To nie jest trudne: dokonujesz wyboru i się go trzymasz. I usiłujesz nie dręczyć osoby, która musiała ów wybór zaakceptować.”
“Miss Bee i duch ambasady” to powieść, z którą miło spędzi się niezobowiązujący wieczór, pozycja, którą przyjemnie jest poczytać w przerwie na kawę - nie trzeba się przy niej nadmiernie skupiać, nie trzeba śledzić z uwagą każdego detalu fabularnego, by wyciągnąć z niej zwyczajną przyjemność lektury. Pod tym kątem powieść dobrze wpisuje się w gatunek, w którym autorka czuje się najlepiej - lekką powieść kobiecą, w której warstwa obyczajowa i romansowa absorbują uwagę czytelnika. Jednak mimo to nie da się nie zauważyć, że głębiej kryje się coś jeszcze - dobry wątek kryminalny i historyczny, który mimo lekkiego wydźwięku całości, jasno obrazuje grozę sytuacji politycznej, społecznej, jaka w 1925 roku w środowisku włoskich emigrantów była już bardzo wyraźnie wyczuwalna. Prywatnie trochę żałuję, że w tym tomie wygrał romans nad kryminałem, mimo to doceniam zaangażowanie, z jakim autorka odwzorowuje cały ten międzywojenny świat. A teraz czekam, gdzie z Miss Bee spotkamy się w tomie czwartym jej przygód!
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 11, 2026

"Kiedy wilk wróci do domu" Nat Cassidy

"Kiedy wilk wróci do domu" Nat Cassidy

Autor: Nat Cassidy
Tytuł: Kiedy wilk wróci do domu
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Data premiery: 27.05.2026
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 416
Gatunek: horror
 
Od kilku lat w USA nazwisko Nata Cassidy’ego jest coraz mocniej rozpoznawalne - pisze książki i sztuki teatralne, które nie tylko zachwycają publiczność, ale również zdobywają nagrody. Za jego właściwy literacki debiut uznaje się powieść “Mary” (recenzja - klik!) z 2022 roku, która w Polsce wydana została trzy lata później, dzięki czemu polski czytelnik nie musiał długo czekać na kolejną - niewiele ponad miesiąc później ukazała się u nas druga książka autora pt. “Pisklęta” (recenzja - klik!). Jego trzecia powieść “Kiedy wilk wróci do domu” z 2025 (w Polsce wydana teraz) jest swoistym dopełnieniem dwóch poprzednich tytułów - sam autor mówi, że to trylogia dokumentująca straty w jego życiu. Książki jednak fabularnie nie są ze sobą powiązane, choć w najnowszej można znaleźć mocno epizodyczne nawiązanie do “Mary”.
 
Los Angeles, czasy współczesne. Trzydziestokilkuletnia Jess podczas swojej stałej nocnej zmiany w lokalnym barze przypadkowo podczas sprzątania łazienki kłuje się w palec pozostawioną tam przez kogoś igłą. Przerażona nawet nie rejestruje swojego powrotu do domu, prowadzi samochód na autopilocie trasą, która jest wyryta w jej pamięci. Dopiero po chwili przychodzi otrzeźwienie - przecież powinna jak najszybciej udać się do szpitala! Ale trasy nadal nie zmienia, wchodzi do domu, a tam słyszy dziwne dźwięki dobywające się z podwórka. Tam w krzakach znajduje małego pięcioletniego chłopca, ewidentnie czymś przerażonego. Zabiera go więc do siebie do domu, a gdy niedługo później w jej ogrodzie zjawia się mężczyzna budzący w oczach dziecka paniczny strach, już wie, że musi go chronić. Nie zdaje sobie jednak sprawy ogromu zagrożenia, z jakim przyjdzie im się zmierzyć. Bo te zagrożenie, to nie zwyczajny człowiek, a prawdziwa bestia żądna całego morza krwi.
“- Nie wiem, co robić. Wszystko jest… popsute. Ja jestem popsuty.
- Tak. (...) Znam to uczucie. Czasami myślę sobie, że na tym polega życie.
- Nienawidzę tego! (...).
- Nie mów tak. Dopóki żyjesz, jest…
- Co? (...)
- Nadzieja. Czas. Możliwość, że się polepszy.”
Książka rozpisana jest na cztery tytułowane i opatrzone cytatami części - pierwsze trzy składają się na 56 rozdziałów, ostatnia to kilkanaście stron zakończenia. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu teraźniejszego z kilku perspektyw, choć tą nadrzędną jest perspektywa Jess. Styl powieści jest bardzo swobodny, autor posługuje się językiem plastycznie, ugniata go na kształt swoich potrzeb. Sceny dynamiczne, czasami uzbrojone w makabrę, są mocne, brutalne, nie brakuje w nich przekleństw, wyrazistych słów, krótkich zdań. Sceny, w których przychodzi czas na zastanowienie, nabierają nuty poetyckości, w której powtarzalność słów, zwrotów, zaczynanie zdań od nowej linijki, użyte są z uwagą. Mam jednak wrażenie, że w całym tekście polski czytelnik może się natknąć na dość dziwne sformułowania (np. “mówić ogródkami” zamiast “ogólnikami”, “najwyższa ochota” zamiast “największa”), tyle że tak do końca w książce z angielskiego tłumaczonej nie da się stwierdzić (bez dysponowania oryginałem oczywiście) czy jest to innowacja autora, czy niefortunne sformułowania tłumaczenia. Poza tymi przystankami, reszta historii wypada płynnie, a lektura upływa sprawnie.
“Powinna wreszcie zrozumieć, że śmierć to śmierć to śmierć to śmierć, czyhająca za każdym rogiem, czająca się jak drzewa w gęstym lesie.
Powinna zrozumieć, że nikt nie zostanie oszczędzony.
Powinna zrozumieć, że wilk zawsze zjawia się w domu. Albo wręcz po prostu cały czas tam jest.”
Cała opowieść bazuje na bajce o wilku i trzech świnkach, która opisana jest w mocno współczesnej, momentami bardzo makabrycznej wersji. Jej postaciami pierwszoplanowymi są Jess i chłopiec, którzy uciekają, i wilk, który ich goni. Wilk niesie zniszczenie, a uciekający muszą znaleźć sposób na zapewnienie sobie bezpieczeństwa. To baza, pod którą skrywa się wie tematów wartych analizy. O tym jednak za chwilę, najpierw przyjrzyjmy się samej fabule. A ona jest dynamiczna, jest makabryczna, jest pełna nawiązań do książek, filmów i seriali, mocno czerpie z dobrodziejstw popkultury, klasyki gatunku horroru, fantasy. Sceny dynamiczne są intensywne, na kształt wielkich hollywoodzkich produkcji. Sporo w niej symbolizmu, sporo wizji rodem z najgorszych sennych koszmarów, w których prawa natury nie obowiązują. Choć w poprzednich książkach autor też korzystał z pewnych nadprzyrodzonych zjawisk, tutaj ta fantastyka jest najbardziej wyrazista, a szybkość akcji sprawia, że nie ma aż tylko przystanków na wrażenia ogólne, refleksje.
“Nigdy by nie zauważyła, jak przerażająca jest większość telewizyjnej zawartości, gdyby nie musiała spojrzeć na nią oczami wrażliwego dziecka.”
Jednak obraz to tylko warstwa wierzchnia, która dobrze oddaje siłę wyobraźni. Bo wyobraźnia ma tutaj ogromne znaczenie. Jej bezkres, jej moc, jej wpływ na to, jak postrzegamy rzeczywistość, jak odbieramy codzienność i wszystko, co po drodze nas spotka. Ważne jest też rozróżnienie tego, jak działa wyobraźnia dziecka a dorosłego, w jaki sposób w zależności od wieku odbieramy innych, interpretujemy emocje. Emocje bardzo skrajne, poczynając od szczęścia, radości, miłości po ten najgorszy, najbardziej paraliżujący strach. I to drugi ważny punkt tej powieści. Strach, lęk. Autor bardzo dokładnie przygląda się, w jaki sposób ta emocja potrafi zawładnąć dzieckiem i dorosłym, w jaki sposób się pogłębia, jak wraz z nieograniczoną wyobraźnią potrafi niszczyć to, co dobre. Nie brakuje tu prób poradzenia sobie z lękiem, ale też refleksji nad tym, czy tak naprawdę lęku da się w ogóle pozbyć. Czy życie nie wiąże się nierozerwalnie z tą emocją? Czy nie polega nie na tym, by lęku się wyzbyć, a by odpowiednio na niego reagować, przekształcać go w pozytywną moc? Ale czy to jest w ogóle możliwe?
“- To takie łatwe! “Przestań się bać!”... kazałaś mi. Byłem tylko małym dzieckiem, ty jesteś dorosła. Nie powinnaś mieć z tym problemu!
Ależ dorośli nie mają takich mocy, chce go przekonać Jess. Nasze strachy są zbyt wielkie. Zbyt bezkształtne. Nie tak proste jak potwór w ciemnościach. Niepewność. Lęk. Trauma. Kariera. Naciski społeczne. Pieniądze. Miłość. Polityka. Tożsamość. Zdrowie. Hipochondria. Jak zwalczyć takie strachy? Jak…”
Trzecim ważnym zagadnieniem powieści jest wątek ojcostwa. Co zwróciło moją uwagę, jak niewiele jest powieści poruszających ten temat. Dlaczego ojców uważa się za mniej ważnych od matek? Wydaje się, że w relacji rodzic - dziecko to oni mają trudniej, trudniej jest im znaleźć właściwe sobie miejsce. To ojcowie często są nieobecni, odseparowani, czasami w ogóle ich nie ma, a czasami nawet jeśli są, nie są w stanie poradzić sobie z emocjami dziecka. Kobietom w jakiś sposób przeważnie wychodzi to lepiej. Ale co jest lepsze - ojciec nieobecny, czy ojciec, który nie potrafi uporządkować emocji - swoich i dziecka? Oczywiście to wszystko to pewna generalizacja, niemniej jednak ma swoje podstawy w rzeczywistości.
“Mężczyzna będzie miał jeszcze wiele okazji, aby pokazać swoje prawdziwe oblicze - spieprzyć wszystko, wściec się, zniecierpliwić, zacząć użalać się nad sobą. Jeśli faktycznie jest potworem, potwory się nie zmieniają.
Ale ojcowie czasem tak. Prawda? Czasem…”
W tym wszystkim jednak nie brak miłości rodzicielskiej. Miłości, która przedstawia się bardzo różnie. Może być uczuciem cudownym, w którym jest miejsce na zrozumienie, bezpieczeństwo i po prostu przyjaźń. Ale może być też koszmarem niezrozumienia, uwiązania, w którym brak możliwości znalezienia wspólnego języka staje się czymś, co negatywnie naznacza na całe życie. Jest też jeszcze jedna strona medalu - co, kiedy tej miłości zabraknie? Jak przejść taką żałobę?
“(...) choć dzieci są niezwykle skłonne do strachu - nic nie może się równać z siłą ich miłości. Prawda?
Ona też kiedyś taka była. Kochała tak mocno, że czuła fizyczny ból, gdy jej uczucia nie były odwzajemnione.”
Bez wątpliwości ilość wątków do refleksji w tej historii robi wrażenie, wróćmy jednak jeszcze na chwilę do bazy, do elementów fabuły, do postaci. Bo i tu autor gra na pewnych kulturowych, a raczej popkulturowych stereotypach. Były wojskowy, agenci FBI, aktorka, dziecko - to postacie, które przewijają się przez kultowe filmy i seriale gatunku grozy. Zresztą widoczne jest to nie tylko w postaciach, ale i detalach fabularnych - powtarzalnych gestach, pewnych zachowaniach, decyzjach, które popychają do przodu akcję. Autor ewidentnie bawi się gatunkiem i robi to w sposób bardzo sprawny, choć mam wrażenie, że momentami zdarza mi się nieco za mocno naciągać fabułę, jak choćby w postaci chłopca, który nawet, jeśli dużo w swoim pięcioletnim życiu przeszedł, to i tak czasami reaguje nie całkiem odpowiednio do wieku.
“Sekunda wiary.
Nieskażonej przez doświadczenie. Czy to w ogóle realne? Żyć na tym świecie i nie bać się ani trochę? Czuć turbulencje i nie wyobrażać sobie, że samolot runie? Mieć jako osoba nadzieję równie silną jak dziecięce przerażenie?”
Nat Cassidy niewątpliwie ma dar snucia opowieści, które bazując na pewnych założeniach gatunkowych pod warstwą fabularną zdają się skrywać problemy społeczne, które w jakiś sposób dotyczą każdego z nas. Autor nie ukrywa, że te trzy jego powieści: “Mary”, “Pisklęta” i “Kiedy wilk wróci do domu”, to jego sposób na poradzenie sobie z własnymi emocjami, własnymi przeżyciami, sposób na ich uporządkowanie, ale są to emocje uniwersalne, które prawdopodobnie każdy z nas na jakimś etapie swojego życia odczuje. W “Kiedy wilk wróci do domu” to strach, ten wszechogarniający, paraliżujący, który odczuwany w latach dziecięcych wywołuje reakcje fizjologiczne, w latach dorosłych paraliżuje emocjonalnie, decyzyjnie. To także opowieść o relacji rodzic-dziecko, przede wszystkim ojciec-dziecko, relacji często pomijanej, a równocześnie tak trudnej do jasnego określenia. To wszystko ubrane jest w dynamiczne, nadprzyrodzone motywy, głęboko zakorzenione w naszej popkulturze, z której autor czerpie garściami. Ale robi to w sposób charakterystyczny, świeży i przekonujący. To powieść mocna, czasami w swojej makabrze wręcz obrzydliwa, a równocześnie emocjonalnie poruszająca.
“Kto jest bohaterem twojej historii?”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Akurat.

Książka w trzech formatach (papier, ebook i audiobook) dostępna jest na stronie muza.com.pl
- na hasło KRYMINALNATALERZU10 10% taniej (dotyczy całego asortymentu sklepu)!

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 09, 2026

"Głos kazał mu zabić" Jan Gołębiowski

"Głos kazał mu zabić" Jan Gołębiowski

Autor: Jan Gołębiowski
Tytuł: Głos kazał mu zabić. Zbrodnie popełnione w psychozie
Data premiery: 03.06.2026
Wydawnictwo: Mando
Liczba stron: 256
Gatunek: non-fiction / reportaż
  
Jan Gołębiowski to ceniony polski psycholog kryminalny i profiler, który od kilkunastu lat prowadzi działalność szkoleniową Centrum Psychologii Kryminalnej, w ramach której, prócz specjalistycznych szkoleń, przybliża szerokiej publiczności zagadnienia z tym tematem związane. Często zapraszany jest przez media do komentowania aktualnych spraw kryminalnych, sam też mocno udziela się w sieci - prowadzi profil w social medialch Profilowanie Kryminalne, na którym opisuje i omawia głośne i mniej znane sprawy od strony psychologii zbrodni i sprawcy. Polski ekspert, biegły sądowy, wykładowca SWPS i Centrum Nauk Sądowych Uniwersytetu Warszawskiego szkolił się nie tylko w Polsce, ale i za granicą (USA, Węgry), pracował jako psycholog policyjny, jak i psycholog na oddziale psychiatrii sądowej. W 2008 roku napisał pierwszą w Polsce monografię na temat profilowania kryminalnego, a od 2021 roku systematycznie ukazują się jego książki popularnonaukowe mające na celu przybliżenie tych zagadnień zwyczajnemu czytelnikowi. “Głos kazał mu zabić” to jego trzeci solowy tytuł w tym gatunku.
 
Są takie zbrodnie, z którymi popełnieniem pogodzić się jest jeszcze trudniej niż normalnie. To zbrodnie bez winy, po których nikt nie trafia do celi - bo popełniane są pod wpływem choroby psychicznej. To trudny temat, którego spora część społeczeństwa nie rozumie. O chorobach psychicznych, choć w ostatnich latach mówi się więcej niż kiedyś, nadal mówi się za mało, dlatego nie są w porę wychwytywane, społeczeństwo nie reaguje wtedy, kiedy powinno. Po popełnionej zbrodni z kolei chory jest oczerniany, stygmatyzowany, uznawany za winnego, który sprytnie uniknął kary. Jan Gołębiowski w swojej karierze psychologa policyjnego i psychologa na oddziale psychiatrii sądowej spotkał się z wieloma takimi przypadkami. Teraz, prowadząc Profilowanie Kryminalne dobrze wie, jaka jest wiedza społeczeństwa, jakie tego typu zbrodnie wywołują reakcję. I po to powstał “Głos kazał mu zabić”. By przybliżyć zwyczajnego człowiekowi zagadnienie psychozy, w czasie której dochodzi do przestępstwa.
“Wszystko wam wyjaśnię. W tym celu powstała ta książka.
Na początku chciałbym podkreślić, że jestem świadomy istnienia zjawiska stygmatyzacji osób cierpiących na zaburzenia psychiczne i moim celem jest przeciwdziałanie mu. W internetowych komentarzach na ten temat widzę dużo stereotypów, mylnych wyobrażeń i krótko mówiąc - bzdur. Duża część społeczeństwa nie rozumie, czym jest choroba psychiczna, jak wpływa na zachowanie człowieka i jaki może mieć związek z popełnionym przestępstwem - ludzie nie odróżniają psychozy od psychopatii.”
Książka rozpisana jest na wstęp, sześć tytułowanych rozdziałów, zakończenie i trzy dodatki (zwane appendix): dwa profile w sprawie zabójstwa i jedną opinię w sprawie zabójczyni, które zajmują ostatnie sto stron. Zatem na zaledwie 150 stronach autor przytacza najważniejsze zagadnienia dotyczące chorób psychicznych i zbrodni pod ich wpływem popełnianych. Każdy rozdział opisuje inne zagadnienie, w których teoria przeplatana jest z przykładami z życia wziętymi - autor bazuje w dużej mierze na zbrodniach i przypadkach, z którymi sam w swojej karierze się zetknął, choć czasami również odnosi się do głośnych spraw z zagranicy. Wszystko to podane jest w sposób bardzo przystępny, język jest prosty, w pełni zrozumiały dla zwyczajnego czytelnika, czasami nawet można w tekście wyczuć subtelny humor - oczywiście ciągle z zachowaniem powagi i szacunkiem do tematu. Jednak dzięki tego typu komentarzom, zabawnym sformułowaniom zagadnienia mają szansę trafić do czytelnika dosadniej, lepiej zobrazować mu sytuację, o jakiej jest mowa.
“(...) większość ze świętych skończyłaby dziś w szpitalu psychiatrycznym lub w więzieniu. W dzisiejszych czasach do Szymona Słupnika przyjechałaby policja z negocjatorami, ściągnęliby go ze słupa i odstawili do izby przyjęć. Ocena tego, co normalne lub nie, jest wpisana w dyskurs społeczny i jej rodzajem umowy społecznej. Dziś tłumaczymy czyjeś zachowania, odwołując się do argumentacji medycznej i psychologicznej. A jak na nie reagować, mówią nam między innymi przepisy prawne.”
W sześciu rozdziałach autor porusza podstawowe zagadnienia związane ze zbrodnią popełnianą pod wpływem choroby psychicznej. Na początek przytacza podział motywacji zbrodni i chorób psychicznych, pod wpływem których najczęściej do nich dochodzi, po czym jasno je charakteryzuje. Dalej przechodzi do omówienia zagadnień prawnych, do pojęcia poczytalności i orzekania o niepoczytalności, czyli tematu, który ma bardzo nieadekwatną do rzeczywistości opinię w społeczeństwie. Następne rozdziały poświęcone są krótkiemu opisowi jak wygląda życie na oddziale psychiatrii sądowej i w jaki sposób profiluje się nieznanych sprawców chorych psychicznie. Ostatnie strony zapełnia analiza zbrodni, która zawsze szczególnie mocno porusza społeczeństwo - matek zabijających swoje dzieci. W każdym z tych rozdziałów dzięki posługiwaniu się teorią i praktyką autor osiąga odpowiedni efekt: uświadamia czytelnika, uczula na objawy chorób psychicznych, uczy, jak podchodzić do tematu od strony prawnej, ale też zwyczajnie ludzkiej. Odziera chorobę psychiczną z tego, czego nauczyliśmy się z książek beletrystycznych, filmów i seriali, przez co rozprawia się z najpopularniejszymi stereotypami. Dzięki temu, że często korzysta z własnych doświadczeń, temat zdaje się czytelnikowi bardzo bliski i bardzo wiarygodny - w końcu ktoś mówi nam bez upiększeń, jak naprawdę jest. To ważny, żeby zwyczajny człowiek rozumiał te pojęcia, wiedział na co i w jaki sposób reagować, bo może dzięki temu uda się jakiemuś stopniu tego typu zbrodniom zapobiec.
“Schizofrenia jest demokratyczna i nie ma uprzedzeń, może na nią zachorować każdy - osoba z wysokim intelektem i z niskim, z miasta i ze wsi, wykształcona i niewykształcona.”
Na tylnej stronie okładki wydawca zamieścił ostrzeżenie dotyczące drastycznych opisów zabójstw i okaleczeń. Warto jednak to wyjaśnić - autor nie bawi się w dosadne opisy zbrodni, tutaj nie ma miejsca na makabrę. Jeśli opis brutalnej zbrodni się pojawia, to jest on rzeczowy i suchy, podany na tyle, by czytelnik miał pojęcie, z jaką skalą zbrodni ma do czynienia. Na pewno skala drastyczności jest w tych opisach niższa niż w niejednym kryminale, choć przyznam, że w pewnych momentach właśnie dlatego, że czyta się ją ze świadomością prawdziwości czynu, wstrząsa ogromnie.
“Klasyfikacje zaburzeń i chorób psychicznych wyróżniają kilkanaście typów zaburzeń osobowości. Z przestępczością, a głównie z zabójstwami, kojarzy się medialnie wyeksponowana psychopatia (obecnie używa się określenie dyssocjalność). Do niedawna wyróżniano osobowość dyssocjalną, dziś w jedenastej wersji ICD mówi się o “obszarze” lub też “domenie” - dysocjalności.”
Bez wątpliwości temat, jaki Jan Gołębiowski w tej książce porusza do łatwych nie należy. Momentami więc i lektura taka jest, ale dzięki połączeniu teorii i praktyki bez wdawania się w szczegóły, nie jest mocno obciążająca. Jednak inaczej jest w drugiej części książki, w chwili, gdy przechodzimy do dodatków. Tam autor przytacza dwa profile nieznanego sprawcy i jedną opinię sprawczyni znanej. Te dodatki bardzo jasno obrazują czytelnikowi jak takie dokumenty wyglądają, jak mocno różnią się od tego, co sugeruje nam popkultura. Każdy z nich ma jasną budowę, analizuje odpowiednie stałe punkty na podstawie dokumentacji, jaka została zebrana podczas śledztwa. Każdy z nich liczy kilkanaście stron, na których dokładnie analizowane są okoliczności zbrodni i potencjalne motywacje sprawcy. I choć po wcześniejszej teoretycznej analizie nie są to punkty zaskakujące, to jednak zebrane w jeden dokument robią piorunujące wrażenie - przyznam, że dla mnie ich lektura była na tyle trudna pod kątem emocjonalnym, psychicznym, że musiałam robić w jej czasie przerwy. Nie żałuję jednak, dzięki temu w końcu wiem, jak faktycznie taki profil zbrodni czy opinia o sprawcy wygląda.
“Chorzy potrafią zaśmiewać się z nieznanych otoczeniu przyczyn lub nagle zaczynają krzyczeć, wpadają w przerażenie lub zachowują się agresywnie. Te stereotypy zawierają ziarnko prawny, bo są budowane na obserwowanych przypadkach. Jednak jest to tylko “ziarnko”, a ten obraz jest mocno zniekształcony.”
W książce “Głos kazał mu zabić” Jan Gołębiowski zdaje się mieć jasny cel - przybliża czytelnikowi zagadnienia, które w opinii publicznej nie są pojmowane prawidłowo. Pisze o podstawach chorób psychicznych i zbrodniach pod ich wpływem popełnianych, pisze o tym, jak wygląda to wszystko od strony prawnej. Po prostu uświadamia społeczeństwo w tematach podstawowych, a jednak przez lata obcowania z tematem w popkulturze, a nie w podejściu technicznym, naukowym, mocno przekłamanych i objętych ogromną liczbą stereotypów. To książka ważna, bo uczy jak reagować, jak postępować, ale też nie mydli oczu - autor nie oszukuje opisując jak nieraz wyglądają interwencje medyczne czy policyjne. To dobry start, dobra baza dla zwyczajnego, świadomego życia w społeczeństwie człowieka i punkt wyjścia do dalszego rozeznania tematu dla tych, którzy są nim faktycznie zainteresowani.
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Mando.


Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 08, 2026

"Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie" Karsten Dusse

"Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie" Karsten Dusse

Autor: Karsten Dusse
Tytuł: Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie
Cykl: Zabijaj uważnie, tom 2
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Data premiery: 27.05.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 464
Gatunek: komedia kryminalna
 
Karsten Dusse to niemiecki prawnik i autor scenariuszy telewizyjnych, za które był wielokrotnie nagradzany. Był prezenterem radiowym i telewizyjnym, napisał kilka książek non-fiction, jednak światowy rozgłos przyniosła mu beletrystyka - w 2019 roku debiutował komedią kryminalną “Zabijaj uważnie” (recenzja - klik!), która w zabawny sposób przenosi założenia psychoterapeutyczne w świat mafijny. Ten tytuł, jak i kolejne cztery tomy zostały docenione przez czytelników na rynku rodzimym autora, ale i światowym, w sumie sprzedany nakład przekroczył dwa miliony egzemplarzy. Seria doczekała się też ekranizacji - w 2024 na Netflixie ukazał się sezon pierwszy, teraz, jeden dzień po polskiej premierze tomu drugiego pt. “Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie”, sezon drugi. A dlaczego dopiero teraz ukazał się u nas tom drugi, choć pierwszy wydany był już w 2021? Bo seria musiała poczekać aż przejmie ją Wydawnictwo Sonia Draga - pierwszy wydawca zatrzymał się na jednym tomie, Wydawnictwo Sonia Draga już zapowiada, że wyda kolejne. I chwała im za to!
 
Od wydarzeń z “Zabijaj uważnie” minęło pół roku, a choć w tym czasie życie Björna Diemela dzięki stosowaniu zasad uważności znacząco się poprawiło, to jednak nie rozwiązało wszystkich jego problemów, które nadal przeszkadzają mu w czerpaniu radości z bycia tu i teraz. Zdarzeniem granicznym jest pewna mocno konfliktowa sytuacja podczas rodzinnych wakacji w Alpach wskutek której ktoś traci życie. A przecież Björn już zabijać nie chce! Pora zatem wrócić do terapeuty Joschki Breitnera i pogrzebać głębiej. To wtedy Björn dowiaduje się o istnieniu wewnętrznego dziecka, które w kryzysowych sytuacjach tak łatwo dochodzi do głosu. Jak sobie z tym poradzić? I czy na pewno chwila, w której z piwnicy znika mafioso więziony tam od półrocza, na pewno jest dobrym momentem na ukojenie i pogodzenie się z wewnętrznym dzieckiem?
“Miałem dosyć mordowania. W którymś momencie trzeba dać sobie spokój.”
Książka rozpisana jest prolog i pięćdziesiąt tytułowanych rozdziałów, które otwierają tematyczne porady Joschki Breitnera zapisane w dwóch fikcyjnych poradnikach: “Zwolnij na pasie szybkiego ruchu. Uważność dla kadry kierowniczej” i “Wewnętrzne dziecko” przytaczane w zależności od potrzeb. W tym tomie jednak porady w tekście rozdziałów już dosłownie przytaczane nie są, co miało miejsce w tomie pierwszym, dzięki czemu wypada to bardziej naturalnie. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego z perspektywy Björna, co jest kluczowe dla stylu, w jakim jest prowadzona - każdą sytuację, w jakiej Björn doświadcza, analizujemy wraz z nim według wskazań psychoterapeuty, ale sposób przedstawienia tych sytuacji niekoniecznie do pojęć spokoju i uważności pasujących daje efekt komediowy.
“Każda katastrofa jako pojedyncze zdarzenie byłoby wymówką. Ale gdy katastrofy (...) stanowią regułę, w pewnym momencie tracą siłę perswazji.”
Język, jakim narrator się posługuje, jest dopracowany, oddaje spokój, z jakim bohater podchodzi do sprawy, raczej pozbawiony jest przekleństw. W tym tomie zdarza mu się też rozmawiać z własnym wewnętrznym dzieckiem, co w tekście oznaczone jest kursywą. Książkę czyta się zaskakująco szybko - może to dzięki temu połączeniu psychologicznej uważności z humorem? Z początku lektury pojawia się kilka zbędnych powtórzeń faktów (oprócz tych koniecznych dla osób, których tomu pierwszego nie czytały), nie są one jednak na tyle częste, by miały wpłynąć na całościowy odbiór lektury.
“Wiedza to moc. Jednak przed ignorantem, który nie wie, że nie wie, człowiek wiedzę posiadający staje się bezradny.”
Bazą powieści jest psychologiczna przemiana, praca, jaką ma wykonać we własnej psychice główny bohater. Co ciekawe, to nie w tym wątku tkwi komedia - wstawki psychoterapeutyczne, porady i rozmowy, jakie Björn ze swoim terapeutą prowadzi są mądre i przydatne, a droga, jaką główny bohater w pracy ze swoim wewnętrznym dzieckiem pokonuje, może też czegoś nauczyć i czytelników. Może być też momentami bolesna, dla tych, którzy tak jak Björn nie przepracowali jeszcze swoich krzywd i murów obronnych wzniesionych w dzieciństwie - w końcu główny bohater rozdrapuje rany, które zakorzeniły się w nim kilkadziesiąt lat temu. A choć nie są one nadzwyczajnie traumatyczne (dzięki czemu część czytelników może je z nimi dzielić), to jednak w jakiś sposób ukierunkowały to, jakie decyzje podejmuje w życiu dorosłym. Warto to sobie uświadomić.
“Każde dziecko jest niejako zaprogramowane tak, że musi ufać rodzicom. Dlatego także prawie każde dziecko twierdzi, że ma najlepszych rodziców na świecie. Choć w gruncie rzeczy są to jedyni rodzice, których ma do dyspozycji. Świadomość, że popełnili błąd, sprawia ból. Nawet dziesiątki lat po dzieciństwie.”
Oczywiście komedia kryminalna nie byłaby tak nazwana, gdyby nie wątek kryminalny. W tym tomie jednak nie jest on najważniejszy, jest jednym z kilku, które spinają tę powieść w całość. Tak jak tom pierwszy, taki i ten opiera się na motywie gangsterskim, jest porwanie, stałe zagrożenia życia, później dochodzi też wątek konflikt zaostrzający, jednak w tomie drugim makabra nie jest już tak eksponowana jest wcześniej. Wątek kryminalny tak naprawdę jest dość prosty, choć prowadzony z podobną oryginalną inwencją co w “Zabijaj uważnie” i nie jest oczywisty do rozwikłania.
“To w sumie zabawne, że bajeczki, które zazwyczaj wciska się dzieciom w kwestii martwych zwierząt, bez problemu łyknęli zastępcy unieszkodliwionych mafijnych szefów.”
Poza tym ważną funkcję w książce pełni również wątek obyczajowy, w którym autor skupia się na związkach: partnerskich, ale przede wszystkim rodzicielskich. I te ukazane są z sposób psychologicznie mądry - autor trochę się z czytelnikiem bawi każąc Björnowi ciągle tkwić w toksycznej relacji z żoną, jednak równocześnie pozwala uwolnić się od lęku, że swoje obawy przekaże potomstwu. Mimo kryminalno-komediowego zabarwienia, sporo jest mowy o odpowiedzialności, jaką w tego typu związkach ponosimy.
“Po raz pierwszy w moim życiu u mego boku stanęła dorosła osoba, która wiedziała, że postąpiłem nie tak, jak trzeba. Cóż za przeżycie. Nie miałam pojęcia, jak wiele ran mojego wewnętrznego dziecko uleczyła tym gestem.”
Jest też jeszcze jedno zagadnienie, które z pozostałymi trzema tworzy tę opowieść. To wątek ekologiczny, zmian klimatycznych i tego, jak ludzie na nie reagują, co tak naprawdę mogą z nimi zrobić. I tu znowu skrywa się mocna satyra, dobra komedia, która wyśmiewa wszystkie przesady i inne izmy: dorosłych, którzy przenoszą odpowiedzialność ekologiczną na dzieci, którzy szukają rozwiązań w złych miejscach i tych, którzy po prostu wykorzystują ekologię dla własnych celów. Jest w czym wybierać, a każdy temat potraktowany jest z wyraźnie czarnym humorem!
“W sumie nie tak trudno zrobić z kogoś, kto beztrosko marnował ziemskie zasoby, osobnika konsumującego jedynie produkty lokalne i sezonowe. Wystarczy zamknąć go w piwnicy.”
W każdym z tych zagadnień w centrum zdarzeń stoi Björn. To postać genialnie zbudowana, której psychologiczna spójność zachwyca. Björn to zwyczajny człowiek, everyman, który pozwalając, by inni za niego decydowali, wpakował się w relacje z członkami mafii, toksyczne małżeństwo i kto wie, co jeszcze. Teraz uczy się dbać o siebie i właśnie z połączenia mafii ze zdrowiem psychicznym powstaje wątek mocno komediowy - bo przecież przemoc, morderstwa i inne tego typu zagrywki niespecjalnie kojarzą się z zachowaniem wewnętrznej równowagi. Dzięki zwyczajności Björna czytelnik może się z jego ogólnymi problemami utożsamiać, towarzyszyć mu w bardzo ludzko przedstawionych zmaganiach w związkach, w relacji z córką i tak naprawdę całym światem. To postać, którą da się łatwo zrozumieć, która budzi sympatię, a w kluczowych momentach jego „uduchowiona” reakcja wywołuje głośny śmiech.
“Najwyraźniej w moim dzieciństwie dwie rzeczy poszły nie tak: mój ojciec i moja matka.”
“Moje wewnętrzne dziecko chce zabijać uważnie” to powieść oparta na tych samych założeniach co “Zabijaj uważnie” - jest afera z mafią, jest praca terapeutyczna głównego bohatera, który koi swoje problemy dzięki uważności i wewnętrznemu zrozumieniu - a jednak wrażenie daje inne. Wątek kryminalny, sensacyjny nie jest już tym, co wysuwa się na plan pierwszy, a współistnieje z wątkiem obyczajowym, ekologicznym i psychoterapeutycznym. Dzięki takiemu połączeniu autor zachowuje wrażenie lektury lekkiej i zabawnej, a równocześnie mądrej - w końcu założenia psychoterapeutyczne, jakie główny bohater przyjmuje, są prawdziwe i mogą się odnieść do każdego z nas. Bardzo podoba mi się takie rozróżnienie, niewyśmiewanie samej psychologii, a po prostu formy jej zastosowania w sytuacjach mocno nieoczywistych. Z przyjemnością, a chwilami i z wzruszeniem, towarzyszyłam Björnowi w próbie pogodzenia się z wewnętrznym dzieckiem i już nie mogę się doczekać jakie zagwozdki przyniesie mu tom trzeci!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

czerwca 05, 2026

"Śmierć w cieniu wulkanu" Przemysław Nowakowski

"Śmierć w cieniu wulkanu" Przemysław Nowakowski

Autor: Przemysław Nowakowski
Tytuł: Śmierć w cieniu wulkanu
Data premiery: 20.05.2026
Wydawnictwo: Chmury
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał obyczajowy / sensacyjny
 
Przemysław Nowakowski to polski dziennikarz, dramaturg, scenarzysta filmowy i telewizyjny, który pracował przy tak głośnych tytułach jak Katyń, Bez tajemnic, Pakt, Kruk, Belfer III. Prowadził audycję radiową i program telewizyjny, brał udział w wielu filmowych festiwalach. Teraz postanowił poszerzyć krąg swojej działalności - napisał powieść. “Śmierć w cieniu wulkanu” to jego debiut kryminalny, w którym w nie do końca poważnej formie korzysta ze swojego zawodowego doświadczenia, oferując czytelnikowi dobrą zabawę. W końcu historia toczy się na Teneryfie w czasie karnawału! Nie brakuje w niej jednak mimo wszystko kilku gorzkich, znanych nam z prozy codzienności nut.
 
Uciekając przed polską zimą, Julia, Wojtek i ich dwie kilkuletnie córeczki wybierają się na dłuższy pobyt na Teneryfie. Mogą na to sobie pozwolić - Wojtek pracuje w dużej korporacji, która takie wyjazdy umożliwia, Julia przede wszystkim zajmuje się dziećmi. Może ten wyjazd poprawi też ich relacje małżeńskie? Ostatnio, od chwili, gdy urodziły się dziewczynki, ewidentnie przytłoczyła ich proza codzienności. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli - Wojtek niedługo po przyjeździe musi wracać do kraju, a Julia trochę z nudów, a trochę dla zmiany towarzystwa, wplątuje się w dziwną relację z nowo poznaną rodaczką Kingą i jej przyjacielem Grajkiem. Ich wspólna noc jednak nie kończy się tak, jak tego oczekiwała, a kolejnego dnia okazuje się, że tuż przy klifie Grajek został znaleziony martwy… Czy to dziwny zbieg okoliczności, że dwa dni temu w tym samym miejscu została znaleziona inna martwa imigrantka bez palca u nogi? Lokalna policja w postaci przystojnego Orestesa musi się temu przyjrzeć.
„Ogień symbolicznie zakończy czas zabawy i przekraczania wszelkich norm przyzwoitości, przywróci zwyczajność powtarzających się dni i ponure widmo skacowanych poranków. Czyli życie."
Książka rozpisana jest na prolog, 24 rozdziały i epilog. Prolog i epilog tworzą swoistą klamrę zarówno w brzmieniu, jak i miejscu, w którym toczy się ich akcja - początkiem i końcem jest lotnisko. Rozdziały, choć każdy liczy po kilka-kilkanaście stron, dzielone są na krótsze scenki, przez co komfort lektury jest zachowany. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci, a język, jakim narrator się posługuje, dopasowany jest do każdej z nich, co szczególnie wyraźnie widać w dialogach. Zdania są proste, są nośnikiem historii, a nie celem same w sobie. Dialogów jest sporo, wypadają przyjemnie naturalnie, choć momentami autor bawi się konwencją gatunku. Opisy przede wszystkim skupiają się na oddaniu kultury i różnorodności wyspy, na której, jeśli wierzyć autorowi, jest sporo Polaków.
„- (…) Spróbuję wyciągnąć wilka z lasu, ale ty, Czerwony Kapturku, postaraj się, kurwa, mieć dla niego koszyczek!"
Cała historia zaczyna się w obyczajowych tonach - poznajemy Julkę, która gdzieś w drodze pomiędzy małżeństwem a macierzyństwem zagubiła samą siebie. Czuje, że teraz z Wojtkiem niewiele ją łączy, że ani on, ani ona sama nie troszczą się o jej potrzebę bycia zauważoną i docenianą zarówno jako osoba, jak i kobieta. Przyjazd na wyspę zmienia perspektywę - Julia otwiera się na innych, zaczyna szukać możliwości spełnienia się gdzie inaczej. Mam więc nieodparte wrażenie, że w tej historii kryminał, cała ta otoczka z intrygą, w którą wplątuje się Julia z mężem, jest pretekstem do pogadania o związku, o tym, jak trudno tak na co dzień dbać o więzi, które są dla nas oczywiste, bo przecież najbliższe. To proza codzienności, to zaniedbanie, którego dopuszcza się wielu z nas. Czy jednak w tym wszystkim da się odnaleźć na nowo?
„Czy to jest już kryzys, czy tylko zmęczenie? A może w ogóle już po wszystkim?"
By to zrobić, potrzebna jest zmiana. I tu kryminał przejmuje ster. Kryminał bogaty w wątki obyczajowe, romansowe i sensacyjne, z intrygą, która dobrze wykorzystuje różnorodność kulturową wyspy, jak i okres, w którym toczy się akcja powieści. Wątków romansowych jest sporo, autor nie ucieka od seksualności swoich postaci, jednak nie są one w historię wpisane po to, by zapełnić jakąś dziurę - każdy jeden ma swoje uzasadnienie fabularne, każdy pojawia się w historii w konkretnym celu. Nie są też opisywane bardzo dosłownie, co mnie samą ucieszyło. Całą intrygę warto potraktować z przymrużeniem oka - autor zdaje bawić się konwencją gatunku nie tyle literackiego, co telewizyjnego, w której detale fabularne mogą się trochę ponaciągać do efektu, jaki autor chce osiągnąć. W historię wplecione są wątki wręcz lekko komediowe, które dobrze wpisują ją w karnawał, w czasie którego toczy się akcja powieści. Mimo sięgania po różne motywy i chwilowe oderwanie od realności, wielowątkowa intryga jest spójna, a finał przynosi zaskakująco gorzkie refleksje. Całość toczy się w filmowej otoczce, praktycznie każdą scenę w swojej wyobraźni widziałam tak, jakbym oglądała serial.
„"Ludzie Magellana płynęli, żeby odkrywać świat. Mieli przed sobą cel. A surferzy pływają tam i z powrotem, zupełnie bez celu!” Ten sport wydał się policjantowi alegorią współczesnego świata. Wymaga dużo wysiłku i umiejętności, ale do niczego nie prowadzi. Jest jakby kręceniem się w kółko po własnych śladach."
Same kreacje postaci nie są specjalnie rozbudowane, choć każda ma w sobie coś specyficznego, coś tylko swojego. Za to wyspa przyciąga uwagę. Jej klimat, jej różnorodność kulturowa, zderzenie wieloletniej tradycji ze współczesnym przemieszaniem przebywających tam różnych narodowości są zaznaczane tak naprawdę na każdym fabularnym kroku. Nie bez znaczenia jest też czas akcji, karnawał, czyli czas zabawy, czas rozluźnienia, w którym zachowania normalnie nieakceptowalne są jak najbardziej usprawiedliwione. To dobrze współgra z tą nie do końca poważną intrygą kryminalną, ale też i zmianą, jaka zachodzi w Julii, która w końcu wyrywa się z ram, w które we własnej codzienności się wtłoczyła.
„Julię zdziwiła wizyta starej kobiety w rozrywkowym barze. W jej kraju rzadko dochodziło do takich dysonansów. W Polsce starzy ludzie po prostu nie chodzą tam, gdzie nie pasują, a ponieważ nie ma miejsc, do których by pasowali, przeważnie nie chodzą nigdzie. W Hiszpanii jest jednak inaczej. Społeczeństwo jest znacznie bardziej inkluzywne, jeśli chodzi o integrację pokoleń."
Przyznam szczerze, że do polskich kryminałów, których akcja toczy się na gorących wyspach, czy w ogóle poza granicami naszego kraju, nauczona doświadczeniem podchodzę z pewną ostrożnością. W wypadku książki Przemysława Nowakowskiego “Śmierć w cieniu wulkanu” zostałam jednak pozytywnie zaskoczona - autor z rozmysłem podszedł do miejsca, z szacunkiem do jego tradycji i różnorodności kulturowej mieszkańców. Na tej bazie zbudował obyczajowo-sensacyjną intrygę, której celem jest przede wszystkim dobra zabawa, choć i jej nie brakuje głębi - pod nią skrywają się trudy relacji, które nieraz dają nam w kość w prozie codzienności. W tekście czuć zacięcie autora jako scenarzysty telewizyjnego - muszą być wątki dynamiczne, romansowe, muszą być nieco przerysowane postacie - jednak całościowo wszystko się ze sobą dobrze zgrywa, wszystko do siebie pasuje. A czy nie to przy debiutach jest tak naprawdę ważne? Wygląda mi to na przyjemny, wakacyjny pomysł, który w formie powieści ma czytelnikowi przynieść kilka godzin przyjemnej, odrywającej od rzeczywistości rozrywki. I w tej funkcji spełnia się naprawdę dobrze!
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Chmury.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!