lutego 09, 2026

Siódme urodziny bloga - podsumowanie siódmego roku działalności

Siódme urodziny bloga - podsumowanie siódmego roku działalności

Dzisiaj Kryminał na talerzu obchodzi swoje SIÓDME urodziny! 

Gdyby Kryminał na talerzu był dzieckiem, właśnie szedłby do szkoły... Ale spokojnie, Kryminał na talerzu to samouk, który rośnie w siłę dzięki mojej pracy oraz Waszej obecności i zaufaniu, nigdzie więc się nie wybiera, ani też nie dostaje więcej samodzielności 😉
Jak co roku urodziny bloga wykorzystam do tego, by wziąć pod lupkę ostatni rok działalności, sprawdzić i dokładnie opisać, co w tym czasie się na Kryminale na talerzu działo - choć było tego tyle, że nie jestem pewna, czy wszystko zmieszczę w tym jednym wpisie! Bo ten siódmy rok to... 

No właśnie:
Jak wyglądał mój siódmy rok prowadzenia bloga?
Intensywnie! A choć piszę to każdego roku, to jednak właśnie siódmy okazał się rokiem rekordowym. Choć zaczynałam go z przekonaniem, że pora się trochę wyciszyć, trochę zwolnić, to już chwilę po szóstych urodzinach bloga dostałam pewną propozycję, która sprawiła, że mój czas znowu się skurczył, a ja uwagę musiałam znowu zacząć pomiędzy dwie działalności. Tym razem jednak umiejętności, jaki zdobyłam dzięki prowadzeniu kont Kryminału na talerzu, mogę wykorzystywać i rozwijać również przy drugim projekcie, nie są więc to zajęcia mocno ze sobą kolidujące, a choć zabierają mi czas, to równocześnie pozwalają nieco stabilniej funkcjonować w mojej codzienności. Oczywiście Kryminał na talerzu to cały czas mój priorytet, cały czas moje oczko w głowie, któremu poświęcam się całkowicie - w końcu to miejsce, w którym w przyjazny sposób możemy pogadać o tym, co na naszym rynku książki fajne, prawda? A w czasie siódmego roku działalności miałam ogromną przyjemność opowiadać Wam o wielu, wielu nowościach i robić to naprawdę szybko - o każdej z książek opowiadałam Wam jak najbliżej premiery było to możliwe! Jednak nie ukrywam, że tempo pracy odbija się trochę na mnie samej, przez co w ósmym roku działalności na pewno nie zamierzam już pobijać rekordów z roku minionego - tak więc rok siódmy na pewno zostanie tym rekordowym pod względem ilości działań  😉

tegoroczne uzupełnienie regałów, które mam najbliżej pod ręką: to patronaty i inne ważne dla mnie książki

Jak z realizacją planów na siódmy rok działalności?
Główny cel - dalszy rozwój - został osiągnięty! W siódmy roku działalności bloga nie było przestojów, nic nie stało w miejscu, a choć algorytmy mediów społecznościowych nie są sprzyjające dla osób, które nie chcą podążać za trendami, które wolą robić wszystko po swojemu, to jednak i tu daliśmy radę, dzięki czemu wraz z urodzinami bloga świętujemy przekroczenie 10 tysięcy obserwatorów na Instagramie! 
Z pozostałymi celami na ten rok wyszło jednak różnie, najmocniej jednak ubolewam nad tym, że nadal nie znalazłam czasu, by bliżej polubić się z aparatem, więc pod kątem moich umiejętności fotograficznych nadal stoję w miejscu, choć dzięki nowemu sprzętowi chyba jednak jakiś postęp w wizualnej stronie profili Kryminału na talerzu jest. Niemniej jednak to pierwszy punkt do realizowania w chwili, kiedy tylko uda mi się lepiej czasowo sobie wszystkie działania poukładać. Mimo tego na niezrealizowane punkty narzekać nie będę, bo nie zrealizowałam ich dlatego, że moja uwaga była przekierowana na inne działania Kryminału na talerzu, w których mogliście brać udział! A za to jestem ogromnie wdzięczna. 

Kryminał na talerzu w liczbach
Blog
W siódmy roku działalności pojawiło się tutaj 281 wpisów, z czego aż 204 to recenzje książek! Ten wynik z jednej strony jest dla mnie zaskoczeniem, z drugiej nie. Zaskoczona jestem, że ogólna liczba wpisów jest ciut mniejsza niż w roku poprzednim, ale można to łatwo wytłumaczyć - spora część publikacja przeniosła się po prostu na towarzyszące blogowi profile: Istagram, Facebook i TikTok, a blog pozostał tym podstawowym, gdzie ukazują się recenzje i aktywności towarzyszące przede wszystkim książkom, które na rynku ukazują się z moim logo na okładce. Nie dziwi mnie za to ilość recenzji, bo jest taka, jak zakładałam - bije wszystkie dotychczasowe rekordy bloga! 
Łączna liczba wyświetleń bloga od początku jego działalności to 765 404, zatem w ostatnim roku został odwiedzony prawie 260 tysięcy razy! To o 2/3 więcej niż w roku poprzednim! Oficjalnie blog obserwuje 69 osób, zatem te grono od poprzedniego roku niespecjalnie się powiększyło, ale przyznam, że nie martwi mnie to szczególnie - większość odbiorców trafia tutaj przecież po prostu z linków bądź przekierowań, co wynika z tych statystyk:
aż 83% użytkowników dostaje się tutaj bez wykorzystania stron pośrednich, 15 % za pośrednictwem wyszukiwarki Google. Pozostałe 3% to bezpośrednie przekierowania z platform społecznościowych. Co ciekawe, widzę różnice w liczbach w wejściach na blog po prostu przez wpisanie w wyszukiwarkę kryminalnatalerzu.pl, co też ogromnie mnie cieszy! Zdecydowana większość odbiorców odwiedzających blog znajduje się w Polsce, pojedyncze procenty to inne zakątki świata: Stany Zjednoczone, Niemcy, Czechy.
A co w minionym roku podobało się Wam najbardziej? Największą ilość odsłon zdobył zdobył konkurs, w którym do wygrania była seria detektywistyczna dla młodszego czytelnika z detektywem Montgomery'm Bonbonem! To ponad 2,5 tysięcy wyświetleń! Na drugim miejscu pozycja stała, która pojawia się co roku w zestawieniu od chwili jej publikacji, czyli lata 2020 roku - to wpis o Legimi, który w roku poprzednim zdobył ponad 2 tysiące, a w sumie liczy już sobie ponad 11 tysięcy wyświetleń. Na trzecim miejscu plasuje się wywiad ze Sławkiem Gortychem, który towarzyszył premierze drugiego tomu karkonoskiej serii - w minionym roku zyskał prawie 2 tysiące wyświetleń, co w sumie daje mu ponad 6,5 tysiąca odsłon. Jeśli jednak ograniczymy podium do publikacji, które ukazały się w roku poprzednim, to poza konkursem znajdą się na nim: wywiad z Alasdairem Beckett-Kingiem, autorem serii z detektywem Bonbonem i recenzja książki Valérie Perrin "Colette".


Instagram:
W przeciągu ostatniego roku profil wzbogacił się o 604 publikacji oraz o około tysiąc nowych obserwatorów - niestety statystyki social mediów nie sięgają tak daleko, ale z przyjemnością mogę ogłosić, że to właśnie w tym roku przekroczyliśmy magiczną granicę 10 tysięcy odbiorców, a ja w ostatnim czasie z przyjemnością obserwuję nieco więcej ruchu na profilu, pojawiają się tam nowi, aktywni odbiorcy, co bardzo mnie cieszy!

Facebook: 
Ilość publikacji jest dokładnie taka sama jak na Instagramie, a odbiorców? Szacując tylko z mojej własnej pamięci, przyrost nie jest tak imponujący jak na Instagramie, niemniej jednak i tu nie ma zastoju, za każdym wejściem na profil dostaję powiadomienie o nowych odbiorcach, co jest naprawdę fajne! 

TikTok:
Choć i ta platforma statystyk nie prowadzi, to aż z ciekawości policzyłam - poprzedni roku na tej platformie wzbogacił się o dokładnie 157 publikacji! Ilość odbiorców wzrosła o niecałe pół tysiąca.

X i Threads:
W minionym roku pojawiło się tam niecałe 400 wpisów, a przyrost odbiorców był nieznaczny: na X to 10 obserwatorów, na Threads 155 - to ciągle profile, którym uwagi poświęcam najmniej, cieszę się więc, że mimo tego jakiś ruch jednak tam też jest!

Ogólnie:
Nie będę ukrywać - nie kontroluję już ilości książek, które do mnie napływają - zwyczajnie przestałam sobie zaznaczać w swojej biblioteczce lubimyczytac.pl egzemplarzy, które przychodzą ot tak, w prezencie, nie do recenzji. Choć tę ilość w ostatnim roku ograniczyłam do minimum, to tak naprawdę przesyłki niespodziewane, prezenty, albo kilka tytułów, o które prosiłam wydawnictwa, bo zwyczajnie nie mogłam im się oprzeć. W ramach współprac recenzenckich i patronackich moja biblioteczka powiększyła się o nieco ponad 200 książek, a w tym czasie na rynku pojawiło się 20 tytułów z moim logo na okładce (21. premierę będzie miał w tę środę!) i jeden, który objęłam opieką ambasadorską ("Motyw" Małgorzaty Starosty"). Na "Zmowie milczenie" Lisy Regan ukazała się moja okładkowa polecajka. W minionym roku pojawiło się kilka moich wywiadów na portalu onet.pl, na blogu opublikowałam 6 wywiadów pisemnych, za to dużo więcej było ich na platformach społecznościowych zarówno tych na żywo (live'ów), jak i mini-wywiadów, które publikowałam w formie rolek - niestety tu nie jestem w stanie podać teraz dokładnej ilości, ale na pewno w końcu uzupełnię ją wraz z linkami w zakładce Wywiady w pierwszej wolnej chwili! Z tych mniej spotykanych na pewno powinnam wyróżnić wywiad z Alasdairem Beckett-Kingiem, który odpowiedział na moje pytania zarówno pisemnie, jak i w formie filmików, wywiad z całą ekipą autorów i autorek antologii "Na tropie tajemnic" (cz.1, cz.2, cz.3), jak i live z Małgorzatą Starostą i gościnnie Janem Gołębiowskim, polskim profilerem!
Oczywiście w siódmym roku działalności Kryminału na talerzu było też sporo publikacji, które angażowały aktywnie Was, odbiorców moich profili. W tym czasie zorganizowałam 20 book tourów i 6 mini-book tourów organizowanych w ramach maratonu czytelniczego #eddieflynnmaraton. No właśnie, maratony czytelnicze też były w licznie trzech: #eddieflynnmaraton, #brunettinatalerzu oraz #kurkownatalerzu. Nie zabrakło też aktywności konkursowych, w sumie było ich 46 (konkursy i rozdania zarówno tytułów pojedynczych, jak i pakietów serii, a także ostatnio pakietów-niespodzianek!). 
Choć w poprzednim roku chciałam mocniej uaktywnić się w wyjazdach okołoksiążowych, to jednak finalnie nie starczyło mi na to czasu. Ostatecznie pojawiła się tylko w kwietniu na Gwiazdozbiorze Kryminalnym w Toruniu, na Targach Książki w Warszawie, Krakowie i Katowicach. Czy brałam udział w jakichś pojedynczych spotkaniach autorskich? Szczerze? Nie pamiętam! Tak dużo się działo, że wygląda na to, że moja pamięć już straciła wolne miejsca do zapisu 😉

regały z roku poprzedniego już w pełni zajęte!


Współprace z wydawnictwami:
Wygląda na to, że tutaj trochę sytuacja się ustabilizowała. Mam wydawnictwa, z którymi współpracę w bardzo bliskiej relacji - to przede wszystkim współprace wieloletnie, które w ostatnim roku częściowo wskoczyły na nowe tory. To Wydawnictwa: Albatros, Mando i Akurat wraz z Muzą - ci ostatni zaprosili mnie do współpracy ambasadorskiej nad ich serią powieści grozy, co ogromnie mnie cieszy: wydawnictwo ukazało mi spore zaufanie równocześnie udowadniając, że zna mój gust czytelniczy lepiej niż ja sama! Bo wtedy wcale nie byłam taka pewna, czy faktycznie ich groza całościowo przypadnie mi do gustu. Poza tymi wydawnictwami mam jeszcze dwa, które bardzo blisko współpracują ze mną od lat: to Wydawnictwo Dolnośląskie i Sonia Draga. I tę piątkę zaprosiłam do wspólnego świętowania urodzin Kryminału na talerzu i 10 tysięcy obserwatorów na IG - już jutro rano przekonacie się częściowo, co razem dla Was przygotowaliśmy.
Oczywiście to stałe współprace, ale ciągle nie jedyne, bo wydawnictw, które chętnie z Kryminałem na talerzu współpracują, jest naprawdę sporo! To wydawnictwa: Marginesy, Kropka, Literackie, Noir sur Blanc, Agora, Afera, Rebis, Zwierciadło. W zeszłym roku podjęłam też współpracę z Wydawnictwem Media Rodzina i Saga Egmont, do połowy roku minionego recenzowałam też książki dla Wydawnictwa Świat Książki. Oczywiście trafiło się i sporo współprac pojedynczych z wydawnictwami tj. Znak, Filia, Niebieskie, Czarna Owca, Dragon, LeTra, Mięta, Relacja, SQN Harde, Kobiece, Mova, Labreto, miałam też przyjemność współpracować z kilkoma autorami i autorkami bezpośrednio - to Agnieszka Peszek, Małgorzata Starosta oraz Robert Grot i Jakub Relewicz.

Pozostałe współprace:
W minionym roku kontynuowałam współpracę z Legimi oraz firmą Inkbook.

urodzinowe życzenia od Wydawnictwa Muza i Akurat!


Podsumowanie:
Siódmy rok działalności Kryminału na talerzu był drugim pełnym rokiem, kiedy moja uwaga była całkowicie (no dobra, przez tę propozycję, o której wspominałam na początku wpisu, powiedzmy, że w 95%) skupiona na działalności blogowej. Był to czas na rozwój, na zacieśniania współprac z Wydawnictwami, na stały kontakt z Wami, moimi odbiorcami. To sporo zadań dla jednego człowieka, szczególnie dla takiego, który nie potrafi odpuszczać i robić czegoś poniżej własnych oczekiwań - dlatego mimo ogromnej satysfakcji, był to też rok, w którym trochę z ilością pracy przesadziłam, co teraz nieco się na mnie odbija - rok 2026 zaczęłam dość potężnym kryzysem, z którego jeszcze nie zdążyłam się wygrzebać. To zwyczajne przeciążenie organizmu, dlatego pierwszy plan na ten rok muszę, MUSZĘ zrealizować! Ale o tym za chwilę. Niemniej jednak, mimo chwilowego kryzysu, jestem przepełniona wdzięcznością i wzruszeniem za to, co mogę tutaj na co dzień robić, dlatego:

DZIĘKUJĘ!
Dziękuję, bo Kryminału na talerzu nie byłoby, gdyby nie Wy - moi odbiorcy, moi obserwatorzy. To dzięki Wam wieść o Kryminale na talerzu idzie w świat, to Wy na co dzień pokazujecie mi swoimi aktywnościami i komentarzami, że mam dla kogo pisać, dla kogo walczyć o książki na konkursy, dla kogo organizować maratony czytelnicze. To niesamowity przywilej, a ja jestem niemożliwe dumna, że udało mi się zasłużyć na Wasze zaufanie! 
Osobne podziękowania należą się Patronkom bloga, które w bardzo kameralnym gronie trwają przy Kryminale na talerzu nadal, mimo tego, że w minionym roku zwyczajnie nie miałam już czasu, by tworzyć dla nich osobnych treści. To kolejny punkt Kryminału na talerzu, który domaga się uwagi i na pewno q końcu, prędzej czy później ją dostanie. Niemniej jednak na ten moment jeszcze mocniej niż normalnie: dziękuję Patronki, że nadal ze mną jesteście! 
Oczywiście na podziękowania zasługują też ci, którzy stoją po drugiej stronie moich współprac: czyli wydawnictwa, autorzy i firmy, którzy chcą, by ich książki (i produkty) pojawiły się na Kryminale na talerzu, by doczekały się moich recenzji. To współprace cenne, bo nigdy nie gwarantuję, że skończą się recenzją pozytywną - w końcu Kryminał na talerzu od siedmiu lat publikuje tylko i wyłącznie szczere opinie i recenzje. Tym bardziej więc dziękuję, że z tysięcy, a może i milionów kont o książkach, jaki wyrosły w social mediach, to Kryminał na talerzu jest tym, którego do prezentowania swoich produktów wybieracie. Wyjątkowo mocno dziękuję tym, którzy współpracują ze mną na stałe - to wydawnictwa małe i duże, a jednak każde z nich ufa mi tak bardzo, że nigdy nie mówi 'nie'. No, może czasem, ale wiadomo - wszyscy mamy swoje ograniczenia. Jednak u nich nigdy dla Kryminału na talerzu miejsca nie brakuje i to przepełnia mnie wzruszeniem! 

za świeczką jeden z najwcześniej zapełnionych regałów - na jego tle odbywają się live'y!


Co dalej?
W tym tygodniu wraz z najbliższymi mi Wydawnictwami będę miała dla Was dwie niespodzianki (bo i okazje są dwie!) - z pierwszą ruszamy już jutro na Instagramie i Facebooku, druga wystartuje w czwartek lub piątek. 

A bardziej przyszłościowo?
Przede wszystkim w tym roku muszę zadbać o lepszy balans pomiędzy pracą a odpoczynkiem - na dłuższą metę nie da się przez 24 godziny na dobę siedzieć w książkach bez względu na to, jak bardzo się to lubi :) Zresztą jeśli uda mi się nauczyć się lepiej wypoczywać, wtedy i na okołoksiążkowe sprawy będę miała więcej energii - jak na przykład na więcej wyjazdów, by spotykać się z Wami twarzą w twarz! To zatem cel główny na ten rok. 
Oczywiście obok odpowiedniego balansu pracy i odpoczynku, nadal na priorytetowym miejscu stoi dalszy rozwój profili - nieustannie będę Wam nadal zapewniać recenzje, promować książki jako ich patronka i organizować dla Was wszelakie aktywności. 
A kiedy zrealizuję te dwa punkty, przyjdzie czas na kolejne: odświeżenie zakładek bloga, strony patronite i tę ciągle czekającą naukę fotografii. To jednak na razie cele pomniejsze, najważniejsze pozostają dwa pierwsze punkty! 
Przed nami już ósmy rok pełen książek i literackich wyzwań? Jesteście na niego gotowi? Mam nadzieję! Codziennie czekam na objawy tego na profilach Kryminału na talerzu - dajcie temu wyraz w komentarzach, lajkach, udostępnieniach i udziale w organizowanych aktywnościach :)


DZIĘKUJĘ, ŻE ZE MNĄ JESTEŚCIE!


A jeśli jesteście ciekawi podsumowań z zeszłych lat, nie tylko samych statystyk, ale i np. tego, jak w przeciągu tych siedmiu lat zmieniła się moja biblioteczka, to zapraszam Was to wszystko to znajdziecie tu: rok szósty - klik!rok piąty - klik!czwarty - klik!trzeci - klik!drugi - klik!pierwszy - klik!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 06, 2026

"Dzieci lodu" Tom Rob Smith

"Dzieci lodu" Tom Rob Smith

Autor: Tom Rob Smith
Tytuł: Dzieci lodu
Tłumaczenie: Robert Ginalski
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller / postapo / science fiction
 
Tom Rob Smith to brytyjski scenarzysta i producent, jak i autor kilku powieści. Na rynku książki debiutował w 2008 roku “Systemem” (wtedy wydaną pod tytułem “Ofiara 44”), który wzbudził nie lada sensację na rynku wydawniczym i filmowym - jeszcze przed wydaniem zainteresował się nim Ridley Scott, który ostatecznie został producentem jego ekranizacji, a w rolach głównych wystąpiły gwiazdy kina: Gary Oldman, Tom Hardy i Noomi Rapace. Zanim jednak film w 2015 roku trafił do kin, książka otrzymała ponad 20 nominacji do nagród literackich, przetłumaczona została na ponad 30 języków i sprzedała się w 2 milionach egzemplarzy. Nic więc dziwnego, że choć autor nie planował jej kontynuacji, to ostatecznie ukazały się jeszcze dwie powieści z agentem Lwem Demidowem. Niewiele później autor wydał jeszcze jedną książkę, tym razem historię osobną pt. “Farma”, po czym zamilkł na kilka lat poświęcając się rozwojowi kariery scenarzysty. I tam odniósł kilka sukcesów, a teraz powraca znowu z thrillerem postapokaliptycznym pt. “Dzieci lodu” - na rynku anglojęzycznym wydany został w 2023 roku, polski czytelnik musiał więc chwilę na tłumaczenie poczekać. Ale wraz z tą premierą Wydawnictwo Albatros przygotowało nowe, spójne graficzni wydania jego wcześniejszych czterech powieści.
 
Jest 6 sierpnia 2023 roku. Młoda studentka, Amerykanka Liza wraz z rodzicami i młodszą siostrą właśnie pojawiła się w Lizbonie - od kilkunastu dni są w podróży po Europie, podczas której świętują zwycięstwo ojca nad rakiem. Ten dzień jednak zapadnie w ich pamięci na zawsze z innego powodu - w chwili, gdy po raz pierwszy w czasie wycieczki się rozłączają (Liza wymknęła się na randkę z lokalnym chłopakiem Atto) Ziemia zostaje podbita przez Obcych. Na ciemnym niebie pojawiają się statki kosmiczne, które burzą ludzkie wyobrażenia o technologii, a we wszystkich telewizorach pojawia się jeden komunikat - cała ludzkość ma 30 dni na dotarcie na Antarktydę, gdzie powstanie coś w rodzaju rezerwatu. Nie ma żadnych gróźb, nie ma innego przymusu, a jednak wszyscy ruszają w drogę… Komu uda się dotrzeć i czy na pewno warto się o to starać? Jak będzie wyglądać świat ludzi ograniczony tylko do tego najbardziej niegościnnego, zlodowaciałego skrawka Ziemi? Czy jest to coś, co w ogóle chcemy przetrwać?
“(...) bez względu na to, ilu ekspertów uzna, że nadajemy się do życia na lodzie, nie będziemy tego pewni, dopóki się tu nie zjawimy. Ten kontynent zmieniał ludzi.”
Książka rozpisana jest na dziesięć części i epilog, które określone są czasem zdarzeń - pierwsza część to pierwsze odkrycia Antarktydy, kolejne to już naprzemiennie moment najazdu Obcych i dwadzieścia lat później. Każda część dzielona jest na króciutkie rozdziały - liczą od strony do kilku - te już nie są numerowane, ale opisane pod kątem miejsca i czasu akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a narrator choć rozpoczyna od historii Lizy i Atto, systematycznie w kolejnych częściach wprowadza kolejnych bohaterów, którzy angażują naszą uwagę. Akcja, poza przeskokami z teraz do dwudziestu lat w przyszłość, toczy się w miarę linearnie, zdarzenia z przeszłości jednak nieraz przytaczane są we wspomnieniach, a nawet i rozmowach. Zatem od głównej, ciągłej linii czasowej odchodzi kilka odnóg. Styl opowieści jest z jednej strony filmowy, każda scena wydaje się zbudowana pod scenariusz na duży ekran, wizualnie oddana jest w sposób hipnotyzujący i mocno sugestywny, z drugiej jest wyraźnie opisowa, ubarwiona naukowymi czy historycznymi ciekawostkami. A jednak obydwa te aspekty powieści autor sprawnie łączy tak, że książkę czyta się po prostu dobrze, bardzo płynnie, szybko i bez problemów, mimo że od czasu do czasu musimy przecież zwrócić się w lekko naukową stronę. Język jest bardzo obrazowy, ale nieustannie elegancki, nie ma tu miejsca na wulgarność czy przekleństwa.
“Czytałam o ludziach, o zwyczajnie urodzonych, którzy odnaleźli religię i ich życie nagle nabrało sensu. Ja mam podobne odczucie. Widziałam świat jak przez mgłę, a teraz widzę go jasno.”
Pod kątem fabularnym historia jest mocno podszyta fantastyką i to taką, w której autor czasami nieco niekonsekwentnie puszcza wodze wyobraźni - w wyborze tego, co ludzie wzięli ze sobą na Antarktydę, czy nawet w pewnym momencie w liczonych latach pozwala sobie na dużą swobodę literacką, ale cóż, ma przecież do tego prawo. Dobrym zabiegiem jest systematyczne wprowadzanie nowych postaci i ich historii, dzięki temu uwaga czytelnika nie jest nieustannie odrywana, a może na dłużej skupić się na jednej historii. Fabularnie książka przedstawia dość prostą historię, ale autor prowadzi ją tak, by mimo wszystko czytelnik cały czas był nią zaciekawiony - w odpowiednim momencie pojawiają się nowe fakty czy zwroty akcji. Tempo prowadzone jest umiarkowanie szybko, jest czas na rozwinięcie wątków obyczajowych, na przyjrzenie się emocjom, uczuciom i moralnym dylematom.
“Na Antarktydzie sposób, w jaki postrzegasz świat, a jaki ten świat jest naprawdę, to dwie różne rzeczy.”
Bo właśnie mam wrażenie, że to nie sama fabuła jest tutaj ważna, a zagadnienia, do refleksji których zmusza. Tematy z jednej strony są bardzo aktualne pod kątem rozwoju nauki o człowieku i jego genach, zadają pytania z jakimi w tym momencie jako ludzkość się mierzymy, z drugiej sporo jest w nich też refleksji uniwersalnych na temat tego, co czyni nas ludźmi i czym jest dla nas przetrwanie. Rodzina, miłość, przywiązanie, poczucie wolności, ale też przynależenia do jakiejś grupy stają tutaj pod znakiem zapytania - czy to emocje i potrzeby charakterystyczne dla ludzi, czy dla wszystkich gatunków? Gdzie tak naprawdę przebiega granica bycia człowiekiem, a czymś czy kimś innym? Dzięki temu możemy spojrzeć na gatunek człowieka jak na jeden z wielu żyjących na Ziemi - tak naprawdę skąd wzięło się u nas przekonanie, że jesteśmy lepsi od innych organizmów z nami współegzystujących? Dlaczego człowiek pozwala sobie na manipulacje genetyczne zwierząt, by lepiej mu służyły, a na modyfikacje w genach człowieka już nie? Gdzie jest ta granica tego, co moralne i czy na pewno jest postawiona we właściwym miejscu? To ważne pytania, w końcu właśnie teraz do takich modyfikacji genetycznych na zwierzętach i roślinach dochodzi.
“Pragniesz świata pozbawionego słabości. Ale nie możesz mieć pewności, co kiedyś okaże się siłą, a co słabością.”
Co ciekawe autor w tej powieści przedstawia dość pozytywne spojrzenie na człowieka - u niego ludzie nauczyli się żyć w zgodzie, bez zawiści i współzawodnictwa. Czy tak wpływa na nich brak technologii? Czy to w dobie internetu, bycia w ciągłym zasięgu, staliśmy się indywidualistycznie egoistyczni?
“Potrzeba wam kogoś na zimę. Miłość jest równie niezbędna jak jedzenie i ciepło.”
Podoba mi się też podejście autora do zagadnienia przetrwania gatunku ludzkiego - bo co tak naprawdę znaczy dla nas przetrwanie? Czy życie na wyniszczającym nas kontynencie to nadal życie, to nadal te przetrwanie, czy już po prostu powolne umieranie? A jeśli tak, to czy nie jest to poniżej naszej godności?
“Przetrwanie! Wszyscy wymawiamy to słowo, jakby cokolwiek wyjaśniało. Jakby coś usprawiedliwiało. Ale przetrwanie za wszelką cenę to nie jest życie. Przetrwanie oznacza trzymanie się tego, co w ludziach najlepsze. Naszego człowieczeństwa, miłości, szczęścia, poczucia radości.”
Bez wątpliwości “Dzieci lodu” to ciekawa powieść, z której z pewnością może powstać angażujący i bardzo ciekawy wizualnie film, o ile zajmuje się tym ktoś, kto dobrze się na tym zna. Choć pod kątem fabularnym jest dość prosta, momentami gdzieś się lekko potyka i tak naprawdę bazuje na motywach, które już literacko i filmowo dobrze znamy, to jednak tym, co robi wrażenie, jest jej wydźwięk emocjonalny, refleksyjny. Ta historia pyta nas o człowieczeństwo, o naszą moralność i granice, do których jesteśmy ją w stanie przesunąć w sytuacjach mocno skrajnych. Z jednej strony jest bezwzględność ludzi kierujących się na Antarktydę, by za chwilę, zaledwie dwadzieścia lat później, ta sama ludzkość okazała się pełna ciepła i przyjaźni, mimo najbardziej mroźnych warunków panujących dookoła. Poza zagadnieniami z zakresu genetyki, które może i ujęte w wątek science fiction pytają jednak o to, z czym faktycznie teraz jako ludzkość się mierzymy, bardzo poruszyło mnie spojrzenie na świat pod kątem gatunkowym, które przypomina, że przecież człowiek to tylko jeden z gatunków życia na Ziemi, który, mimo iż jest przekonany o swojej niezwykłości i ważności, to jednak równie dobrze może w jednej chwili wyginąć. To dobra perspektywa, warta uświadomienia i przypomnienia - dzięki niej wracamy we właściwe miejsce w szeregu Świata.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 05, 2026

"Numer 1" Agnieszka Peszek

"Numer 1" Agnieszka Peszek
 

Autorka: Agnieszka Peszek
Tytuł: Numer 1
Cykl: Ona, tom 4
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: 110 procent
Liczba stron: 432
Gatunek: kryminał / thriller psychologiczny
 
Agnieszka Peszek to czołowa polska autorka self-publishingu - od swojego debiutu w 2021 roku sama zajmuje się nie tylko pisaniem, ale i wydawaniem własnych książek pod szyldem Wydawnictwa 110 procent i jak przyznaje - nadal nie ma tego dosyć! Aktualnie na koncie ma 18 powieści i około trzystu tysięcy sprzedanych egzemplarzy, a każda jej książka wydana jest we wszystkich trzech dostępnych formatach i jest odpowiednio zaopiekowana - te papierowe to nieraz wydania z barwionymi brzegami, a audio czytane jest przez najpopularniejszych lektorów, bardzo często zresztą sięga topek popularności platform streamingowych.
“Numer 1” to jej najnowsza powieść, która należy do serii Ona łączącej w sobie dwa gatunki: kryminał i thriller psychologiczny. Wizualnie cała seria jest doskonale przemyślana: jej tytuły zawierają w sobie cyfry, które odliczają od 4 do 1, a i same wydania tworzą spójną całość - barwione brzegi dają jeden obraz, a dodatkowo każdy jest również numerowany, tak, by czytelnik od razu wiedział w jakiej kolejności tomy czytać. Oczywiście nie znaczy to, że każdego tomu nie można czytać oddzielnie - można, o czym sama się przekonałam zaczynając właśnie od tomu czwartego…
 
Warszawa, połowa czerwca. Starszy aspirant Bartosz Bogucki i komisarz Kacper Ziętarski zjawiają się w luksusowym apartamencie internetowej influencerki, gdzie wezwała ich jej matka - to ona znalazła jej zwłoki, gdy zaniepokoiła się, że córka od kilku dni nic nie wrzuciła do sieci… Ciało zostało okaleczone, jednak zdaje się, że dziewczyna miała możliwość ratunku, a jednak z niej nie skorzystała, by nie wystawić się na pośmiewisko. Matka mówi o niej w samych superlatywach, ale jak było naprawdę? Już pierwszy rzut oka na jej social media wskazuje, że nie była to miła osoba… Ale komu naraziła się tak, że posunął się aż do tak skrupulatnie zaplanowanego morderstwa?
W tym czasie Ona skupia się na tym, by odnaleźć się w życiu na nowo. Jednak zmiana miejsca zamieszkania nic nie dała - wraz z mocno wścibską sąsiadką pojawia się w jej życiu kolejny, trudny do rozwiązania problem… Czy i tym razem uda jej się ochronić swoją prywatność?
 
Książka rozpisana jest na prolog, 96 krótkich rozdziałów i epilog. Rozdziały pisane są w naprzemiennej perspektywie starszego aspiranta Bartosza, Jej, sprawcy zbrodni oraz pojedynczych osób zamieszanych w sprawę kryminalną. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Nią, pozostałe perspektywy oddane są w trzeciej osobie czasu przeszłego. Styl powieści jest swobodny, słowa użytku codziennego, choć raczej bez przekleństw, jeśli pojawiają się jakieś dosadniejsze sformułowania, to są one odpowiednio dostosowane do sytuacji. Dialogi prowadzone są sprawnie, wypadają realistycznie i lekko, w rozmowach prywatnych często podszyte są nutą subtelnego humoru. Akcja czasami przerywana jest dygresjami, pobocznymi opowiastkami, jednak nie jest to aż tak odczuwalne jak np. w “Paprotnikach”(recenzja – klik!) - tutaj ich ilość nie przytłacza.
 
Fabularnie historia podzielona jest na dwa wątki: sprawę kryminalną związaną ze śmiercią influencerki oraz problem, jaki pojawia się w życiu Jej, które w pewnym momencie się ze sobą splatają, jednak do samego końca pozostają dwoma osobnymi sprawami. I tak też je przeanalizujmy.
“Tak naprawdę to od ludzi zależy, czy dana zbrodnia zostanie tą doskonałą i policja nigdy nie znajdzie sprawcy – a jeśli nawet znajdzie, to nie będzie w stanie udowodnić mu winy.”
Wątek kryminalny oparty został o brutalne morderstwa, które częściowo przedstawione są z perspektywy sprawcy, jasne jest więc to, że od samego początku przyświeca mu jakiś większy cel. Akcja toczy się tempem umiarkowanym, zaciekawienie czytelnika utrzymane jest na stałym poziomie, a intryga zróżnicowana przez kilka twistów fabularnych. Zagadka nie jest zbudowana klasycznie, nie da się więc samodzielnie wytypować sprawcy od samego początku historii, dopiero z czasem, gdy zostają ujawnione pewne fakty, można zacząć główkować w odpowiednim kierunku. Ze względu na brutalność zbrodni pojawiają się mocniejsze opisy – czy konieczne? To już każdy czytelnik oceni samodzielnie w zależności od własnej wrażliwości. Cała intryga zbudowana jest pod zagadnienia, bardzo aktualne problemy społeczne wynikające z częściowego życia w sieci, życia, w którym nieraz wartością bywa ilość lajków i zasięgów.
 
Wątek thrillera psychologicznego równoważy brutalność zbrodni wątku kryminalnego, wprowadza element niedopowiedzeń, tajemnicy. Bo tu króluje Ona - kobieta, o której wiemy niewiele, która chwilami może i zdradza czytelnikowi coś o sobie, jednak jest to na tyle nieznaczne, że nic nie można określić na pewno. Kim jest - ofiarą, sprawcą, mścicielką? Ona działa po cichu, niewidoczna dzięki kilku przydatnym umiejętnościom. To bardzo udana kreacja, która budzi w czytelniku niejasne emocje, wzburza poczucie moralności.
“(...) postanowiłam bazować w jak największym obszarze na prawdzie. Nie ma co w takich sytuacjach tworzyć niesamowitych historii, gdy prawda daje tak wiele możliwości.”
Poza tajemniczą Nią postacie serii, czyli zespół policyjny to bardzo sympatyczne kreacje, które lubi się praktycznie od razu. Najważniejsze wydarzenia z ich życia, które opisane zostały w poprzednich tomach, są przypominane, a więź emocjonalną pomiędzy nimi da się wyczuć w dialogach, jakie między sobą prowadzą. Nikt z nich nie jest zły, a choć mają pomniejsze prywatne problemy, to nie na tyle poważne, by wpisywały się w kanon detektywów z mroczną przeszłością, co jest przyjemną odmianą w tym gatunku literackim.
 
Cała historia “Numeru 1” wydaje się mieć na celu nie tylko dostarczenie czytelnikowi dobrej rozrywki, ale też uwrażliwienie na kilka bardzo aktualnych problemów społecznych. Przede wszystkim na to, jak odnosimy się do siebie w sieci - w sytuacji, gdy tak łatwo pozostać anonimowym, gdzie można się zwyczajnie ukryć za ekranem monitora, bardzo szybko dochodzi do eskalacji konfliktów, przemocy słownej, hejtu. Bardzo łatwo wpaść w przekonanie, że jest się bezkarnym, tym bardziej, gdy spora grupa takiemu okrucieństwu przyklaskuje. W którym momencie przychodzi czas na konsekwencje? Skoro ekran chroni, to najczęściej konsekwencje działań okazują się tragiczne. Co gorsza, często do takich sytuacji dochodzi na oczach innych, oczach, które powinny pomóc, a tego nie robią. Stoją z boku zaprzątnięte swoimi problemami, nieczułe na krzywdę osób spotykanych, ale przecież obcych. Czy jednak na pewno chcemy, by tak wyglądał ten świat?
“Ale to, co nie usypia, a wręcz czeka na noc, to przemoc. Alkohol, narkotyki, złe emocje kumulowane w ciągu dnia powodują, że gdy zapada zmrok, z ludzi wychodzi to, co przed słońcem chcieli ukryć.
To, co najgorsze.”
“Numer 1” to książka rozrywkowa, która mimo wszystko zwraca uwagę na to, co ważne w świecie, w którym tak łatwo się zatracić. Tak naprawdę przecież nie liczy się wygląd, który można łatwo poprawić, nie liczą się lajki zdobyte za wszelką cenę. Liczy się wrażliwość na drugiego człowieka, na to, by zredukować ilość sytuacji, w których ktoś obok nas czuje, że nie ma już dla niego miejsca, wyjścia z sytuacji. To szczytne przesłanie, które mimo iż już nieraz w powieściach poruszane, w aktualnym świecie warte jest ciągłego podkreślania. Agnieszka Peszek ubrała je w ciekawe połączenie kryminału i thrillera, przy którym ciężar przekazu równoważny jest przez lekkość stylu i subtelnie zabawne dialogi. Dzięki temu książka nie obciąża psychicznie, pozostaje w ramach dobrej rozrywki.
 
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Agnieszką Peszek.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 04, 2026

"Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Lena Jones - patronacka recenzja premierowa

"Agata Szajba. Tajemniczy klucz" Lena Jones - patronacka recenzja premierowa

Autorka: Lena Jones
Tytuł: Tajemniczy klucz
Cykl: Agata Szajba, tom 1
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Ilustracje: Alba Filella
Data premiery: 04.02.2026
Wydawnictwo: Kropka
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść detektywistyczna
Wiek: 9+
 
Seria powieści detektywistycznych z Agatą Szajbą na rynku anglojęzycznym wydawana była w latach 2018-2019. Jest to trylogia, której główną bohaterką jest trzynastoletnia uczennica prywatnej szkoły St Regis, fanka Agathy Christie, po której zresztą dostała imię. Co równie ważne, akcja powieści toczy się w Londynie, który oddany jest niezwykle obrazowo. To książki przeznaczone dla młodzieży, w wieku od lat dziewięciu.
 
Lato, Londyn. Agata Sheibley znowu wylądowała w gabinecie dyrektora - po raz nie wiadomo już który złamała regulamin szkoły próbując przyłapać kogoś na przestępstwie, którego tak naprawdę nie było. No tak, to do niej podobne, bo Agata jest detektywką, tylko że jeszcze nie trafiła na tę jedną wielką sprawę, która udowodniłaby to innym. Jednak już chwilę ma się to zmienić... Kolejnego dnia w drodze do szkoły Agata mija starszą panią, która chwilę później zostaje potrącona przez motocykl. Motocykl, którego nie powinno tam być, bo wjazd do Hyde Parku jest surowo zabroniony. Sprawca od razu ucieka z miejsca zdarzenia, a Agata czekając na kartkę przygląda się temu, co rozsypało się wokół. W torebce ofiary znajduje jej wizytówkę, w jej ręce wyrwaną stronę z gazety, a na nadgarstku dziwny tatuaż z rysunkiem klucza, który, dałaby głowę, już gdzieś widziała. Czy tyle wskazówek jej wystarczy, by rozpocząć śledztwo w sprawie potrącenia? Kiedy kolejnego dnia Londyn staje pod znakiem katastrofy związanej z dostępem do wody, Agata widzi w tych sprawach powiązanie - w końcu ofiara potrącenia to hydrolożka… Czy ma rację? Co i kto kryje się za tym spiskiem i czy faktycznie trzynastolatka będzie w stanie go rozwikłać? Na pewno przyda jej się kilku sojuszników!
 
Książka rozpisana jest 15 tytułowanych rozdziałów, które najczęściej dzielone są na krótsze fragmenty wyróżnione za pomocą grafiki klucza. Tekst pisany jest nieco większą czcionką niż w książkach dla dorosłych i z szerszą interlinią, jest więc dobrze przystosowany do samodzielnej lektury młodszego czytelnika. Książka nie jest ilustrowana, to sam tekst, który jednak czasami oddzielony jest graficznymi zapiskami z notatnika Agaty czy tytułami gazet, co nieco urozmaica lekturę. Warto też zaznaczyć, że polskie wydanie otwiera mapka miejsc, które Agata w tym tomie odwiedza, dzięki czemu młodszy czytelnik bez problemu może śledzić trasę jej wędrówki. Na końcu książki znajduje się też słowniczek wyrażeń francuskich, które pojawiły się w tekście.
 
Historia prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej czasu teraźniejszego przez Agatę, dzięki czemu czytelnik może doświadczyć tego, jak bohaterka patrzy na świat. Język, jakim powieść jest pisana, jest przyjemny, łatwo przyswajalny, jednak i w nim już czuć, że nie jest to historia dla maluchów - słownictwo będzie zrozumiałe na pewno dla nastolatków. Dialogi są bardzo przyjemnie prowadzone, a całość subtelnie podszyta jest humorem, który nadaje historii lekki, rozrywkowy ton. Dzięki temu nawet spostrzeżenia mające na celu podkreślenie właściwych wzorców nie wypadają moralizatorsko, a to wydaje mi się ważnym punktem w literaturze dla początkujących nastolatków.
“W moim pokoju nie panuje bałagan. Tak mi się przynajmniej wydaje, nawet jeśli tata prezentuje w tej kwestii odmienne zdanie. Mam po prostu sporo rzeczy i za mało miejsca, aby je wszystkie pomieścić.”
Przez narrację pierwszoosobową duży ciężar opowieści spada na główną bohaterkę. Jednak jej kreacja stworzona została tak sprytnie, że Agata wywiązuje się ze swojego zadania perfekcyjnie. Dzięki niej dzieciaki, które w szkole spotykają się z wyśmiewaniem przez “popularnych” uczniów, mogą zyskać nieco pewności siebie - bo Agata właśnie taka jest. Jest mądra, a co więcej - ma fotograficzną pamięć, więc ciężko jest przebić ilość jej wiedzy. Jej strój też wzbudza kontrowersje - dziewczynka ubiera się w stylu vintage, wyszukując ciekawe akcesoria i ubrania w sklepach z odzieżą używaną, korzysta też z tego, co zostało jej po mamie. Najważniejsze jednak jest to, że Agata bycia sobą się nie wstydzi, jej pewność siebie, świadomość tego kim jest i tego, że ma do tego prawo, jest naprawdę budująca - nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Oczywiście bohaterka ma swoje fanaberie, jako psychofanka powieści Agathy Christie zdarza się jej na przykład od czasu do czasu prowadzić konwersacje z Poirotem… Bardzo podoba mi się ten miks cech i fascynacji, w jakie zaopatrzyła ją autorka, dzięki czemu jest łącznikiem klasyki kryminału z najmłodszym pokoleniem.
“- Ty jesteś taka… dobra w byciu sobą. Nie przejmujesz się tym, czy ludzie cię lubią, czy nie (...).”
Oczywiście Agata w powieści nie występuje sama. Ma przy sobie przyjaciela Liama, ma kochającego ojca, który pracuje jako ogrodnik w Hyde Parku, ale, jak każda nastolatka, musi sobie też radzić z tymi, którzy ją hejtują - w jej szkole są trzy dziewczyny, które mocno skupione są na wyglądzie, a które nieustannie ją i Liama gnębią. To warta podkreślenia relacja, która uczy tego, jak różni są ludzie, jak podchodzić do takich toksycznych relacji, ale też że osoba, które za takim zachowaniem stoi, niekoniecznie jest tak dogłębnie i po prostu zła.
“Mama namawiała mnie na ich lekturę, ponieważ uwielbiałam rozwiązywać łamigłówki, powiedziała jednak, że powinnam myśleć o tych prawdziwie ważnych, a nie ograniczać się do odgadywania słów i liczb. Kiedy ją zapytałam, co to znaczy, odparła:
- Każdy jest zagadką, Agato. Każdy na ulicy ma własną historię, własne powody, dla których jest taki, a nie inni, własne sekrety. To właśnie są te naprawdę ważne łamigłówki.”
Poza postaciami w powieści ważną rolę pełni sam Londyn, którego prawdziwe sekretne tunele znajdujące się pod miastem, autorka wykorzystuje do celów powieści, robiąc z nich coś na kształt Londynu dostępnego tylko dla wtajemniczonych - ten motyw przywiódł mi na myśl serię o Harry’m Potterze, w którym w mieście znajduje się osobna dzielnica ukryta przed oczami osób niemagicznych. I w serii z Agatą jest podobnie, choć w niej trzymamy się motywów bardziej realistycznych - w końcu to historia osadzona w gatunku kryminału.
“(...) każdy problem da się rozwiązać na kilka sposobów.”
I tak przychodzimy do zagadki kryminalnej, która zawiera w sobie zarówno klasyczne wątki, jak i bardziej dynamiczne, sensacyjne. Oczywiście akcja dopasowana jest do wieku czytelnika, nie ma w niej drastycznych czy brutalnych scen, a koncentruje się po prostu na dobrej zagadce. Historia opatrzona jest w kilka dobrych twistów fabularnych, może okiem dorosłego czytelnika nie zostanie oceniona jak bardzo skomplikowana, niemniej jest ciekawa i sprawnie poprowadzona, tak by poziom zainteresowania podczas lektury cały czas był wysoki.
“Jestem rozdarta. W moich fantazjach rozwiązanie zagadki nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji. Albo masz rację, albo się mylisz. W prawdziwym życiu tak to jednak nie działa - tu każdy ruch niesie ze sobą ryzyko.”
“Tajemniczy klucz” zapowiada naprawdę dobrą serię powieści detektywistycznych skierowanych do młodszego czytelnika, która skutecznie pobudza wyobraźnię, ale też dzięki głównej bohaterce świetnie dodaje pewności siebie. Dzięki Agacie uczymy się, że to, z czego inni się wyśmiewają, można przekształcić w coś, z czego jest się dumnym - w końcu Agata nie unika własnego przezwiska, a wręcz przeciwnie - sama je wykorzystuje robiąc z niego dobry slogan reklamowy dla swojej agencji detektywistycznej.
“Moje nazwisko bywa tak często przedmiotem drwin (Szajba, Szajbi, Szajbix), że uczyniłam je częścią swojego motta - “Żadna sprawa nie jest zbyt szajbnięta”.”
Motyw zagadki poprowadzony jest z lekko sensacyjnym zacięciem, pojawia się też i zaczątek wątku szpiegowskiego… To nadaje książce ciekawy ton, który z pewnością kontynuowany będzie w kolejnych przygodach Agaty. Już teraz czekam na nie z niecierpliwością!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy patronackiej z Wydawnictwem Kropka.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

lutego 02, 2026

"Gen zła" Katarzyna Wolwowicz

"Gen zła" Katarzyna Wolwowicz

Autorka: Katarzyna Wolwowicz
Tytuł: Gen zła
Cykl: Olga Balicka, tom 11
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Zwierciadło
Liczba stron: 352
Gatunek: kryminał
 
Seria z Olgą Balicką towarzyszy Katarzynie Wolwowicz od początku jej kariery w literaturze kryminalnej - to właśnie pierwszym jej tomem “Niewinne ofiary” debiutowała na rynku gatunkowym jesienią 2022 roku. Od tego czasu seria rozrosła się do 11 tomów, a to ciągle nie koniec! Przyniosła też autorce wielu fanów literatury typowo rozrywkowej.
Katarzyna Wolwowicz jednak debiutowała na rynku literackim wcześniej - w 2020 roku wydała romans, teraz już niedostępny. Jeszcze wcześniej praktykowała wiele różnych zawodów m.in. była stewardessą, przedstawicielką medyczną i psycholożką. Czy to w pisaniu powieści kryminalnych odnalazła prawdziwe spełnienie? Na pewno idzie jej to sprawnie - wydaje kilka tytułów rocznie, a na koncie, poza serią z Olgą Balicką, ma jeszcze trzy inne, jak i powieści oddzielne.
 
Jelenia Góra, maj. Olga odzyskuje świadomość w ciemnym pomieszczeniu. Mimo początkowej dezorientacji szybko sobie przypomina, że to w mieszkaniu lekarki sądowej Marii, ktoś ją napadł - musiał to być Pomorski, gangster, z którym weszła w konflikt podczas swojego pobytu w Fali (historia z “Fali” - klik!). Zanim ktoś do niej wróci, udaje jej się wyskoczyć przez okno, co skutkuje tym, że na miejscu zjawia się policja z psem, który szybko wyczuwa ciała dwóch ofiar płytko w ziemi pogrzebanych… Kim są? I w jaki sposób historia wiąże się z Tobiaszem, który kiedyś doświadczył ogromnej przemocy podczas swojego pobytu w domu dziecka?
 
Książka rozpisana jest na nienumerowane rozdziały podzielone najczęściej według miejsca bądź czasu zdarzenia. Akcja powieści toczy się w dwóch liniach czasowych: aktualnie, gdy rusza śledztwo związane z odnalezionymi ciałami oraz w przeszłości, w której wyrywkowo oddana jest historia Tobiasza i tych, którzy byli mu najbliżsi. Rozdziały są krótkie, kilkustronicowe, perspektywa naprzemienna - w czasach aktualnych obserwujemy nie tylko poczynania Olgi, ale całego jej policyjnego zespołu. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator ma wgląd nie tylko w wydarzenia, ale i emocje postaci. Styl powieści jest codzienny, płynny, swobodny, książkę czyta się bez większych potknięć, a dialogi, których jest sporo, wypadają bardzo “swojsko” - od razu czuć w nich relacje, jakie zachodzą pomiędzy rozmawiającymi postaciami.
“(...) bardzo chciała mu odpowiedzieć tak, żeby poszło mu w pięty. Tylko czy ktoś taki w ogóle by się tym przejął?”
W “Genia zła” autorka zadaje pytanie o pochodzenie zła, odwieczny dylemat natury psychologicznej, czy o tym, kim jesteśmy, decydują geny, czy wychowanie, życiowe doświadczenie. Czy dziecko mordercy żyjąc w normalnej rodzinie ma szansę na normalne życie? Czy ktoś, kto doświadczył w dzieciństwie niewyobrażalnej przemocy, jest skazany, by samemu są stosować w życiu dorosłym? To nie są pytania łatwe, nie mają jednoznacznej odpowiedzi, choć Wolwowicz zdaje się stawiać tutaj pewną tezę, tym samym dostarczając czytelnikowi kilka mocno brutalnych scen pełnych ciosów i seksualnej przemocy - choć ta druga nigdy nie jest opisywana wprost, to jednak nie pozostawia za wiele miejsca na wyobraźnię.

Intryga powieści zatacza duże kręgi - mamy temat kontynuowany z “Fali”, jest historia Tobiasza i ciał z ogrodu domu, w którym Olga została uwięziona. To nadal nie wszystko, bo już za chwilę policja dostaje kolejne zgłoszenie o morderstwie, kompletnie innym, a jednak w jakiś sposób powiązanym. Mimo tej rozległości intrygi, mam wrażenie, że nie jest ona mocno rozbudowana, nie ona wydaje się stać w centrum, a postacie, które z serii znamy. I może przez to, że zagadka pozostaje gdzieś na drugim planie, nie wzbudziła we mnie większych emocji?
 “Pewien procent ludzi jest uważany za margines społeczeństwa, który zasługuje na swój los, ale na pomoc już nie może liczyć.”
W kreacji postaci czuć ich staż znajomości - dialogi pomiędzy zespołem policyjnym Olgi pełne są zażyłości, przyjaznych gestów, żartów nawiązujących do ich dawnych spraw. Mimo przyjaznej atmosfery, część postaci boryka się z trudnymi emocjami - poruszany jest wątek depresji czy traumy, zespołu stresu pourazowego. Ciekawie przedstawiony jest też motyw dziecka, które nagle pozbawione zostaje kochającego rodzica - tego, jak radzi sobie z otoczeniem, z kontaktami z dorosłymi.
 
A jednak, mimo ciekawych zagadnień powieści, nie poczułam zainteresowania tą historią tak, jak miałam to przy kilku innych czytanych tomach. Przede wszystkim może odpowiadać za to motyw, na którym autorka oparła swoją powieść - dylemat skąd bierze się zło został już solidnie przez lata w kryminałach omówiony, a w “Genie zła” schematy są raczej powielane - sceny przemocy są po prostu trudne do lektury, a mimo to nie wnoszą w opowieść znaczącej treści. Na pewno wpływ na odbiór miał też fakt, że nie jestem fanką serii, a czytam ją na wyrywki, zatem postacie, ich wspominki przeszłych wydarzeń nie powodują u mnie sentymentalizmu. Same postacie są przedstawione dość ogólnie, może nawet nieco niejasno. Kreacje tych złych też wydają się potraktowane bardzo pobieżnie, raczej w skupieniu na zdarzeniach niż ich psychologii. W temacie zagadnień z kryminologii panuje dość duża swoboda literacka, co dla tych szukających osadzenia w realności może być problemem. Muszę też podkreślić, że choć na okładce tego tomu jest informacja, że książkę można czytać oddzielnie od serii, to jednak wydarzenia z “Fali” nie są właściwie zarysowane, a co za tym idzie, czytelnik może nie rozumieć całej sprawy z Marią i Pomorskim.
“(...) każdy człowiek ma jakieś tajemnice, które palą mu wnętrzności, gdy nie ma nikogo, komu może zaufać i je powierzyć.”
“Gen zła” to kryminał, który przede wszystkim dostarczy rozrywki fanom serii - dla nich powrót do postaci serii będzie powrotem do domu. Dialogi, w których czuć zażyłość postaci, będą jak rozmowy z przyjaciółmi - pełne żartów, przyjaznych uszczypliwości i wspomnień. Jednak dla tych, co nie czują tej bliskości, tej więzi, historia “Genu zła” może okazać się nie do końca wystarczająca - choć zagadka jest logiczna i możliwa do odgadnięcia (choć mnie to się nie udało, ale też nie starałam się jej finał przewidzieć), to nie poświęca się jej tyle uwagi, by czytelnik mógł poczuć się w nią w pełni zaangażowany, a sam temat, na którym intryga się opiera, jest już w polskim kryminale mocno wyeksploatowany. Niech nie zabrzmi to nieczule, krzywda dzieci, przemoc wobec niewinnych zawsze boli, a jednak tutaj uwaga ukierunkowana jest przede wszystkim na sam czyn, nie psychologię, co trochę odziera temat z tego, co mogłoby być dla czytelnika wartościowe. Może czytelnicy, którzy nie są tak mocno rozczytani w tym gatunku mieliby większe szanse poczuć się tą historią zainteresowani?
 
Moja ocena: 6/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Zwierciadło.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

stycznia 31, 2026

Wygraj "Awanturę na morzu"! Konkurs patronacki

Wygraj "Awanturę na morzu"! Konkurs patronacki

A miało być tak pięknie! Bonnie z dziadkiem Banksem po raz pierwszy mieli uczestniczyć w obchodach Nocy kapitana Grimma i z pokładu Łupieżcy podziwiać pokaz fajerwerków przygotowanych przez jej mamę! I co? I oczywiście na statku popełniono zbrodnię, a Bonnie musi przybrać płaszcz i wąsy, by przemienić się w sławnego detektywa Bonbona! Chcecie pomóc w śledztwie Bonnie i tym samym mieć szansę poznać historię jej przygody opisanej i przepięknie zilustrowanej w „Awanturze na morzu”? Zapraszam na konkurs z tym tytułem!

A jeśli najpierw chcecie o książce dowiedzieć się nieco więcej, to jej recenzję znajdziecie tu - klik!, zapraszam też do lektury wywiadu z autorem książki - komikiem Alasdairem Beckett-Kingiem - klik!


By wziąć udział w konkursie, odpowiedz na pytanie:

Przygotowując się do obchodów Nocy kapitana Grimma, Bonnie bierze ze sobą strój detektywa Bonbona, a tym samym dopuszcza możliwość, że na statku będzie miała zagadkę detektywistyczną do rozwiązania

Co według Ciebie powinna  wziąć jeszcze ze sobą, co może okazać się niezbędne podczas morskiego śledztwa? Swoją odpowiedź krótko uzasadnij. 



Zgłoszenia możecie zamieszczać w dowolnej formie, im ciekawiej, bardziej oryginalnie – tym lepiej!
Nie wahajcie się zaangażować w odpowiedź również swoich dzieci - to w końcu książka skierowana do czytelników 8-12 lat! 

Konkurs organizuję na moich wszystkich profilach, więc swoje zgłoszenia można zamieszczać tutaj w komentarzu pod postem lub pod konkursowymi postami na FB i IG - zgłosić można się tylko raz!

  1. Konkurs trwa od 31 stycznia do 3 lutego, wyniki ogłoszę w tym poście, na FB i IG do 10 lutego.
  2. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę cztery, które moim zdaniem będą najciekawsze. Przy ich wyborze pod uwagę będę brała również aktywność uczestników na profilach Kryminału na talerzu.
  3. Wysyłka tylko na terenie Polski.
  4. Udzielając odpowiedzi na pytanie konkursowe uczestnik równocześnie oświadcza, że zapoznał się z regulaminem konkursu zamieszczonym na tej stronie  – klik!

Zachęcam też do polubienia profilu wydawnictwa  na IG (klik!) i FB oraz moich własnych (IG klik! FB klik!), a także do dołączenia do obserwatorów mojego bloga. Będzie mi też bardzo miło jeśli na swoich profilach udostępnicie informację o tym konkursie (możecie po prostu podać dalej mój post o konkursie, który zamieściłam na IG i FB) i zaprosicie do zabawy znajomych. 


Serdecznie zachęcam do udziału i życzę wszystkich uczestnikom powodzenia!


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!