kwietnia 01, 2026

"Dobre kłamstwo" A.R. Torre

"Dobre kłamstwo" A.R. Torre
Autorka: A.R. Torre
Tytuł: Dobre kłamstwo
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller kryminalny / psychologiczny
 
A.R. Torre i Alessandra Torre to tak sama osoba, która w ten sposób rozdziela dwa gatunki literackie, w jakich tworzy. A.R. Torre pisze thrillery, Alessandra romanse i właśnie od tych drugich swoją pisarską karierę w 2012 roku rozpoczynała. Teraz na koncie ma ponad dwadzieścia powieści, które gatunkowo dzielą się mniej więcej po równo - w początkowych latach swojej działalności wydawała przede wszystkim romanse, teraz skupia się głównie na thrillerach, w których jednak też można się natknąć na wątki romansowe. Jej książki cieszą się popularnością w kraju i za granicą, dostępne są w 30 krajach, tłumaczone na 18 języków, a jeden z romansów doczekał się prawie dekadę temu ekranizacji („Hollywood dirt”). Jednak jej wkład w branżę literacką na tym się nie kończy - kilka lat temu założyła społeczność i szkołę online wspierającą początkujących, jak i tworzących już autorów, w ostatnich latach również zaangażowała się w temat AI, którą autorzy mogą wykorzystywać jako wsparcie w procesie tworzenia i edycji swoich książek.
W Polsce do tej pory autorka obecna była jako Alessandra Torre, w 2019-2021 ukazały się jej trzy książki przetłumaczone na polski: dwa romanse i jeden thriller. Teraz, po pięciu latach przerwy autorka wraca do polskiego czytelnika z jednym z nowszych thrillerów - z “Dobrym kłamstwem” w oryginale wydanym w 2021, który ukazał się u nas podpisany tak, jak na jej własnym rynku książki: A.R. Torre, co jasno umiejscawia tę powieść w gatunku thrillera.
 
Los Angeles od pewnego czasu żyje w strachu - na ulicach miasta grasuje seryjny morderca zwany Krwawym Rzeźnikiem, który porywa nastoletnich, bliskich dorosłości chłopców, przez kilka tygodni ich przetrzymuje, torturuje, wykorzystuje, a potem zabija. Właśnie mija siódmy tydzień od porwania szóstej ofiary Scotta Hardena, kiedy chłopak zjawia się w swoim domu. Twierdzi, że udało mi się uwolnić i uciec, a jako swojego oprawcę wskazuje nauczyciela z ekskluzywnego liceum Beverly Hills, do którego sam chodzi. Kiedy jednak emocje opadają, matka Scotta przygląda mi się uważniej - czy jego relacja na pewno się zgadza? W tym czasie oskarżony Randall Thompson siedzi w areszcie, a jego obrony podejmuje się renomowany prawnik Robert Kavin. To kolejny temat, który burzy media - Robert jest przecież ojcem szóstej ofiary Krwawego Rzeźnika, twierdzi jednak, że Randall jest niewinny, a on broni go po to, by niewinny człowiek nie poszedł siedzieć. Zanim jednak cała wrzawa z obroną Randalla wybuchnie, Robert wpada w podrzędnym pubie na Gwen Moore, psychoterapeutkę specjalizującą się w leczeniu osób przejawiających mordercze zapędy. Właśnie umarł jeden z jej pacjentów, którego podejrzewa o to, że przed samobójstwem zamordował swoją żonę, choć policja jej śmierć uznała za naturalną. Ale może się myli? Gwen nikomu nie powiedziała, że jej klient miał natrętne myśli na temat zabójstwa żony… I to te poczucie winy zalewa w podrzędnym barze, gdy poznaje się z Robertem, który od razu wpada jej w oko. Po zacieśnieniu znajomości Robert prosi ją o pomoc w sprawie Randalla - chce, by stworzyła profil sprawcy. Gdzie ich ta sprawa zaprowadzi? Czy faktycznie uda im się postawić przed sądem tego, kto stoi za tymi bestialskimi zbrodniami?
"Zginęło sześciu młodych, dobrze się zapowiadających chłopców. Sześć rodzin doświadczyło niewyobrażalnej tragedii, która przez resztę życia nie przestanie wpływać na ich członków – rodziców, dziadków, rodzeństwo. I wszystko to po to? Dla spaczonej przyjemności jakiegoś chorego osobnika?"
Książka rozpisana jest na 44 rozdziały, z których część dzielona jest na krótsze scenki. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Roberta i Nity (matki Scotta) oraz w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Gwen. Ich relacje ułożone są naprzemiennie, jednak bez wątpliwości to Gwen jest tą, której perspektywa pojawia się najczęściej. Narrator prócz zdarzeń bierze również pod uwagę emocje postaci, co widać przede wszystkim w postaciach kobiecych, Robert jest w porównaniu do nich dużo bardziej enigmatyczny. Język, jaki powieść jest pisana, jest codzienny, momentami potoczny, czasami pojawiają się bardziej dosadne, czasami wręcz brutalne opisy czy wyrażenia. Mimo tego, cała książka pod kątem stylu wypada nieźle - czyta się sprawnie i płynnie, bez wysiłku.
 
Akcja powieści rozpisana jest na trzy wątki kryminalne: jeden z nich skupia się na kliencie Gwen, wokół którego, mimo odprawionego pogrzebu, nadal węszy policja. To przez tę śmierć i dociekania, Gwen zaczyna wątpić w swoje umiejętności, waha się, czy jako psycholożka nie przeoczyła czegoś, co podczas sesji zdradził jej John Abbott. Bo może mogła tej śmierci zapobiec? W takim momencie słabości poznaje ją Robert, jednak mimo iż obydwoje zaczynają się zajmować sprawą Krwawego Rzeźnika, wątek Abbotta nie znika.
"Prawda bowiem jest taka, że życzenie bliźnim śmierci albo fantazjowanie o skrzywdzeniu ich należy do standardowego repertuaru mentalnego człowieka. Może żyją na ziemi święci, co to nigdy nikomu źle nie życzyli, ale dwadzieścia procent ludzi na jakimś etapie swojego życia roztrząsało kwestię morderstwa."
Drugim wątkiem kryminalnym jest ich współpraca - Roberta z Gwen, każdy w swoim gabinecie pochyla się nad aktami sprawy tego brutalnego, bezwzględnego mordercy. Dzięki Gwen czytelnik ma wgląd w psychologiczne informacje o seryjnych mordercach, a choć nie są one szczególnie mocno rozwinięte, to jednak trochę ciekawostek fani kryminałów i true crime z tego wyciągną. W tym wątku podejścia ciekawe są dwa: Gwen podchodzi do sprawy czysto zawodowo, jak psycholożka, która ma możliwość zbadania seryjnego mordercy, jednego z najgroźniejszych, który grasował po ulicach Los Angeles, Robert z kolei ujęty jest jako ojciec ofiary uparcie wierzący w niewinność oskarżonego. Poprzez niego na zbrodnię spoglądamy okiem ofiary, jej bliskich, którzy po dokonanej zbrodni nie pragną niczego innego, jak tylko sprawiedliwości. Tylko jaka sprawiedliwość może być dla wielokrotnego gwałciciela i mordercy młodych chłopców?
"Prowadziłam terapię kilkorga rodziców po stracie dziecka. Wiedziałam, że żałoba Roberta nie minie. Że tylko rozcieńczy się w jego spojrzeniu. On sam nabierze wprawy w jej ukrywaniu, maskowaniu, lecz ona nigdy nie zniknie. Stratę dziecka można porównać do utraty kończyny. Pamięta się o niej przy każdym ruchu, dopóki przyzwyczajenie nie stanie się częścią człowieka."
Trzeci wątek jest równie ciekawy, może nawet pod kątem psychologicznym najciekawszy. To wątek Scotta, który uciekł sprawcy. Spoglądamy na niego oczami jego matki, która przejawia ambiwalentne uczucia - ulga po odzyskaniu syna jest oszałamiająca, a jej obsesja zapewnienia mu bezpieczeństwa wypiera z jej życia wszystkie inne potrzeby. A jednak jako matka jak nikt inny zna swojego syna, wie kiedy kłamie i widzi to, gdy chłopak opowiada o swojej ucieczce. Trzeba przyjrzeć się jeszcze baczniej, może wtedy wpadnie na to, co tak mocno jej się nie zgadza?
"Tak naprawdę najgroźniejsi są ci najmilsi. (…) W przypadku wielu morderców część zabawy stanowi udawanie niewiniątka, ukrywanie swojej potwornej natury, wodzenie za nos reszty, co ich zdaniem tylko dowodzi, że są mądrzejsi od współobywateli."
Te trzy nakładające się i przenikające się ze sobą wątki sprawiają, że ciekawość czytelnika nieustannie jest podsycana, a czujność wzmożona, co zapewnia mocne zaangażowanie w akcję, która od początku nie stoi w miejscu, a gdzieś za połową wyraźnie przyspiesza raz po raz zarzucając czytelnika twistami. Jednak mam też wrażenie, że przez rozdzielenie uwagi na trzy wątki, każdy z nich potraktowany jest dość powierzchownie - jasne, każdy jest ciekawy, ale brakuje miejsca, by w każdy z nich faktycznie solidnie psychologicznie się zagłębić. Szczególnie mocno odczuwalne jest to w drugiej połowie powieści, gdzie autorka bardziej stawia na zaskakiwania czytelnika niż na solidne uzasadnienie i motywowanie zdarzeń. Choć nie znaczy to, że finał wyssany jest z palca - wręcz przeciwnie, intryga zaskakująco dobrze spina się w całość.
"Drudzy zaliczają się do socjopatów, w których oczach inni ludzie się nie liczą. Morderstwo nie przynosi im radości, lecz stanowi rozwiązanie. Kiedy ktoś staje im na drodze albo ich denerwuje, rozprawiają się z nim w ten sam sposób, w jaki większość z nas traktuje komary – celny strzał, strzepnięcie trupka i jedziemy dalej. Tacy mordercy nie mają wyrzutów sumienia, nie czują żalu – ani satysfakcji – nie wracają do swego czynu w myślach, chyba że przyniósł konsekwencje lub wymaga uprzątnięcia śladów."
Poza wątkami kryminalnymi, nie brakuje też wstawek z życia Gwen, które nie do końca mają z nimi związek. Czytelnik obserwuje jej relacje z przyjaciółmi, z pacjentami, które momentami mogą wydać się podkoloryzowane na potrzeby zwiększenia poczucia podskórnego lęku czytelnika. Nie do końca jest to zabieg trafiony, mam wrażenie, że chwilami autorka przesadziła, przez co niektóre sceny wypadły dość karykaturalnie. Poza tym przez powieść przewija się też wątek romansowy, w historii przez sporą część czasu czuć napięcie seksualne - odbiór tych fragmentów będzie zależeć od preferencji czytelnika, sama takich wstawek nie lubię, a te prowadzone są dość standardowo, więc nie wzbudziły mojego entuzjazmu. Zastanawiam się też, czy na pewno były potrzebne, czy nie podziałały na historię odwrotnie niż powinny - zamiast podsycać napięcie, przytępiały odbiór wątków kryminalnych.
 
“Dobre kłamstwo” to historia złożona, w której przewija się sporo ciekawych psychologicznie tematów. Przyglądamy się rodzicom, którzy stracili swoje dziecko na zawsze i rodzicom, którzy je odzyskali, a sprawę brutalnego mordercy traktujemy dwojako - przede wszystkim jako opowieść o wstrząsającej zbrodni, ale też i od strony technicznej - co powoduje sprawcą, że dopuszcza się takich czynów? Czy da się jego ciemną stronę dostrzec, jeśli wie się, gdzie patrzeć? A może wszystko to, to tak naprawdę jedno wielkie kłamstwo? Niemniej jednak mam wrażenie, że to nie aspekt psychologiczny jest w tej powieści najważniejszy, a prym wiedzie fabuła, która ma na celu zaskakiwać. Dlatego myślę, że książkę najlepiej potraktować jako rozrywkowy thriller kryminalny - nie nastawiać się na głębokie psychologicznie analizy, a po prostu na dobrą rozrywkę, która gdzieś tam pod spodem sygnalizuje kilka ciekawych refleksji.
 
Moja ocena: 7/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza. 

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 31, 2026

"Zima pożegnanych" Anna Kańtoch

"Zima pożegnanych" Anna Kańtoch

Autorka: Anna Kańtoch
Tytuł: Zima pożegnanych
Cykl: Krystyna Lesińska, tom 4
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 312
Gatunek: powieść kryminalna
 
Anna Kańtoch to autorka, która na polskim rynku książki działa już od ponad dwudziestu lat. Początkowo przez pierwszą dekadę tworzyła w jednym gatunku literackim, pisała powieści i opowiadania fantastyczne. Po kryminał sięgnęła później - dokładnie dekadę temu, w 2016 roku ukazał się jej debiut w tym gatunku pt. “Łaska”. Od tego czasu w jej twórczości fantastyka przeplata się z kryminałem, a obydwie odsłony autorki cieszą się dużą popularnością, co widać nie tylko w ilości czytelników, chętnych, by czytać jej prozę, ale również w nagrodach literackich, jakie na przestrzeni lat zdobyła. Jedną z powieści, jakie zostały w ten sposób wyróżnione, jest “Wiosna zaginionych”, laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru, pierwszy tom serii z Krystyną Lesińską, która na przestrzeni 2020-2022 roku przybrała formę trylogii. I istniała duża możliwość, że na trzech tomach przygody Krystyny się zakończą, czego autorka przed czytelnikami nie kryła, choć pozostawiała ich z iskierką nadziei twierdząc, że nie planuje więcej tomów, ale też nie wyklucza… Dopiero po czterech latach od premiery tomu trzeciego pt. “Jesień zapomnianych” seria z Krystyną Lesińską, której tytuły noszą nazwy kolejnych pór roku, w końcu doczekała się zakończenia, na które tak czekaliśmy. “Zima pożegnanych” jednak odbiega formą budowy powieści od wcześniejszych trzech, co jasno wskazuje, że jest dopowiedzeniem, ale też można ją traktować jak historię oddzielną.
 
Połowa grudnia, czasy współczesne, Katowice. Dni zbliżającej się do 80-tki Krystyny Lesińskiej, emerytowanej policjantki, płyną spokojnym rytmem, który zakłóca jej młody sąsiad, Miłosz Najder. To dziwny człowiek, bardzo nachalny, pozornie niesympatyczny, jednak, gdy przyjrzeć mi się bliżej, widać, że to po prostu społeczna nieporadność. Miłosz ma dla niej zagwozdkę - kilka dni temu dostał mail bez tekstu, tylko z nagraniem, na którym ktoś filmuje kobietę idąc za nią przez las, a ona raczej nie jest tego świadoma. Choć wygląda to niepokojąco, to Krystyna nie jest w stanie nic z tym zrobić - nie wiedzą przecież gdzie ten film został nagrany, ani nawet jak nagrana kobieta wygląda, bo w żadnym kadrze nie widać jej twarzy. Jednak gdy kolejnego dnia przychodzi drugie nagranie, na którym w tle widać coś więcej, Krystyna zaczyna działać - z pomocą wnuczka zawęża miejsce nagrania, a Miłoszowi każe na mail odpisać. Zanim jednak sprawa posunie się do przodu, nadchodzą święta, a z nimi choroba Krystyny, która zlekceważyła swoje przeziębienie, przez co trafiła do szpitala…
Dwa miesiące później odzywa się do niej siostra Miłosza. Informuje, że chłopak nie żyje, w Wigilię zjawił się u jakiejś obcej dziewczyny i pozabijali się nawzajem. Krystyna łączy to z nagraniami i SMSem, jaki Miłosz wysłał jej w Wigilię, w którym pisał, że chyba wie, jak może tę kobietę uratować. Decyduje się więc przyjrzeć się tej sprawie, bo i ona nie jest przekonana o winie Miłosza.
“Jest coś podniecającego w takim czajeniu się w mroku, kiedy ludzie nie mają pojęcie, że ich obserwujesz. To poczucie władzy może uzależniać (...).”
Książka rozpisana jest na prolog, osiem tytułowanych rozdziałów i epilog. Każdy rozdział bardziej przybiera formę części, każdy dzielony jest na krótsze, kilkustronicowe, a czasami nawet kilkuzdaniowe scenki. Akcja powieści w całości toczy się współcześnie i linearnie (prócz prologu, który opisuje zdarzenie z Wigilii, by w rozdziale pierwszym ruszyć od połowy grudnia), co wyróżnia ten tom z pozostałych trzech tej serii. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z dwóch perspektyw (trzech, jeśli liczyć prolog), a sam narrator jest wszechwiedzący - wie, jak opowieść się potoczy i jak się zakończy, choć swoją wiedzą się nie popisuje. Styl powieści można potraktować jako cechę charakterystyczną dla Anny Kańtoch - w bardzo spokojny, wyważony sposób autorka buduje klimat niepewności, subtelnego niepokoju, w którym granica między fikcją literacką a naszą realnością zdaje się zacierać. Język powieści jest przyjemny, uniwersalny, bez przekleństw, a choć słowa nie są wydumane, to autorka składa je z literackim zacięciem - trafne porównania, zaskakujące skojarzenie, nieoczywiste metafory sprawiają, że już sama warstwa językowa daje czytelnikowi dużo przyjemności. W dialogach i spostrzeżeniach można też dopatrzeć się subtelnego humoru, lekko ironicznych spostrzeżeń, które są przenikliwe w swojej prawdziwości, a zarazem ujęte tak, że przyznaję się do kilkukrotnego parskania śmiechem.
“Na czubku jej głowy chwiał się niedbale zawiązany kucyk, który jeszcze bardziej wyciągał jej sylwetkę w górę, tak że Małgorzata Kerc, spowita w czerwoną indyjską suknię, wyglądała jak postawiony z wściekłością wykrzyknik.”
Mimo tego, sama zagadka kryminalna jest jak najbardziej poważna. Już po zawiązaniu akcji można się domyśleć, że motyw obserwowania, stalkingu będzie odgrywał w powieści pewną rolę. Anna Kańtoch, tak jak lubi najbardziej, zaprasza nas po raz kolejny do niewielkiej społeczności, do rodziny i przyjaciół zamordowanej Doroty, która wydaje się kluczem do rozwiązania zagadki morderstwa jej i Miłosza. Wraz z biegiem lektury poznajemy kolejne fakty z życia dziewczyny, a poprzez rozmowy z całym jej otoczeniem obraz robi się pełny, ale jednak kanciasty na brzegach - coś nie pasuje, tylko co? Akcja powieści toczy się spokojnie, w klasycznym stylu, w pełnym skupieniu na zagadce, choć nie brakuje w niej motywów współczesnych - Krystyna chętnie korzysta z internetowych umiejętności wnuka, sama również przeszukuje internet, media społecznościowe. Jednak tę współczesność łączy z klasyką - z chodzeniem i rozpytywaniem, z uruchamianiem kontaktów, by dowiedzieć się jak najwięcej. I choć długo nie wiadomo w jakim kierunku opowieść zmierza, to już od początku czuć, że jest to coś, czemu warto poświęcić uwagę - ten klimat powieści, pytania, jakie podsuwa fabuła sprawiają, że trudno jest się od tej historii oderwać.
“(...) wszystko to w pierwszej chwili wydawało się nie takie, jakie powinno być, choć gdyby ktoś ją zapytał, nie potrafiłaby wyjaśnić, na czym polega różnica. Znajoma przestrzeń przypominała obrażonego kota, któremu po powrocie trzeba dać chwilę, nim znów zacznie się łasić do nóg.”
Autorka jednak nie stosuje literackich trików, nie pozwala swojej wyobraźni popłynąć w kierunkach nierealnych - ta powieść jest tak mocno zakorzeniona w naszej realności, jak tylko się da. A to znaczy, że zbrodnia jest nie rozrywką, a dramatem osób, które były ofiarom najbliższe. Tu na każdym kroku spotykamy się ze smutkiem i żałobą, z niedowierzaniem i niezgodą na pogodzenie się ze śmiercią Doroty. Ale gdzie w tym wszystkim jest Miłosz? Autorka bardzo mocno skupia się na postaciach, na ich emocjach, które oddane są perfekcyjnie.
“- (...)Po czyjej pani właściwie jest stronie? Bo chyba nie kobiet.
- Jeśli już jestem po czyjejś stronie, to tylko ofiar.”
W tej historii są dwie postacie wiodące - Krystyna i przyłączający się do jej śledztwa początkujący pisarz Olgierd. Każdy z nich ma swoje życie prywatne, każdy jest postacią budzącą sympatię, choć w całkiem inny sposób. Olgierd rozczula swoją zagmatwaną relacją z kotami ciotki, której mieszkaniem zajmuje się podczas jej pobytu w szpitalu. Krystyna z kolei jest sobą – ci, co znają ją z poprzednich tomów, znają też jej profesjonalizm, jej przenikliwość i upartość w dążeniu do prawdy. Jednak autorka nie ignoruje jej wieku - choć Krystyna dobrze radzi sobie ze sprzętem, to jednak fizycznie czuć już jej starzejące się ciało, które nie chce jej pozwalać na tak wiele, jak kiedyś. Jej duch jest żywy, jest ciekawy, ale ciało zaczyna momentami niedomagać.
“- Zdaje sobie pani sprawę, że tak naprawdę to wszystko może prowadzić donikąd? Że w gruncie rzeczy ta sprawa może być dokładnie tak prosta, na jaką wygląda? Czasem rzeczy są po prostu tym, czym się wydają.
- Wiem. Zdaję też sobie sprawę z tego, że jestem starą kobietą, która przywitałaby z chęcią odrobinę ekscytacji w swoim nudnym życiu i może dlatego jest skłonna dopatrywać się tajemnic tam, gdzie ich nie ma.”
“Zima pożegnanych” to historia, w której nic nie jest tym, co wydaje się na pierwszy rzut oka. To pierwsze założenia, te najprostsze, te, które nieraz przyjmujemy przeglądając artykuły w sieci czy media społecznościowe pokazują, jak bardzo człowiek może się mylić, a tym samym krzywdzić innych. Autorka pokazuje, że każdy tak naprawdę jest w stanie przejść od słowa do czynów, a słowa często maskują coś innego niż faktycznie znaczą. Anna Kańtoch po raz kolejny pokazuje, że zakamarki ludzkich dusz nie mają przed nią tajemnic, a jej talent literacki doskonale jej spostrzeżenia oddaje - z lekkością, a zarazem ciężarem trafności. Przyznam jednak, że tym razem sama zagadka kryminalna budzi we mnie mieszane odczucia - jest świetnie prowadzona, ale nie czuję po jej rozwiązaniu satysfakcji. Ale może nie powinnam? Bo Anna Kańtoch mocno trzyma się w tej powieści realności, a przecież w prawdziwym życiu rzadko kiedy finał jest dokładnie taki, jakiego sobie życzymy…
“Jeśli już czytam kryminały, to wolę te w staroświeckim stylu. Bywają naiwne, ale jako rozrywka nieźle się sprawdzają. Poza tym podoba mi się, powiedzmy, ich moralna prostota. Sprawca zostaje złapany i stosownie ukarany, zakłócona zbrodnią równowaga zostaje przywrócona i wszystko kończy się dobrze. Miło byłoby, gdyby tak samo funkcjonował prawdziwy świat.”
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Marginesy.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 30, 2026

"Złoty spadochron" Katarzyna Gołda

"Złoty spadochron" Katarzyna Gołda

Autorka: Katarzyna Gołda
Tytuł: Złoty spadochron
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 328
Gatunek: thriller szpiegowski
 
Mimo że od ponad dekady jej opowiadania raz po raz pojawiały się na polskim rynku książki, to jednak dopiero teraz debiutuje pełnoprawną powieścią. Kiedyś była Katją Tomczyk, teraz dumnie podpisuje się swoim prawdziwym nazwiskiem - to Katarzyna Gołda i jej “Złoty spadochron”, powieść, w której czuć, że nie była pisana na szybko, a wręcz odwrotnie - że autorka przygotowywała się do takiego debiutu przez lata uczestnicząc w kolejnych kursach tworzenia literatury kryminalnej.
Jednak zanim ruszyła na ścieżkę literacką, wykonywała inny zawód, o którym wiedzę mogła w swojej powieści wykorzystać - przez prawie dwadzieścia lat służyła w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Nie brakuje jej też zajęć na polu hobbystycznym - od kilku lat prowadzi na Facebooku profil z przepisami kulinarnymi Bez cukru, pasjonuje ją również teatr, co uzewnętrznia w swoich recenzjach spektakli.
 
Warszawa, czerwiec 2019. Niecały rok temu Ewa była szczęśliwą matką i żoną, ze stałą pracą, której życie toczyło się przyjemnie przewidywalnym torem. Teraz jej rzeczywistość wygląda całkowicie inaczej. Rozwiodła się z mężem, dwójka małych dzieci została przy niej, problemem jednak jest dla niej zarobić tyle, by starczyło im na jedzenie i opłacenie mieszkania. Dlaczego? Bo kilka miesięcy temu wyszła na jaw afera, która pogrzebała jej możliwość podjęcia poważnej pracy chyba już na zawsze. Teraz jedyne na co sobie może pozwolić to fuchy, które nie napawają jej dumą, nie waha się jednak przed ich podjęciem w imię zapewnienia podstawowych warunków do życia swoim dzieciom. Przez to też w każdy piątek zachodzi na tyłu sklepu, gdzie miły kasjer zostawia jej produkty dopiero co przeterminowane. Problem w tym, że tego piątku paczki tam nie ma, za to w kontenerze znajduje zwłoki mężczyzny, a tuż obok legitymację ABW z jego imieniem i nazwiskiem. Ewa zna tę twarz, dobrze ją zna, ale pod innym imieniem… Spanikowana i myśląca tylko o swoich dzieciach wraca do domu, jednak już za chwilę ktoś zaczyna ją szantażować.
W tym samym czasie do ABW dociera informacja o zaginięciu szefa, dyrektora Zalewskiego. Cały wydział zostaje postawiony na nogi, niewiele jednak można zrobić, gdy każdy członek zespołu skrywa przed innymi tajne informacje.
 
Książka rozpisana jest na prolog, jedenaście rozdziałów i epilog, a każdy z rozdziałów oznaczony jest datą opisywanych zdarzeń i podzielony oddzielnie na numerowane, najczęściej kilkustronicowe podrozdziały. Warto też zaznaczyć, że powieść otwiera oryginalny spis postaci stylizowany na raport służb wywiadowczych, z kolei zamyka ją słowniczek pojęć operacyjnych i wewnętrznych, dzięki którym czytelnik na pewno nie pogubi się podczas lektury. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy kilku postaci, z czego około pięciu-sześciu to postacie stałe, a kilka dochodzi bądź znika z czasem. Akcja toczy się linearnie w czasach współczesnych w przeciągu dwóch tygodni czerwca, od czasu do czasu pojawiają się jednak przerywniki w formie retrospekcji opisane jako “kiedyś” - najczęściej nie odnosi się to do bardzo odległego czasu, to w większości różnica kilku miesięcy. Styl powieści jest dopracowany, zdania proste, tak, by czytelnik nie czuł się dodatkowo obciążony w powieści, w której przecież mowa o spiskach i tajnych operacjach służb. Język zarówno ten w opisach, jak i dialogach, wypada naturalnie, mam jednak uwagę co do wyboru dwóch kobiecych imion - mimo że Bogna i Brygida na papierze oczywiście się od siebie różnią, to w formie audio podczas lektury przy fragmentach z tymi bohaterkami często odczuwałam momenty zawahania o której z bohaterek teraz mowa. Warto też zaznaczyć, że jak na obrany gatunek, słownik postaci wcale nie jest szczególnie mocno usiany wulgaryzmami, co mnie cieszy, bo częste przekleństwa są powodem stylistycznych zgrzytów. Tutaj wszystko przebiega płynnie.
"„Źli ludzie popełniają zbrodnie z nienawiści, dobrzy z bezsilności” — usprawiedliwił się przed sobą."
W thrillerach szpiegowskich często problemem jest duża ilość postaci, które się ze sobą zlewają. I tutaj postaci jest sporo, jednak ilość bazowa nie jest tak trudna do ogarnięcia - to może sześć osób? Wprowadzanie nowych, drugoplanowych bohaterów może powodować chwilową dezorientację, dlatego pomysł z pierwszą kartą powieści ze spisem postaci uważam za trafiony (niestety nie zadawałam sobie z niego sprawy słuchając audio). Z wszystkich jednak najbardziej wyrazista jest Ewa, jedna z niewielu postaci, które nie zaliczają się do grona pracowników ABW. Ewa to zwyczajna kobieta, której życie zwaliło się całe na głowę, która w wyniku jednej nietrafionej (ale czy mogła odmówić?) decyzji, teraz każdego dnia toczy walkę o dobrostan swoich dzieci i zachowanie resztek swojej godności. Z jednej strony jej poświęcenie jest ogromne, z drugiej jednak czy na pewno potrzebne? To postać budząca kontrastowe emocje, kreacja niejednoznaczna, a dzięki temu bardzo ludzka, która szybko staje się dla czytelnika kimś, kogo decyzje w jakiś sposób poruszają. Pozostałe postacie przez sporą część powieści wydają się mniej wyraziste, mimo to z czasem zyskujemy o nich więcej informacji, poznajemy ich nie jako funkcjonariuszy ABW, a jako mężów, żony, przyjaciół, rodziców. Bardzo mi się takie spojrzenie na postacie szpiegów podoba, to odziera ich z tej łatki super agentów, ukazuje jako zwyczajnych, borykających się ze zwyczajnymi problemami ludzi.
"(…) deklaracje warte są tyle, ile zawartość portfela."
Bo tych problemów jest tutaj sporo, a autorka szczególnie dwa ukazuje bardzo dosadnie: to temat dzieci przewlekle chorych, których schorzenia są tak rzadkie, że w żaden sposób nie są dofinansowane. To wątek boleśnie prawdziwy, w którym pada dużo istotnych pytań o potencjalne obowiązki państwa i służby zdrowia. Drugim poważnym i szeroko oddanym zagadnieniem jest problem chorobliwej otyłości - jedna z bohaterek przybrała rozmiary nie mieszczące się w drzwiach, a autorka jej przypadłość oddała z wyczuciem i zrozumieniem. Bardzo duże wrażenie pod kątem psychologicznym zrobił na mnie ten wątek!
"(…) od osądzania są sądy, a od pomagania — ludzie."
Kryminalną bazą powieści jest prawdziwa sprawa z czasów PRL-u, która tutaj staje się pretekstem do zagadki współczesnej. Początkowo historia wskakuje w subtelnie kryminalne tony, by za chwilę zwrócić się ku wewnętrznym zagrywkom wywiadowczym, jakie stosują wobec siebie pracownicy ABW. Korzystając ze swojej wiedzy, autorka charakter ich pracy oddaje bardzo realistycznie, ale to postać Ewy pomaga czytelnikowi w całej intrydze się nie pogubić. Autorka dobrze myli tropy i dobrze rozdziela narrację, przez co nawet, jeśli czytelnik w jakimś momencie poczuje się zagubiony, szybko dzięki Ewie zostaje zakotwiczony z powrotem. Podoba mi się też sposób, w jaki autorka bazuje na prawdziwej sprawie - dobrze wplata ją w tło, w odpowiednim momencie uzasadniając nią współczesne poczynania postaci.
"Praca w policji nauczyła go obojętności. Znieczulica gwarancją długoletniej służby."
Podsumowując, bez wątpliwości “Złoty spadochron” jest udanym debiutem powieściowym Katarzyny Gołdy, która dzięki własnemu doświadczeniu zawodowemu mogła zmierzyć się z gatunkiem niełatwym. W jej wydaniu thriller szpiegowski ma bardzo ludzkie oblicze, w którym liczą się nie tylko tajne operacje i wewnętrzne gierki wywiadu, ale też po prostu człowiek ze swoimi wadami i zaletami, problemami i zwyczajnym pechem. To powieść, w której jest miejsce na rodzinę, na relacje, które wychodzą poza te zawodowe, a które nieraz są tak poplątane, że sam człowiek gubi się w tym, co chce osiągnąć. Katarzyna Gołda dobrze rozumie psychologiczne zagadnienia, motywacje człowieka, które świetnie przeplata w fikcyjnej opowieści bazującej na dawnej aferze prawdziwej. Dobry pomysł, przemyślane wykonanie, w którym może i detale wymagają jeszcze niewielkiego dopracowania, ale całość i tak robi duże wrażenie. To naprawdę wysoki poziom!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Literackim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 28, 2026

"Moja wina, twoja wina" Liane Moriarty

"Moja wina, twoja wina" Liane Moriarty

Autorka: Liane Moriarty
Tytuł: Moja wina, twoja wina
Tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 528
Gatunek: powieść obyczajowa / psychologiczna
 
Liane Moriarty zalicza się do nielicznego grona współczesnych pisarzy, którzy nie ulegają presji czasu pisania na szybko, wydawania określonej liczby tytułów rocznie. I to w jej prozie widać - na swoim koncie ma dziesięć książek, ale takich, które docenił cały świat - tłumaczona jest na ponad 40 języków, a ilość sprzedanych egzemplarzy przekroczyła 20 milionów. Jak sama przyznaje, pisała od zawsze, ale dopiero jej młodsza siostra pokazała jej, że nie trzeba pisać do szuflady - wydanie powieści dla młodzieży Jaclyn Moriarty, zmotywowało Liane, by i ona postarała się o wydanie. I tak, po doszkoleniu się na uniwersytecie w Sydney, debiutowała w 2003 roku powieścią “Three wishes”, która do tej pory nie została wydana w Polsce, tak samo jak jej drugi tytuł “Last Anniversary”. Pozostałe osiem powieści już tak - najpierw wydawane były przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka, teraz, kilka lat temu prawa do publikacji Moriarty w Polsce przejęło Wydawnictwo Znak Literanova.
“Moja wina, twoja wina” to siódma powieść w twórczości Liane Moriarty, w oryginale wydana w 2016, na polskim rynku po raz pierwszy rok później. Teraz, dziewięć lat po polskiej premierze czytelnicy mogą cieszyć się nią ponownie - w nowym wydaniu, we wszystkich trzech dostępnych formatach.
 
Osiem tygodni temu życie dwóch przyjaciółek zmieniło się na zawsze, choć nic nie zapowiadało tego, gdy umawiały się na niedzielne popołudniowe spotkania. Clementine, artystka grająca na wiolonczeli miała odwiedzić Erikę i jej męża Oliviera wraz z Samem i dwójką swoich córeczek: Ruby i Holly, za którymi Erika wręcz przepadała. Plany się jednak zmieniły - sąsiad Eriki Vit zaprosił ich na spontanicznego grilla, na co ona przystała. Wprowadziło to nieco komplikacji w ich plan - Erika i Olivier planowali przecież o coś przyjaciół zapytać, ale plany zawsze można zmienić… teraz, osiem tygodni po tym pechowym dniu, Erika i Clementine ledwo ze sobą rozmawiają, Sam nie jest w stanie zrobić skupić się na niczym, a Clementine zamiast ćwiczyć przed najważniejszym przesłuchaniem swojego życia, jeździ po mieście na pogadanki o tamtym dniu… Co wydarzyło się tej niedzieli, że ich życie, choć pozornie takie samo, zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni? A może po prostu zmieniło ich własną perspektywę?
"Dokądkolwiek poszła i cokolwiek robiła, część umysłu zawsze podsuwała jej hipotetyczną wizję równoległego życia, w którym w odpowiedzi na telefon Eriki z  zaproszeniem na grilla Clementine mówi: „Nie, dziękuję”."
Książka rozpisana jest na osiemdziesiąt dziewięć rozdziałów pisanych w narracji trzecioosobowej czasu przeszłego z perspektywy dziewięciu osób zamieszanych w wydarzenia tamtej niedzieli, z czego jednak sześć to perspektywy wiodące: to trzy pary, które uczestniczyły w niedzielnym grillu. Akcja powieści toczy się równolegle w pechową niedzielę i osiem tygodni po niej, zdarzenia opisywane są naprzemiennie, a czas, gdy wraca do przeszłości zawsze jest zaznaczony. Narrator opisując zdarzenia z różnych perspektyw skupia się głównie na emocjach postaci, to ich przeżycia, myśli, wspomnienia są priorytetem. Styl powieści jest więc refleksyjny, ale równocześnie zaskakująco lekki, autorka ma niesamowity dar, dzięki któremu w zwyczajnych, często nawet podszytych subtelnym humorem słowach, potrafi zamknąć to, co w życiu, w psychice człowieka ważne. Ten lekki humor widać przede wszystkim w dialogach, a w całym tekście, na każdym kroku, czuć przenikliwość. Autorka nie bawi się w umoralnianie swoich powieści, oddaje głos postaciom, które poprzez swoje przeżycia pokazują czytelnikowi, z czym ludzie borykają się w swoich zwyczajnych życiach, z czym może boryka się on sam. Język, jakim to robi, jest codzienny, niewymagający specjalnie dużej koncentracji, przez książkę przepływa się gładko.
"- Właśnie zawiozłem jednego barana na samolot – poinformował taksówkarz. Urwał i zmienił pas, z jedną mięsistą ręką na kierownicy, a drugą przerzuconą od niechcenia przez oparcie fotela, i Erika wyobraziła sobie prawdziwego barana na tylnym siedzeniu.”
Bazą tej powieści jest przyjaźń Eriki i Clementine, które znają się od lat szkolnych. Problem w tym, że ich przyjaźń jest skomplikowana, momentami może wydawać się, że wręcz toksyczna. To wynika z ich dzieciństwa - Clementine wychowała się w normalnej rodzinie, w której nigdy jej niczego nie brakowało, choć nie żyli ponad stan. Erika jednak żyła tylko z matką, która po odejściu jej ojca stała się zbieraczką - ich dom nagle zaczął przypominać graciarnię, wielki kosz na śmieci, a choć nikt teoretycznie o tym nie wiedział, to jednak matka Clementine zauważyła, że Erika potrzebuje przyjaciółki. I tak się zaczęło, tak zostało - Clementine przyjaźni się z Eriką z poczucia powinności, Erika z Clementine z poczucia wdzięczności, to jej rodzina przez długie lata była dla niej ostoją normalności, wzorem do naśladowania. Ich przyjaźń i ich dzieciństwo ukierunkowały je na dorosłe osoby - Erika żyje schludnie, zgodnie z zasadami, w ściśle utrzymywanym porządku, Clementine odwrotnie, jej życie to wesoły chaos. Czy przez to nie każda z nich popada w skrajność?
"(…) zerknęła na matkę w poszukiwaniu aprobaty, bo okazała dobroć, a dobroć to najważniejsza rzecz pod słońcem, tyle że Clementine wcale nie czuła się dobra. Udawała. Nie chciała mieć do czynienia z małą brudaską. Jej egoizm był plugawym sekretem, który musiała ukryć za wszelką cenę, ponieważ była uprzywilejowanym dzieckiem."
Ich relacja zwraca uwagę czytelnika na pojęcie przyjaźni, na to, jak różne przyjmuje odcienie, z jak różnych pobudek wynika i jak różne myśli przynosi w trakcie. To prawdziwa relacja, którą faktycznie można nazwać przyjaźnią, czy po prostu przyzwyczajenie? Jak wiele można zrobić w imię takiej przyjaźni? Czy to altruizm czy wręcz odwrotnie - nie ma czegoś takiego, a każde zachowanie w jakiś sposób jest egoistyczne, tylko niektóre pobudki po prostu lepiej skrywamy sami przed sobą? Czy wszystko ma jakieś ukryte intencje, wstydliwe powody swoich zachowań, które kryje przed światem?
"(...) altruizm bez konieczności działania, coś wspaniałego!"
Zresztą cała powieść zbudowana jest na skomplikowanych relacjach. Tutaj Moriarty i małżeństwa wystawia na próbę, rzuca problem, z którym mają sobie poradzić i patrzy w którą stronę się kierują. Czy można jednoznacznie powiedzieć, że ci, którzy akceptują swoje wady, swoje potknięcia są małżeństwem lepszym, bardziej szczerym niż ci, których rozbieżności zaczynają dzielić? I czy w ogóle można określi ilość potknięć, ich wagę, którą w ogóle można znieść?
"Nikt nie uprzedzał, że dzieci sprowadzają człowieka do pierwotnej, prymitywnej wersji samego siebie, gdzie jego talenty, wykształcenie i osiągnięcia znaczą tyle, co nic."
Ważne są też i relacje rodzic-dziecko, których w tej historii pełno. To relacje trudne, bo pełne odpowiedzialności. Jedni nie potrafią jej znieść - jak rodzice Eriki i Oliviera, którzy popadli w choroby uniemożliwiające ich dzieciom doświadczenia normalnego dzieciństwa, a tym samym zmieniły ich w osoby, które czują potrzebę bycia w gotowości, umiejętności poradzenia sobie z każdą kłodą rzuconą pod nogi, nawet jeśli radzić sobie z tym same nie powinny. Czy w ogóle da się normalnie żyć, cieszyć się życiem, gdy ciągle spodziewa się najgorszego?
“On też dorastał wśród bezinteresownej złośliwości, lecz przyjmował ją jak pogodę, podczas gdy Erika nadal stawiała opór, miała żal i doszukiwała się ukrytych znaczeń.”
Punktem zwrotnym w powieści jest jedna chwila, dramat, jaki wydarza się dosłownie przez przypadek. I tu pojawia się wątek poczucia winy, obwiniania siebie i innych, tego, jak nie potrafimy odpuścić, po prostu wyciągnąć wniosków i żyć dalej, a musimy kogoś obwinić, gdzieś ulokować winę. Bo może po takim czymś po prostu nie da się inaczej? Życie w jednej sekundzie może zmienić swój bieg, a człowiek wydaje się nigdy na to nieprzygotowany.
“A więc tak to jest, pomyślała przelotnie. Takie to uczucie. Człowiek się nie zmienia. Nic go nie chroni, gdy przekracza niewidzialną granicę, która dzieli zwykłe życie od równoległego świata, gdzie dochodzi do tragedii. To się dzieje od tak.”
Refleksji, tematów, problemów Moriarty przedstawia w tej powieści naprawdę dużo, jednak robi to w sposób całkowicie naturalny - czytelnik nie ma wrażenia, że książka napakowana jest wątkami na siłę, tu wszystko dobrze do siebie pasuje. Intryga subtelnie kieruje się w stronę thrillera psychologicznego, dramatu rodzinnego, przez sporą część powieści napięcie związane z zagadką niedzielnych wydarzeń jest wyraźnie odczuwalne, jest tym, co sprawia, że ciekawość cały czas utrzymana jest na wysokim poziomie. Równoczesne przedstawienie dwóch czasów tylko tę ciekawość podsyca, a wątek lekko kryminalny, który się po czasie pojawia, dodatkowo ją wzmacnia. Mimo że tempo powieści można określić jako spokojne, to jednak na każdej stronie jest coś, co nie pozwala się oderwać - sam styl, zagadnienia, kolejne refleksje są tym, co skutecznie do lektury przyciąga.
“Impuls: jako z wiarygodnych słów o zabarwieniu psychologicznym dla zatuszowania prawdy, że jest nienormalna. Normalność, ten niedościgniony ideał!”
Liane Moriarty jest mistrzynią w ukazywaniu zwyczajnych żyć, ludzi i ich dramatów, które w jednej chwili mogą wywrócić życie do góry nogami. W “Moja wina, twoja wina” poza rozważaniem na temat poczucia winy, wdzięczności czy próby odpokutowania, skupia się na relacjach, na przyjaźni, na partnerstwie i rodzicielstwie, które potrafią przybierać tak różne formy. A choć emocje, jakie można w nich wyczytać, czasami są bardzo normalne, to jednak jest w nich coś takiego, że pod piórem Moriarty stają się objawieniem - autorka doskonale zna człowieka, dostrzega to, czego nie widzą inni i robi z tego wartość uniwersalną, z której każdym może wyciągnąć coś dla siebie. Jej proza nie jest sztucznie napompowana patosem, a wręcz odwrotnie - jest lekka, jest przyjemna, a równocześnie przeraźliwie, boleśnie, prawdziwie głęboka. “Moja wina, twoja wina” to mądra powieść, która każdego czytelnika zmusi do refleksji nad swoim życiem, zachowaniem, relacjami. Powieść, którą można czytać wielokrotnie, a za każdym razem dostrzeże się w niej coś nowego.
 
Moja ocena: 8/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 27, 2026

"Mimika" Sebastian Fitzek

"Mimika" Sebastian Fitzek

Autor: Sebastian Fitzek
Tytuł: Mimika
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek
Data premiery: 11.03.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: psychothriller
 
Sebastian Fitzek jest najpopularniejszym niemieckim pisarzem, premiery jego książek zapełniają czytelnikami największe stadiony kraju, a ilość sprzedanych egzemplarzy przekroczyła już 20 milionów. Od jego debiutu w 2006 jego powieści jeszcze długo po premierze sięgają szczytów list bestsellerów, są też chętnie ekranizowane i adaptowane na potrzeby filmów, seriali, a nawet sztuk teatralnych. Na koncie ma ponad 20 tytułów, z czego część z nich pojawiła się w Polsce pod szyldem Wydawnictwa Amber. Teraz jednak, po kilku latach przerwy, autor przeszedł pod opiekę nowego polskiego wydawcy - Wydawnictwa Albatros. Pod koniec roku 2025 dzięki niemu w nasze ręce trafiła świetnie wydana “Dziewczyna z kalendarza” (recenzja - klik!), teraz ukazała się “Mimika” (w oryginale wydana w 2022), a już na jesień zapowiedziana jest kolejna premiera pt. “Zaproszenie”. Wygląda na to, że w końcu Sebastian Fitzek ma szansę podbić i polskie listy bestsellerów, zresztą już teraz cieszy się wielką popularnością wśród polskich czytelników, co można było zaobserwować podczas Poznańskiego Targów Książki, na których gościł w tym roku.
 
Berlin, połowa października. Hannah Herbst, 39-letnia ekspertka od mimiki twarzy, która nieraz pomagała jako konsultantka policji w ściganiu niebezpiecznych morderców, budzi się w pokoju obskurnego motelu. Ręce ma przywiązane do wezgłowia łóżka, ubrana jest tylko w cienką szpitalną koszulę. Najgorsze jest jednak to, że absolutnie nic nie pamięta, nie wie kim jest i jak to się stało, że znalazła się w tej sytuacji. We włączonej telewizji informacje huczą o przestępcy, który właśnie uciekł z więzienia ogłuszając lekarkę. Czy to ona może być tą lekarką? Kiedy w zasięgu jej wzroku pojawia się mężczyzna, którego zdjęcie jeszcze przed chwilą widniało na ekranie telewizora, jest praktycznie o tym przekonana, on jednak twierdzi inaczej - mówi jej, że była aresztantką dokładnie tak jak on, a na dowód tego pokazuje nagranie z przesłuchania, na którym przyznaje się do zamordowania swojego męża i jego córki, jak i chęci zabicia swojego własnego syna. Jak to możliwe? Przede wszystkim czy ta kobieta na nagraniu to na pewno ona? Nie pamięta, żeby miała rodzinę, nic na myśl o niej nie czuje, ale przecież nie może być morderczynią? Na pewno wierzy w to jej porywacz, który ewidentnie siłą zamierza z niej wyciągnąć, gdy mógł ukryć się jej syn.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 77 rozdziałów, z których część jest w jakiś sposób zatytułowana - najczęściej są to po prostu imiona postaci, z perspektywy których dany rozdział poznajemy, ale nie tylko. Autor w tej powieści bawi się nieco formą, kilka scen pisanych jest w równocześnie w dwóch perspektywach - strona podzielona jest pionowo na pół, a dwie postacie i dwa miejsca akcji pisane są naprzemiennie. To daje ciekawy efekt obserwowania zdarzenia z dwóch stron dużo bardziej dynamiczny niż opisanie jednej sceny z kilku perspektyw w wersji linearnej. Poza tym eksperymentem, w tekście pojawiają się też artykuły czy listy. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przez narratora wszechwiedzącego, który jednak ze swoją wiedzą się nie wychyla - tylko raz sygnalizuje, że wie, co stanie się dalej. Poza tym narracja prowadzona jest tak jak zazwyczaj w thrillerach psychologicznych, oddaje dokładnie to, co czują i myślą postaci, z perspektywy których akurat historia jest opisywana. Prym w perspektywie narracyjnej wiedzie bezsprzecznie Hannah.
“Obawiasz się głębokiego odczuwania siebie i swoich emocji. W takim samym stopniu, w jakim masz nadmiar empatii, brakuje ci ważnej dla spełnionego, szczęśliwego życia impatii.”
Sam styl powieści jest charakterystyczny dla thrillera dynamicznego, język jest nośnikiem, a nie celem sam w sobie, choć nie przeczę, że natknęłam się na kilka ciekawych słów, z których jednego znaczenie nawet sprawdziłam. Autor jednak bardzo dba o to, by tekst był dla czytelnika zrozumiały, nawet gdy mowa o zagadnieniach naukowych, wszystko od razu jest odpowiednio, a zarazem całkiem naturalnie tłumaczone. Dialogi prowadzone są sprawnie, może jedynie czasami formy grzecznościowe, któremu zwracają się do siebie postacie w sytuacjach zagrożenia wypadają nie do końca naturalnie. Książkę czyta się w tempie ekspresowym.
“Oto i ono: wyzwalające słowo. Trzy litery, dwie sylaby, jedna nadzieja. ALE…”
Bazą całej powieści jest tytułowa mimika, czyli to, jak wiele z twarzy człowieka, z języka niewerbalnego da się wyczytać. Autor tworząc cały ten wątek korzystał z pomocy niemieckiego specjalisty Dirka Eilerta, co jest uwzględnione nawet na stronie tytułowej książki, wszystkie więc zagadnienia dotyczące tego obszaru czytelnik spokojnie może traktować jako wiarygodne. Ta baza staje się nie tylko punktem zapalnym całej intrygi, ale przynosi też ciekawe refleksje - jak dobrze tak naprawdę znamy samych siebie? O ile trudniej jest dostrzec własną nieszczerość, chwile, gdy oszukujemy samych siebie, od tego, kiedy robią to inni?
“(...) człowiek najdalej zachodzi w życiu dzięki prawdzie. A tę poznaje się u ludzi nie po słowach, lecz po mimice.”
Takie pytania budzi kreacja Hannah, która wypada w swojej roli wiarygodnie. Autor świetnie oddaje jej emocje, przede wszystkim dezorientację i niedowierzanie, bo przecież jak ona, kobieta, która swoją pracę opiera na empatii, wczuwanie się w emocje innych, mogłaby być zdolna do najokrutniejszej zbrodni? Jej brak pamięci jest dobrze uzasadniony, ale właśnie dzięki temu cała intryga powieści jest w stanie posuwać się do przodu - bo tym razem nie badamy jak daleko jest w stanie posunąć się inny człowieka, a my sami.
“Prawdopodobnie dlatego dawał sobie prawo odgrywać w odniesieniu do niej zarówno śledczego, jak i sędziego. Z powodu skrzywionej wizji świata i nieustannego przeceniania siebie zawsze jednak przegrywał.”
I tak dochodzimy do zagadnienia zła, którego tak wiele na świecie. Skąd tyle go się bierze? Czy to doświadczenia z przeszłości, traumy, jakie aktualni sprawcy przeżyli w dzieciństwie czy po prostu predyspozycje, z którymi się już urodzili? Czy takie zło można powstrzymać i czy jest to coś realnego? Jak uchronić tych, którzy są zwyczajni dobrzy, przed wpływem tych, którzy są źli? Zdawałoby się, że to podstawowe zagadnienia, jakie pojawiają się w tym gatunku literackim, a jednak Sebastian Fitzek ubiera się w całkiem ciekawy sposób.
“Świat, w którym żyjemy, jest zły. Niewarty życia. Zło zawsze zwycięży. Proszę sobie wyobrazić mecz piłkarski, w którym jedna drużyna musi się trzymać zasad, a zawodnicy drugiej mogą zabrać na boisko noże i siekiery. Kto wygra?”
Sama intryga prowadzona jest dynamicznie, cały czas coś się dzieje, cały czas czytelnik ma w głowie mętlik. Kluczowe wydarzenia tej historii toczą się tak naprawdę w przeciągu jednej doby, jednej nocy, momentami wydaje się wręcz, że towarzyszymy Hannah co do minuty zdarzeń. Sebastian Fitzek jest mistrzem w budowaniu napięcia, w utrzymywaniu ciekawości czytelnika na wysokim poziomie i serwowaniu kolejnych twistów w odpowiednich momentach - nie inaczej jest teraz, choć momentami w niewielkich detalach fabularnych wydaje się, że mogła wyobraźnia ponieść go ciut za daleko. Nawet jeśli, to i tak niewiele to zmienia, bo historia jest po prostu prowadzona tak dobrze, że trudno jest się od niej oderwać.  A finalny zwrot akcji? Po “Dziewczynie z kalendarza” ciężko o podobnie mocne wrażenie, niemniej jednak i tu rozwiązanie intrygi prowadzi czytelnika w ciekawe rejony.
 
Podsumowując, “Mimika” to jeden z tych thrillerów, od których naprawdę trudno się oderwać. Sebastian Fitzek dobrze wie, jak dawkować napięcie i twisty fabularne, by cały czas utrzymywać poziom zaciekawienia wysoko. Świetnie manipuluje czytelnikiem co chwilę podważając nasuwające się hipotezy, co chwilę kolejne przekonania poddając w wątpliwość. Co więcej, “Mimika” to nie tylko czysta rozrywka, ale też książka podszyta ciekawą wiedzą i refleksjami, do których fabuła prowadzi. Jak to jest z tym kłamstwem, czy człowiek może oszukiwać samego siebie? Czy w ogóle może poznać samego siebie tak do końca, zwyczajnie wiedzieć, że są rzeczy, do których na pewno nigdy w żadnej sytuacji się nie posunie? Podoba mi się jak Fitzek łączy rozrywkową intrygę z czymś głębszym, a równocześnie nieraz w dialogach puszcza oko do czytelnika.
“Ludzie, którzy nie cenią tego rodzaju literatury rozrywkowej, często uważają czytelników takich książek za żądnych krwi, a nawet obojętnych na zło. Nie są w stanie zrozumieć, dlaczego w świecie pełnym przerażających zjawisk ktoś ma ochotę w czasie wolnym obcować z wyimaginowaną przemocą. Mylą się. Okropności prawdziwego świata są często tak wstrząsające dlatego, że artykuły z gazet czy wiadomości telewizyjne pozostawiają człowieka bezradnym. W kryminałach i thrillerach analizuje się motywy i próbuje wyjaśnić rzeczy niemożliwe do pojęcie. I zwykle kończą się happy endem, w przeciwieństwie do prawdziwego życia.”
Moja ocena: 7,5/10
 
PS. Sebastian Fitzek tak wkręcił się w temat mimiki, że to, co zawarł w książce, to było dla niego ciągle za mało. Dlatego powstała też strona internetowa, która w ciekawy sposób zgłębia te zagadnienie jeszcze obszerniej: https://fitzekmimik.de/
 
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 26, 2026

"Algorytm" W.P. Rdzanek

"Algorytm" W.P. Rdzanek

Autor: W.P. Rdzanek
Tytuł: Algorytm
Cykl: AI-gent. Mroczne kody, tom 1
Data premiery: 24.03.2026
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 352
Gatunek: thriller szpiegowski
 
W.P. Rdzanek to jeden z tych autorów, którzy na rynku książki pojawiają się już z bogatym doświadczeniem zawodowym w innej dziedzinie. Trzydzieści lat spędzone w samym sercu międzynarodowego biznesu technologicznego dało mu nie tylko dobry wgląd w technologię, ale też w punkt, w którym styka się ona z wielką polityką, skomplikowaną, żądną władzy ludzką psychiką i sztuką. Z tych obserwacji powstała jego debiutancka trylogia AI-gent. Mroczne kody, dla której zapalnikiem była niedawna afera z szyfrowaniem danym w mediach społecznościowych. Jej pierwszy tom “Algorytm” zaledwie dwa dni temu miał swoją premierę, ale już teraz zapowiedziane są kolejne tomy: “Akord” premierę będzie miał w maju, “Artefakt” w sierpniu. Autor już teraz zaznacza, że trylogię można traktować jako jedną całość, jednak każdym z tomów skupiać się będzie na nieco innej intrydze kryminalnej. Przyznaje też, że już teraz pracuje nad nową serią, na ukończeniu jest tom drugi.
 
Czasy współczesne, Warszawa, połowa sierpnia. Do prawnika Tomasza Szczerca dzwoni zaniepokojony znajomy - pyta o kontakt z jego siostrzeńcem Karolem, cenionym naukowcem w dziedzinie sztucznej inteligencji, który trzy miesiące temu w ramach przyznanego grantu rozpoczął trzyletni kontrakt w Warszawie. Od tygodnia chłopak nie pokazuje się w pracy, nie ma z nim kontaktu, a program, który przed swoim zniknięciem uruchomił, zaczyna rozgrzewać serwery. Tomasz nie przeczuwając jeszcze nic złego udaje się do mieszkania, które Karolowi wynajął, jednak go tam nie zastaje. Zgłasza więc sprawę na policję oraz wysyła zgłoszenie do ambasady USA, ze względu na jego pracę zawodową i potrójne obywatelstwo. To szybko przyciąga uwagę służb zarówno polskich, jak i zagranicznych, które zaczynają łączyć te zniknięcie z dużym transferem tajnych danych, który właśnie w tym czasie został przesłany z Warszawy do Korei. Trzeba znaleźć Karola, dowiedzieć się, czy miał z tym coś wspólnego, a przede wszystkim zastopować program ZEUS, który na początkowym etapie testów, na jakim teraz się znajduje, może uczynić wiele szkód na państwowych serwerach… W poszukiwania angażuje się też Tomasz ze swoją pracownicą, a zarazem nową dziewczyną Karola, którzy jako jedyni zdają się traktować go po prostu jako zaginionego człowieka.
 
Książka rozpisana jest na prolog i 49 kilkustronicowych rozdziałów. Każdy z nich otwiera data i miejsce opisywanych zdarzeń, cała historia rozgrywa się na przestrzeni miesiąca z kilkoma retrospekcjami. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw - Tomasza, polskich i amerykańskich służb i tajnych agentów. Styl powieści jest przystępny, dialogi toczą się dynamicznie, a fragmenty opisowe dobrze balansują pomiędzy prostotą i subtelną poetyckością. Może momentami zdarza się autorowi popadać w lekki patos, nie jest to jednak na tyle częste czy wyraźne, by miało w lekturze przeszkadzać. Książkę czyta się sprawnie i przyjemnie.
 
Do swoich postaci Rdzanek podchodzi bardzo ludzko. Początkowo spodobała mi się kreacja Tomasza, zwracanie uwagi na detale, jak styl, w jakim się nosi, czy jego relacja z psicą Dianą. Niewiele później pojawia się postać Olgi, muzyczki, która jest równocześnie amerykańską tajną agentką. Postaci jest całkiem sporo, a po początkowym przedstawieniu punkt skupienia przenosi się na inne elementy fabularne, więc momentami ilość postaci może wprowadzać czytelnika w lekką dezorientację. Szczególnie, że niektóre pojawiają się tylko na chwilę, jak Leida poznana w retrospekcjach, która wprowadza w powieść lekko egzotyczny element, ale szybko okazuje się postacią mocno poboczną. Przyznam, że w takich momentach żałowałam, że autor nie poszedł w kreacje postaci głębiej. Może wtedy niektóre zachowania wyglądające na przesadzone nie raziłyby tak w oczy? Mocno widoczne jest to w wątkach romansowych, które zaznaczają się w drugiej połowie powieści, a które w tej formie dają wrażenie bardzo sztucznych, a wręcz momentami ujmują powagę już wykreowanym charakterom. Niemniej jednak całościowo kreacje postaci są wystarczające, by dobrze ponieść historię szpiegowską.
“Nie uważam się za złego ani też za dobrego. Po prostu rzeczywistość, w której operował, nie znała takich pojęć. Istniały tylko skuteczność, minimalizacja ryzyka i szczelność procedur, a dylemat, czy zło to realna kategoria ontologiczna, czy tylko problem pojęciowy, w ogóle go nie zajmował.”
Mimo nazwy trylogii sugerującej wyraźne ukierunkowanie na wątki cyfrowe, historia tomu pierwszego raczej oscyluje wokół znajomych ram thrillera szpiegowskiego. Pojawiają się ścierające się ze sobą wywiady, tajni agenci na sekretnych misjach, szpiegostwo, które z czasem wychodzi na jaw. Intryga oparta jest na kilku motywach, kilku perspektywach: agentów specjalnych, polskiej policji, ale i tej prywatnej, śledztwa, które w końcu zaczyna prowadzić sam Tomasz z Joanną. Wątek technologiczny pozostaje tylko zapalnikiem, a akcja toczy się już w rzeczywistości fizycznej, nie internetowej. Niemniej poprzez program ZEUS autor zwraca uwagę na ciekawe zagadnienia - ślady w sieci, jakie każdy z nas zostawia, niezależnie od tego, jak bardzo stara się je maskować. To na ich podstawie ma bazować ten program, który we współpracy ze sztuczną inteligencją ma być siecią wyłapującą przestępców seksualnych. To jednak już pozostaje w strefie własnych przemyśleń czytelnika, bo akcja powieści, przyjemnie dynamiczna, ale też nie do przesady, raczej skupia się po prostu na pogoni za władzą - motywem starym jak świat.
 
Mimo przyjemnie dynamicznej akcji, autor nie zapomina o tym, by osadzić ją w faktycznej rzeczywistości. Moją uwagę szczególnie mocno przyciągnęły wątki kulinarne i muzyczne - jedzenie w relacjach postaci odgrywa ważną rolę, a dzięki rozłożeniu akcji na kilka kontynentów, czytelnik może zasmakować potraw nie tylko brzmiących bardzo swojsko, ale i ten nieco bardziej egzotycznych. Muzyka z kolei przede wszystkim podkreślana jest przez postać Olgi, artystki światowej sławy grającej na instrumencie viola da gamba (wygląda jak mniejszy kontrabas), która w trakcie tej powieści stanie przed dylematem dotyczącym swojej własnej przyszłości.
“Przez całe życie używał tylko jednej waluty - lojalności - i liczył, że jej wartość zostanie wysoko wyceniona.”
Podsumowując, “Algorytm” mimo osadzenia historii w tematyce cyfrowej, przede wszystkim jest typowym thrillerem szpiegowskim - postacie agentów, tajnych operacji i podwójnych tożsamości są bazą tej powieści. Podoba mi się w tym przede wszystkim to, że autor, podobnie jak polecający na okładce go Severski, na swoje postacie patrzy bardzo ludzko - to nie są niezniszczalni agenci o nie wiadomo jakiej sprawności fizycznej, a po prostu ludzie popełniający błędy. Intryga prowadzona jest na tyle dynamicznie, że czytelnik nie ma kiedy poczuć się znudzony, może czasami kieruje się lekko w stronę banalnych rozwiązań, jednak nie na tyle, by miało to zmniejszyć przyjemność z lektury. Niemniej jednak w powieści czuć, że jest to debiut - niektóre wątki mogłyby być bardziej rozwinięte, inne wydają się zbędne, a niektóre reakcje postaci sztuczne. Jednak i to historii nie przekreśla, a daje nadzieję, że jeśli autor dopracuje to w przyszłości, to może zająć poważne miejsce wśród polskich twórców tego gatunku. Obiecujący początek!
 
Moja ocena: 7/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 26, 2026

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - zapowiedź patronacka

"Świadek numer 8" Steve Cavanagh - zapowiedź patronacka
 Jedna z najbardziej wyczekiwanych przez nas premier roku zbliża się wielkimi krokami! Tak, powraca Eddie Flynn, główny bohater serii thrillerów prawniczych genialnego Steve'a Cavanagha, które w poprzednim roku czytaliśmy wspólnie w ramach maratonu czytelniczego (klik!). "Świadek numer 8" na polskim rynku pojawi się od razu po świętach, 8 kwietnia, a Kryminał na talerzu ma ogromną przyjemność objąć go patronatem medialnym. 


Kiedy świadek zbrodni jest bardziej niebezpieczny od jej sprawcy…
Ruby Johnson pracuje jako pokojówka w domach do złudzenia przypominających ten, w którym sama kiedyś mieszkała. Pozornie cicha i skromna, z niezdrowym zaangażowaniem tropi brudne sekrety mieszkańców pięknie odrestaurowanych kamienic w najbardziej prestiżowej dzielnicy Nowego Jorku. Kiedy przypadkowo staje się świadkiem morderstwa, zaczyna snuć nikczemny plan, który zdecydowanie nie obejmuje ujawnienia prawdy władzom.
Eddie Flynn jest jedynym prawnikiem w Nowym Jorku, który podejmuje się spraw beznadziejnych. A żadna nie jest bardziej beznadziejna niż sprawa Johna Jacksona – broń, z której zabito jego sąsiada, została znaleziona wraz z DNA Jacksona w jego własnym domu, więc szansa na to, że sąd uwolni go od zarzutów, jest niemal żadna.
Flynn i jego niekonwencjonalny zespół współpracowników będą musieli wykorzystać wszystkie znane im sztuczki, aby uratować niewinnego człowieka przed więzieniem. Chcąc ocalić życie klienta, Eddie musi jednak najpierw zadbać o własną głowę – bo najgroźniejsze zorganizowane grupy przestępcze w mieście właśnie wyznaczyły za nią sowitą nagrodę.

Choć "Świadek numer 8" to już ósmy tom prawniczych przygód Eddiego Flynna, to jednak pisany jest tak, że można po niego sięgnąć od serii niezależnie. Tacy czytelnicy docenią genialną intrygę pełną twistów fabularnych, która ostatecznie zostawi ich ze szczęką na podłodze! Ci jednak, którzy Eddiego już znają, poczują się, jakby wracali do domu - w końcu postacie serii szybko stają się tak bliskie jak rodzina. W tym tomie czai się na nich kolejne wyzwanie i jak zawsze, Cavanagh również i teraz ich nie oszczędza! To jedna z tych książek, dla których trzeba zarezerwować sobie kilka godzin jednym ciągiem - naprawdę trudno jest się od tej historii oderwać! 

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Świadek numer 8
Cykl: Eddie Flynn, tom 8
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Data premiery: 08.04.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 432
Gatunek: thriller prawniczy

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży. 


We współpracy z Wydawnictwem Albatros. 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!