Autor: Tom Rob Smith
Tytuł: Dzieci lodu
Tłumaczenie: Robert Ginalski
Data premiery: 28.01.2026
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Gatunek: thriller / postapo / science
fiction
Tom Rob Smith to brytyjski scenarzysta i
producent, jak i autor kilku powieści. Na rynku książki debiutował w 2008 roku “Systemem”
(wtedy wydaną pod tytułem “Ofiara 44”), który wzbudził nie lada sensację na
rynku wydawniczym i filmowym - jeszcze przed wydaniem zainteresował się nim
Ridley Scott, który ostatecznie został producentem jego ekranizacji, a w rolach
głównych wystąpiły gwiazdy kina: Gary Oldman, Tom Hardy i Noomi Rapace. Zanim
jednak film w 2015 roku trafił do kin, książka otrzymała ponad 20 nominacji do
nagród literackich, przetłumaczona została na ponad 30 języków i sprzedała się
w 2 milionach egzemplarzy. Nic więc dziwnego, że choć autor nie planował jej
kontynuacji, to ostatecznie ukazały się jeszcze dwie powieści z agentem Lwem
Demidowem. Niewiele później autor wydał jeszcze jedną książkę, tym razem
historię osobną pt. “Farma”, po czym zamilkł na kilka lat poświęcając się
rozwojowi kariery scenarzysty. I tam odniósł kilka sukcesów, a teraz powraca
znowu z thrillerem postapokaliptycznym pt. “Dzieci lodu” - na rynku
anglojęzycznym wydany został w 2023 roku, polski czytelnik musiał więc chwilę
na tłumaczenie poczekać. Ale wraz z tą premierą Wydawnictwo Albatros
przygotowało nowe, spójne graficzni wydania jego wcześniejszych czterech
powieści.
Jest 6 sierpnia 2023 roku. Młoda studentka,
Amerykanka Liza wraz z rodzicami i młodszą siostrą właśnie pojawiła się w
Lizbonie - od kilkunastu dni są w podróży po Europie, podczas której świętują
zwycięstwo ojca nad rakiem. Ten dzień jednak zapadnie w ich pamięci na zawsze z
innego powodu - w chwili, gdy po raz pierwszy w czasie wycieczki się rozłączają
(Liza wymknęła się na randkę z lokalnym chłopakiem Atto) Ziemia zostaje podbita
przez Obcych. Na ciemnym niebie pojawiają się statki kosmiczne, które burzą
ludzkie wyobrażenia o technologii, a we wszystkich telewizorach pojawia się
jeden komunikat - cała ludzkość ma 30 dni na dotarcie na Antarktydę, gdzie
powstanie coś w rodzaju rezerwatu. Nie ma żadnych gróźb, nie ma innego
przymusu, a jednak wszyscy ruszają w drogę… Komu uda się dotrzeć i czy na pewno
warto się o to starać? Jak będzie wyglądać świat ludzi ograniczony tylko do
tego najbardziej niegościnnego, zlodowaciałego skrawka Ziemi? Czy jest to coś,
co w ogóle chcemy przetrwać?
“(...) bez względu na to, ilu ekspertów uzna, że nadajemy się do życia na lodzie, nie będziemy tego pewni, dopóki się tu nie zjawimy. Ten kontynent zmieniał ludzi.”
Książka rozpisana jest na dziesięć części i
epilog, które określone są czasem zdarzeń - pierwsza część to pierwsze odkrycia
Antarktydy, kolejne to już naprzemiennie moment najazdu Obcych i dwadzieścia
lat później. Każda część dzielona jest na króciutkie rozdziały - liczą od
strony do kilku - te już nie są numerowane, ale opisane pod kątem miejsca i
czasu akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, a
narrator choć rozpoczyna od historii Lizy i Atto, systematycznie w kolejnych
częściach wprowadza kolejnych bohaterów, którzy angażują naszą uwagę. Akcja,
poza przeskokami z teraz do dwudziestu lat w przyszłość, toczy się w miarę
linearnie, zdarzenia z przeszłości jednak nieraz przytaczane są we
wspomnieniach, a nawet i rozmowach. Zatem od głównej, ciągłej linii czasowej
odchodzi kilka odnóg. Styl opowieści jest z jednej strony filmowy, każda scena
wydaje się zbudowana pod scenariusz na duży ekran, wizualnie oddana jest w
sposób hipnotyzujący i mocno sugestywny, z drugiej jest wyraźnie opisowa, ubarwiona
naukowymi czy historycznymi ciekawostkami. A jednak obydwa te aspekty powieści
autor sprawnie łączy tak, że książkę czyta się po prostu dobrze, bardzo
płynnie, szybko i bez problemów, mimo że od czasu do czasu musimy przecież
zwrócić się w lekko naukową stronę. Język jest bardzo obrazowy, ale nieustannie
elegancki, nie ma tu miejsca na wulgarność czy przekleństwa.
“Czytałam o ludziach, o zwyczajnie urodzonych, którzy odnaleźli religię i ich życie nagle nabrało sensu. Ja mam podobne odczucie. Widziałam świat jak przez mgłę, a teraz widzę go jasno.”
Pod kątem fabularnym historia jest mocno
podszyta fantastyką i to taką, w której autor czasami nieco niekonsekwentnie
puszcza wodze wyobraźni - w wyborze tego, co ludzie wzięli ze sobą na
Antarktydę, czy nawet w pewnym momencie w liczonych latach pozwala sobie na
dużą swobodę literacką, ale cóż, ma przecież do tego prawo. Dobrym zabiegiem
jest systematyczne wprowadzanie nowych postaci i ich historii, dzięki temu
uwaga czytelnika nie jest nieustannie odrywana, a może na dłużej skupić się na
jednej historii. Fabularnie książka przedstawia dość prostą historię, ale autor
prowadzi ją tak, by mimo wszystko czytelnik cały czas był nią zaciekawiony - w
odpowiednim momencie pojawiają się nowe fakty czy zwroty akcji. Tempo
prowadzone jest umiarkowanie szybko, jest czas na rozwinięcie wątków
obyczajowych, na przyjrzenie się emocjom, uczuciom i moralnym dylematom.
“Na Antarktydzie sposób, w jaki postrzegasz świat, a jaki ten świat jest naprawdę, to dwie różne rzeczy.”
Bo właśnie mam wrażenie, że to nie sama fabuła
jest tutaj ważna, a zagadnienia, do refleksji których zmusza. Tematy z jednej
strony są bardzo aktualne pod kątem rozwoju nauki o człowieku i jego genach,
zadają pytania z jakimi w tym momencie jako ludzkość się mierzymy, z drugiej
sporo jest w nich też refleksji uniwersalnych na temat tego, co czyni nas
ludźmi i czym jest dla nas przetrwanie. Rodzina, miłość, przywiązanie, poczucie
wolności, ale też przynależenia do jakiejś grupy stają tutaj pod znakiem
zapytania - czy to emocje i potrzeby charakterystyczne dla ludzi, czy dla
wszystkich gatunków? Gdzie tak naprawdę przebiega granica bycia człowiekiem, a
czymś czy kimś innym? Dzięki temu możemy spojrzeć na gatunek człowieka jak na
jeden z wielu żyjących na Ziemi - tak naprawdę skąd wzięło się u nas
przekonanie, że jesteśmy lepsi od innych organizmów z nami współegzystujących?
Dlaczego człowiek pozwala sobie na manipulacje genetyczne zwierząt, by lepiej
mu służyły, a na modyfikacje w genach człowieka już nie? Gdzie jest ta granica
tego, co moralne i czy na pewno jest postawiona we właściwym miejscu? To ważne
pytania, w końcu właśnie teraz do takich modyfikacji genetycznych na
zwierzętach i roślinach dochodzi.
“Pragniesz świata pozbawionego słabości. Ale nie możesz mieć pewności, co kiedyś okaże się siłą, a co słabością.”
Co ciekawe autor w tej powieści przedstawia
dość pozytywne spojrzenie na człowieka - u niego ludzie nauczyli się żyć w
zgodzie, bez zawiści i współzawodnictwa. Czy tak wpływa na nich brak
technologii? Czy to w dobie internetu, bycia w ciągłym zasięgu, staliśmy się
indywidualistycznie egoistyczni?
“Potrzeba wam kogoś na zimę. Miłość jest równie niezbędna jak jedzenie i ciepło.”
Podoba mi się też podejście autora do
zagadnienia przetrwania gatunku ludzkiego - bo co tak naprawdę znaczy dla nas
przetrwanie? Czy życie na wyniszczającym nas kontynencie to nadal życie, to
nadal te przetrwanie, czy już po prostu powolne umieranie? A jeśli tak, to czy
nie jest to poniżej naszej godności?
“Przetrwanie! Wszyscy wymawiamy to słowo, jakby cokolwiek wyjaśniało. Jakby coś usprawiedliwiało. Ale przetrwanie za wszelką cenę to nie jest życie. Przetrwanie oznacza trzymanie się tego, co w ludziach najlepsze. Naszego człowieczeństwa, miłości, szczęścia, poczucia radości.”
Bez wątpliwości “Dzieci lodu” to ciekawa
powieść, z której z pewnością może powstać angażujący i bardzo ciekawy
wizualnie film, o ile zajmuje się tym ktoś, kto dobrze się na tym zna. Choć pod
kątem fabularnym jest dość prosta, momentami gdzieś się lekko potyka i tak
naprawdę bazuje na motywach, które już literacko i filmowo dobrze znamy, to
jednak tym, co robi wrażenie, jest jej wydźwięk emocjonalny, refleksyjny. Ta
historia pyta nas o człowieczeństwo, o naszą moralność i granice, do których
jesteśmy ją w stanie przesunąć w sytuacjach mocno skrajnych. Z jednej strony
jest bezwzględność ludzi kierujących się na Antarktydę, by za chwilę, zaledwie
dwadzieścia lat później, ta sama ludzkość okazała się pełna ciepła i przyjaźni,
mimo najbardziej mroźnych warunków panujących dookoła. Poza zagadnieniami z
zakresu genetyki, które może i ujęte w wątek science fiction pytają jednak o
to, z czym faktycznie teraz jako ludzkość się mierzymy, bardzo poruszyło mnie
spojrzenie na świat pod kątem gatunkowym, które przypomina, że przecież
człowiek to tylko jeden z gatunków życia na Ziemi, który, mimo iż jest
przekonany o swojej niezwykłości i ważności, to jednak równie dobrze może w
jednej chwili wyginąć. To dobra perspektywa, warta uświadomienia i
przypomnienia - dzięki niej wracamy we właściwe miejsce w szeregu Świata.
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Albatros.
Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej)
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!









