Autorka: Alessia Gazzola
Tytuł: Miss Bee i duch ambasady
Cykl: Miss Bee, tom 3
Tłumaczenie: Joanna Kluza
Data premiery: 27.05.2026
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 320
Gatunek: powieść obyczajowa / historyczna /
cozy mystery
Alessia Gazzola to znana włoska autorka
literatury kobiecej, która tworzy już od piętnastu lat, od niecałej dekady
zajmuje się tym w pełni zawodowo. Na koncie ma ponad dwadzieścia powieści, a
jej debiutancka seria o medyczce sądowej (z którą dzieli wyuczony i przez kilka
lat praktykowany zawód) doczekała się serialowej adaptacji. Sukces krajowy
zagwarantował jej również zainteresowanie za granicą, choć w Polsce długo była
autorką mało znaną. Dopiero pod koniec roku 2025 Wydawnictwo Sonia Draga
podjęło się publikacji jej najnowszej serii z Miss Bee (recenzje - klik!), która trochę z jej
twórczości się wyróżnia - to nie typowy chick lit, raczej powieść, w której
wątki historyczne, obyczajowe i kryminalne splatają się w jedno. Aktualnie
seria na polskim rynku liczy trzy tomy, na rynku włoskim cztery, premiera
piątego zapowiedziana jest na jesień tego roku. Warto też wspomnieć, że Alessia
Gazzola w tym roku odwiedziła Polskę - pojawiła się wiosną na Targach Książki w
Poznaniu.
Londyn, marzec 1925 rok. Dwudziestokilkuletnia
Włoszka Beatrice Bernabò po rozczarowaniu miłosnym, jakiego doświadczyła zimą,
podjęła pracę we włoskiej ambasadzie. Nie jest to coś, co mogłoby ją
uszczęśliwić, jednak dzień w dzień zjawia się za swoim biurkiem - dzięki temu
jej ojciec jest spokojniejszy, a ich życie finansowe łatwiejsze. Po kilku
miesiącach od zatrudnienia w końcu zaczyna się coś dziać! Przyjeżdża kilku
gości z Włoch, w tym syn ambasadora z narzeczoną i dyrektor florenckiej galerii
w poszukiwaniu zaginionej rzeźby. Jednak to nie ich wizyta wzbudza sensację, a
dziwne zjawiska, które w tym czasie zaczynają niepokoić gości… Czyżby legenda o
duchach w ambasadzie była prawdziwa? Beatrice w to nie wierzy, więc w sprawę
angażuje znajomego komisarza Archera Blackburna, które wydaje się jej coraz
bliższy. Ona jednak nadal nie potrafi zapomnieć o hrabim Warthmore, choć on dał
jej jasno do zrozumienia, że nigdy nic ich nie połączy.
Książkę otwiera cytat z “Pani Bovary” i spis
postaci w powieści występujących. Historia rozpisana jest na 27 tytułowanych rozdziałów
i epilog, wszystkie pisane są w narracji trzeciosobowej czasu przeszłego, a
perspektywą wiodącą jest ta przedstawiona oczami Beatrice. Język powieści jest
delikatnie stylizowany odpowiednio do czasu akcji, co przejawia się nie tylko w
specyficznych słówkach (w pełni jednak do współczesnego czytelnika
zrozumiałych), ale też w dialogach, sposobie, w jaki zwracają się do siebie
postacie, jak choćby równolatki rozmawiające na pan/pani i podkreślające
właściwe funkcje czy tytuły szlacheckie. Autorka ma specyficzny styl budowy
zdań, do czego trzeba przywyknąć, wpaść w rytm lektury, by ta mogła toczy się
sprawnie. Kiedy już się to stanie, lektura okazuje się lekka i przyjemna.
“- (...) Ale nawet sobie nie wyobrażasz, co się wydarzyło w ambasadzie.- Moja wyobraźnia tu nie wystarczy, twoje życie to jak powieść przygodowa.”
Każdy tom serii, choć połączony postaciami i
ich nieustannie zmieniającymi się relacjami, stanowi historię odrębną - przede
wszystkim w kontekście kryminalnym, przez co czytelnik do lektury serii może
dołączyć w wybranym przez siebie momencie. Tom trzeci “Miss Bee i duch
ambasady” zdaje się wracać do proporcji fabularnych, jakie prezentował tom
pierwszy - przeważają wątki obyczajowe, romansowe i historyczne nad kryminałem.
Ten ostatni pojawia się w historii dość późno, stanowi raczej motyw poboczny,
który spina historię w jedną, zamkniętą całość. Mimo to zagadka prowadzona jest
sprawnie i ciekawie, autorka dobrze osadza ją w czasach, w których toczy się
akcja, ale też sprawnie manipuluje granicą pomiędzy tym, co realne, a tym, co
pozostaje w strefie nadprzyrodzonej.
“Na własnej skórze doświadczała, że śledzenie jest nawet bardziej skomplikowane i pełne napięcia niż w powieściach kryminalnych.”
Wraz z kryminałem, na uwagę zasługują wątki
historyczne i obyczajowe, które mocno bazują na podziałach, jakimi wtedy
rządziło się społeczeństwo. Nierówności i dyskryminacje są tutaj spotykane na
każdym kroku i nie oszczędzają tak naprawdę nikogo: dotyczą płci, obywatelstwa,
majątku i statusu społecznego. Nie inaczej jest z wątkiem historycznym, dla
którego nie bez znaczenie jest narodowość Beatrice i jej rodziny. Bo choć
historia toczy się w jeszcze ciągle bezpiecznej Anglii, to w ich kraju
pochodzenia czuć już ten coraz wyraźniej do głosu dochodzący polityczny
niepokój. Rodzina Beatrice może mieszkać w Anglii tylko dlatego, że jej ojciec
został oddelegowany na angielską uczelnię, problem w tym, że właśnie teraz
kończy mu się kontrakt. I to on dobrze wie, że sytuacja jest poważna,
nieustannie staje przed moralnymi dylematami - czy udawać, że przystaje na
faszystowską politykę swojego kraju, czy jednak żyć w zgodzie z sobą, ale tym
samym może narazić się na karny powrót do kraju? Beatrice i jej siostry mają w
tym czasie na głowie inne problemy, ciągle wydaje się, że groza sytuacji
politycznej jeszcze do nich tak do końca nie dotarła.
“Dla niego Anglia była więcej niż snem, była miejscem, które zaspokajało wszelkie wymagania intelektualne i osobiste.”
Bo siostry Bernabò zajęte są własnymi
problemami. Starsza siostra Beatrice przechodzi okres załamania po tym, jak o
włos uniknęła śmierci. Na jej przykładzie obserwujemy z czym w ówczesnych
czasach zmagały się kobiety, jaki wstyd musiały w sobie nosić, choć tak
naprawdę nie były niczemu winne. Beatrice z kolei zmaga się z rozczarowaniem
miłosnym, w którym powinności klasowe zwyciężyły nad uczuciem. Bee to kobieta
silna i wolna, zdająca się wyprzedzać swoje czasy, która jednak nie jest
nieczuła na męskie zainteresowanie…
“Jakież błędy czasem się popełnia, gdy człowieka zaślepią przekonania, których świadomie nie chce podważać.”
I tak przechodzimy do wątku romansowego, który
w tym tomie jest wyjątkowo wyraźny, tak naprawdę niewiele jest tu scen, który
wydają się go pozbawione. Choć romanse nie są ostentacyjne (przynajmniej w
większości), to jednak są stale wyczuwalne w gestach, spojrzeniach, krążącej
pomiędzy dwójką ludzi energii. Beatrice to w końcu młoda kobieta, która ciągle
jeszcze nie doświadczyła wielkiej miłości, a choć dobrze wie, że nie ma co
liczyć na romans jak z książek Jane Austen (których, swoją drogą, nie cierpi),
to jednak ciągle tli się w niej nadzieja, że uczucie potrafi zwyciężyć
wszystko.
“To nie jest trudne: dokonujesz wyboru i się go trzymasz. I usiłujesz nie dręczyć osoby, która musiała ów wybór zaakceptować.”
“Miss Bee i duch ambasady” to powieść, z którą
miło spędzi się niezobowiązujący wieczór, pozycja, którą przyjemnie jest
poczytać w przerwie na kawę - nie trzeba się przy niej nadmiernie skupiać, nie
trzeba śledzić z uwagą każdego detalu fabularnego, by wyciągnąć z niej
zwyczajną przyjemność lektury. Pod tym kątem powieść dobrze wpisuje się w
gatunek, w którym autorka czuje się najlepiej - lekką powieść kobiecą, w której
warstwa obyczajowa i romansowa absorbują uwagę czytelnika. Jednak mimo to nie
da się nie zauważyć, że głębiej kryje się coś jeszcze - dobry wątek kryminalny
i historyczny, który mimo lekkiego wydźwięku całości, jasno obrazuje grozę
sytuacji politycznej, społecznej, jaka w 1925 roku w środowisku włoskich
emigrantów była już bardzo wyraźnie wyczuwalna. Prywatnie trochę żałuję, że w
tym tomie wygrał romans nad kryminałem, mimo to doceniam zaangażowanie, z jakim
autorka odwzorowuje cały ten międzywojenny świat. A teraz czekam, gdzie z Miss
Bee spotkamy się w tomie czwartym jej przygód!
Moja ocena: 7/10
Recenzja powstała w ramach współpracy z
Wydawnictwem Sonia Draga.
Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!









