kwietnia 03, 2025

"Konsjerż" Abby Corson

"Konsjerż" Abby Corson

Autorka: Abby Corson
Tytuł: Konsjerż
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 304
Gatunek: kryminał cosy crime
 
“Konsjerż” to debiut literacki Abby Corson, choć nie jest to jej pierwsza styczność z piórem - już od dekady pisze do znanych angielskich i australijskich magazynów w tematyce lifestylowej oraz luksusowych podróży. Teraz jednak przyszła pora na pełnoprawną powieść, która jest miła i przyjemna, ale jednak… kogoś w niej mordują. Idealna historia na urlop macierzyński! Bo właśnie siedząc w domu z jedną córką, a równocześnie oczekując przyjścia na świat drugiej, Abby Corson pokusiła się o tę powieść. Na rynku angielskim wydana została w 2024 roku jak na razie jest jedyną pozycją powieściową w dorobku autorki, jednak na luty 2026 zapowiedziana jest już kolejna - na razie jednak nic więcej o niej nie wiadomo, jak również czy i jeśli tak, to kiedy, ukaże się w Polsce.
 
Anglia, hrabstwo Yorkshire. To tam całe życie spędził teraz już 72-letni Hector Harrow, a sporą jego część, ponad pół wieku, zajmował się pracą w okolicznym, przyjemnym i luksusowym hotelu Cavengreen jako konsjerż. Do czasu… morderstwa, jakie zostało tam dokonane i w związku z którym stał się podejrzanym - w końcu to on znalazł ciało… Teraz, kiedy jest już na emeryturze, chce spisać tę historię, by przedstawić co wydarzyło się wtedy naprawdę. A my mamy okazję jej wysłuchać - Hector nagrywa ją na dyktafon, z czego później jego przyjaciółka Helen ma stworzyć powieść.
“W dobrej książce musi się znaleźć wydarzenie, zwrot akcji i rozwiązanie. Wystarczą te trzy rzeczy i garść popieprzonych bohaterów i nie ma powodu, byś nie napisał dobrej książki.”
Książka rozpisana jest na 33 rozdziały pisane w narracji pierwszoosobowej przez Hectora w dwóch czasach - głównym wątkiem jest opowieść o hotelu i morderstwie w nim popełnionym, jednak Hector nie ukrywa przed czytelnikiem tego, że opowiada to z dystansu czasu i o tym, co dzieje się u niego teraz też czytelnika informuje. W związku z tym, że narrator wie, że nagrywa dla czytelnika, to nieraz zwraca się do niego bezpośrednio, ba! zastanawia się nawet jak jego opowieść zostanie odebrana. Książka zatem ma niepowtarzalny styl, a jej forma złożona nie tylko z opowieści Hectora, ale również np. i nagranych na dyktafon rozmów, daje poczucie świeżości. Język powieści jest przyjemny, codzienny i nieinwazyjny - ot, opowieść starszego, eleganckiego pana…
 
Ale choć Hector ze względu na swój zawód jest uprzejmy i dyskretny, to jednak jest w nim też coś więcej. To postać słodko-gorzka, która przez życie idzie godnie, z podniesioną głową, ale jednak dość… samotnie. Trudne dzieciństwo, z którym do teraz nie może się pogodzić, i skupienie się na pracy już w młodym wieku sprawiły, że mimo przelotnych romansów nigdy nie związał się z nikim na stałe. Niepokojące są też jego odruchy obsesyjno-kompulsywne: pukanie się w czoło, robienie wszystkiego w seriach po trzy… Czy więc pod płaszczykiem uprzejmego starszego pana nie kryje się coś głębszego, coś dużo bardziej mrocznego? To myśl, która w czasie lektury napływała mi do głowy dość często.
“Można mieć rodzinę i przyjaciół, a i tak czuć się samotnym - możesz na przykład spędzić cały dzień w towarzystwie ludzi, a wieczorem kłaść się z przeświadczeniem, że nie odbyłeś żadnej istotnej rozmowy lub nie spotkałeś się z czułością, jakiej pragnąłeś.”
Do morderstwa doszło w hotelu, w noc po uroczystości weselnej - mamy więc zamknięte grono podejrzanych. Wśród nich jest obsługa: recepcjonistka i kierownik hotelu, nowy właściciel Amerykanin i goście: pisarz, najbliżsi państwa młodych i znajomy Hectorowi mężczyzna. Przed morderstwem przyglądamy się funkcjonowaniu tego hotelu, Hector oprowadza nas po wnętrzach i opowiada o swojej pracy, kiedy jednak docieramy do momentu znalezienia zwłok, robi się z tego nawiązująca do klasyki powieść detektywistyczna. W końcu zarówno grono podejrzanych, jak i miejsce akcji mamy zamknięte. Kreacje postaci rysowane są grubą kreską bazującą na stereotypach, ale dobrze pasuje to do ogólnej konwencji powieści, nadaje jej nieco humorystycznego zacięcia, ale też jest sposobem na uśpienie czujności - narratorowi zdarza się naprowadzać czytelnika na trop, jednak robi to w sposób bardzo subtelny…
“Nie ulegało wątpliwości, że zabójca, kimkolwiek był, wciąż przebywa w hotelu. Chyba że właśnie wywieziono go w worku na zwłoki.”
I całkiem przebiegły, gdyż intryga zaskakuje co najmniej kilka razy! Przede wszystkim na starcie nawet nie wiemy kto zginie, dość długo nie wiemy też kto jest mordercą… a gdy wychodzi to na jaw, książka się nie kończy! Bardzo podoba mi się to, co autorka zrobiła pod koniec powieści, nadała jej bardzo nieoczywisty bieg i solidny twist, który sprawił, że moja ogólna ocena książki podskoczyła! Wcześniej, przez większą część opowieści, autorka utrzymuje nas w klasycznym, spokojnym stylu…
 
Wspomniałam już o samotności i krzywdach przeszłości, jakie nie chcą pozwolić zakopać się w pamięci Hectora. Książka zatem może mieć wydźwięk uniwersalny, moją uwagę jednak mocniej przyciągnęły komentarze o tworzeniu powieści: dzięki pisarzowi, który jest gościem hotelu, jak i Hectorowi, który w wieku 72 lat szykuje się do literackiego debiutu, poznajemy sporo literackich smaczków i uwag, jak uczynić książkę lepszą. W pewnym momencie wysuwają się na przód refleksje o tym, jak wielka jest różnica między tym, co czuje pisarz tworząc opowieść, poświęcając na nią miesiące pracy, a czytelnik, który czyta ją często w biegu, w sumie przez kilka godzin… Dobrym motywem jest też refleksja nad tym, jak książka z historii prawdziwej może zrobić coś, co stanie się rozrywką dla mas. Oczywiście tutaj tylko teoretycznie, sama historia faktycznie jest fikcyjna, ale nie szkodzi to temu, by trochę się na takimi zagadnieniami zastanowić.
“(...) jakie to zabawne, że ty będziesz to czytać nad basenem w wakacje albo w pociągu w drodze do pracy, podczas gdy dla mnie to był tak intensywny okres w życiu. Dla ciebie to tylko kolejna książka, którą niebawem zapomnisz.”
Muszę przyznać, że “Konsjerż” solidnie mnie zaskoczył. Byłam przekonana, że mam w ręce kryminał mocno nawiązujący do klasyki gatunku, w którym narrator przeprowadzi nas od zbrodni po jej rozwiązanie. A jednak nie! Pierwsze zaskoczenie: dyktafon i dwa czasy opowieści. Drugie: bohater na tyle dobrze się maskujący, że nie jesteśmy pewni czy nie powinniśmy go podejrzewać. Trzecie: dalsza część historii w momencie, gdy wydawałoby się, że powinna się skończyć. Nie wspominając już o solidnie poprowadzonej intrydze, która skutecznie usypia czujność i podpycha bardzo różne, zdawałby się bardzo prawdopodobne tropy. Zatem mimo iż większa część historii toczy się znanym, spokojnym, niezobowiązującym rytmem, to jednak jej finał pokazał, że autorka zdecydowanie miała nieszablonowy pomysł na budowę swojego debiutu!
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

Dostępna jest też w abonamencie 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 02, 2025

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Obrona" Steve Cavanagh

Maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem: "Obrona" Steve Cavanagh

Autor: Steve Cavanagh
Tytuł: Obrona
Cykl: Eddie Flynn, tom 1
Tłumaczenie: Jan Stanisław Zaus
Data premiery: 23.10.2024
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller prawniczy
 
“Obrona” to debiut literacki irlandzkiego prawnika Steve’a Cavanagha, który na rynku angielskim pojawił się w 2015, na polskim rok później. Wtedy jednak niewielu czytelników o autorze usłyszało. Zmieniło się to w 2019 roku, gdy opiekę nad jego twórczością w Polsce przejęło Wydawnictwo Albatros, które zaczęło swoje publikacje od “Wkręconych” - jednej z aktualnie dwóch osobnych powieści jego autorstwa (w Polsce na razie tylko ta została wydana), a później rozpoczęło serię z Eddiem Flynnem od tomu czwartego pt. “Trzynaście”. I dlatego pod ich skrzydłami najpierw dostaliśmy tom czwarty, piąty i szósty, a dopiero później ponowne wydania pierwszych dwóch tomów. Ciągle brakuje jednak trzeciego pt. „Kłamca”, który już za dwa tygodnie, dołączy do kolekcji! W końcu będziemy mieli komplet! I właśnie z tej okazji wraz z wydawnictwem zorganizowałam maraton czytelniczy z Eddiem Flynnem, w ramach którego czytamy wszystkie tomy po kolei (szczegóły - klik!). W tym tygodniu zatem pora na debiut - “Obronę”.
 
Nowy Jork, knajpka u Jimmy’ego. To tam Eddie Flynn od dobrych kilku lat stołuje się w porze śniadaniowej, nie jest więc zaskoczony wyborem miejsca, kiedy ktoś przystawia mu lufę pistoletu do pleców - w końcu to jedyny pewniak na jego codziennej trasie po mieście. Człowiekiem, który stoi po drugiej stronie rewolweru jest Arturas, prawa ręka rosyjskiego gangstera Olega Wołczeka. Prowadzi go do limuzyny szefa, gdzie przedstawiają mu propozycję nie do odrzucenia - ma zostać prawnikiem Wołczeka i wnieść do sądu bombę… która we właściwym momencie wyeliminuje kluczowego dla nich świadka. Na szali jest życie 10-letniej córki Eddiego, którą gangsterzy mają w swoich rękach. Zaczyna się odliczanie - Eddie ma dokładnie 31 godzin, by uratować siebie i córkę.
 
Książka rozpisana jest na 72 krótkie, kilkustronicowe rozdziały pisane z perspektywy Eddiego w narracji pierwszoosobowej czasu przeszłego. Świat przedstawiony poznajemy zatem jego oczami, a on pokazuje nam to, co chce, nieraz kończąc rozdziały cliffhangerami. Styl powieści ma od razu oddać czytelnikowi charakter bohatera - jest błyskotliwy i pomysłowy, elokwentny na sali sądowej, ale kiedy trzeba, nie przebiera w środkach. Język jest zatem soczysty, pozbawiony ozdobników, w pełni rozumiały dla zwyczajnego czytelnika, a gdy pojawia się jakiś przypis prawny, którego możemy nie zrozumieć, od razu pojawia się jego wyjaśnienie. Całość czyta się bardzo płynnie, naturalnie i sprawnie.
“Nigdy nie reprezentowałem kogoś, wiedząc, że jest winny, ponieważ nigdy nie pytałem żadnego klienta o to, czy jest winny. Nie pytałem, ponieważ zawsze istniała ta straszna możliwość, że mogą mi powiedzieć prawdę. A na prawdę nie ma miejsca w sali sądowej. Tu ważne jest tylko to, co może udowodnić oskarżenie.”
Eddie Flynn to bohater, który bez wątpienia będzie w stanie udźwignąć długą serię, gdyż jest postacią jedyną w swoim rodzaju. Dlaczego? Bo jest to prawnik, który do swojego zawodu podchodzi inaczej niż wszyscy, wykorzystuje w nim to, kim sam był wcześniej. A był oszustem, kanciarzem i to prawdziwie wytrawnym. Od najmłodszych lat uczył się sztuki iluzji, odciągania uwagi, jak i doskonalił swój naturalny spryt, przez co na sali sądowej nieraz obiera ścieżki, na które inni prawnicy nigdy by nie weszli. Jednak, mimo swojej szemranej przeszłości, to człowiek z właściwym kręgosłupem moralnym - jeśli w ten sposób można tak o prawniku powiedzieć.
“(...) wiedziałem, że po tym świecie chodzą naprawdę źli ludzie i dopóki odgrywam jakąś rolę w igrzyskach sprawiedliwości, muszę pamiętać, kim naprawdę jestem, i że ci źli ludzie nie mogą dostać drugiej szansy zrobienia komuś krzywdy.”
Eddie od niecałego roku nie pracował w zawodzie właśnie przez pewną sprawę, która skończyła się źle - a czytelnik musi trochę poczekać, by dowiedzieć się szczegółów tamtych wydarzeń. Wydarzeń, które nadadzą kierunek jego dalszym działaniom.
W tym tomie poznajemy go jednak nie tylko jako oszusta i prawnika, ale też jako ojca. Ojca, który zrobi dla swojej córeczki wszystko, który uznaje ją za jedyne dobro w swoim tak różnie toczącym się życiu. To ona trzyma go na powierzchni, więc teraz jest zdolny do największych poświęceń, by zapewnić jej bezpieczeństwo. Eddie w powieści dominuje, to on nadaje jej charakter, jest to kreacja pełna, przyjazna czytelnikowi, mimo jego dawnych oszust, nie można go po prostu nie polubić.
 
Oczywiście nie funkcjonuje w tej powieści sam, wokół niego są i ludzie pomocni i te złe charaktery - te drugie to oczywiście Wołczek i jego świta, którzy przedstawieni są według znanych standardów, ale to po prostu świetnie pasuje do sensacyjnego wątku tej powieści. Wszystkie postacie prowadzone są zgrabnie, choć wszystkie prócz Eddiego trzymają się mocno na drugim planie.
“Jako inteligentny, racjonalny człowiek, zawsze usiłujesz dostrzec inny punkt widzenia, gdy w rzeczywistości nie ma żadnego. Racjonalizowałem, co sam bym zrobił na miejscu Benny'ego, podczas gdy prawda mogła być taka, że ten człowiek jest po prostu tępy i nie można racjonalizować jego decyzji.”
Gatunkowo historia jest połączeniem thrillera prawniczego z powieścią sensacyjną. Część historii rozgrywa się na sali sądowej, gdzie przyglądamy się procesowi, mowom obrony i oskarżycieli, zeznaniom i przepytaniom świadków. Autor doskonale utrzymuje w tych momentach ciekawość czytelnika, mamy wrażenie, że każde jedno słowo jest na wagę złota. To jednak tylko część historii, pozostała to dynamiczna akcja, ryzykowne decyzje i wymienianie ciosów - tym razem nie słownych, a fizycznych. Jednak tak jak sama z powieściami sensacyjnymi miewam problemy, tak tutaj bawiłam się świetnie - jasne, niektóre sceny są dość kaskaderskie, ale prowadzone tak dobrze, że w żadnym razie to nie przeszkadza, a napięcie, jakie budują, jest dobrze odczuwalne. Intryga, na jakiej oparta jest historia, jest zaskakująca, pełna twistów fabularnych, momentami wręcz jak na debiut brawurowa. Czuć, że autor doskonale nad nią panuje.
“(...) takie są prawa procesu. wejście na salę sądową jest jak podróż do Vegas i rzucenie kośćmi do gry - wszystko się może zdarzyć.”
Czy książka ma jakieś minusy? Mnie w oczy rzuciło się tylko kilka zbędnych powtórzeń, choć mają one swoje uzasadnienie - powtarzają się tematy, które uparcie siedzą w głowie Eddiego, a skoro to z jego perspektywy historię poznajemy, to jest to całkiem logiczne, że i czytelnik kilka razy o nich słyszy. Wspomniałam też o kaskaderskich scenach, ale i ich czepiać się nie będę - to prawa gatunku powieści sensacyjnej, które tutaj przestrzegane są w naprawdę dobrym stylu.
“Policjanci i agenci federalni łatwo dają się zrobić w konia. Znałem oszustów, który celowali wyłącznie w nich, ponieważ są bardziej ufni i skłonni do wypełniania poleceń. Starsze panie i gliniarze to łatwe cele.”
Przyznam szczerze, że po skończonej lekturze “Obrony” jeszcze raz sprawdzałam, czy na pewno jest to debiut autora. I choć trudno mi w to uwierzyć, to tak faktycznie jest. Świetnie wykreowany bohater, błyskotliwe sceny prawnicze, zaskakująca fabuła pełna twistów takich, że nieraz zbierałam szczękę z podłogi. Dzieje się dużo, ale nie ma w tym przesady, jest miejsce, by dobrze poznać głównego bohatera i jego motywacje wyborów. Bawiłam się doskonale i ogromnie się cieszę, że tym tytułem rozpoczynam półtora miesiąca z Flynnem!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach #eddieflynnmaraton, który organizuję we współpracy z Wydawnictwem Albatros.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

kwietnia 01, 2025

"Wszyscy grzesznicy krwawią" S.A. Cosby

"Wszyscy grzesznicy krwawią" S.A. Cosby

Autor: S.A. Cosby
Tytuł: Wszyscy grzesznicy krwawią
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 408
Gatunek: powieść kryminalna
 
S.A. Cosby w ostatnich latach wręcz szturmem podbił amerykański rynek książki. Debiutował w 2019, a już jego druga książka “Asfaltowa pustynia” (recenzja - klik!) w roku kolejnym została zalana ogromną liczbą nominacji i nagród literackich - podobnie było z jego trzecią i czwartą powieścią: “Kolczastymi łzami” (recenzja - klik!) i “Wszyscy grzesznicy krwawią”. Aktualnie rynek amerykański odlicza dni to premiery piątej książki, a polski nadrabia zaległości - od zeszłego roku Wydawnictwo Agora zdołało dostarczyć nam trzy środkowe powieści. Teraz zatem czekamy jeszcze na tłumaczenie debiutu, jak i czerwcowej nowości!
Popularność tego autora nie jest nieuzasadniona. Pisze on w nurcie southern noir, w którym poprzez kryminalny punkt wyjścia tworzy powieści pełne odniesień do kultury Południa USA, przede wszystkim poruszając temat rasizmu, dyskryminacji, grzechów ojców, jak i w “Wszyscy grzesznicy krwawią” fanatyzmu religijnego.
 
Czasy współczesne, schyłek lata, Wirginia, hrabstwo Charon. Od roku funkcję szeryfa miasteczka pełni czarnoskóry 36-letni Titus Crown, który wcześniej zajmował się profilowaniem i przestępczością zorganizowaną w FBI. Teraz jednak żyje spokojnie, opiekuje się ojcem, ma stałą partnerkę i cel w życiu - chce, by prawo w jego hrabstwie było sprawiedliwe, równe wobec wszystkich, białych i czarnych, biednych i bogatych. Dzisiejszy dzień jednak nie zaczyna się dobrze - kiedy szykuje się do wyjścia dostaje wezwanie przez radio o strzelaninie w okolicznym liceum… Gdy dociera na miejsce wraz ze swoimi zastępcami, zastaje tam panikującą młodzież i strzelca, nastolatka, który w jednej ręce trzyma strzelbę, w drugiej maskę wilka… Wygląda na to, że zastrzelił tylko jednego nauczyciela, ale dlaczego? Niestety sprawca im tego nie powie, bo i on traci tego dnia życie. A to dopiero początek koszmaru, który zalegnie nad Charon, jak i samym Titusem…
“Charon jest moim sercem i domem, ale wiem, że ci twardzi ludzie nie zawsze są sprawiedliwi w stosowanie przemocy.”
Książka rozpisana jest na 31 numerowanych rozdziałów, które poprzedza, nienumerowany fragment zatytułowany “hrabstwo Charon”, w którym narrator oddaje zmieniający się klimat miasteczka - no właśnie “zmieniający się”, gdyż gdzieś w środku lektury przewija się jeszcze kilka tego typu wstawek. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Titusa, którego poznajemy nie tylko poczynania, ale i pragnienia, i emocje. Styl powieści jest bardzo esencjonalny, w czasie lektury miałam wrażenie, że każde spostrzeżenie, każde dręczące emocje postaci autor uchwycił w punkt. Nie boi się dopasowywać język do potrzeb - kiedy trzeba, można wyczuć w nim delikatną poetyckość, kiedy indziej prawdziwą bezpretensjonalną dosadność. Autor nie unika też przekleństw, ale i nimi posługuje się odpowiednio. Całość wypada szczerze, konkretnie, czuć, że dla autora język jest jak plastelina, a on kształtuje go dokładnie tak, by wyrazić to, co chce.
“Zło rzadko jest skomplikowane. Jest po prostu kurewsko zuchwałe.”
A tego co chce wyrazić, jest naprawdę dużo. Najpierw jednak przyjrzyjmy się klasycznym elementom budowy powieści kryminalnej, czyli postaciom i intrydze. Kreacja Titusa bazuje na znanej charakterystyce - to prawy człowiek, który pragnie równości i sprawiedliwości w społeczeństwie. Jak na detektywa przystało, w jego przeszłości znajdziemy kilka punktów z trudnymi wspomnieniami, przejściami, których żałuje i z którymi nie potrafi się pogodzić. A jednak Titus to nie kalka, to postać z krwi i kości, która prócz żywych i bardzo realnych emocji, niesie też coś jeszcze - ten konflikt rasy, który mocno widoczny jest na Południu. Jeszcze do niedawna w hrabstwie Charon jego czarnoskórzy mieszkańcy byli traktowani przez prawo gorzej od białych - to za sprawą starego szeryfa, który, jak większość białych z tych terenów, miał uprzedzenia rasowe. Titus wkroczył więc na bardzo niepewny grunt - biali złoszczą się, bo teraz w końcu nie są traktowani ulgowo, czarni są zdziwieni, że ich własny szeryf nie przymyka na ich występki oka. I tak Titus stoi pomiędzy, atakowany raz przez jednych, raz przed drugich, nazywany czarnym szeryfem i zdrajcą swojej rasy. To naprawdę trudne zadanie zapanować nad hrabstwem w takiej sytuacji.
“Z chwilą, kiedy ogłosił, że będzie kandydował, zdecydował się na życie na ziemi niczyjej, wśród ludzi, którzy w niego wierzyli, ludzi, którzy nienawidzili go za kolor skóry, i ludzi, którzy uważali go za zdrajcę swojej rasy.”
A sytuacja się pogarsza, gdyż w liceum dochodzi do strzelaniny. Zatem prócz kwestii dyskryminacji rasowej dochodzi kolejna amerykańska bolączka - łatwy dostęp do broni i młody człowiek, który pękł. I ten bolesny, szczególnie dla amerykańskiego społeczeństwa punkt wyjścia, jest początkiem intrygi kryminalnej, która toczy się rytmem spokojnym, ale bardzo skrupulatnie zaplanowanym. To kryminał o śledztwie w sprawie seryjnego mordercy, o brutalności i przemocy, jaką trudno nam sobie wyobrazić, który jest swoistą grą między szeryfem a mordercą - który okaże się sprytniejszy, który będzie w stanie posunąć się o krok dalej? Autor osadził swoją powieść na rasowym, mrocznym kryminale, który sięga do najczarniejszych obszarów znanych ludzkości…
“Dla nas jest po prostu “podejrzanym”. (...) Z doświadczenie wiem, że jeśli nadasz tym typom przydomek, stają się mitem. I tego właśnie chcą. Tego pragną. To ich rajcuje. Ale nie są mitem. Nie są Hannibalem Lecterem, Czerwonym Johnem czy Mastermindem. Są po prostu mordercami. Nikim więcej, nikim mniej.”
Ale właśnie też tej ludzkości nie traci dzięki pozytywnemu głównemu bohaterowi, który stoi na czele prawa. Dlatego ten brud, ten mrok nie oblepia nas całkowicie, mamy te światełko, tego prawego człowieka, który jest tym, co cały czas trzyma nas na powierzchni. Choć sam ma wiele wątpliwości, starych, ciągle niezabliźnionych ran związanych zarówno z jego karierą w FBI, jak i życiem prywatnym, śmiercią swojej matki. Przez to jednak bohater jest bardzo ludzki, bardzo normalny, na pewno nie sprawia wrażenia kryminalnej kalki.
“Gwiazda na piersi kazała mu brnąć przez brud i smród, lecz nie była kotwicą. Nie musiała pociągnąć go na dno, chyba żeby tego chciał.”
Jednak sam mroczny małomiasteczkowy klimat i zbrodnia to nie wszystko. Autor pomiędzy intrygą wplótł kilka solidnych tematów, które bolą południowe, amerykańskie społeczeństwo. Przede wszystkim historia rozpoczyna się na kilka dni przed świętem konfederatów, „ojców” też ziemi, przez co w mieście pomiędzy czarnymi a białymi aż huczy - wystarczy dosłownie maciupeńka iskra, by wszystko wybuchło. W tej powieści zresztą nieraz podkreślane jest inne podejście społeczeństwa i prawa do czarnych i białych, które choć wydawałoby się, że przecież we współczesnych czasach już nie powinno mieć miejsca, dalej jednak siedzi gdzieś w świadomości. Jest więc problem rasowy, jak również i alkoholizm, i uzależnienie od narkotyków. Ale jest też i temat fanatyzmu religijnego, w który tak łatwo popaść obydwu rasom, a który zdaje się nie różnić od innych nałogów. To ojciec Titusa zmienił alkohol na kościół, ale sam Titus jest niewierzący, choć jego relacja z kościołem jest skomplikowana, czego dostajemy wyraz w kilku mocno dosadnych scenach, gdzie autor grubą kreską oddziela zwyczajną wiarę od chciwości kościoła. W tym i Polacy mogą odnaleźć coś znajomego - autor określa to obłudnym chrześcijaństwem, kiedy wierzący popierają się źle interpretowaną wiarą, tak że zamiast skupiać się na pomocy bliźnim, tylko tym nie należącym do ich kliki wszystko utrudniają.
“Flanerry O’Connor napisała, że Południe jest nawiedzone przez Chrystusa. Bo rzeczywiście jest. Jest nawiedzone przez obłudne chrześcijaństwo.”
Ostatnim punktem, na który muszę zwrócić uwagę jest małomiasteczkowość południa - hrabstwo Charon jest niewielkie, tu każdy kojarzy się choćby z widzenia. Ale i tu działają i nam znane mechanizmy - kiedy coś się dzieje, nikt nic nie widzi, a choć pomocy brak, to panuje wrogość do władzy. I separacja mieszkańców od obcych, którzy tylko w takiej sytuacji są w stanie się zjednoczyć.
“Czarni mieszkańcy Charon wsparliby siostrę próbującą rozkręcić nowy interes, sęk w tym, że akurat ta młoda dama nie pochodziła stąd. Była przyjezdną, a miejscowi nie znosili obcych twarzy. Pod tym względem czarni i biali zawsze byli zjednoczeni.”
“Wszyscy grzesznicy krwawą” to najbardziej kryminalna powieść z trzech S.A. Cosby'ego, jakie do tej pory pojawiły się na rynku polskim - tu osią jest solidna, mroczna intryga kryminalna, zgłębianie się w odmęty zła, które sprawia, że ludzie są ludźmi tylko z nazwy. Autor dobrze osadził historię na rasowym szkielecie gatunku, jednak zrobił to tak umiejętnie, tak szczerze okraszając swoim charakterystycznym stylem i tematami społecznymi, które zawsze porusza, że nie ma mowy o kalce - jest po prostu bazowanie na tym, co znane, by opowiedzieć ważną historię, dać nam kawałek południowej Ameryki w pigułce. W tej powieści wszystko ma swoje miejsce - są relacje rodzinne, partnerskie, przyjacielskie, zawodowe, jest spojrzenie na całe społeczeństwo i na pojedynczego człowieka. Nic dodać, nic ująć (no, może poza dwa czy trzema literówkami 😉). Solidne rzemiosło, świetna warstwa trudnych tematów społecznych - takie kryminały chcę czytać! Czekam na polskie tłumaczenia pozostałych dwóch książek autora!
“(...) okrucieństwo gnieżdżące się w sercach niektórych stworzeń uchodzących za ludzi.”
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Agora.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 31, 2025

"Jak umrzeć na bogato" Bella Mackie

"Jak umrzeć na bogato" Bella Mackie

Autorka: Bella Mackie
Tytuł: Jak umrzeć na bogato
Tłumaczenie: Beata Hrycak
Data premiery: 26.03.2025
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 400
Gatunek: powieść kryminalna / satyra
 
Bella Mackie na polskim rynku książki pojawiła się latem 2023 roku z powieścią “Jak zabiłam swoją rodzinę” (recenzja - klik!), która już po okładce i tytule sugerowała jak bardzo będzie to lektura przewrotna. I tak było - mocno ironiczny styl, zaskakująca zagadka kryminalna utrzymana w ramach klasyki gatunku i mocna satyra społeczna czająca się pod warstwą fabularną - to było coś świeżego, zaskakującego, coś, do czego nawet ostatnio porównywałam inne powieści (po prawie dwóch latach od premiery!). Zresztą nie tylko ja tak myślałam - książka szybko stała się bestsellerem i sprzedała się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy. Niecałe dwa lata później (dla polskiego czytelnika, bo angielski musiał czekać trzy!) autorka powróciła z powieścią numer dwa: “Jak umrzeć na bogato”. I choć książka utrzymana jest w podobnie ironicznym stylu, to autorka posunęła się jeszcze o krok dalej w swojej oryginalności…
 
Lato 2018 roku, Anglia, region Cotswolds. W Gables House, rezydencji Wisternów odbywa się impreza z okazji sześćdziesiątych urodzin głowy rodziny, Anthony’ego i jest to zdarzenie, które w świecie bogaczy ma zostać w pamięci na zawsze - żona solenizanta ma nadzieję, że stanie się to dzięki jej doskonałej organizacji i robiącego wrażenie wystroju całej ich posiadłości, dzieje się jednak inaczej… Po kolacji, gdy całe towarzystwo rozeszło się po ogrodzie, do Olivii, żony Anthony’ego podchodzi jej najmłodsza córka - podobno coś stało się przy jeziorze. Gdy docierają na miejsce, zastają widok… Anthony’ego nabitego na pal. Ten sam, który utrzymuje światło pod taflą jeziora, co dalej efekt niesamowitego podświetlenia. Teraz makabrycznego, gdyż woda jest zabarwiona krwią…
Wypadek czy morderstwo? Tego starają się dowiedzieć nie tylko detektywi i podcasterka, ale również sam Anthony, który musi przypomnieć sobie, co się tego wieczoru stało, by mógł trafić do miejsca, w którym będzie mu dane spędzić wieczność.
“Kiedy ma się dużo do stracenia, zaufanie do ludzi maleje - członkowie rodziny nie są wykluczeni z tej reguły.”
Książka podzielona jest na krótkie, kilkustronicowe, nienumerowane rozdziały, które rozpisane są na osoby, narratorów tej powieści - to Anthony, Olivia i podcasterka o nazwie profilu Tajna Agentka. Ich relacje są naprzemienne, od czasu do czasu pojawiają się również fragmenty artykułów. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego, a styl powieści jest mocno ironiczny, dopasowany do postaci, z których dwie ze względu na swój status materialny są bardzo egocentryczne. Autorka doskonale posługuje się tą formą sarkazmu, ze świetnym wyczuciem wie, jakie wady bogaczy podkreślić, by wywołać u czytelnika śmiech, ale również zmusić do refleksji. Język powieści utrzymany jest w klasyczny tonie dopasowanym do współczesnych standardów - raczej nie ma w książce przekleństw, a słownictwo jest dobrane starannie. Dobrze się to czyta!
“Powróciłem myślami do imprezy. Przyjęcia z okazji moich sześćdziesiątych urodzin, mającego pokazać mój status, sukces, moje wpływy i władzę. Żeby w taki wieczór kopnąć w kalendarz… Ale skoro status, sukcesy i władza miały mi zostać brutalnie odebrane, może to kolejny łut szczęścia. A może - zważywszy, jak wiele obecnych na przyjęciu osób szczerze i zajadle mnie nienawidziło - zostałem zamordowany. To dopiero byłoby ekscytujące.”
Historia rozpoczyna się przyjęciem, kiedy jeszcze wszyscy żyją, a zatem powinni się dobrze bawić i świętować. A jednak nie do końca tak jest - Anthony co chwilę jest nagabywany, wszyscy zdają się mieć do niego interes, co jest ładnym określeniem na to, że wszyscy chcą od niego pieniądze. Jednak Anthony to nie dobry wujaszek - odurza się na wszystkie możliwe sposoby i wyśmiewa innych, bo przecież to on jest tutaj (i w ogóle zawsze) najważniejszy. I taki pozostaje - nawet po śmierci, gdy patrzy na bliskich, obserwuje ich z własnego egocentrycznego punktu widzenia. Jednak nie tylko on ma swoje wady i skrywa brzydkie tajemnice - cała jego rodzina to zbiór egoistów, którzy dla dobrego wizerunku i pieniędzy są w stanie zrobić wszystko… a my systematycznie ich poczynania odkrywamy. Kreacje rodziny brzmią znajomo, zbudowane są przecież na stereotypach i jest to zabieg celowy, mający ośmieszyć rozpoznawalne w tych postaciach cechy.
Inna jest trzecia narratorka, młoda dziewczyna kryjąca się pod nickiem Tajna Agentka. Mieszka w tym samym miasteczku, które kiedyś było miejscem do życia zwykłych ludzi, a teraz jest mocno eksploatowane przez bogaczy. Dziewczyna nie ma łatwego życia - miała podbijać Londyn, a musiała wrócić opiekować się chorą matką. Teraz internet to jej życie, więc gdy trafia jej się materiał, który może uczynić ją rozpoznawalną w świecie podcasterów true crime, mocno się w ten projekt angażuje… A my obserwujemy jej drogę w sieci, jej walkę o większe zasięgi i to, co jest w stanie dla nich zrobić… Brzmi znajomo?
“Umowa to umowa, tak mi zawsze mówił tato. Jego lekcje życia nieodmiennie dotyczyły uczciwości, sprawiedliwości i prawości, niczego, co przydaje się w prawdziwym świecie, gdzie ludzie robią, co im się podoba, a tym musisz się zmagać z konsekwencjami ich czynów. Byłoby dla mnie lepiej, gdybym miała takiego ojca jak Anthony Wistern, który zachęca do kłamania, oszukiwania i okradania ile wlezie.”
Intryga kryminalna jest spokojna, nieco obyczajowa - przyglądamy się poczynaniom rodziny, powoli odkrywamy co działo się kluczowego wieczoru i jakie grzeszki postacie chowają za plecami, o których inni dowiedzieć się nie powinni. Tym jednak, co nadaje jej mocno oryginalny charakter, jest ten motyw nie całkiem realny, gdyż osadzony w … zaświatach, do których trafia Anthony. To coś w stylu ośrodka przejściowego w miksie z więzieniem, w którym zmarli muszą sobie przypomnieć jak zginęli i w tym celu mogą obserwować tych, którzy po nich na ziemi pozostali. Mimo iż jest to wymysł bliższy fantastyce niż kryminałowi, to jednak ma on swój cel, a dzięki ironicznemu stylowi, wcale taki zabieg nie dziwi - skoro ironizujemy, to czemu nie i o życiu po śmierci? Sama zagadka, mimo iż prowadzona tempem bardzo spokojnym, jest dobrze zbudowana, skomplikowana i zaskakująca co najmniej kilka razy. Dobrze obrazuje też emocje, jakich pełno w rodzinach, nie tylko tych bogatych…
 
Bo tak naprawdę przyglądamy się temu, jak nadmierne pragnienia mogą zniszczyć życie. Anthony i Olivia chcieli żyć na poziomie, być najlepsi, podziwiani, chcieli, by ludzie bali się ich wpływów.  Dla ich dzieci pieniądze to norma, choć czy byłyby w stanie żyć bez nich? Ich pragnienia są ukryte, jednak oczywiste jest, że w ich relacjach panują niezdrowe emocje, w końcu każdy patrzy tylko na swoje dobro. Czy to wynik wychowania w bogactwie czy wychowania po prostu? Jest też pragnienie sławy, zauważalności, na które cierpi Tajna Agentka. Coś w aktualnych czasach tak łatwo osiągalnego, prawda? Wystarczy tylko dobrze odpowiedzieć na potrzeby tłumu… Zatem interesują nas nie tylko wartości świata bogatych, które dobrze znamy już z telewizji, ale i te, które i nam są tak łatwo dostępne, możliwość, którą daje internet - każdy z nas może potencjalnie stać się kimś rozpoznawalnym. Tylko czy na pewno jest to cel, do którego warto dążyć?
“Ludzie podążają za nurtem krwawej jatki - im większa makabra, tym lepiej. Przeważnie szukają zwykłej rozrywki, wcale ich nie interesuje kwestia niesprawiedliwości; chcą tylko wypełnić przerwę na lunch czymś, co pozwoli im lepiej się poczuć we własnym życiu.”
A jednak dla bogaczy też jest osobna przegródka w tej historii – przyglądamy się czy faktycznie, jeśli ma się wystarczającą ilość pieniędzy, to można stać poza prawem? Czy te zasady, których my musimy przestrzegać, obowiązują wszystkich bez względu od grubości portfela czy jednak jest i w tym jakaś oddzielająca nas granica?
“Ludzie są tak cholernie naiwni - wydaje im się, że dzięki pieniądzom można jedynie kupować sobie ładne rzeczy. Tymczasem prawdziwą korzyścią płynącą z zamożności jest to, że zwalnia cię ona w cudowny sposób z normalnych zasad, których wszyscy inni muszą przestrzegać.”
Bella Mackie po raz drugi w sposób całkowicie przewrotny zinterpretowała powieść kryminalną, która tak naprawdę jest satyrą społeczną z wątkiem tajemnicy, zagadki kryminalnej. Kilka perspektyw, lekki styl i ironiczna przenikliwość stereotypów i wzorców społecznych jest tym, co dobrze tę powieść charakteryzuje. Dodatek w postaci wizji z życia pozagrobowego nadaje lekturze inny wymiar i niekoniecznie przekonuje, że po śmierci będzie czas na odkupienie… Autorka obnaża pragnienia, które rządzą światem od dawna, jak i od niedawna i z brutalną szczerością obrazuje ich potencjalne skutki. Poprzez osadzenie powieści wśród bogaczy daje nam zarazem dobre oderwanie od naszej rzeczywistości, ale z drugiej odsłania emocje, jakie i nami samymi mogą rządzić… ale chyba nie powinny? Przede wszystkim jest to dobra, kryminalna zabawa, ale nie zaszkodzi też przyjrzeć się bliżej wartościom postaci, których ta opowieść dotyczy.

Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskie.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 



Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 28, 2025

"Sąsiadka" Aleksandra Polańska

"Sąsiadka" Aleksandra Polańska
Autorka: Aleksandra Polańska
Tytuł: Sąsiadka
Data premiery: 19.03.2025
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 288
Gatunek: thriller psychologiczny
 
Aleksandra Polańska to młoda, polska autorka thrillerów psychologicznych. Debiutowała zimą 2023 roku książką “Kocham cię, mamo”, po rocznej przerwie wróciła z dwoma kolejnymi tytułami. W swoim najnowszym thrillerze “Sąsiadka” wraca do postaci z debiutu - tam małżeństwo Dobrzańskich grało pierwsze skrzypce powieści, w tej pojawiają się mocno epizodycznie.
Sama autorka dość solidnie odcina swoje życie zawodowe od prywatnego, w sieci nie można znaleźć jej biografii, wiadomo tylko, że jest matką dwójki dzieci.
 
Weronika Kaczmarska to 23-letnia dziewczyna, która rok temu przeżyła tragedię - w wyniku wypadku zmarł jej ojciec z czym do tej pory nie potrafi się pogodzić. Jej młode życie legło przez to w gruzach, odcięła się od wszystkich znajomych, odpuściła w nauce. Teraz w końcu zaczyna odbudowywać swoje życie na nowo, a pomagają jej w tym nieustannie wspierająca matka i jej chłopak Franek. Pomóc ma też propozycja wuja, który niespodziewanie zjawia się w ich progach - proponuje Weronice przeniesienie do jego domu w Kamieńcu Wrocławskim, który od jego rozstania z żoną stoi pusty. Teraz podobno doszło w okolicy do kilku włamań, logiczne zatem, że dobrze byłoby, gdyby ktoś w nim zamieszkał. Weronika ma na tym skorzystać - bez opłat może w końcu nauczyć się żyć sama, bez opieki matki, a i na studia, gdy rozpocznie się semestr, będzie miała bliżej… Nie zastanawiając się długo, dziewczyna pakuje kilka przydatnych rzeczy do auta i się wprowadza. I już za chwilę wita ją sąsiadka, Marcelina, która jest w podobnym do niej wieku. Dziewczyna jest dość dziwna, a to frapuje Weronikę… Zanim jednak ma szansę ją rozgryźć, ktoś ją morduje i to Weronika znajduje jej ciało, która po pierwszym szoku zaczyna snuć własne domysły na podstawie tego, co zaobserwowała w przeciągu tych kilku ostatnich dni…
 
Książka rozpisana jest na prolog, 47 krótkich rozdziałów i epilog. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie czasu przeszłego przez Weronikę, przez co czytelnik poznaje tylko jej subiektywny obraz wydarzeń. Czy możemy jej ufać? Stylistycznie książka ułożona jest prosto, język codzienny, w skrajnych sytuacjach bywa, że pojawiają się przekleństwa. Momentami dialogi wydają się brzmieć nieco sztucznie, choć myślę, że jest to konsekwencja relacji postaci.
 
Główną bohaterką, a zarazem narratorką jest Weronika. Od samego początku sugeruje nam, że w śmierci jej ojca kryje się jakaś tajemnica, nie wiemy jednak jaka - to zagadka w tle, która poza głównym szkieletem intrygi, ma za zadanie pozostawiać czytelnika w czujności, podbudować napięcie. Ta zagadka jest powodem, dla którego osobowość Weroniki jest chwiejna - cierpi na koszmary nocne, brakuje jej pewności, zdaje się też nie do końca ufać samej sobie. Ponadto to osoba bardzo młoda, a zatem reagująca impulsywnie, emocjonalnie, z tendencją do szybkiego narastania przeróżnych uczuć. Nie jest to też postać krystalicznie czysta - wydaje się mocno skupiona na sobie, a swojego chłopaka traktuje naprawdę źle…
“Drugi człowiek nigdy nie zdejmie z naszych barków całego ciężaru, ale pomoże nam go dźwigać.”
Podobnie rozchwianą bohaterką jest Marcelina, która jako żywa postać pojawia się dosłownie na chwilę. Jej zachowanie jest bardzo niekonsekwentne i zwyczajnie dziwne - jednego dnia podchodzi do Weroniki jak do najbliższej przyjaciółki, chce znać wszystkie jej sekrety, kolejnego rozmawiać w ogóle nie chce.
 
Jako że główna część historii toczy się na jednym osiedlu, to ważni są też sąsiedzi dziewczyn. I tutaj spotykamy dość szablonowe postacie: przystojnego, dobrze sytuowanego sąsiada, przemęczoną opieką na dziećmi sąsiadkę, wścibską panią z pieskiem. A jednak przez te postacie autorka stara się pokazać, że to, co każdy z nich pokazuje światu, niekoniecznie jest tym, co faktycznie dzieje się w ich domu. To dobra pożywka dla thrillera, wszyscy wydają się podejrzani…
 
Bazą intrygi kryminalnej jest oczywiście śmierć Marceliny, do której wstęp, kilka pierwszych rozdziałów budują podwaliny - to one sprawiają, że nie mamy jednego podejrzanego, a ostatnie spostrzeżenia Weroniki wplątują ją w sam środek śledztwa. Kolejne punkty fabularne wymyślone są dobrze, podejrzenia przenoszone są z jednych postaci na inne, a kilka twistów może nieźle zaskoczyć.
“Obserwowanie, że są szczęśliwi, sprawia mi potworny ból, a jednocześnie nie mogę oderwać od nich wzroku. To dla mnie takie niedostępne. Dlatego zwykli ludzie podglądają celebrytów; czują wtedy jakby byli częścią ich idealnego życia.”
A jednak było w tej powieści coś, co nie pozwalało mi się lekturą cieszyć. Myślę, że jest to wina nie do końca racjonalnego zachowania postaci oraz szybkości, w jakiej nawiązują relacje. Już sam fakt, że Weronika po kilku dniach od wprowadzenia czuje się w otoczeniu sąsiadów tak swobodnie, że nie tylko tropi mordercę, ale i zakochuje się i robi innym awantury, sprawia dość nieprawdopodobne wrażenie, szczególnie iż kilka razy jest podkreślona jej introwertyczna natura. I tak w sumie zachowuje się każda postać tej książki, przez co sama w ich relacje zwyczajnie nie umiałam uwierzyć. Coś też było w samych tych postaciach, że rozumiałam ich racji, ich decyzji i motywacji - myślę, że to po prostu brak pogłębienia spójnej kreacji psychologicznej postaci, a to jednak jest ważny element thrillera psychologicznego, czytelnik musi być w stanie odczuwać choć część tych emocji, co główny bohater czy bohaterka. Tutaj tego mi zabrakło. Na koniec padło też trochę za dużo tropów wskazujących na rozwiązanie, przez co czytelnik jest w stanie się go domyślić wcześniej od bohaterki, na czym traci element zaskoczenia.
 
Aleksandra Polańska mimo tego, iż gatunek thrillera psychologicznego nurtu domestic noir jest już dość wyeksploatowany, miała na niego pomysł. Ciekawe tropy w intrydze kryminalnej, zamknięte sąsiedztwo jak tło zdarzeń, sprawiające, że wszyscy wokół są podejrzani. A jednak zabrakło mi możliwości wczucia się w emocje postaci, a zatem odczuwania ich lęków, strachu, napięcia, czyli głównych emocji, na jakich thriller jest budowany. Dla mnie zatem książka się nie sprawdziła, widzę jednak w sposobie budowania kreacji postaci i ich relacji podobieństwa do tego, jak robi to Alicja Sinicka, która przecież na naszym rynku jest popularną autorką, nie wykluczam więc, że i “Sąsiadka” znajdzie swoich fanów. Sama doceniam pomysł autorki i mam nadzieję, że w przyszłości zadba o bardziej logiczną, realistyczną kreację psychologiczną swoich postaci - bo jest to coś, co na pewno można wypracować!
 
Moja ocena: 6/10 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Filia.



Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 27, 2025

"Jedwabna sieć" Lars Findsen, Jacob Weinreich

"Jedwabna sieć" Lars Findsen, Jacob Weinreich

Autorzy: Lars Findsen, Jacob Weinreich
Tytuł: Jedwabna sieć
Tłumaczenie: Edyta Stępkowska
Data premiery: 12.03.2025
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 464
Gatunek: thriller szpiegowski
 
“Jedwabna sieć” to pierwsza książka (i jak do tej pory jedyna, choć liczę na więcej!), jaka powstała z połączenia sił dwóch Duńczyków: Larsa Findsena i Jacoba Weinreicha. Ten pierwszy w powieść ewidentnie wniósł znajomość realiów pracy agentów specjalnych - sam był swego czasu szefem wywiadowczym służb duńskiej policji, jednak jego karierę zakończyło oskarżenie o przyczynienie się do wycieku tajemnic państwowych, a on sam trafił do więzienia - ostatecznie jednak zarzuty zostały przeciwko niemu wycofane, choć pobyt w więzieniu zaowocował książką biograficzną, która szybko zyskała status bestsellerów. Drugi z autorów - Jacob Weinreich do powieści z pewnością wniósł doświadczenie pisarskie, gdyż tworzy książki, jak i scenariusze filmowe i telewizyjne od ponad dwóch dekad, praca w duecie też nie jest mu obca, jest współautorem popularnego cyklu powieści określonych jako filozoficzne thrillery wydanych pod pseudonimem A.J. Kuzinski, którego trzy pierwsze tomy ukazały się również w Polsce.
 
Lato 2023, duńska agencja wywiadu działa na kilku frontach. W Turcji znajduje się Maja, agentka specjalna, która przy pomocy cywilnego konsultanta ma do zdobycia cenne informacje - ich misja jednak kończy się wypadkiem samochodowym, obydwoje lądują w tureckim szpitalu, a Maja jedyne o czym myśli, to pendrive z tak ciężko zdobytymi informacjami znajdujący się w kieszeni jej spodni…
W tym czasie w Danii urzędnicy biurowi pracują nad weryfikacją delegacji chińskiej, która wkrótce ma odwiedzić kraj - wydaje się, że z jakiegoś powodu jej przedstawiciele są żywo zainteresowani Grenlandią, oficjalnie jednak nie zdradzają swoich tajemnic. Choć na pewno podejrzanym wydaje się, że jeden z nich posługuje się fałszywą tożsamością… Tematem tym zajmuje się analityk Daniel, który w tym samym czasie odczuwa presję ze strony zwierzchnictwa - jego żona jest dziennikarką, która w ostatnim czasie nagrała podcast o starej, ale ciągle budzącej kontrowersje sprawie wywiadowczej, która postawiła ich agencję w złym świetle. Zwierzchnicy chcieliby, by Daniel ukrócił dalsze sezony podcastu, ale niby jak? Gdyby tego było mało, musi również postarać się o zwerbowanie dla nich chińskiego agenta, który przejdzie na ich stronę…
“(...) jeśli nie będziemy umieli zmienić toru myślenia, myśleć nowatorsko, to będziemy tkwili ciągle w tym samym miejscu. I (..) to jest groźne. Wręcz zabójcze.”
Książka rozpisana jest na trzy tytułowane części, które w sumie składają się na prolog i 106 krótkich rozdziałów rozpoczynających się od określenia miejsca akcji. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy czterech postaci (prócz prologu, w którym obserwujemy poczynania mordercy na zlecenie): Mai, jej cywilnego konsultanta, Daniela i młodej chińskiej studentki Jii. Narrator zachowuje odpowiedni balans pomiędzy opisem sytuacji, a odczuć i myśli postaci. Styl powieści jest prosty, pozbawiony ozdobników, skupiony na akcji, jednocześnie w książce nie ma przekleństw, a słownictwo jest dobrze wyważone, przez co czyta się ją bez potknięć, szybko i płynnie.
“Jak polityk, który cały czas ma świadomość, że wyborcy w każdej chwili mogą odsunąć go od władzy, miałby podejmować trafne decyzje? Przecież często decyzje rozsądne są mało popularne, a społeczeństwo potrzebuje rozsądku.”
Już pierwsze strony powieści dobrze obrazują nam z jakim rodzajem powieści szpiegowskiej mamy do czynienia: to ta, w której szpiedzy to zwyczajni ludzie, a nie superbohaterowie. Zatem mimo iż akcja prowadzona jest dynamicznie, to ogólne tempo powieści określiłabym na umiarkowane - w końcu nie liczy się sama akcja, a mamy też chwilę, by zatrzymać się na problemami prywatnymi postaci, nad ich dylematami, które wywołują u nich poczynania wywiadu. Daniel, jak i Maja, borykają się z problemami w związkach - on jest mężem z 20-letnim stażem, ojcem nastolatka, ona partnerką statecznego nauczyciela i kilkuletnią córką. I choć ich problemy mogą mieć nieco inne podłoże, to jednak to ich związki są tym, co poza pracą, przyciąga naszą uwagę. Bo przecież szpieg czy po prostu pracownik biura wywiadu, jednak nie jest nim przez dwadzieścia cztery godziny na dobę - każdy ma swoje życie prywatne, całkiem zwyczajne, co świetnie w tej powieści jej zaznaczone.
“Pomysł Isabelli, żeby wyskoczyć do Berlina, był przecież próbą ratowania sytuacji. Tyle że nie wystarczy umieć razem podróżować. Największym wyzwaniem jest codzienność.”
Ciekawie zarysowana jest też Jia, chińska studentka, która kilka miesięcy temu przyleciała do Danii na wymianę studencką. Dzięki niej poznajemy różnice w mentalności Duńczyków i Chińczyków, ich różne podejście do państwa. Jia mieszkając w Chinach nigdy nie podważała dużej ingerencji państwa w życie mieszkańców, ciągle sprawowanej kontroli, jednak po zmianie otoczenia jej spojrzenie na sytuację zaczyna się przekształcać. Powoli, nieznacznie, w końcu nadal wierna jest zasadom swojej narodowości, ma głęboko wpojoną lojalność i poczucie powinności, jednak coś zaczyna w niej kruszeć.
Z kolei Ramin, konsultant Mai, pokazuje podejście agencji do tego typu cywilnych konsultantów, a zarazem emigrantów, uchodźców arabskich. To postać mocno zdeterminowana, ale i bystra - szybko orientuje się w swojej sytuacji i zaczyna o siebie walczyć. Tylko czy tyle wystarczy, by się ocalić?
“Klasyk: tworzy się problem, aby móc stać się tym, kto go rozwiąże.”
Pierwsza połowa powieści jest trochę bardziej skupiona na wątkach obyczajowo-społecznych niż druga - ta jest już faktycznie sensacyjna, opiera się na dynamicznych akcjach, które przychodzi przeprowadzać bohaterom, ale które również prowadzone są z sensem - tu nadal nikt nie przejawia nadprzyrodzonych zdolności, wszystko przedstawione jest po ludzku, bardzo realistycznie, z sensem. Spryt szpiegów to po prostu dobra komunikacja i szybkość działania, wyszkolenie i buzująca adrenalina. Jednak zanim to dostajemy, to mamy czas, by postacie poznać, przyjrzeć się im z bliska i powoli zadzierzgnąć tę nić intrygi, która prowadzi ostatecznie do wielkiego finału. Dzięki kilku różnym bohaterom historia jest wielowątkowa, przedstawia różne aspekty działań wywiadu, jak i różne dylematy. Na politycznych i geograficznych wątkach się specjalnie nie znam, więc pod tym kątem fabuł nie ocenię, jednak jako zwyczajny czytelnik doceniam doskonałą jej realność.
“Jeśli Stany porównać o boksera, który idzie jak taran i chce każdą walkę wygrać przez nokaut, to Chiny są przebiegłym szachistą. I całkiem skutecznym.”
Siłą tej powieści wydaje się także to, że dobrze obrazuje emocje postaci. Zarówno w kreacji Daniela, jak i Mai, doświadczamy tego niezrozumienia, jakie gości w ich związkach, tego zagubienia jak żyć normalnie, prowadzić codzienne zwyczajne życie, kiedy w pracy nieustannie zderzają się z sytuacjami, które są po prostu ekstremalne, które narażają nieraz ich własne życie. Padają pytania o potrzeby swoje, a potrzeby państwa, a także o lojalność - czy ważniejsza jest ta w stosunku do ludzi czy jednak kraju? Czy dla jednego człowieka warto narażać całą operację, czy bezdusznie wpisać go w koszty uboczne? Czy kiedy kraj prosi, to trzeba prośbę zrealizować, niezależnie od prywatnych konsekwencji? Dobre tematy do refleksji, które przynoszą działania każdej z przedstawionych postaci.
“(...) rozpoznawanie i pozyskiwanie nowych źródeł dokłada ludziom z FE zarówno roboczogodzin, jak i zmarszczek. Bo jak, u licha, znaleźć odpowiednią osobę? Kiedy można mieć pewność, że upatrzony człowiek jest chętny do współpracy z duńskim wywiadem? I że informacje, które przekazuje są prawdziwe?”
“Jedwabna sieć” to powieść szpiegowska z rodzaju tych, które naprawdę cenię - tych, które nie robią ze szpiegów nadludzi, a ukazują ich jako zwyczajne jednostki borykające się ze znanymi nami problemami i wątpliwościami. Autorzy tej książce znaleźli dobry balans pomiędzy akcją i wątkami obyczajowo-społecznymi, a choć sama miałam momenty, gdy delikatnie gubiłam się w zależnościach politycznych, ukrytych motywacjach różnych krajów, to bardzo zżyłam się z głównymi bohaterami, zrozumiałam ich położenie i trzymałam kciuki, by wyszli z tej powieści cało. Mam nadzieję, że “Jedwabna sieć” okaże się początkiem całej serii, z przyjemnością spotkałabym się ponownie z Danielem, Mają i może również Raminem i Jią?
 
Moja ocena: 7,5/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Sonia Draga.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

marca 26, 2025

"Sekrety nigdy nie umierają" Vincent Ralph

"Sekrety nigdy nie umierają" Vincent Ralph

Autor: Vincent Ralph
Tytuł: Sekrety nigdy nie umierają
Tłumaczenie: Agnieszka Jacewicz
Data premiery: 11.03.2025
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 376
Gatunek: thriller YA (młodzieżowy)
 
“Sekrety nigdy nie umierają” to pierwszy thriller dla młodzieży autorstwa Vincenta Ralpha, jaki ukazał się w Polsce, jednak w anglojęzycznym dorobku autora jest już tytułem trzecim z czterech, jakie do tej pory napisał. Jego książki cieszą się popularnością, każda z nich osiągnęła status bestsellera i chwalone są za dobrze budowane napięcie, a sam autor otrzymał nominację do Edgar Award.
 
Małe miasteczko Hayschurch, z którego nikt nigdy nie wyjeżdża, Halloween. Paczka nastoletnich przyjaciół: Sam, Haran, Nik, Elisha i Lauren jak co roku w środku okazjonalnej imprezy wymykają się do lasu, do Chaty Cieni, na swoisty rytuał, który pozwala im zrzucić brzemię swoich najgorszych sekretów na cały kolejny rok. Tym razem jednak nie przebiega on po ich myśli - w czasie, gdy Sam w środku chaty uwalnia się od swoich sekretów, w lesie ktoś przerażająco krzyczy. Spanikowane nastolatki rozbiegają się w las, jednak nikogo nie znajdują. Kiedy wracają pod chatę, widzą, że została ona obrzucona skorupkami jajek pełnych krwi… Na razie wolą przyjąć bezpieczne założenie, że to po prostu halloweenowy psikus, jednak tej samej nocy okazuje się, że może być to coś dużo bardziej niebezpiecznego… Ktoś wysyła im wiadomości w ilości podchodzącej pod nękanie, a co gorsza - twierdzi, że zna każdy jeden sekret, który w chacie wypowiedzieli. Jak to możliwe? Kim jest nadawca tych wiadomości i czego tak naprawdę od nich chce?
“(...) sekrety potrafią zmartwychwstać, bez względu na to, jak głęboko zostały pogrzebane.”
Książka rozpisana jest na bardzo króciutkie tytułowane, ale nienumerowane rozdziały. W większości akcja toczy się w porządku chronologicznym, w przeciągu kilku, może kilkunastu dni, zaledwie jeden fragment sięga w przeszłość. Narracja prowadzona jest pierwszej osobie czasu teraźniejszego przez Sama, a zatem świat przedstawiony odbieramy jego oczyma i poprzez jego emocje. Styl powieści jest dopasowany do współczesnych standardów, choć język, jakim posługują się postacie, jest raczej uniwersalny, sformułowanie typowe dla nastolatków pojawiają się rzadko. Tym, co warte podkreślenia, to fakt, że książka oswaja z różnego rodzaju zaimkami osobowymi, są więc i te przypisane do osób niebinarnych, choć wybór zaimka jest dość niespotykany - “jejmu”, zamiast “jeno” bądź “jenu”. Możliwe jednak, że jest to następstwo wyrazu angielskiego.
“Za dnia wszystko wygląda zupełnie inaczej. Zastanawiam się, co jest złudzeniem: poczucie bezpieczeństwa, kiedy świeci słońce, czy lęk w ciemnościach.”
Od razu przyznam, że “Sekrety nigdy nie umierają” to było moje pierwsze spotkanie z gatunkiem thrillera YA, więc tak naprawdę spodziewałam się mocno nastolatkowej historii. Zaskoczyło mnie więc to, jak nieznacznie różni się thriller skierowany do młodzieży od tego do dorosłego czytelnika. Autor od początku swoją powieść podszywa elementem grozy, solidnego niepokoju - to znane sztuczki: ciemny las, hałasy, niewiadoma skrywająca się w mroku, ale sprawdzają się tutaj naprawdę dobrze. Napięcie jest budowane skrupulatnie, twistów fabularnych jest sporo, a jedynie sam finał jest faktycznie do młodszego czytelnika dopasowany - dla mnie zatem był on nieco za prosty, ale doceniam jego logiczność i przesłanie. Króciutkie rozdziały dobrze przysługują się tempu akcji, a cliffhangery, jakimi część z nich się kończy, sprawiają, że trudno lekturę przerwać. Samo zakończenie zdaje się zostawiać otwartą furtkę, choć główna zagadka oczywiście zostaje rozwiązana.
“Problem w tym, że zamiast ze sobą rozmawiać, tutaj zostawialiśmy nasze sekrety. Nie powinniśmy w ogóle potrzebować takiego miejsca.”
Drugim elementem, w jakim czuć, choć nieznacznie, że jest to powieść skierowana do młodzieży, to postacie - obserwujemy poczynania 17-latków, którzy są już dorośli na tyle, że mogą prowadzić samochód, ciągle jednak znajdują się pod opieką rodziców. Każdy z nich ma rodzinę, niektórzy rodzeństwo, które starają się chronić. Tak jest w przypadku narratora, Sama, który ma młodszą, zaledwie 5-letnią siostrzyczkę Molly. Sam zresztą jest postacią nie do końca zwyczajną, gdyż jeszcze niedawno był gwiazdą serialu telewizyjnego - dopiero pożar domu sprzed 5 laty uniemożliwił mu dalszą karierę. Dzięki temu możemy się uważnie przyjrzeć oczekiwaniom, jakie rodzice stawiają przed swoimi dziećmi, jak często zdarza się im przenosić swoje pragnienia na własne potomstwo. W tym wypadku to ojciec Sama jest tym żądnym sławy, a to przesłania mu pragnienia swoich własnych dzieci. Warto też podkreślić, że w książce pojawiają się postacie o różnej tożsamości, jak i różnej orientacji, co w literaturze skierowanej do młodszego czytelnika, wydaje się punktem ważnym.
“Czasem zupełnie obce osoby piszą do mnie DM-y i wiem, jak szybko potrafią się zmienić z miłych w złośliwe. Odpowiedź otwiera nieznajomym drzwi… a ja nie ufam ludziom, których nie znam.”
No właśnie, w takiej literaturze ważne są wartości, ukierunkowanie, jakie historia sobą niesie. W tym tytule przede wszystkim skupiamy się na szczerości, na sekretach, które mogą przynieść poważne konsekwencje. Historia uświadamia, że każdy człowiek popełnia błędy niezależnie od wieku, ważne jednak jest, by ich nie zatajać, nie krzyczeć do pustej chaty, a zwyczajnie przegadać z bliskimi. Podejrzenia, przemilczenia niepotrzebnie niszczą relacje. Ponadto książka podkreśla też to, że dzieciakom wolno powiedzieć nie, kiedy widzą, że rodzic nie kieruje się ich, a swoim własnym dobrem, ich zadaniem na pewno nie jest uszczęśliwianie rodziców na siłę. Istotnym elementem jest także inność i dyskryminacja, a nawet prześladowanie innych właśnie dlatego, że są inni - i tu znowu poznajemy tego konsekwencje.
“(...) wiem, jak działa poczucie winy. Mam świadomość, co potrafi zrobić z człowiekiem, kiedy dźwiga się je samotnie.”
Przyznam, że “Sekrety nigdy nie umierają” mnie zaskoczyły, okazały się dojrzalszą lekturą niż sama po określeniu thriller YA zakładałam. Dla mnie była to lektura lekka, niezobowiązująca, ale całkiem ciekawa, naprawdę wciągnęłam się w zagwozdkę, kto za tajemniczymi wiadomościami stoi. Dla dorosłego czytelnika rozwiązanie może być nieco za mało pogłębione, myślę jednak, że gusta młodszych czytelników ma szansę zadowolić. Podoba mi się też to, co ta powieść promuje, a co zdaje się naprawdę ważne do podkreślania i przypominania w świecie młodych ludzi - każdemu z nas zdarza się zrobić coś nie do końca dobrego, jednak robienie z tego tajemnicy to najgorsze rozwiązanie z możliwych. Wszystko łatwiej można rozwiązać poprzez szczerość i rozmowę.
“Nie powinniście pukać do drzwi obcych ludzi. Nigdy nie wiadomo, kto wam otworzy.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!