grudnia 31, 2025

Podsumowanie roku 2025

Podsumowanie roku 2025
Już od siedmiu lat ostatni dzień roku spędzam dokładnie tak samo - na tworzeniu czytelniczego podsumowania ostatnich dwunastu miesięcy, na liczeniu i wyłanianiu najlepszych z najlepszych - tych tytułów, które w danych roku zachwyciły mnie najmocniej. Nie inaczej jest dzisiaj! Jaki był ten mijający właśnie rok 2025? Intensywny, rok spędzony w książkach, rok w sieci, w czasie którego opowiadałam Wam o naprawdę ogromnej liczbie ciekawych powieści! Czasami ilość pracy wymagała skrócenia godzin snu, czasami rezygnacji z prywatnych aktywności, ale czuję, że było warto - w tym roku daliście mi pewność, że to, co na Kryminale na talerzu robię, ma sens. Zaczęło się już z początkiem roku, kiedy premiery wystartowały już w pierwszej połowie stycznia, a ja skracałam oczekiwane wolne. Później już tylko wszystko nabierało rozpędu - Kryminał na talerzu w kategorii Blog zdobył piąte miejsce w rankingu opowiemci.pl Honorujemy twórców i został zaproszony do ambasadorowania serii grozy Wydawnictwa Muza, zaczęliśmy serię maratonów czytelniczych, były przeróżne wywiady i okołoksiążkowe spotkania i wyjazdy. Stałe współprace, patronaty i codzienny kontakt z moimi odbiorcami na kilku platformach zapewniły mi ciągłe zajęcie, co mocno doceniam i dziękuję każdemu, kto do tego się przyczynił! Rok 2025 zapisuję w pamięci jako rok całkowicie czytelniczy, rok spędzony na rozwoju Kryminału na talerzu! 

O tym, co się działo, co udało się osiągnąć, mówić więcej będziemy już z początkiem lutego, gdy Kryminał na talerzu świętować będzie kolejne urodziny, dzisiaj tradycyjnie skupmy się na książkach! Rok 2025 kończę wynikiem 228 książek! 60 z nich poznałam w formie audiobooków, 20 to książki czytane ponownie (tak zwany rereading): większość z nich to moje tegoroczne patronaty, były jednak i takie książki, które kiedyś już czytałam, a które wcześniej nie doczekały się recenzji na blogu. 25 książek to były propozycje patronackie lub książki do recenzji wewnętrznych, których również w tym roku kilka napisałam. To niesamowite przeżycie móc dołożyć swoją cegiełkę do decyzji wydawnictwa, czy jakaś książka faktycznie zostanie wydana! Łączny wynik daje mi rekord życiowy - tylu książek w przeciągu jednego roku jeszcze nigdy nie przeczytałam! Na szczęście dzisiejsze wyłanianie tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie, poszło przyjemnie gładko! To oczywiście nie znaczy, że niewiele było dobrych - wręcz przeciwnie, co ładnie będzie widać w kończącym ten post zestawieniu ocen. Ale najpierw o tym, co najważniejsze, czyli moje TOP roku 2025! 


Książka roku 2025

TOP3

TOP10 (kolejność według czytania)

Dodatek do TOP roku 2025 z czytania ponownego:

Patronaty, rekomendacje, opieka ambasadorska:

Opieka ambasadorska:


Odkrycie roku 2025:

A teraz rok 2025 w liczbach!
Ocenę 10/10 nie otrzymała żadna książka!
Ocenę 9/10 otrzymały 2 książki: „Adwokat diabła” S. Cavanagh i „Gołogorze” M. Siembieda
Ocenę 8,5/10 otrzymało 8 książek: "Wściekłość" M. Fallwickl, "Zaledwie moment" L. Moriarty, "Trzynaście" S. Cavanagh, "Rytuał" W. Chmielarz, "Motyw" M. Starosta, "Diabeł i pani Davenport" P. Kennedy, "Ballada o miłości" L. Riley, "Efekt pandy" M. Kisiel
Ocenę 8/10 otrzymało 65 książek (Po tytuły odsyłam na mój profil na lubimyczytac.pl, tyczy się to wszystkich poniższych ocen - klik!)
Ocenę 7,5/10 otrzymało 46 książek!
Ocenę 7/10 otrzymało 66 książek!
Ocenę 6,5/10 otrzymało 5 książek!
Ocenę 6/10 otrzymało 10 książek!
Ocenę 5/10 nie otrzymała żadna książka!
Ocenę 4/10 nie otrzymała żadna książka!
Ocenę 3/10 nie otrzymała żadna książka!
Ocenę 2/10 nie otrzymała żadna książka!
Ocenę 1/10 nie otrzymała żadna książka!

Mam nadzieję, że moje rekomendacje i recenzje pozwoliły Wam w tej ogromnej ilości wydawanej w tym roku książek wybrać takie, które miały największe szanse przypaść Waszym gustom czytelniczym! W końcu Kryminał na talerzu po to istnieje - bo opowiadać Wam o książkach tak, żebyście mogli nie tylko poznać tytuły, o których nie słyszeliście, ale także dzięki szczegółowym recenzjom móc ocenić jak duże szanse ma tytuł, by i w Waszych oczach wypaść pozytywnie! Mam nadzieję, że właśnie w tym w roku 2025 Wam pomogłam! 

Na rok 2026 życzę nam wszystkim samych dobrych książek, żeby nikt z nas nie marnował tak cennego czasu na te, które po prostu nam się nie podobają! Pamiętajcie - nic złego się nie dzieje, jeśli macie chęć książkę niedokończoną odłożyć, w końcu czytanie to przede wszystkim dobra zabawa! I liczę, że to właśnie w tym w nowym roku Wam pomogę - w wyborze lektur, które przynoszą dobre wartości i fajną rozrywkę! Bo tak, i kryminały mogą wnosić być mądre i wartościowe! Takich książek Wam i sobie życzę! I czasu na lekturę bez względu na formę zapoznania się z książką!

Szczęśliwego i zaczytanego roku 2025!


Podsumowania poprzednich lat znajdziecie tu:

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 18, 2025

Kilka pytań do... Heleny Dixon, autorki "Zbrodni i rubinu"

Kilka pytań do... Heleny Dixon, autorki "Zbrodni i rubinu"

Skąd u autorki powieści romantycznych zamiłowanie do zagadek kryminalnych, czy seria Tajemnice Panny Underhay to faktycznie dobry start do zapoznania się z twórczością Heleny Dixon, dlaczego to właśnie w latach 30-tych osadzona jest akcja tych książek i jak dużą rolę  odgrywa w nich to, co kładło się wtedy na talerzach, czym ich główna bohaterka różni się od swoich rówieśniczek i jak wiele tomów jej przygód autorka planuje?

Zapraszam na krótką rozmowę z Heleną Dixon!

Copyright © Helena Dixon
Helena Dixon notka biograficzna:
W swoich powieściach wykorzystuje elementy historii z subtelną atmosferą tajemnicy. Autorka Jest dwukrotną laureatką prestiżowej nagrody Love Story of the Year przyznawanej przez Romantic Novelists' Association (RNA).

Kryminał na talerzu: Musiało upłynąć prawie dwadzieścia lat, ogromna liczba napisanych książek, w tym aż ponad dwadzieścia z samą Kitty Underhay, by w końcu Pani nazwisko ukazało się na polskim rynku. Jakie to budzi w Pani emocje?

Helena Dixon: Jestem ogromnie podekscytowana faktem, że seria z Kitty została przetłumaczona na język polski. Kiedy mieszkałam w Black Country, znajdowała się tam duża polska społeczność i wielu moich przyjaciół było z nią powiązanych. Wiem, że oni wszyscy bardzo się cieszą z tego tłumaczenia, a to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Muszę też dodać, że polska okładka jest przepiękna!


Czy uważa Pani, że seria z Kitty to dobry wybór na zapoznanie polskiego czytelnika z Pani twórczością literacką?

Myślę, że tak. Zagadki kryminalne w tej serii tworzą dobre łamigłówki, a postacie w serii występujące to typy ludzi, które znamy z własnego życia, jak i relacje ich łączące. Jeśli ktoś lubi klasyczne powieści detektywistyczne osadzone w latach 30., to zdecydowanie jest to seria dla niego.


Seria z Kitty osadzona jest na kanwie powieści detektywistycznych nawiązujących do klasyki i, z tego co znalazłam w Pani biografii, tom pierwszy był Pani pierwszą próbą z tym gatunkiem. Dlaczego właśnie w te ramy ubrała Pani przygody Kitty i jak tą pierwszą próbę, czyli tworzenie tomu pierwszego, Pani wspomina?

Pomysł na „Zbrodnię i rubin” nosiłam w sobie przez długi czas. Wcześniej pisałam romanse, ale w wielu moich książkach pojawiał się również wątek kryminalny. Mój ojciec był emerytowanym głównym inspektorem policji, a mój brat ukończył historię – wszystkie te elementy jakby naturalnie połączyły się, dając życie Kitty i Mattowi. Uwielbiam zagadki i tajemnice, dlatego pisanie takich książek jest dla mnie prawdziwą przyjemnością.


Mamy kryminał, ale nie da się nie zauważyć, że jednak wątek romantyczny też w historii Kitty się pojawia – nie umiała Pani z niego zrezygnować? A może powód jego pojawienia się w tej serii jest inny?

Myślę, że w przypadku młodej kobiety, żyjącej w latach 30. XX wieku, brak motywu romantycznego byłby wręcz dziwny. Pisałam wcześniej romanse, a Matt to bardzo interesująca postać – starszy od Kitty, bardziej doświadczony przez życie, ale jednocześnie naznaczony swoją przeszłością. Kolejne tomy serii rozciągają się dalej w lata 30., więc relacja między nimi rozwija się stopniowo, podobnie jak i inne postacie, które spotykamy ponownie w różnych momentach ich życia.


Przygody Kitty rozpoczynają się wraz z rozpoczęciem lata 1933 roku. Dlaczego właśnie wtedy, czy ten rok ma jakieś specjalnie znaczenie?

Rok 1933 i lata mu najbliższe były niezwykle interesujące. W Stanach Zjednoczonych zakończyła się prohibicja, a beztroskie czasy flapperek* zaczęły przemijać. Był to ostatni wielki rozkwit angielskich posiadłości ziemskich. Na arenie międzynarodowej narastały napięcia, technologia rozwijała się w zawrotnym tempie, a blizny po I wojnie światowej wciąż były widoczne, choć zaczynały blednąć. Istniały ogromne kontrasty między bogatymi a biednymi, a społeczeństwo stawało się coraz bardziej mobilne. Coraz wyraźniej zaznaczały się też prawa kobiet. Kitty – młoda, nowoczesna jak na swoje czasy kobieta, prowadząca własny biznes i poruszająca się pomiędzy różnymi warstwami społecznymi – jest wspaniałą bohaterką do opisania.
* subkultura nowoczesnych kobiet lat 20. XX wieku


Czasy międzywojenne pod kątem tego, co w społeczeństwie było akceptowalne, różnią się znacząco od naszych czasów współczesnych między innymi w tym, co kobietom było wolno, a czego nie. Jak w to wpisują się Pani bohaterki? W końcu Kitty wcale nie wygląda, by rozglądała się za potencjalnym mężem, a jej babcia nie siedzi w domu, a prowadzi hotel, więc obydwie chyba nie do końca wpisują się w to, jak w tamtych czasach były postrzegane kobiety?

Pod wieloma względami Kitty ma znacznie więcej swobody niż jej rówieśniczki. Ma własne pieniądze i hotel, ale mimo to musi podporządkowywać się społecznym normom dotyczącym zachowania, jeśli chce zachować szacunek i niezależność – nawet jeśli bardzo ją to irytuje. Kiedy po raz pierwszy spotyka Matta, wyczuwamy, że życie zaczyna ją dusić: pragnie przygody, choć nie do końca wie, jak po nią sięgnąć ani czy starczy jej odwagi, gdy pojawi się taka możliwość.


Mamy rok 1933, hotel, musi też więc być i jedzenie – nie ukrywam, że to moja druga miłość obok powieści kryminalnych. Jak duży research musiała Pani w tym temacie przeprowadzić, jak bardzo to, co jedzono w Anglii w 1933 roku różni się od tego, co je się teraz?

Uwielbiam historię społeczną, a w latach 30., przynajmniej w niektórych kręgach, nadal obowiązywały ścisłe zasady dotyczące jedzenia. Popołudniowa herbata, kolacje składające się z wielu dań i wina, koktajle! Dla uboższych warstw społeczeństwa – a było ich bardzo wiele po Wielkim Kryzysie – życie wyglądało zupełnie inaczej i to staram się pokazywać w książkach. Moja babcia była znakomitą kucharką, ale wiele potraw, które przygotowywała, dziś nie są już znane, a w niektórych przypadkach trudno nawet pomyśleć o zjedzeniu czegoś takiego. Pamiętam z dzieciństwa, jak gotowała świński łeb, oddzielała mięso, a następnie prasowała je pod jakiś ciężarem, by zrobić wkład do kanapek


Kitty na Pani rodzinnym rynku narodziła się sześć lat temu, teraz seria z jej przygodami liczy już dwadzieścia jeden, zaraz dwadzieścia dwa tomy. Zauważyłam też, że w tym roku rozpoczęła Pani inną serię cozy mystery, co więc dalej z Kitty? Czy ta seria już zbliża się do końca?

Uważam, że każda seria powinna mieć swój naturalny koniec i zależy mi na tym, by zamknąć ją w momencie, który będzie do tego właściwy i pozwoli utrzymać jej jakość – to naprawdę jest dla mnie bardzo ważne. Na szczęście mam jeszcze kilka tomów serii z Kitty do napisania, zanim to nastąpi! Moja druga seria, The Secret Detective Agency, osadzona jest w czasie II wojny światowej, a Jane i Arthur to zupełnie inni od Kitty bohaterowie.


Na zakończenie naszej rozmowy czy jest coś, co chciałaby Pani właśnie teraz przekazać polskim czytelnikom? W końcu debiutuje się na rynku tylko raz! 

Bardzo dziękuję za wydanie Kitty w Polsce. Mam ogromną nadzieję, że spodoba się Wam jej postać oraz pełne emocji przygody i zagadki, których rozwiązania się podejmuje.


Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów w karierze pisarskiej!

Wywiad przeprowadzony w ramach współpracy z Wydawnictwem Mando.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 15, 2025

"Naznaczony" Robert Galbraith

"Naznaczony" Robert Galbraith

Autor: Robert Galbraith
Tytuł: Naznaczony
Cykl: Cormoran Strike, tom 8
Tłumaczenie: Anna Gralak
Data premiery: 26.11.2026
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 944
Gatunek: kryminał
 
Pod pseudonimem Robert Galbraith kryje się jedna z najpopularniejszych autorek świata - matka Harry’ego Pottera, J.K. Rowling. Jako Robert wydaje książki od 2013 roku, a każda podpisana tym nazwiskiem należy do serii z prywatnym detektywem Cormoranem Strikiem. Początkowo autorka przyjmując męski pseudonim chciała sobie zapewnić nowy start, sprawdzić jak odnajdzie się w powieści skierowanej do dorosłego czytelnika, w innym gatunku, w którym tworzyła do tej pory, jednak jej prawdziwa tożsamość szybko została odkryta. Nie zmieniło to jednak odbioru serii - autorka świetnie sprawdziła się w kryminale, seria, choć całkiem inna, jest równie wciągająca co ta o Harry’m Potterze. Z informacji podanych na stronie samej Rowling wynika, że w całości tomów ma być dziesięć, aktualnie niedawno na naszym rynku pojawił się ósmy pt. “Naznaczony”. Zaznaczyć też trzeba, że polski czytelnik od samego początku publikacji serii na tłumaczenie nie musi czekać długo - od tomu pierwszego wydaje ją Wydawnictwo Dolnośląskie, które dostarcza czytelnikom tomy w przeciągu kilku miesięcy od premiery anglojęzycznej. Poza językiem polskim, tłumaczona jest na ponad czterdzieści innych języków, wydawana w ponad 50 krajach, a sprzedany nakład już dawno przekroczył 20 milionów egzemplarzy. Seria doczekała się też ekranizacji w postaci serialu (dostępny na HBO), który jest wierny oryginałowi.
 
Listopad 2016 rok, Londyn. Agencja detektywistyczna Strike i Ellacott radzi sobie całkiem nieźle, Cormoran i Robin na brak klientów narzekać nie mogą, tak naprawdę zajęci są cały czas, a lista oczekujących jest długa. Teraz Cormoran jest właśnie z drodze do nowej klientki, która koniecznie chciała się z nim spotkać we własnym domu. Na miejscu okazuje się, że miała powód - ukrywa przed światem, że właśnie urodziła dziecko, a od agencji chce potwierdzenia, że niezidentyfikowana ofiara morderstwa ze skarbca z masońskiego sklepu ze srebrem sprzed kilku miesięcy, to jej partner, który zniknął niewiele wcześniej. Sprawa jest dziwna, a klientka ma powiązania z rodziną byłej partnerki Cormorana, więc detektyw jest jej początkowo niechętny. Jednak dochodząc do wniosku, że kobieta jest tak zdesperowana, że po jego odmowie zleci to i tak komuś innego, decyduje się przyjąć zlecenie - w końcu on i Robin na pewno zbadają sprawę najlepiej jak potrafią. No właśnie, a gdzie jest Robin? Twierdzi, że leży chora w domu, a tak naprawdę właśnie trafiła do szpitala…
 
Książka rozpisana jest na dziesięć części i epilog. Części dzielą się na kilkustronicowe rozdziały pisane z perspektywy naprzemiennej Cormorana i Robin, w sumie jest ich 127. Zarówno części, jak i rozdziały otwierane są cytatem, źródeł jest kilka - często pojawia się Robert Browning, John Oxenham i Albert Pike, z których wybrane fragmenty dotyczą masonerii, srebra bądź uczuć, jakie w tym tomie narastają pomiędzy postaciami. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z perspektywy Robin i Cormorana, narrator oddaje zarówno zdarzenia, jak i emocje, myśli postaci. Styl powieści jest bardzo swobodny, dzięki czemu książkę czyta się z lekkością, a język w dialogach jest odpowiednio dopasowany do osób rozmawiających - inaczej brzmią rozmowy ze świadkami, a inaczej rozmowy z personelem agencji. Poprzez język i sposób ich użycia autorka przekazuje wiele - już na tym poziomie ujawnia pewne cechy charakterów postaci. Przekleństwa pojawiają się okazyjnie, jednak i one najczęściej są elementem ich kreacji. Autorka dobrze wyczuwa też balans pomiędzy dialogami a fragmentami opisowymi, dzięki czemu zaciekawienie czytelnika utrzymane jest ciągle na wysokim poziomie. Momentami może i pojawiają się jakieś powtórzenia, jednak nie są za częste i podejrzewam, że przy lekturze rozłożonej na kilka dni będą raczej niezauważalne. Oczywiście cliffhangery też znacząco przyczyniają się do tego, że zasada “jeszcze tylko jeden rozdział…” sprawdza się tu znakomicie!
“Była osobą, która wytrzymywała do końca, nawet gdy tę lojalność uznawano za nierozsądną.”
Sama intryga “Naznaczonego” jest wielowątkowa - opiera się o sprawę morderstwa, w którym kandydatów na ofiarę jest kilku, a sposób jego popełnienia jest niejasny. To dobra baza do rozbudowanego kryminału, od początku oferuje kilka ścieżek, którymi może pójść śledztwo, ścieżek mocno od siebie różnych: poruszamy się w różnych środowiskach, różnych miejscach i różnej tematyce. Tą, która dominuje jest masoneria, bo to w sklepie, w którym sprzedawane jest srebro pochodzenia wolnomularskiego doszło do przestępstwa - brutalnego morderstwa, ale i też rabunku nowej dostawy produktów. Przyznam, że sama nieco obawiałam się takiej tematyki, ale niepotrzebnie - autorka temat przedstawia prosto wyjaśniając kluczowe zagadnienia i zasady panujące w tej organizacji, ale nie robi z tego historii fanatycznej. Śledztwo, które Strike i Robin prowadzą, oparte jest o klasyczne zasady gatunku, nie ma więc dziko pędzącej akcji i rozlewu krwi, a jest po prostu dobra zagadka rozwiązywana za pomocą różnie zdobywanych informacji i dedukcji. Warto też zaznaczyć, że autorka stara się dobrze oddać tło pracy detektywów - obok sprawy morderstwa ze skarbca, Strike, Robin i ich współpracownicy prowadzą jeszcze kilka równoległych śledztw, z których większość to to, czym na ogół zajmują się detektywi - śledzenie zdradzanych małżonków czy szukanie brudów na najbliższych.
“Wielkim nieszczęściem tchórza jest to, że wszędzie widzi niebezpieczeństwo, a snoba, że ciągle nie docenia tych, których uważa za gorszych od siebie.”
Mimo objętości książki i wielowątkowości śledztwa sprawa prowadzona jest logicznie i ciekawie. Czytelnik w żadnym momencie się nie gubi w wielości postaci i wątków, a tempo akcji jest umiarkowane i stałe. Cliffhangery i twisty fabularne rozmieszczone są bardzo umiejętnie, dzięki czemu uwaga czytelnika jest  cały czas utrzymana na wysokim poziomie. Zakończenie świetnie pasuje do całości opowieści, jest spójne zarówno z samą zagadką, jak i charakterami postaci, a rozwiązanie satysfakcjonuje.
“Użalanie się nad sobą Strike uważał za nieuzasadnione marnowanie czasu, (...).”
Poza samą intrygą w powieści równie ważne są prywatne relacje głównych bohaterów - dlatego zachęcam do zapoznawania się z serią po kolei, mimo tego, że każdy tom przedstawia osobną zagadkę kryminalną. Ta jednak jest zawsze bardzo ściśle połączona z relacją Strike’a i Robin, którzy od początku krążą wokół siebie raz przyciągając, raz odpychając. I choć w teorii brzmi to trochę jak telenowela, to w praktyce autorka tak świetnie oddaje dylematy i charaktery postaci, że mimo wzbudzania nieraz bardzo burzliwych emocji, ich zachowania są uzasadnione, a zatem dla czytelnika w jakimś stopniu zrozumiałe. Dzięki temu ta chemia, te przyciąganie, mimo rozłożenia na już osiem tomów, nadal działa i nadal wzbudza tyle emocji.
“Nie mogła powiedzieć prawdy ludziom, którzy ją ponoć kochali, ponieważ oni nie chcieli prawdy, chcieli, by była osobą, której kłamstwa nie są kłamstwami.”
Oczywiście w każdym tomie postacie ulegają subtelnej przemianie. W “Naznaczonym” Strike w końcu dojrzewa do tego, by wyznać Robin to, co czuje, choć podchodzi do tego na swój charakterystyczny, ciągle jeszcze dość szczeniacki sposób. Robin z kolei nadal walczy z tym, kim się stała po tragedii, której doświadczyła w latach nastoletnich - praca w agencji umocniła ją na tyle, że zaczyna nabierać kolorów i myśleć o sobie, jednak ciągle nie na tyle, by stawiać samą siebie na miejscu pierwszym. Ich charaktery zbudowane są na zasadzie kontrastu, więc współdziałanie powoduje nieraz emocje wybuchowe. A jednak jako para wspólników działają doskonale.
“Jak na takiego bystrego mężczyznę potrafisz być naprawdę tępy (...).”
Oczywiście Galbraith porusza w swojej powieści kilka ciekawych tematów, przede wszystkim ukierunkowanych na perspektywę kobiet: problemy Robin zdają się przodować, pojawia się temat instynktu macierzyńskiego, wtłaczania kobiet w ramy, w jakich chce nas widzieć społeczeństwo. Autorka zwraca dużą uwagę na różnice w traktowaniu płci i to nie tylko w stosunku kobiety-mężczyźni, ale też i kobiety-kobiety, mężczyźni-mężczyźni. Mnie jednak najmocniej ciągle uderzało to, że choć Robin jest współwłaścicielką agencji, to jednak przez wszystkich to ciągle Strike traktowany jest jako ten decyzyjny. Czyż nie ma to odzwierciedlenia w naszej rzeczywistości? Niestety, ma!
“Robin przypomniała sobie, że miliony mężczyzn, a wśród nich Murphy, jej ojciec i bracia, nie są zdeprawowanymi, brutalnymi sadystami, lecz porządnymi ludźmi. Problem polegał na tym, że dobrzy i porządni mężczyźni rzadko pojawiali się w sprawach kryminalnych. Jej praca, wiedziała o tym, groziła wypaczeniem światopoglądu (...).”
Choć początkowo dziewięćset stron “Naznaczonego” może zaskakiwać i zastanawiać (czy na pewno nie będzie się wlec i nudzić?), to jednak szybko okazuje się, że każda jedna strona jest w pełni wykorzystana, by oddać świetną, spójną i współgrającą ze sobą historię, w której zagadka kryminalna nierozerwalnie związana jest z prywatnym życiem postaci. Ta pierwsza toczy się wieloma różnymi ścieżkami, z których każda jest inna, ale równie ciekawa. Wątek masonerii, wątek lekko militarny, czy nieco bardziej małomiasteczkowy, a także i ten oparty na życiu wyższych sfer świetnie się ze sobą przeplatają, grając na ciekawości czytelnika. A jednak tym, co wywołuje największe emocje, są same postacie i ich relacje - wzruszenie, złość, irytacja, przyjemność, rozczulenie - to wszystko tu jest, to wszystko sprawia, że mimo skrajności powieść i jej bohaterzy nie są nam obojętni, a stają się wręcz bliscy, bo nie tylko doświadczamy tego, co w danym momencie czują, ale rozumiemy skąd biorą się ich emocje - czasami dziecinne, czasami głupie, ale przecież cały czas tak bardzo ludzkie. Przyznam, że nie zauważyłam, kiedy mi te lektura zleciała i cóż… znowu czekam na kolejny tom!
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Dolnośląskim.


Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 12, 2025

"Łabędź i nietoperz" Keigo Higashino

"Łabędź i nietoperz" Keigo Higashino

Autor: Keigo Higashino
Tytuł: Łabędź i nietoperz
Tłumaczenie: Andrzej Świrkowski
Data premiery: 26.11.2025
Wydawnictwo: Relacja
Liczba stron: 624
Gatunek: powieść kryminalna
 
Keigo Higashino na rynku japońskim, ba! azjatyckim znany jest od wielu lat. Zaczął tworzyć już w latach 80-tych XX wieku, szybko został doceniony, szybko mógł poświęcić się tylko i wyłącznie pisaniu. Wcześniej pracował jako inżynier, a ten zmysł matematyczno-logiczny bardzo dobrze widać w jego powieściach, które za każdym razem sięgają list bestsellerów, a wiele z nich zostało zekranizowanych. Gatunkowo przede wszystkim trzyma się powieści kryminalnych, jednak od czasu do czasu zdarza mu się sięgać po coś innego, jak np. science fiction, powieść obyczajową czy sensację. Na koncie ma kilkadziesiąt tytułów.
Na polskim rynku jednak sytuacja jego powieści wygląda inaczej. Po raz pierwszy pojawił się w 2018 roku z powieścią obyczajową pt. “Cuda za rogiem”, która z początkiem stycznia 2026 zostanie wydana ponownie, kryminalnie jednak to rok 2025 jest przełomowy - ukazały się aż trzy jego powieści (recenzje - klik!), z czego “Łabędź i nietoperz” to jeden z jego najnowszych tytułów na rynku rodzimym (w Japonii wydany w 2021), a polskie tłumaczenie jest jednym z przygotowanych najszybciej - na rynku anglojęzycznym książka będzie miała premierę dopiero w początkiem przyszłego roku.
 
1 listopada roku 2017. Tokijska policja dostaje zgłoszenie o źle zaparkowanym samochodzie, po dotarciu funkcjonariuszy na miejsce jednak okazuje się, że trzeba zawiadomić I Wydział Dochodzeniowy - w samochodzie, na tylnym siedzeniu leży ciało. Denat szybko zostaje zidentyfikowany jak znany prawnik, problem jednak w tym, że był to człowiek dobry, z rozmów z jego otoczeniem wynika, że nikt nie miał powodów, by nastawać na jego życie… a jednak tak się stało. Już po kilku dniach śledztwa detektywi docierają do pewnej informacji, a ta kieruje ich do nieco starszego od ofiary pana, który szybko przyznaje się do zbrodni. Jego historia powodu i czynu wydaje się spójna i logiczna… ale czy to wszystko nie za łatwo poskładało się w całość? Wkrótce okaże się, że ci, którzy ze sprawcą i ofiarą byli najbliżej, mają co do tej spójnej, pełnej wersji coraz mocniej uwierające wątpliwości…
 
Książkę otwiera spis postaci, po czym zaczyna się opowieść - ta rozpisana jest na 49 rozdziałów różnej długości. Niektóre z nich są naprawdę długie, inne liczą kilka stron, a jednak żadna z tych długości nie przeszkadza, historia jest naprawdę zajmująca. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego z kilku perspektyw: przede wszystkim policji i bliskich ofiary i sprawcy, a każdy z nich przedstawia te same wydarzenia ze swojej perspektywy - można więc dopatrzeć się powtórzeń, jednak większość z nich jest konieczna, by osiągnąć zamierzony efekt pełnego oglądu zdarzeń. Narrator ma wgląd w emocje postaci i mimo że opisuje je oszczędnie, to jednak na tyle sprawnie, że kreacje psychologiczne wydają się kompletne i pełne. Styl powieści jest oszczędny w słowach, ale uważny, a dialogi pomiędzy postaciami świetnie oddają społeczne konwenanse Japonii. Książkę czyta się bardzo łatwo, bez wysiłku.
“- (...) Przecież to wróg! Zapomniałaś już? (...)
- Wróg? O czym tym mówisz? Mordercą jest (...), jego bliscy nic nam nie zrobili.
- Może i tak, ale w sądzie jest wrogiem, przeciwnikiem.”
Intryga kryminalna oparta jest na podobnych założeniach, co wcześniejsze powieści autora - sprawca zostaje szybko ujawniony, jednak coś w opowieści się nie zgadza, trzeba więc grzebać głębiej, szukać motywów, składać przeszłość w spójną, wpływającą na teraźniejszość całość. Pojawia się wiele sekretów, tajemnic i niejasności do odkrycia, wyjaśnienia, a historia nabiera raz za razem innych kształtów. Na koniec nie może zabraknąć finalnego twistu, który zostawia czytelnika w psychologicznej rozsypce. Jednak te poczucie znajomej formy w żadnym wypadku nie wpływa na odbiór powieści. Forma jest dopracowana, a detale, które ją wypełniają, są w pełni przemyślane, oprócz kilku powtórzeń związanych ze zmianą perspektywy każdy szczegół fabularny w jakiś sposób zdaje się wpływać na resztę. Mimo więc, że książka liczy ponad 600 stron, to intryga nie nuży, a cały czas ciekawi tak samo - co kryje się w przeszłości postaci, i jak wpłynęła ona na to, co dzieje się teraz?
“Człowiek poirytowany łatwiej zdradza swe prawdziwe myśli. Wzburzeni ludzie nie umieją kłamać.”
U Higashino jednak nie tylko świetnie skonstruowana intryga jest ważna, ważne jest też to, co sobą niesie. To ta wersja psychologiczna, refleksyjna, tematy uniwersalne i społeczne, do których prowokuje. W “Łabędziu i nietoperzu” bardzo ważna jest kwestia winy i kary, ale nie tylko w ujęciu samego sprawcy, a przede wszystkim jego rodziny. Bo tu sprawca siedzi w areszcie i z nikim prócz prawnika nie rozmawia, a ci, których obserwujemy, to jego rodzina i rodzina ofiary. W jaki sposób morderstwo na nich wpływa? Autor z precyzją przedstawia reakcje społeczności, która niezależnie od kraju, w jakim taka sytuacja ma miejsce, winę przenosi na tych, którzy są dla niej osiągalni - czyli na najbliższych. Ale tak naprawdę dlaczego? Czy żona, mąż, dziecko odpowiadają za to, co robi ich mąż, żona, ojciec? A jednak te piętno mimo braku winy odbija się na nich dosadnie, niszczy życia, które już i tak obciążone są zagubieniem w nagle zmienionej rzeczywistości.
“Wyjechałyśmy po cichu, by w końcu dotrzeć do tego miejsca, zmuszone żyć skromnie, tak by nie zwracać niczyjej uwagi. Ale ludzi nikczemnych nigdzie nie brakuje. Sprawdzą sobie to i owo, rozpuszczą nienawistne plotki i gdy już człowiek myśli, że znalazł sobie tę odrobinę szczęścia, biorą i niszczą…”
Bo mimo że się nie zawiniło, to jak przestać myśleć o tym, że na co dzień nic się nie dostrzegło? Ludzki umysł nie chce przecież dopuścić myśli, że nie było żadnych znaków… Autor doskonale przedstawia ten naprawdę złożony i zagmatwany psychologicznie temat, mocno daje do myślenia o karze, która nie powinna, a jednak automatycznie przechodzi na kolejne pokolenia.
“Jasne, że wina nie leży po stronie rodziny. (...) byłoby wręcz absurdem wymagać, by dzieci miały ponosić karę za przestępstwo popełnione przez któregoś z rodziców.”
A skoro jest wina i kara, to musi być też i wymiar sprawiedliwości. W pewnym momencie historia nabiera kształtów spokojnego thrillera prawniczego, w którym przygotowanie do procesu, dowody zebrane przez policję, przygotowanie do oskarżenia sprawcy odgrywają ważną rolę. I tu przyglądamy się japońskiemu prawu, które z jednej strony ma z polskim punkty wspólne (np. oskarżyciel posiłkowy), a równocześnie mocno się od niego różni (np. kara śmierci). To bardzo ciekawy wątek, który pozwala ująć kryminał jeszcze szerzej - nie tylko szukamy motywu, ale też analizujemy się czy faktycznie jest istotny, by sprawcę osądzić i skazać.
“- (...) czy prawdziwy motyw jest aż tak istotny?
- (...) Chcę poznać prawdę. Właśnie temu ma służyć proces. Jeśli prawdziwy motyw nie wyjdzie na jaw, nigdy nie zaakceptuję wyroku.”
Mimo uniwersalności psychologicznych zagadnień zbrodni, autor mocno osadza powieść w społeczności japońskiej, która od zachodniej faktycznie się różni. Tam honor zdaje się liczyć ponad wszystko, a dumna postawa wydaje się być ważna nawet w chwili przyznania się do zbrodni. Zasady społeczne znaczą więcej niż na rynku zachodnim, a szacunek do drugiego człowieka jest większy. Dlatego z jednej strony przyznanie się do winy sprawca aż tak nie dziwi, ale reakcja społeczności już tak. Kulturowe przedstawienie postaci oczywiście nie jest podkreślane nadmierne, a jednak dla polskiego czytelnika te inne podejście będzie subtelnie odczuwalne.
“- Chcę wiedzieć, jaka jest prawda. W tym celu spotkam się z każdym i nie cofnę się przed niczym. Jeśli będę myśleć tak jak ty, nigdy się nie dowiem, co naprawdę się stało.
- A myślisz, że to takie łatwe? Prawda? Jak ją poznasz, nie zdziw się, jeśli nie będzie niczym specjalnym.”
Samo miejsce też jest w powieści ważne, autor przeprowadza nas przez ciekawe miejsca w Tokio, odwiedzamy knajpki, podróżujemy szybkim pociągiem. A co istotne dla mnie, duża uwaga przywiązana jest też do posiłków, do jedzenia - autor opisuje co postacie spożywają na lunch czy obiad, w domu czy restauracjach. Jako że w Japonii nie tylko zasady społeczne są inne, ale i potrawy, dla polskiego czytelnika te detale stanowią zauważalną atrakcję.
“Przecież oni są jak światło i cień, dzień i noc; to zupełnie jakby łabędź i nietoperz chciały razem latać po niebie.”
Oczywiście niczego z tego by nie było, gdyby nie kreacje postaci. A te autor przedstawia z naprawdę mistrzowską precyzją. Pozornie nie wyjawia wiele, a czytelnik frajdę wynosi z obserwacji zachowań, reakcji i rozmów. To dopiero na tej podstawie uczymy się z kim mamy do czynienia, nic nie jest przedstawione wprost. Zatem kreacje są budowane bardzo subtelnie, acz ostatecznie okazuje się, że każda z nich jest głęboka, rozbudowana, a przede wszystkim logiczna i ludzka.
“(...) zwyczajność też może budzić zawiść (...).”
Keigo Higashino to autor, który doskonale wpisuje się w mój gust literatury kryminalnej - u niego nie liczy się brutalność zbrodni, nie napawa się skrzywionymi umysłami, seryjnymi mordercami, z którymi musimy się ścigać. U niego (a przynajmniej do tej pory!) sprawca wywodzi się z normalnego, niczym niewyróżniającego się społeczeństwa, a więc tym, co istotne, jest szukanie motywu i próba zrozumienia tego jak i dlaczego tak naprawdę do zbrodni doszło. Psychologia postaci i samej zbrodni to coś, co gra pierwsze skrzypce, a intryga budowana jest z zabójczą precyzją i iście japońską uwagą. “Łabędź i nietoperz” zwraca uwagę czytelnika na ważne punktu zbrodni, o których nie mówi się za wiele w tym gatunku literackim - na to, jak zbrodnia jednego człowieka wpływa na pogląd społeczności w stosunku do tych osób mu i ofiary najbliższych. To skomplikowane społecznie i psychologicznie zagadnienie, ale nie jedyne, które zachwyca przy tym tytule. Jestem pod wrażenie precyzji i głębi powieści autora, tego, jak wiele czytelnikowi potrafi uświadomić, a równocześnie dostarczyć tak zajmującej intrygi, że książki nie chce odkładać się ani na moment.
 
Moja ocena: 8/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Relacja.


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 11, 2025

"Więzień fantazji" Jakub Relewicz

"Więzień fantazji" Jakub Relewicz

Autor: Jakub Relewicz
Tytuł: Więzień fantazji
Cykl: Więzień fantazji, tom 1
Data premiery: 01.09.2025
Wydawnictwo: Asterysk
Liczba stron: 532
Gatunek: thriller prawniczy
 
Jakub Relewicz to poznański adwokat, który prowadzi własną kancelarię prawną, a jego specjalizacją jest w prawo cywilne, gospodarcze i karne. Na rynku działa od ponad dwudziestu lat, w tym czasie stoczył setki batalii sądowych, był świadkiem licznych dramatów rodzinnych i niesprawiedliwych wyroków, doświadczył też wielu absurdów polskiego prawa. Jeden szczególnie wyrył mu się w pamięci, a jego skala podziałała motywująco - by temat nagłośnić, obnażyć przez zwyczajnym człowiekiem skalę nieprawdopodobnych sytuacji, które mimo to mają w Polsce miejsce, napisał powieść. “Więzień fantazji” to jego debiut wydany nakładem grupy FNCE oferującej wsparcie w całym procesie wydawniczym. Książka inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami i jest początkiem serii.
 
Poznań. W sylwestrowy wieczór Marek Deja zostaje zamknięty w areszcie. Dwa dni temu policja zapukała do jego drzwi, by aresztować go za… fantazję. Mianowicie Marek, któremu od dłuższego czasu nie układało się w małżeństwie, w święta Bożego Narodzenia zobaczył oczami wyobraźni jak strzela do swojej żony, a później do siebie. Skąd przyszła mu ta wizja? Sam nie wie, to nie tak, że ma w stosunku do żony myśli mordercze, ba! cały czas ma nadzieję, że małżeństwo uda im się naprawić. A jednak jego żona musiała o tym komuś opowiedzieć, bo tylko ona mogła złożyć na niego doniesienie, które poskutkowało aresztem. Ale czy to naprawdę możliwe, by nie za czyn, a same słowa zostać skazanym? Gdzie tutaj leży tak naprawdę wina? I jak udowodnić, że to, co pojawiło się w jego wyobraźni, nie jest w żadnym razie zapowiedzią przyszłych wydarzeń?
 
Książka rozpisana jest na sześć części i epilog. Każda z części dzielona jest na krótkie, kilkustronicowe rozdziały, które najczęściej dzielone są na krótsze fragmenty. Numeracja rozdziałów jest osobna dla każdej części, ich liczba nie jest stała, w zależności od części jest ich kilka bądź kilkanaście. Każdy rozdział otwiera imię i nazwisko osoby, o której lub z perspektywy której historia jest w danym momencie opisywana, ułożenie ich jest naprzemienne. Narracja prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego, narrator ma wgląd w emocje postaci, jednak nie strona psychologiczna zaprząta go najmocniej. Styl powieści jest codzienny, język bywa potoczny, czasami pojawiają się też przekleństwa, nie ma ich jednak w nadmiarze. Książkę czyta się szybko, jednak za to raczej odpowiada sposób rozmieszczenia tekstu na stronie, a nie sam styl, w którym czuć, że nie przeszedł odpowiedniej redakcji i korekty - zdania bywają dość toporne jak na dzieło literackie. Zaznaczę jednak, że jak na debiut prawnika, który na co dzień pisze wnioski i inne pisma sądowe, i tak tekst wypada całkiem nieźle, a sam sposób prowadzenia narracji jest zaskakująco lekki.
“- Wiesz, Piotr, w sumie mam tylko jedno życzenie - żeby tam, gdzie pójdziemy, nie było… no, sam wiesz kogo.
- Spoko, aresztujemy gościa i będzie spokój (...).”
Fabularnie historia jest trudna do uwierzenia, w tym wypadku to jednak dowodzi tego, że nieraz rzeczywistość jest bardziej absurdalna od naszej wyobraźni i to ten absurd, który nie mieści się w naszej głowie, faktycznie ma uświadomić. W tym wypadku fantazja została potraktowana jak groźba, a odgórne przykazy sprawiły, że główny bohater “poszedł siedzieć”. I tu rusza cała machina - zaczynamy przyglądać się jak funkcjonują adwokaci i prokuratorzy, jak rozpatrywanie spraw wygląda w sądach. I nie jest to obraz napawający optymizmem… Tu każdy gra na siebie, we własnym interesie, przede wszystkim patrząc na statystyki i budowanie własnej marki, a kolejne prowadzone sprawy traktowane są … no cóż, jak po prostu sprawy, a nie zdarzenia personalne. Dla prawników to przecież po prostu praca, dla osób aresztowanych i ich rodzin, to życie, które wali się w jednym momencie. Sądy nie są tak niezawisłe jak być powinny, a przygotowanie do sprawy, odrzucanie wniosków czy ich zatwierdzenie nie zawsze zależy od sprawiedliwości. Adwokaci, nawet ci z naprawdę dobrymi opiniami, niekoniecznie zawsze kierują się dobrem klienta, a wręcz odwrotnie - takich można ze świecą szukać. Jak więc zwyczajny człowiek ma się w tym zagmatwanym świecie odnaleźć?
"Ten świat jest strasznie zagmatwany. Jak sobie w tym wszystkim poradzić?”
Absurdy prawa jednak nie rozgrywają się w niesprecyzowanej przestrzeni, a są dokładnie osadzone w poznańskich i wrocławskich budynkach. Miejsce ma w tej powieści znaczenie, to ono częściowo nadaje ponury klimat całej powieści. Poruszamy się przede wszystkim pomiędzy więzieniem, prokuraturą, a prywatnymi mieszkaniami, choć i restauracje, a nawet kościoły są ważnym punktem na mapie przystanków zaangażowanych w intrygę postaci.
“(...) w większości spraw kryminalnych w Polsce policja nie musi się wcale wysilać. Wystarczy tylko siedzieć, słuchać i patrzeć.”
Sama intryga jest wielowątkowa i trudna do przewidzenia, ba!, sięga zdecydowanie głębiej niż można by się spodziewać. Poza samym wątkiem aresztu za fantazję, znajdziemy tu także wątek szantażu, tajnego śledztwa policyjnego i prywatnej intrygi, za którą stoją osoby Markowi najbliższe. Przytoczone zostają też zbrodnie aresztantów siedzących wraz z Markiem, co można traktować w formie kolejnych absurdalnych anegdotek. Wielość wątków jednak na samym końcu, choć faktycznie ich nagromadzenie się zagęszcza, nie przynosi finalnego rozwiązania - na te trzeba będzie poczekać do premiery tomu drugiego, a kto wie, czy nie dalej… Przyznam, że brak tak wielu wyjaśnień nieco mnie rozczarował.
“- (...) światem rządzą siły szczęścia i pecha - zauważył programista.
- Zdecydowanie tak jest - dodał Roman. - Nawet nie wiesz, ilu prawdziwych i poważnych przestępców w życiu spotkałem, którzy nigdy nie mieli żadnych problemów z prawem, bo zawsze dopisywało im szczęście.”
W powieści postaci, których losy obserwujemy, jest sporo. Marek, jego żona, wspólnik, siostra, aresztanci zamieszkujący z Markiem jedną celę, prawniczka, prokuratorka, jej przełożony i tak dalej… A jednak ich narracje się nie mieszają, każdy pełni tak wyraźną funkcję fabularną, że nie sposób ich pomylić. Są postacie pozytywne, które wprowadzają w fabułę nieco radości i swego rodzaju beztroski, są i negatywne, które irytują brakiem empatii i pilnowaniem tylko i wyłącznie swojego dobra. Najwięcej jednak postaci jest zagubionych, które zwyczajnie nie wiedzą, jak się w tej sytuacji zachować, co powinny zrobić…
“Aspirant wiedział, że czasem młodzi ludzie popełniają błędy. Szkoda, że nikt nie próbuje im pomóc w powrocie do praworządnego życia. System, niestety, od dawna nastawiony był głównie na karania, a nie ma wychowywanie młodocianych. Kolejne reformy zmieniały to wszystko tylko na gorsze.”
I w moim odczuciu to te kreacje postaci, które ciągną za sobą osobiste wątki, są słabym punktem powieści. Widać w nich lekki schematyzm i powierzchowność, przede wszystkim tyczy się to postaci kobiecych. Widać, że psychologiczny aspekt ich kreacji nie został odpowiednio zgłębiony, a przez to niektóre ich czyny wydają się czytelnika po prostu niezrozumiałe, a zatem ich reakcje dają wrażenie przesadzonych. Najmocniej jest to widoczne w postaci żony Marka, Weroniki, której wykluczające się decyzje wprowadzają poczucie nierealności – nie wykluczam, że i ona oparta jest o postać prawdziwą, a jednak jej kreacja w swojej naiwności i wyglądającym na przesadzony lęku, dała wrażenie mało realistyczne. To częsty problem debiutantów skupionych na oddaniu historii, a nie samych postaci, niemniej jednak to przez niego postacie są płaskie i nie wywołują w czytelniku głębszych emocji.
“Komendant czuł, że jego praca ma sens i że dba on o dobro społeczne. Zrozumiałe dla niego było, że nie wszystkie sprawy są możliwe do rozwiązania, a bywają i takie, których nawet nie należy rozwiązywać.”
Oczywiście możemy przy tej powieści mówić także o tematyce bardziej uniwersalnej niż prawna. Przyglądamy się przecież najbliższemu otoczeniu Marka, szczerości osób, tego jak wiele z nich, okazuje się niewartych zaufania, jak wiele z nich w sytuacji kryzysowych rozczarowuje. Niektórzy robią to przez własny egoizm, który wypiera moralność, niektórzy stają się marionetkami w rękach innych. Fanatyzm i podjęcie działania w imię różnie pojętego dobra mają bardzo wiele oblicz.
“Każdy ma swój grajdołek i każdy robi to, co akurat mu pasuje. Nikt nie myśli horyzontalnie. Każdy tylko gada i robi, co mu pasuje i co daje mu dobry wynik (...).”
“Więźnia fantazji” warto potraktować przede wszystkim zgodnie z celem, jaki przyświecał autorowi, podczas jego tworzenia - jako historię odsłaniającą absurdy polskiego prawa, która uświadamia, że człowiek uwikłany przypadkowo w system, traci wszelką moc sprawczą, całą swoją codzienność i pewność, którą w życiu bierzemy za pewnik. Traci faktyczną szansę na skuteczną, odpowiednio szybką obronę, bo przecież system toczy się rytmem swoim, który jest naprawdę powolny… To sytuacja straszna, ale czy nie lepiej mieć tego świadomość? Niemniej jednak przyglądając się książce pod kątem powieściowym, jej budowy, stylu kreacji świata i postaci można zauważyć wiele niedociągnięć, które sprawiają, że czytelnik bardzo szybko czuje, że ma do czynienia z książką napisaną przez osobą literacko mało doświadczoną. Zarówno postacie, jak i sytuacje przez brak odpowiedniego ukierunkowaniu uwagi czytelnika, dają wrażenie nie do końca jasnych i zrozumiałych. To jednak coś, nad czym można popracować, coś co dobry redaktor może być w stanie wyprowadzić. Tę książkę autora polecam tym, którzy przede wszystkim cenią sobie zaskakujące, ocierające się o absurd intrygi, ale nie przywiązują dużej wagi i do stylu powieści, jak i kreacji psychologicznych postaci.
 
Moja ocena: 6/10
 

Recenzja powstała w ramach współpracy z Jakubem Relewiczem.

Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!

grudnia 10, 2025

"Transakcja" Piotr Gajdziński

"Transakcja" Piotr Gajdziński

Autor: Piotr Gajdziński
Tytuł: Transakcja
Cykl: Rafał Terlecki, tom 6
Data premiery: 26.11.2025
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 384
Gatunek: thriller polityczny / powieść sensacyjna
 
Piotr Gajdziński na polskiej scenie publicystycznej działał od końcówki lat 80-tych XX wieku. Przez pierwszą dekadę swojej kariery pracował jako redaktor i naczelny kilku magazynów, później ukierunkował się na dział public relations. Napisał kilka książek biograficznych i non-fiction, ostatnie lata jednak spędza na tworzeniu serii thrillerów politycznych z dziennikarzem Rafałem Terleckim, który po raz pierwszy pojawił się w 2023 w “Sierocińcu janczarów”. Jednak to dopiero rok 2025 stał się dla serii rokiem zmiany - w przeciągu jedenastu miesięcy autor dostarczył czytelnikom aż trzy tomy (recenzje - klik!), tym samym podwajając objętość serii, a jeden zdaje się coraz bardziej realny od drugiego… I choć “Transakcja” to już tom szósty z Rafałem Terleckim, to jednak można go czytać od reszty niezależnie.
 
Połowa marca 2025, Warszawa. Rafał Terlecki w końcu wiedzie nieco spokojniejsze życie - porzucił narażające jego bezpieczeństwo śledztwa polityczne, teraz prowadzi w telewizji program publicystyczny, w którym rozmawia z ludźmi związanymi z polityką. To przyjemna, spokojna posadka. Pewnego dnia jednym z jego rozmówców jest pułkownik wywiadu, z którym kiedyś spotkał się podczas jednego ze swoich śledztw. Teraz, po programie, to pułkownik prosi go o spotkanie, a choć Terlecki nie jest przekonany czy powinien na nie pójść, to jednak słowa pułkownika sugerujące, że chodzi o sytuację z Rosją, wzbudzają jego ciekawość na tyle, że zjawia się w wyznaczonym miejscu. To tam pułkownik mówi mu o rosyjskim agencie, którego zwerbowali jeszcze w latach 90-tych, a teraz ze względu na jego dość niepokojące doniesienia ze Wschodu, trzeba jego wiarygodność sprawdzić. Wywiad nie może zrobić tego oficjalnie, więc pozwolą znanemu dziennikarzowi trochę w ich imieniu powęszyć.. Czy jednak Terlecki powinien się na to zgodzić? Szybko dochodzi do wniosku, że mimo wszystko tęskni za prowadzeniem takich śledztw…
 
Książka rozpisana jest na 47 rozdziałów, które oznaczone są miejscem i datą opisywanych zdarzeń. Cała akcja rozgrywa się w przeciągu dwóch miesięcy, w większości toczy się w granicach Polski. Rozdziały są krótkie, kilkustronicowe, często dzielone również na krótsze fragmenty. Narracja powieści prowadzona jest w trzeciej osobie czasu przeszłego przede wszystkim z perspektywy Terleckiego, który jest postacią książki i serii przewodnią. Obok niego od czasu do czasu pojawiają się jednak inne perspektywy, jak choćby jego współpracowników (znanych z wcześniejszych tomów) czy rosyjskiego agenta. Styl powieści jest dość reporterski, przede wszystkim skupiamy się na oddaniu zdarzeń i zawiłości politycznych, emocje postaci pozostają w tle. Choć akcja toczy się linearnie, to jednak w tekście często pojawiają się wspomnienia dawnych spraw, czy wydarzeń politycznych, które nadają historii pełniejszego obrazu i umacniają ją zarówno w serii z Terleckim, jak i w naszej rzeczywistości - świat przedstawiony w powieści jest przerażająco podobny do tego, w którym faktycznie żyjemy. Przez te nagromadzenie informacji, faktów, polityki trzeba podczas lektury zachować czujność i koncentrację, bo chwila nieuwagi zagwarantuje kompletnie pogubienie się w historii. Pod kątem języka powieść jest dostosowana do przeciętnego odbiorcy, zdania dość krótkie, co ułatwia odbiór zawiłej momentami treści.
“(...) nasz świat zwariował, nic już nie jest takie jak kiedyś.”
Historia oparta jest na szkielecie powieści sensacyjnej, znajdziemy więc w książce wszystkie jej kluczowe elementy. Akcja momentami toczy się szybko z zagrożeniem życia postaci, są też i sceny, w których na plan pierwszy wysuwa się lekki erotyzm. A jednak mimo tych sensacyjnych elementów tym, co w powieści pozostaje na planie pierwszym, jest polityka. I to ta całkowicie realna, dokładnie taka, jakiej w Polsce wiosną (i teraz też) doświadczyliśmy. Mimo fikcji literackiej, książka napakowana jest tym, co wydarzało się na scenie politycznej naprawdę, zawiera bardzo dużo realnych komentarzy na jej temat. Autor porusza temat wojny w Ukrainie, rosyjskich aspiracji do poszerzania granic i wpływów ich państwa, podejście oligarchów do władzy i życia w ogóle. Jednak tym razem nie tylko nasze oczy kierują się na Wschód, ale i na Zachód. Sytuacja z USA, z Trumpem u steru też nie pozostaje bez trafnych komentarzy, dostajemy przewidywania i opinie tego, jak cała gospodarka polityczna może toczyć się dalej i jak Polska może się w niej odnajdywać. A choć może nie napawa to optymizmem, to ważne, byśmy mieli tego świadomość - dzięki tej wiedzy stajemy się świadomi, możemy reagować, decydować o własnym losie i życiu w polskiej rzeczywistości. Zatem choć polityki, zależności pomiędzy państwami jest tutaj sporo, to są to tematy ważne dla naszej świadomości, a zatem warte wysiłku poznania.
“Macie dwa stronnictwa, a to nie pomaga. Sami sobie podstawiacie nogi, a tego w Ameryce, nawet tej obecnej, nie rozumie się i nie lubi.”
Poza samą polityką ważną rolę pełnią rozgrywki pomiędzy wywiadami różnych krajów. Przyglądamy się pracy agentów od środka, ich dylematom, poczuciu misji, ale też i tej niepewności, która towarzyszy im na co dzień. Tym, kto dosadnie nam to przedstawia, jest agent rosyjski żyjący w Polsce, a dzięki temu możemy przyjrzeć się jak duży kontrast ciągle istnieje pomiędzy życiem w Polsce a Rosji, jak i kulturą ich mieszkańców. Skoro wydarzenia polityczne są prawdziwe, podejrzewam więc też, że i w tę relację możemy wierzyć.
“Kremlowscy panowie nigdy nie godzą się, aby świat, który stworzyli, nagle zniknął. Tylko on zapewnia im władzę i pieniądze. Bajdurząc wciąż o wojnie i zachodnim imperializmie, mogę trzymać rosyjski naród za mordę. To stara strategia, ale wciąż skuteczna (...).”
Oczywiście intryga, choć osadzona w przestrzeni bardzo realistycznej, jest fikcyjna, choć częściowo składa się z prawdziwych punktów historycznych sięgających nawet i czasów końca PRL-u. Zagadka, jako że uwikłana mocno w politykę, jest zawiła i skomplikowana, jednak rozpisana logicznie i finalnie satysfakcjonująca.
“(...) udało im się wedrzeć do politycznej kuchni i odsłonić sporo jej starannie skrywanych tajemnic. I cynizmu.”
A co z postaciami serii? Terlecki w porównaniu do dwóch poprzednich tomów, momentami wydaje się już zmęczony, może nawet wypalony. Zaczyna zwraca się ku swojej rodzinie, ku własnemu spokojowi ducha, który po tak wielu trudnych, zagrażających życiu śledztwach, bardzo ciężko jest mu osiągnąć. Ta sprawa, na którą dość opornie zgadza się teraz, a w którą, jak rasowy dziennikarz, ostatecznie angażuje się całym sobą, w zapewnieniu spokoju też nie pomaga… czy to pierwsze oznaki tego, że Terlecki powoli zaczyna mieć dosyć? Przyznam, że w “Transakcji” Terlecki wydaje się bardziej ludzki, bardziej wątpiący.
Oczywiście poza nim pojawia się trochę postaci, które znamy już z poprzednich tomów, choć to dla czytelników serii po prostu miły dodatek, a nie przeszkoda dla tych, co sięgną po ten tytuł od reszty serii niezależnie.
“Pan redaktor lubi się babrać w historii, to jego życiowa pasja (...).”
Choć “Transakcja” to fikcja literacka, to tym, co wzbudza w niej mój największy podziw, jest ogromna wiedza polityczno-historyczna autora, którą potrafi ubrać w słowa zrozumiałe dla laików tego tematu. Dzięki temu czytelnik może zyskać świadomość sytuacji i wynikające z niej przestrogi. Jest to więc fikcja tak bliska naszej realności, jak to tylko możliwe, nastawiona na nie tylko rozrywkę, ale i dostarczenie czytelnikowi wiedzy. Przez to może nie być lekturą najłatwiejszą, ale w zamian za koncentrację i skupienie odpłaca się czymś, co faktycznie w życiu możemy wykorzystać. A co z fikcją? Ubrana w sensacyjne ramy, prowadzona jest sprawnie, a dzięki kilku perspektywom, interesująco szeroko. I jak zawsze jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Terleckiego!
“Może cię to szokować, ale nawet wrogie sobie służby czasem ze sobą współdziałają, aby posprzątać po politykach.”
Moja ocena: 7/10
 
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Muza.

Dostępna jest w abonamencie za dopłatą 14,99zł 
(z punktami z Klubu Mola Książkowego 50% taniej) 


Podoba Ci się to, co robię?
Wesprzyj mnie na patronite.pl/kryminalnatalerzu i dołącz do grona moich Patronów!